"Na razie jesteśmy na etapie analizowania"

(fot. EPA/JULIEN WARNAND)

Premier Rumunii tłumaczył się w czwartek w Brukseli z kontrowersyjnych zmian w kraju. Szef Rady Europejskiej wprost mówił o obawach o łamanie podstawowych zasad UE, takich jak niezależność sądów, za co Rumunii grozi nawet utrata głosów w Radzie UE.

 

Rumuński premier Victor Ponta od środy kontynuuje w Brukseli spotkania z szefami unijnych instytucji, którzy są zaniepokojeni ostatnimi działaniami rządu i parlamentu Rumunii. - Wydaje się, że celem tych działań jest ograniczenie kompetencji niezależnych instytucji takich jak Trybunał Konstytucyjny - powiedział w czwartek przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.

 

Po spotkaniu z Pontą Van Rompuy wyraził "głębokie zaniepokojenie rozwojem wydarzeń politycznych w Rumunii, dotyczących zasad poszanowania prawa i niezależności sądownictwa". "To podstawowe zasady, na których opiera się Unia Europejska. Wszystkie rządy powinny ich przestrzegać" - podkreślił.

 

Kierowany przez Pontę od maja socjaldemokratyczno-liberalny rząd przyjął dekrety ograniczające kompetencje Trybunału Konstytucyjnego, wymienił przewodniczących obu izb parlamentu, a także rzecznika praw obywatelskich, który jako jedyny mógł nowe dekrety zakwestionować. Ponadto zeszły piątek parlament głosami koalicji rządowej opowiedział się za wszczęciem procedury impeachmentu wobec prezydenta Traiana Basescu. Centroprawicowy szef państwa został zawieszony w obowiązkach na 30 dni. 29 lipca przeprowadzone zostanie referendum w sprawie odsunięcia go od władzy.

 

Za łamanie praw podstawowych, na których opiera się UE, krajowi członkowskiemu grozi procedura opisana w art. 7 traktatu UE. Przewiduje on, że z inicjatywy jednej trzeciej państw UE, Parlamentu Europejskiego albo Komisji Europejskiej, Rada UE może stwierdzić, że istnieje zagrożenie praw podstawowych w danym kraju. Uruchamiana jest wtedy procedura, która może doprowadzić do odebrania takiemu państwu prawa głosu w Radzie UE, jeśli nie wykaże ono żadnej poprawy. Procedury tej nigdy jeszcze nie zastosowano.

 

- To broń nuklearna, której na razie nie wyciągamy - powiedziało źródło unijne śledzące sytuację w Rumunii. - Na razie jesteśmy na etapie analizowania (sytuacji­), a nie mówienia o konsekwencjach - zastrzegła rzeczniczka KE Pia Ahrenkilde Hansen. I ona przyznała jednak, że KE ma do dyspozycji różne środki.

 

Chodzi m.in. o mechanizm sprawdzania postępów Rumunii w obszarze sprawiedliwości, walki z korupcją i zorganizowaną przestępczością. Ten mechanizm (w postaci corocznego raportu) dotyczy tylko Rumunii i Bułgarii. Od jego wprowadzenia uzależniono zgodę na wejście obu krajów do UE w 2007 roku; wciąż istniały obawy, że kraje te nie zdążyły wystarczająco dostosować się do standardów unijnych. W ramach tego mechanizmu istnieje możliwość wstrzymania funduszy strukturalnych dla obu krajów, gdyby zastrzeżenia wobec nich były duże. W tym roku publikacja raportu zaplanowana jest na 18 lipca - powiedziała Ahrenkilde Hansen.

 

Choć raport nie ma oficjalnie związku ze staraniami Bukaresztu o wejście do strefy Schengen, to już pojawiły się głosy, że rządy temu niechętne mogą go wykorzystać jako argument. O groźbie takiej politycznej konsekwencji mówiła w środę komisarz sprawiedliwości Viviane Reding. Jeden z dyplomatów ocenił jednak, że na razie głównym "narzędziem w rękach Brukseli" jest presja, zważywszy, że "wszystkie informacje i wypowiedzi z Brukseli o Rumunii lądują od razu na pierwszych stronach gazet".

 

By przekonać UE do swych racji, Ponta wynajął brukselską firmę public relations "G+ Europe" (tę samą, z której usług korzysta m.in. rosyjski Gazprom). W środowym komunikacie prasowym, opublikowanym przez tę firmę, Ponta zapewnił o "niezachwianym przywiązaniu do zasad demokracji i rządów prawa", "przestrzeganiu rumuńskiej konstytucji oraz europejskich wartości". Na konferencji w PE w środę Ponta wielokrotnie podkreślał, że to, co dzieje się w Rumunii, to tylko "walka polityczna w zgodzie z zasadami demokracji". Podkreślał, że system sądowy w Rumunii jest "niezależny i skuteczny", i deklarował gotowość, by KE to sprawdziła.

 

- Jeśli okaże się, że jakaś decyzja rządu lub parlamentu rumuńskiego zostanie uznana przez KE za niezgodną z wartościami europejskimi, to nie będę czekać roku ani sześciu miesięcy, by to wyjaśnić i odwrócić - zaznaczył Ponta.

 

Bronili go lider socjalistów w PE Hannes Swoboda oraz szef PE Martin Schulz. "Victor Ponta to mój przyjaciel, jesteśmy z tej samej rodziny (politycznej) i to zrozumiałe, że nie załamuję się, kiedy socjaldemokrata jest wybrany na premiera" - powiedział Schulz. Przyznał jednak, że pewne przyjmowane przez rząd Rumunii dekrety "były nieodpowiednimi środkami, by rozwiązać problemy kraju". 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook