Polska specjalność: gadanie o bzdurach

Krzysztof Wołodźko
(fot. Greenpeace Polska / flickr.com)

Kto ponosi winę za to, że żyjemy w źle urządzonym państwie? Na tak zadane pytanie często słyszymy odpowiedź: politycy! Czy aby na pewno?

 

Przez dobrych kilka ostatnich dni jednym z głównych newsowych tematów medialnych, który "dobrze żarł" także na portalach społecznościowych, była historia z wrocławskiego Teatru Polskiego. Sprawa, która dotyczyła kwestii ewentualnej nieobyczajności w trakcie jednego  z przedstawień oraz form jego reklamy w miejscach publicznych, szybko urosła do rangi pierwszorzędnego sporu o kulturę, etykę, wolność artystycznej ekspresji, wedle schematu: "obrońcy wartości" vs "obrońcy wolności". Całość dość mocno była powiązana z aktualnymi, powyborczymi sporami politycznymi. Można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z jakąś fundamentalną, najistotniejszą dla milionów Polaków kwestią, skoro wrocławska historia buzowała ogólnopolskie media, "obrońcy demokracji" bardzo się wzmogli, a głos zabrał nawet wicepremier i minister kultury nowego rządu.

 

Chora służba zdrowia

 

W tym samym czasie, gdy działa się cała rzecz, w jej cieniu pojawiły się o wiele mniej interesujące dla mediów i znacznej części opinii publicznej informacje o kolejnym już poważnym raporcie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) dotyczącym m.in. fatalnej kondycji polskiej służby zdrowia, zatytułowanym "Health at a Glance 2015".

 

Tylko kilka wyimków z raportu nie pozostawia większych złudzeń: "We wszystkich państwach OECD, z wyjątkiem Grecji, USA i Polski, istnieje powszechny dostęp do służby zdrowia"; "dzięki wcześniejszej diagnozie w większości państw zwiększyła się długość przeżycia przy zachorowaniu na raka. Wyjątkiem są Polska i Chile" (cytaty za "Dziennik Gazeta Prawna", pogrubienie: K.-W.). Jeśli idzie o liczby, to pod względem umieralności na raka zajmujemy wysokie 30. miejsce na 34 badane kraje: w Polsce "umierają 234 osoby na 100 tysięcy mieszkańców. 50 proc. chorujących na raka jelita nie przeżywa po wykryciu choroby pięciu lat, a właśnie przeżycie tego okresu jest uważane za sukces w walce z chorobą".

 

Poza tym z raportu OECD wynika, że pod względem jakości systemu zdrowia odstajemy poważnie na minus względem większości krajów Europy (najniższe od lat nakłady na służbę zdrowia, przedstawiane w formie PKB), ale za to mamy jeden z najwyższych wskaźników urynkowienia kosztów leczenia - mówię o współpłaceniu pacjentów za leki. Co jeszcze? Coraz bardziej brakuje w Polsce lekarzy i pielęgniarek, bardzo mało jest także personelu pomocniczego (zatrudnianego zresztą często na jak najgorszych warunkach). To powoduje, że "dostępny w systemie" personel jest przepracowany, obsługując pacjentów w ramach usług i prywatnych, i publicznych. Wszystko to często skutkuje u pacjentów poczuciem, że lekarze właściwie ich nie słuchają, że traktują przedmiotowo, że pacjent rzadko jest partnerem we własnym procesie leczenia, a częściej - jeszcze jednym "przypadkiem chorobowym".

 

Samotność samobójców

 

Mniej więcej w tym samym czasie co na raport OECD natrafiłem na jeszcze jedną, zdecydowanie smutną informację. Jak pisał tygodnik "Wprost" w artykule "Samotność samobójcy", Polska jako jedno z ostatnich państw Unii Europejskiej nie ma krajowego systemu zapobiegania samobójstwom: "Proszę się zapisać do specjalisty i przyjść za trzy miesiące - słyszy często osoba, która mówi, że chce się zabić". Tymczasem od lat rośnie w Polsce liczba samobójstw, szczególnie wśród mężczyzn.

 

Niestety, wszystkie powyższe kwestie dotyczące zdrowia Polaków i systemu opieki zdrowotnej, które powyżej przedstawiłem, stanowiły w ostatnich dniach margines dyskusji publicznej. Naprawdę trudno pojąć, dlaczego tematy czwartorzędne budzą u nas emocje, jakby były kwestiami pierwszorzędnymi, a sprawy pierwszorzędne - jakby były zagadnieniami czwartorzędnymi.

 

To przeczy zdrowemu rozsądkowi i jakiemuś społecznemu instynktowi samozachowawczemu: tematy, które dotyczą milionów ludzi, setek tysięcy osób, które przecież codziennie muszą czekać w kolejkach do lekarza, codziennie przeżywać katusze niepewności, związanych ze źle leczoną czy źle zdiagnozowaną chorobą, a często zostają same ze swoimi i bliskich chorobami - takie tematy w ogóle nie budzą większego odzewu. Natomiast okołoteatralne bzdurki, sezonowe skandale, które umarłyby śmiercią naturalną, gdyby nie robić wokół nich szumu - urastają do rangi spraw, od których podobno zależy moralność publiczna.

 

Rozmowy o niczym

 

Czy aby na pewno tak jest? Śmiem wątpić. Moim zdaniem moralność publiczną, a raczej dojmujący jej brak, widać w tym, że opinia publiczna ekscytuje się rytualnym już uprawianiem obsceny przez artystów, obeznanych z mechanizmami nagłaśniania swoich nazwisk, spektakli i teatrów. Ale ta sama opinia publiczna nie poświęci dłuższej chwili sprawom dotyczącym naprawdę życia i śmierci, i to w ich systemowym wymiarze. To jest naprawdę niemoralne, ta obojętność na rzeczy ważne, przy rozdmuchiwaniu do niebotycznej skali zwykłych bzdur.

 

Polacy często i chętnie narzekają, że politycy są winni wszystkim bolączkom naszej rzeczywistości. To bardzo łatwy sposób, by zdjąć z siebie współodpowiedzialność za ten stan rzeczy. A jesteśmy za niego odpowiedzialni, bo chętnie dajemy się wkręcać we wciąż organizowane od nowa spory i festiwale nienawiści wokół d… Maryny. Przepraszam, ale tak wygląda prawda o rodzimym infantylizmie społecznym, i tym z prawa, i tym z lewa, który jest jednym z realnych systemowych źródeł naszych problemów z własnym krajem. Tak też wygląda prawda o nieustannie wałkowanych trzeciorzędnych problemach, które u bardzo wielu ludzi powodują "blokadę mentalną" - nad niczym innym nie potrafią się zastanowić, a co najwyżej niepomiernie się dziwią, dlaczego w Polsce bywa ludziom trudno i bardzo trudno, gdy się nie jest młodym i zdrowym, i równocześnie bogatym. A zwykle się nie jest…

 

Moja dobra rada: gadajmy jeszcze więcej o problemach panów i pań z artystycznych saloników, a będzie lepiej. Tylko komu?

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.44

Liczba głosów:

27

 

 

Komentarze użytkowników (80)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Romuald Chutkowski 22:56:06 | 2016-05-08
kwestia gadania ,to ujawnianie patologii w "światku"  pań i panów artystów zatem wydawania naszych pieniędzy na bzdety.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Euzebiusz 21:20:21 | 2015-12-02
Nie wiem czy to są bzdury, w każdym razie przejąłem się historią o której od paru dni słychać w mediach mianowicie chodzi o zaginięcie p. Ewy T. z Poznania. Dzisiaj pojawiły się nowe fakty, a ja zadaję sobie pytanie dlaczego ta kobieta dała się odprowadzić obcemu mężczyźnie, mówię obcemu, bo przecież znajomy nie zrobiłby chyba niczego złego a wygląda na to, że coś jednak się wydarzyło nad Wartą skoro policja szukała dzisiaj ciała p. Ewy T.
Kobiety, uważajcie z kim wychodzicie z imprezy.

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 10:25:57 | 2015-12-02
Ja mam wrażenie, ze autor prezentuje inną polską specjalność, jaką jest bezkrytyczne powtarzanie. Gazeta Polska wzięła do ręki jakiś raport, wypisała z tego raportu co im pasowało i z tego coś wypichciła i autor to powtarza. "Brak powszechnego dostępu do służby zdrowia" to raczej chodzi o nowelizację z 2012 roku, która uzależnia świadczenie od przedstawienia dowodu ubezpieczenia. Więc to kwestia nazewnictwa i terminologii, a nie stanu faktycznego. Na pewno nie jest prawdą, że w Polsce "nie zwiększyła się przeżywalność na raka" - zależy zresztą, na jakiego raka. "Rak" to wiele chorób. 
Podobnie zresztą z owym "porno" w teatrze. Problem jest taki, że żadne "porno w teatrze" nie miało miejsca. Ale ten drobny mankament nie przeszkadza w wygłaszaniu morałów, miotaniu piorunów a ministrowi z PiSu interweniowaniu i straszeniu.
To też współczesna polska plaga, brak pomyślunku zastępowany bezkrytycznym powtarzaniem.

Oceń 7 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 23:41:53 | 2015-12-01
Ja z kolei do problemów polskiej współczesności zaliczyłbym dalekoposunięte zobojętnienie niektórych tzw publicystów katolickich na funkcjonowanie zgorszenia w sferze publicznej.Idzie tu bowiem o rzecz wydawałoby się dla katolika ważką a mianowicie społeczne panowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa, które ustępuje jak widać miejsca dywagacjom na temat instytucjonalnych form wydłużania życia chorych na raka i samobójców.Cóż, gdy Bóg jest na pierwszym miejscu wszystko jest na właściwym miejscu.  

Oceń 11 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Euzebiusz 23:18:22 | 2015-12-01
gadajmy jeszcze wiecej o problemach panów i pań z artystycznych saloników a będzie lepiej. Tylko komu?

Ale trzeba przyznać, że ostatnio coś mało mówi się o Dodzie. Zupełnie nie wiem co jest tego przyczyną.

Oceń 9 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Milosc 22:36:48 | 2015-12-01
"Wszystkie choroby można wyleczyć tylko trzeba chcieć i wiedzieć jak"

Proszę zapoznać się z wiedzą i działalnością prof. Jerzego Zięby autora popularnej książki pt. "Ukryte terapie - Czego ci lekarz nie powie". Informacje dostępne m.in. tutaj: http://porady.uzdrawianie.org/?cat=51

Oceń 2 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 20:40:28 | 2015-12-01
Jedno trzeba przyznać: jest to w tym przypadku na pewno temat zastępczy, który ma pokazać, że za teraz ludzie zajmują się protestami w sprawie "sztuki", zamiast poważnymi problemami.

W tle jest jednak zasadniczy problem demoralizacji poprzez kulturę, która ma dzisiaj monstrualne rozmiary. W swoim czasie PO mianowało ludzi pokroju Klaty i różnych lewaków, np. z Krytyki Politycznej na stanowiska w kulturze. Dzisiaj ci ludzie wykorzystują te stanowiska do promocji swojej ideologii i do demoralizacji, jak np. symulacja kopulowania na scenie, czy wręcz kopulacja.

Ta sprawa powinna być szybko rozwiązana. Protesty pod teatrami to powinien być tylko pierwszy krok. Należy zwolnić dyrektora teatru we Wrocławiu. I systematycznie pozwalniać innych jemu podobnych.

Oceń 9 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 18:55:51 | 2015-12-01
1. O bzdurach gadają media - więc do nich należy mieć pretensje.
2. Media kryją polityków, ukrywając niewygodne dla nich sprawy za parawanem różnych bzdurnych tematów.
3. Porno w teatrze za pieniądze podatników, to nie jest bzdura, to poważna sprawa. Jest to kolejny przykład szastania naszymi pieniędzmi na rzeczy szkodliwe i niepotrzebne.

Oceń 18 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 18:46:00 | 2015-12-01
No cóż, Deon pewnie wolałby, żebyśmy się nie zajmowali sprawami programu demoralizacji poprzez film, teatr, kabaret, koncerty, itp. Ale to jest oczywiście tylko dowód na kierunek, jaki ma ten portal.

Kultura jest rzeczą kluczową dla społeczeństwa. To poprzez kulturę tak naprawdę chrystianizuje się, albo jak w tym przypadku  dechrystianizuje się, narody. Mówił o tym wielokrotnie JPII. Demoralizujące filmy, sztuki, przedstawienia właśnie służą dechrystianizacji. O tym dobrze wiedzą lewacy i różnej maści demoralizatorzy, dlatego tak usilnie niszczą sztukę i demoralizują przez nią. Kultura to rzecz kluczowa i nie można oddać tego pola ludziom chcącym czynić zło, choć oczywiście będą nam wmawiać, że to bez znaczenia, że się niepotrzebnie oburzamy, że z nas oszołomy itp.

Co robić? Należy odowojować kulturę i ewangelizować przez nią!


@T7HRR
Zwykle Pan pisuje z sensem. Teraz jednak zupełnie bez sensu. NFZ jest mimo patologii bardzo wydajny, jeśli liczyć po cenie ubezpieczenia. Jakby się Pan przyjrzał innym krajom, gdzie system jest prywatny, to by się przekonał, jak to wygląda. W Niemczech ubezpieczenie kosztuje bagatele jakieś 700Euro miesięcznie, a to prawie 3000zł. W USA lecznictwo jesto poza kontrola państwa. A wynik jest taki, że jest to kraj o najdroższej służbie zdrowia na świecie, i najmniej efektywnej licząc ceny leczenia i wyniki.

Oceń 14 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Marek Pawłowski 17:27:27 | 2015-12-01
Dziękuję za ważny głos.

Oceń 6 5 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook