Climategate okiem liberała

Na tydzień przed, zbliżającym się już do końca, szczytem w Kopenhadze wybuchł skandal określany w anglojęzycznej prasie jako Climategate. Aferę zapoczątkowało włamanie się do komputerów Centrum Badań Klimatu (CRU) Uniwersytetu Wschodniej Anglii.

 

To jednak, co odbiło się na świecie szerokim echem, nie dotyczyło samego faktu kradzieży danych lecz treści nielegalnie ujawnionej korespondencji dyrektora CRU Philipa Jonesa. Jej fragmenty sugerują bowiem, że nauka na temat klimatu oparta jest na fałszowaniu danych i bezpardonowej eliminacji badaczy o odmiennych przekonaniach z oficjalnych czasopism naukowych.

 

Wydawać by się mogło, że taki wypadek jeszcze bardziej powinien wzmocnić krytyczny stosunek liberałów wobec problemu globalnego ocieplenia. Także to, jak  środki przekazu zareagowały na ujawnienie sprawy, każe sympatyzować ze sceptykami, których Jones chciałby „trzymać jakoś z dala – nawet jeśli oznaczałoby to przedefiniowanie tego, czym jest recenzowane czasopismo naukowe”. Część mediów głównego nurtu próbowała przemilczeć sprawę, o Climategate huczało natomiast na blogach i w prawicowym Fox News, a prorynkowy Wall Street Journal dał na pierwszej stronie nagłówek „Fałszowanie konsensusu klimatycznego”.

 

Dodatkowo wzmacnia to już inne fakty przemawiające przeciw teorii globalnego ocieplenia. Za konsensusem klimatycznym, czyli globalnym centralnym planowaniem emisji dwutlenku węgla, opowiadają się chyba jednomyślnie środowiska lewicowe (równie chętne, by planowanie objęło też inne dziedziny życia gospodarczego) oraz grupy interesu zainteresowane zarabianiem na alternatywnych źródłach energii. Nie kto inny jak Al Gore (laureat pokojowego Nobla i były kandydat na prezydenta USA, znany także z działań w obronie klimatu) ma szansę zostać pierwszym miliarderem, który dorobił się na „zielonych” technologiach. Absurdalnych jest oczywiście wiele pomysłów na walkę z globalnym ociepleniem, jak na przykład protokół z Kyoto, który ogranicza emisję cieplarnianą przede wszystkim w krajach rozwiniętych, powodując w ten sposób jedynie przeniesienie energochłonnej produkcji do Indii i Chin.

 

Zdecydowana opozycja wobec propagatorów globalnego ocieplenie panuje także w środowisku amerykańskich libertarian. Padają sformułowania takie jak „pseudonauka”, a twierdzenia zawarte w raporcie ONZ dotyczącym zmian klimatycznych określone są jako „żenujące”.

 

Takie bezkrytyczne włączenie się w chór przeciwników globalnego ocieplenia uważam jednak za poważny błąd. Niewątpliwie prawdą jest, że zdarzają się przypadki, w których jakieś powszechne mniemania czy nawet konsensus załamują się pod naporem faktów i zostają uznane za fałszywe. Warto wspomnieć choćby broń masowego rażenia, na której istnienie w Iraku rzekomo istniało wiele przekonujących dowodów, czy metody oceny ryzyka instrumentów pochodnych, które były powszechnie uważane za bezpieczne. Jednak jeszcze częściej chyba zdarzają się sytuacje, w których całkiem silny obóz opiera się przyjęciu słusznych, a przy tym powszechnie przyjmowanych, poglądów. Za przykład mogłyby służyć ciągłe próby powracania do keynesowskich metod pobudzania gospodarki czy upieranie się co do pozytywnej ekonomicznej roli inflacji.

 

By z pewnością ustalić, z którą z zarysowanych dwóch sytuacji mamy do czynienia w kwestii ocieplenia klimatu, trzeba by odwołać się do niepodważalnych argumentów naukowych. Takich jednak publicyści rzadko kiedy poszukują, choć przyznać należy, że możliwe jest, iż ich na obecną chwilę po prostu nie widać. Sam, próbując ustalić, jak zmieniała się temperatura na Ziemi w ciągu ostatnich dziesięciu lat, znalazłem tyle danych, ile ośrodków je publikujących. Jedynym zaś wynikiem tych poszukiwań było nabranie przekonania, że cała sprawa globalnego ocieplenia jest bardzo skomplikowana.

 

We współczesnej nauce tak niestety często bywa – osoba z zewnątrz potrzebowałaby lat studiów, by chociaż zorientować się co do stanu badań. Jeżeli nie chce pójść wyłącznie za ideologią, publicysta musi więc albo zdecydować się na poważne zgłębienie danej dziedziny, albo też zawierzyć w sprawnie funkcjonujący system badań naukowych. Choć niektóre sformułowania z korespondencji Jonesa są wstrząsające, mojej wiary w naukę jednak jeszcze nie zachwiały. Póki nie otrzymam twardych dowodów na to, że taki sprawny system badań w jakimś obszarze nie istnieje, to wybieram drugie wyjście tzn. racjonalną wiarę w ustalenia naukowców (szczególnie w odniesieniu do nauk matematyczno-przyrodniczych, gdzie trudniej jest zdobyć wiedzę potrzebną do świadomego przyjęcia opozycyjnego stanowiska).

 

Przede wszystkim jednak chciałbym zachęcić do nieudzielania sobie odpowiedzi ideologicznej, którą w tym przypadku jest nieprzyjmowanie do wiadomości nawet pytania o ocieplenie klimatu. Ideałem byłoby wypracowanie liberalnego stanowiska w odniesieniu do każdego możliwego ustalenia nauki na ten temat. W szczególności oznacza to konieczność zmierzenia się z pytaniem, co rzeczywiście należałoby uczynić, gdyby cała ludzkość ponosiła w dalszej przyszłości trudne do oszacowania efekty zewnętrzne w związku z emisją gazów cieplarnianych przez wolne jednostki swobodnie dysponujące swoją własnością.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.6

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~danuta 09:22:44 | 2009-12-22
Gorąco polecam również wywiad z prof. Zbigniewem Jaworowskim publikowanym w
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091208&typ=my&id=my11.txt.

Oceń odpowiedz

 

 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook