Opozycja: stek bzdur, manipulacja, nic nowego

Opozycja: stek bzdur, manipulacja, nic nowego
(fot. PAP/Radek Pietruszka)
PAP / psd

Stek bzdur, kłamstw, półprawd i manipulacja - tak przedstawione przez podkomisję smoleńską tezy ocenili posłowie PO. Według Nowoczesnej i PSL konferencja podkomisji nie wniosła niczego nowego; w ocenie Kukiz'15 katastrofy nie powinny badać osoby, które blisko znały jej ofiary.

Naciski, by polski raport ws. katastrofy smoleńskiej był taki sam jak rosyjski; awaria części systemów Tu-154M przed uderzeniem w ziemię i manipulacje przy "czarnych skrzynkach" - to główne ustalenia podkomisji MON, która bada tę katastrofę. Według podkomisji, w kokpicie Tu-154M nie zidentyfikowano głosu dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

W czwartek odbyło się pierwsze spotkanie z mediami podkomisji MON, powołanej w lutym przez ministra obrony Antoniego Macierewicza do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej.

"To, co dziś usłyszeliśmy, to był stek bzdur, kłamstw, półprawd; stek manipulacji, wyciętych pojedynczych zdań, wyłowionych pojedynczych fragmentów różnych rozmów - coś, co nie ma tak naprawdę żadnej wartości" - ocenił poseł PO Marcin Kierwiński na konferencji prasowej.

DEON.PL POLECA

"Tak to jednak już jest, gdy badaniem wypadku lotniczego, straszliwego wypadku lotniczego, zajmują się ludzie, którzy do tej pory żadnych wypadków nie badali" - dodał poseł.

Jego zdaniem, czwartkowa konferencja podkomisji badającej katastrofę smoleńską nie dała odpowiedzi na jedno podstawowe pytanie: "jak to się stało, że polski samolot na kilometr przed pasem startowym znajdował się 15 metrów nad ziemią". "Przecież to jest tak naprawdę fundament tego, co stało się w Smoleńsku - ten samolot nigdy nie powinien znajdować się na takiej wysokości" - podkreślił poseł PO.

Przekonywał, że Tu-154 nigdy nie powinien był wystartować z Warszawy, ani próbować lądować na lotnisku w Smoleńsku. "Ale do tego podkomisja pana Berczyńskiego nie odniosła się. Dlaczego? Bo teza postawiona była wcześniej, tezę postawił wielki reżyser kłamstwa smoleńskiego, pan minister Antoni Macierewicz" - powiedział Kierwiński.

Cezary Tomczyk (PO) ocenił, że konferencja rządowej podkomisji zawierała "szereg manipulacji". Była "tak naprawdę spektaklem, który miał przykryć prawdę" - dodał. "Tu jest trochę tak jak z filmem +Smoleńsk+ - miał być wielki hit, a jest pokaz kryzysu kinematografii. Tu były ogromne oczekiwania, jeśli chodzi o posiedzenie podkomisji badającej katastrofę w Smoleńsku, ale nic z tego nie wyszło" - uważa Tomczyk. "Podkomisja nie dość, że przekroczyła granice dobrego smaku, to przekroczyła też granice prawdy" - zaznaczył poseł.

Wyraził pogląd, że szef MON Antoni Macierewicz chce stworzyć "nową smoleńską religię". "Dzisiaj ma być jej mit założycielski; dzisiaj tym demiurgiem ma być Antoni Macierewicz, ale on jest tylko autorem kłamstwa" - zaznaczył poseł Platformy.

Tomczyk zarzucił rządowej podkomisji m.in. manipulowanie upublicznionymi w czwartek nagranymi słowami b. szefa MSWiA, który w latach 2010-2011 kierował Komisją Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego badającą przyczyny katastrofy smoleńskiej. Jerzy Miller mówił tam o potrzebie "zadbania o spójność" raportów polskiego i rosyjskiego na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.

"Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi dla nas nieprzyjemnymi sugestiami. (...) Ja zacząłem od tego, czy wam nie przeszkadza, że zgodziliśmy się, że wypadek miał charakter wypadku cywilnego. I to jest konsekwencja tego przyjęcia. I jeśli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportu (...), to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem" - mówił Miller na nagraniu.

Tomczyk podkreślił, że słowa b. szefa MSWiA zostały wyrwane z kontekstu i dotyczyły spójności formy obu raportów - polskiego i rosyjskiego. "To wynika z kontekstu tej wypowiedzi. Jak wiele trzeba mieć złej woli, żeby znaleźć tam inny kontekst?" - pytał.

Polityk odniósł się do poruszonego podczas konferencji faktu znalezienia niektórych szczątków samolotu przed brzozą, którą 10 kwietnia 2010 roku ściął Tupolew. "Samolot tak nisko był nad ziemią, że ścinał krzaki. Przy otwartym podwoziu kilka elementów tego samolotu zostało oderwanych. Te fakty są powszechnie znane" - zaznaczył poseł PO.

Tomczyk radził też Macierewiczowi i członkom podkomisji, by zapoznali z "podstawami fizyki". "Prosiłbym o niepodważanie twierdzeń Pascala, czy Newtona" - apelował poseł PO.

Konferencję podkomisji komentowali też w czwartek politycy innych klubów. Członek zarządu Nowoczesnej Paweł Rabiej ocenił, że posiedzenie podkomisji "to była ponownie żałosna i nieudana próba zbudowania aury sensacji wokół katastrofy smoleńskiej". Jak zaznaczył, nie dowiedzieliśmy się "właściwie niczego nowego i nic nowego nie zostało zaprezentowane w sposób spójny".

"Byliśmy świadkami przedstawienia, które miało na celu manipulowanie, a nie wyjaśnienie jakiejś obiektywnej prawdy" - powiedział Rabiej. "Być może rozwiązaniem byłoby całkowite ujawnienie wszystkich dokumentów dotyczących katastrofy smoleńskiej, by nie było możliwości manipulowania wyrwanymi z kontekstu zdaniami" - stwierdził.

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił na konferencji w Sejmie, że podkomisja "nie pokazuje nic nowego". Jak dodał, "pozostaje tylko rozgoryczenie i smutek" wynikający z tego, że rodziny ofiar, przede wszystkim polityków PSL, proszą o "spokój i "normalność".

Jak ocenił, komisja "nie kończy okresu żałoby dla rodzin". "Przez ciągłe wracanie do tej sprawy, przez szczególnie ekshumacje, rodziny ofiar, przynajmniej część z nich, nie mogą w spokoju zakończyć etapu żałoby" - podkreślił szef PSL. "To jest rozdrapywanie, które nie służy tym rodzinom" - dodał Kosiniak-Kamysz.

Jego zdaniem, przyczyną prac komisji prawdopodobnie jest "płaszczyzna polityczna", najważniejsza - jak mówił - w "wojnie polsko-polskiej". "Ta wojna jest już tak zaogniona, że podtrzymywanie podziału społecznego służy podziałom politycznym na dwa bieguny" - zaznaczył.

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) powiedział na konferencji prasowej w Sejmie, że czeka na ostateczne wyniki prac podkomisji. "Mam jedno zastrzeżenie do sposobu, w jaki badana jest katastrofa smoleńska: osoby, które są mocno zaangażowane emocjonalnie w sprawę, np. poprzez fakt, że blisko znały ofiary, nie są najwłaściwszymi osobami do wyjaśniania tego typu zdarzeń" - zaznaczył Tyszka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Opozycja: stek bzdur, manipulacja, nic nowego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.