"Gazeta Polska" nie musi przepraszać Michnika

"Gazeta Polska" nie musi przepraszać Michnika
(fot. Gil C / Shutterstock.com)
PAP / pk

Naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz i jej wydawca nie muszą przepraszać naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika za zwrot z "GP", jakoby miał on "usprawiedliwiać korupcję, jeśli korzystali na niej komuniści" - orzekł prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie.

SA we wtorek zmienił ubiegłoroczny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, który nakazał pozwanym przeprosiny Michnika. SA powołał się na "wolność debaty publicznej". Adwokat Michnika zapowiada skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.

W 2005 r. "GP" opublikowała artykuł Jerzego Targalskiego pt. "Gry i zabawy Ubekistanu". W tej analizie ówczesnej sceny politycznej w kontekście "afery Rywina" znalazło się stwierdzenie: "Oczywiście można powiedzieć, że redaktor Michnik w niespodziewanym napadzie uczciwości postanowił zlikwidować w Polsce korupcję, którą poprzednio usprawiedliwiał, jeśli korzystali na niej komuniści".

Michnik wytoczył za to proces o ochronę dóbr osobistych, żądając od pozwanych przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cel społeczny. Proces trwał długo z różnych powodów; zmieniali się sędziowie; terminy wyznaczano raz na długi czas, a pozwani przedstawiali kolejne argumenty na prawdziwość inkryminowanej tezy.

DEON.PL POLECA

W ub.r. SO uwzględnił żądanie przeprosin, choć oddalił roszczenie finansowe pozwu. Sędzia SO Krystyna Gromek podkreślała, że zarzut był "nierzetelny, nieuczciwy, obraźliwy i nieprawdziwy", bo Michnik występował przeciwko korupcji i układom korupcyjnym, niezależnie, kto z tego korzystał.

SO uznał słowa "GP" za informację o rzekomym fakcie - podlegającym ocenie w kategoriach prawda-fałsz - a nie za opinię niepodlegającą takiemu sprawdzeniu i mieszczącą się w granicach wolności wypowiedzi (jak twierdzili pozwani). SO uznał, że korupcja oznacza dawanie i branie łapówek, a nie tylko "ogólny rozkład moralny" - jak dowodzili pozwani.

W apelacji pozwani wnosili o oddalenie pozwu. Ich pełnomocnik mec. Sławomir Sawicki mówił w SA, że jednego zdania nie można wyrywać z kontekstu całości ocen politycznych zawartych w artykule. Adwokat Michnika Piotr Rogowski wnosił w swej apelacji o zasądzenie przez SA 30 tys. zł na cel społeczny.

Troje sędziów SA uznało, że nie można uznać, by Targalski przypisał Michnikowi "pochwalanie przestępstwa łapówkarstwa". Jak mówił sędzia SA Jacek Sadomski w uzasadnieniu wyroku, lektura artykułu nie upoważnia do takiego wniosku. Sędzia wyjaśnił, że opisano w nim świat polityki z 2005 r., a autor dostrzega w nim "nieuprawnione zachowania".

Sędzia powiedział, że SO nie ma racji, uznając inkryminowane słowa za wypowiedź o faktach, gdyż jest to opinia, dopuszczalna w ramach nieskrępowanej debaty publicznej. Sadomski powołał się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Sędzia podkreślił, że nie było rolą sądu rozstrzygnięcie, czy pozwany miał rację, tak oceniając postawę powoda, ale tylko zbadanie, czy te słowa naruszyły jego dobra osobiste.

Rogowski powiedział, że nie zgadza się z żadnym fragmentem uzasadnienia SA. - Wolność wypowiedzi została rozciągnięta do nieprawdopodobnych granic - dodał. Wyraził nadzieję, że taki standard sądy będą stosowały we wszystkich sprawach. W tym kontekście poinformował, że "GW" przegrała niedawno proces za tytuł w felietonie: "SKOK drwi z prawa".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Gazeta Polska" nie musi przepraszać Michnika
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.