Romans prawicy

Romans prawicy
(fot. MSVG/flickr.com)

Poziom cukru w cukrze? To już było. Teraz mierzymy, ile jest katolika w katoliku. A probierzem jest stosunek do kary śmierci. Efekty? Druzgoczące. Oto politycy przewyższyli w swojej gorliwości polskich biskupów. Ba, nawet samego papieża.

I nie o tytuły czy urzędy tutaj chodzi, ale o Ewangelię. Duch wieje, kędy chce, więc powiał z być może najmniej oczekiwanego przez niektórych miejsca: z Watykanu. Powiał na tyle mocno, że powinien rozbić polski temat zastępczy pod tytułem kara śmierci.

Bo co innego sądzić, po słowach Papieża ze środowej (30 listopada) audiencji ogólnej? Białoruski wymiar sprawiedliwości chwilę wcześniej ogłosił karę śmierci przez rozstrzelanie dla dwóch zamachowców, którzy mają na sumieniu 15 ofiar kwietniowego wybuchu bombowego w tamtejszym metrze. To ostatni europejski kraj stosujący tę karę, a wyrok zmienić mógłby jedynie prezydent. Benedykt XVI pozdrawiając tego samego dnia uczestników spotkania zorganizowanego przez Wspólnotę Sant'Egidio pod hasłem "No Justice without Life", powiedział wprost:

"Wyrażam nadzieję, że wasze rozważania stanowić będą zachętę dla inicjatyw politycznych i prawnych promowanych przez coraz większą liczbę państw na rzecz wyeliminowania kary śmierci oraz kontynuowania dokonywania istotnego postępu w dostosowywaniu prawa karnego zarówno do ludzkiej godności uwięzionych, jak i skutecznego zachowania ładu publicznego".

Tragikomiczne wręcz jest niespodziewane przecież nałożenie się polskiej dyskusji o karze śmierci, wywołanej przez PiS, z klarowną wypowiedzią Papieża. Ku czemu więc zmierza nagła polska debata w tej sprawie? O co tak naprawdę chodzi?

Po pierwsze, o licytowanie się na katolicyzm i badanie stężenia ducha "katolickiego" w katoliku. Tak, wygląda na to, że lepszymi katolikami od biskupów są niektórzy politycy (może już lepiej tak niż na odwrót?). Twierdzą bowiem, że metropolita warszawski nie orientuje się we własnej wierze i wykazuje nieznajomość Katechizmu. Nie pierwszy raz, chciałoby się powiedzieć, bo przecież przed rokiem na Krakowskim Przedmieściu też pojawili się katolicy lepiej i głębiej wierzący niż ich biskup.

Po drugie, do takich absurdów prowadzi polityczna rozgrywka. Od tygodni karty rozdaje Janusz Palikot. Grę podjęły media i, niestety, największa partia opozycyjna. Skoro Ruch Palikota ustawia obywateli w kontrze do katolicyzmu, to my wykorzystamy ten moment, by ich skusić opcją radykalną. Wcale nie o ducha Ewangelii tu idzie, ale o polityczne kalkulacje i korzyści. Romans politycznej prawicy z pewną wersją katolicyzmu wciąż trwa, choć widać wyraźnie, czyja racja ma w tym układzie przeważyć.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Romans prawicy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.