Ksiądz zapytał nas, czy znamy prawdy wiary. Potem kazał nam je wyrzucić z głowy

Blogi
(fot. pl.depositphotos.com)

Te rekolekcje mną bardzo wstrząsnęły. Zaczęłam wreszcie na serio zastanawiać się, w jakiego Boga wierzę.

 

Trwamy w takim pozytywnym okresie celebracji rodzicielstwa - zaczęło się od Dnia Matki, wkrótce będzie Dzień Dziecka, a potem myk! i Dzień Ojca ;).

 

Małe szczęścia

 

Muszę przyznać, że rodzicielstwo wzbudza we mnie prawdziwie dziki entuzjazm. Obserwowanie naszych dzieciaków - ich uśmiechów, nieporadnych kroków, upartego zdobywania nowych umiejętności, rozmazywania czekolady na wszelkich możliwych płaszczyznach (choć - oczywiście - głównie w okolicach ust ;) ) - daje mi mnóstwo radości. Rozczula mnie gadulstwo naszego Pierworodnego, który - choć z natury nieśmiały i wycofany - to gdy czuje się bezpiecznie, ochoczo komentuje wszystko, co obserwuje, dzieląc się (nad wyraz hojnie) swoim bogatym życiem wewnętrznym.

 

Rozbrajają niewinne psoty naszej córy i czułość, z jaką pielęgnuje nasze (biedne skądinąd) koty ("czułość" trzylatki jest dość specyficzna, powiedzmy to sobie szczerze). Wzrusza mnie zaintrygowane spojrzenie naszego Najmłodszego, gdy przelewam wodę z kubka do kubka i ta jego niekłamana radość, gdy, słysząc przekręcanie klucza w drzwiach, nieporadnie biegnie na powitanie Najlepszego z Mężów z donośnym "TAAATTUUUU!!!!" na ustach. Nie zamieniłabym za żadne skarby świata ani jednej sekundy z naszych niedzielnych, leniwych poranków, gdy Dzieciaki rankiem lądują między nami, tachając ze sobą tomiszcza ulubionych bajek, wtulając swoje okrągłe nosy w nasze szyje, a tłustymi stopkami rozpychając nas na krańce łóżka (to się dopiero nazywa naturalna antykoncepcja!). Codziennie uczę się od nich czegoś nowego - przede wszystkim bezinteresownej miłości.

 

Pewnie, że bywają dni, kiedy jest trudno. Miewam przecież odruch wymiotny, widząc książeczki z kurkami, które robią "ko-ko-ko" i kotkami "miau-miau-miau". Zdarza się, że dopada mnie gorszy dzień, gdy jak bumerang powraca do mnie pragnienie, by któreś z maluchów zamknąć w szafie na niewidzialny kluczyk. A już z całą pewnością najgorsze są dla mnie momenty bezsilności, gdy któreś z nich płacze, a ja nie jestem w stanie go pocieszyć. Nie zmienia to jednak faktu, że potomstwo wniosło w nasze życie niespożytą dawkę pozytywnej mocy, która inspiruje, wypełnia szczęściem i poczuciem spełnienia.

 

Wielkie lęki

 

Zastanawiam się od dłuższego czasu, co zrobić, żeby tych naszych Skarbów nie stracić. Nie stłamsić, nie zepsuć, nie zakopać… Jak Je umiejętnie oszlifować i pomnożyć? Rozmawiałam niedawno z pewnym psychoterapeutą (uwaga - nie mylić z psychologiem i psychiatrą, bo to - jak mnie oświecono - jest zasadnicza różnica), który zauważył, że właściwie 99% naszych problemów w życiu dorosłym wynika z tego, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie. Najczęściej ze strony rodziców. Na moje pytanie, czy można być rodzicem, który swojego dziecka nie skrzywdzi, usłyszałam odpowiedź negatywną.

 

Błędów się nie uniknie, można je co najwyżej tylko neutralizować. I pamiętać, że ten Mały Człowiek jest zadany rodzicom tylko na krótką chwilę. Sam musi przeżyć własne życie.

 

Wracam myślami do swojego dzieciństwa i stwierdzam, że choć moi rodzice idealni nie byli, to robili wszystko, by sprawić, że wyrośnie ze mnie szczęśliwy człowiek. I jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Nie uniknęli błędów, ale efekt został osiągnięty. Mieli na niego duży wpływ, ale nie jedyny. W pewnym momencie zrozumiałam przecież, że za to, jak moje życie wygląda, jestem odpowiedzialna tylko ja.

 

Dzień Dziecka - święto każdego z nas

 

Ale prawdziwą rewolucją w moim życiu było uświadomienie sobie, że jestem dzieckiem Boga. Oczywiście, że mówiłam od maleńkości "Ojcze nasz" - ale Ojciec był "nasz", a nie "mój". I: "Ojciec". Nie: "Tatuś". Daleko i z dystansem. Obraz Boga, który w sobie wtedy nosiłam, był - można tak powiedzieć - przykładem sztuki współczesnej, którą osobiście nie bardzo rozumiem i która wcale nie zachęca mnie do tego, by spróbować się w nią wgryźć.

 

I wtedy trafiłam na adwentowe rekolekcje "Nie do wiary! Jestem kochany!". Zaczęły się od tego, że Ojciec Rekolekcjonista zapytał nas, czy znamy 6 prawd wiary, a gdy je wyrecytowaliśmy, z uśmiechem powiedział, że jako katolicki ksiądz prosi, byśmy je sobie z głowy wyrzucili, a przynajmniej starali się ich nie wkładać w głowy naszym dzieciom. Bo Bóg jest Miłością i to jest główna prawda, którą powinniśmy sobie każdego dnia przypominać i wryć w serce. Nie wiem, dlaczego te a nie inne rekolekcje mną tak bardzo wstrząsnęły.

 

Grunt, że dzięki o. Marcinowi Mogielskiemu OP zaczęłam wreszcie na serio zastanawiać się, w jakiego Boga wierzę. Z przerażeniem dostrzegłam, ile we mnie lęków, ludzkich nakładek i własnych interpretacji dotyczących obrazu Boga. Od tamtego czasu nieustannie pracuję nad tym, by dotrzeć do tego właściwego wizerunku. I choć mam świadomość, że najprawdopodobniej jest to wyzwanie na całe życie, to cieszy mnie każdy sukces. A macierzyństwo bardzo mi na tej drodze pomaga. A właściwie jedno natchnienie, do którego bardzo często po tamtych rekolekcjach wracam.

 

Zawsze miałam problem z modlitwą uwielbienia. Prosić, dziękować było mi łatwo. Naturalnie. Ale uwielbiać? Tak obco. Dziwnie. Niezrozumiale. I pewnego razu, gdy poszliśmy z Najlepszym z Mężów na przedstawienie z okazji Dnia Mamy i Taty do przedszkola naszego Pierworodnego, dotarło do mnie z całą mocą, że tak, jak my patrzymy na Borysa, który śpiewa dla nas piosenkę, tak musi patrzeć na nas wszystkich Bóg, nasz Ojciec. A nawet "bardziej" - bo nasza miłość jest tylko odbiciem bezmiaru Jego miłości. I skoro ja, patrząc na nieporadne śpiewy i recytacje naszego Synka, wzruszam się i cieszę, to o ile bardziej radować się może Ten, który każdego z nas z osobna powołał do istnienia? Wtedy zrozumiałam, co może znaczyć prośba, by "całe moje życie było uwielbieniem Ciebie, Boże".

 

Uwielbiać każdym oddechem, każdym wykorzystanym talentem, każdym gestem - znaczy dla mnie mieć pełną świadomość życiodajnej zależności od Boga, który jest naszym Ojcem i mówić Mu z dziecięcą ufnością i prostotą: "Kocham Cię". Często po przyjęciu komunii, modlę się: "Kocham Cię, Tato, a teraz posłuchaj, bo chcę Ci zaśpiewać piosenkę". Uśmiecham się wtedy do Niego szeroko i jak w żadnym innym momencie dnia, czuję Jego Księżniczką. Infantylne? Może. Dla mnie jednak jest to fundamentalne doświadczenie bycia dzieckiem. Jego dzieckiem.

 

Świętuj!

 

W święto najmłodszych zjem porządną porcję lodów, wspominając najlepsze chwile z beztroskich, pierwszych lat życia (o dziwo, trochę ich pamiętam). Zabiorę własne dzieciaki na łąkę i będę je niestrudzenie gonić w berka, a potem gilgotać i cieszyć się ich zaraźliwym śmiechem. A w międzyczasie wstąpię na chwilę adoracji, by przytulić się do Tego, który nieustannie patrzy na mnie z bezgraniczną Miłością i zachwytem. Opowiem Mu, co u mnie, podzielę troskami i radościami i z ufnością poproszę o pomoc w tym, co trudne. A spoglądając w lustro, po raz kolejny zobaczę Księżniczkę, która jest absolutnie wyjątkowa i ukochana. Bo jest JEGO córeczką. Tak. To będzie dzień celebrowania szczęścia bycia dzieckiem. Dzieckiem Bożym. W każdym razie tego sobie i Wam także życzę :).

 

Tekst pochodzi z bloga dobrawnuczka.blog.deon.pl.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.67

Liczba głosów:

54

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 00:24:05 | 2019-06-03
Moim zdaniem wspomniany rekolekcjonista albo oszukał swoich słuchaczy dla taniego chwytu, albo został przez autorkę bloga źle zrozumiany. Chciał skupić uwagę słuchaczy na Bożym Miłosierdziu, a wylał dziecko z kąpielą. Dlaczego? Ano spójrzmy na prawdy wiary:
1. Jest jeden Bóg - a nie jest jeden? Od kiedy?
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze - czyżby sąd ostateczny został odwołany? Gdzie? Kiedy? Przez kogo? Napisano już inną Ewangelię bez tych po lewej stronie? Czy wykreślono już wszystkie chrystusowe BIADA? Apokalipsa do lamusa?
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty - a nie są trzy? Przede wszystkim Ewangelia św. Jana do poprawki?
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia - nie było tak? Czyli rozumiem ten rekolekcjonista odwoła zwiastowanie, całą liturgię Triduum, likwidujemy Drogę Krzyżową?
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna - czyli koniec, nie ma duszy, a jeżeli jest to nie nieśmiertelna, odtąd o istocie człowieka mówią dzieła Marksa, Engelsa i Lenina?
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna - Panie Boże, możesz wyjechać na urlop, bo my sobie teraz ze zbawieniem sami poradzimy, tak?
Ludzie nie dajmy się nabierać na tanie chwyty szukających sensacji głosicieli, albo naprawdę proszę słuchać uważnie (nie rozstrzygam po której stronie nastąpił błąd w komunikacji, nie to jest celem mojego wpisu).

Oceń 17 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 12:39:08 | 2019-06-02
Smieszne. Mnie uczyli ze to najprawdziwasza prawda. Fakt, ze jako prawde uczono mnie o arce, pierwszych ludziach, wieku Ziemi. Bo te komunisty klamiom ze ludzie od malpy....
A teraz ten tak na sile wkuwany katechizm sie zdeaktualizowal?
Wiem, ludzie uciekaja, trzeba ich zapewnic ze katolicyzm jest cool. Stad rezygnacja z limbusa, nieuchronnej kary piekla za byle grzech. Usuwanie psalmow zlorzeczacych. 
Mialam racje piszac kiedys ze cale wkuwanie na religii to strata czasu. Nawet ten biedny katechizm sie deaktualizuje.

Oceń 5 46 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?