Sposób na odmładzanie czyli darmowe SPA Kościoła

Blogi
(fot. depositphotos.com)

Kiedyś robiłem w parafii festyn rodzinny. Było niesamowicie gorąco, żar lał się z nieba. Za kilka tygodni miały zacząć się wakacje. Poprosiłem moich młodych o pomoc. Pod koniec dnia wymiękłem.

 

Praca wśród młodych, bez względu na to czy są to dzieciaki z pierwszych klas podstawówki, czy też gimnazjaliści lub licealiści, to fajny sposób na to, aby samemu poczuć się młodszym - zwłaszcza, jeżeli pozwoli się sobie zrobić razem z nimi coś, co nie jest do końca logiczne.

 

Młodzi odmładzają, chociaż nie są tego świadomi. Nie chodzi tu oczywiście, o jakieś odmładzanie ciała, zabiegi, liftingi, i temu podobne akcje. Młodzi odmładzają swoim sposobem bycia. Dlatego też praca z nimi daje mi sporo radości. Młodzi, których znam, są tacy: jak się śmieją to dosłownie pełną gębą, jak są smutni to na poważnie. Gdy czegoś potrzebują, to o tym mówią. Jak są wkurzeni to już na całego. Jak są skryci, to się kryją i trzeba im pomóc o sobie coś powiedzieć.

 

Niestety wielu młodych to ludzie poranieni, z trudną historią, z wieloma problemami rodzinnymi, z brakiem akceptacji, ze swoimi nałogami i życiowymi skrzywieniami. Potrzebują, aby ktoś nie tylko powiedział, że są kochani, ale muszą to poczuć. Muszą tego doświadczyć.

 

Z drugiej strony, jak kochają to też na całego. Wystawiają się ze swoją miłością i tę miłość dają innym. Lubią pracować - tak, lubią, chociaż może tego nie okazują. Tutaj myślę o pracy, jako dawaniu dobra. Wielu moich młodych lubi pomagać, tak zwyczajnie, bezinteresownie. Kiedyś robiłem w parafii festyn rodzinny. Było niesamowicie gorąco, żar lał się z nieba. Za kilka tygodni miały zacząć się wakacje. Poprosiłem moich młodych o pomoc. Faceci zabrali się za rozstawianie sprzętu i rozpalanie wielkiego grilla. Dziewczyny zaczęły wszystko przyozdabiać, zajęły się maluchami, które przyszły ze swoimi rodzicami na festyn, bardzo poważnie podeszły do opieki nad nimi. Któraś z dziewczyn przygotowała wielkie stoisko z malowaniem twarzy. Harcerki dwoiły się przy wszystkich stoiskach, roznosząc soki i wodę, dbając o ogólny porządek. Chłopcy z siódmych klas tak się zaangażowali w grilla, że płomień był wielki jak na ognisku. Tacy są młodzi - idą na maksa. Pod koniec dnia wymiękłem - marzyłem o spaniu. Oni natomiast mieli jeszcze siły, aby wszystko posprzątać i wsunąć niezliczoną ilość kawałków pizzy.

 

Młodzi są bezpośredni. I dobrze, że tak jest. Mam wrażenie, że z czasem ludzie tracą tę swoją bezpośredniość, bo pojawia się myślenie, że tak nie wypada mówić, bo może ktoś się obrazi, albo, że co może o mnie pomyśleć. I zamiast powiedzieć człowiekowi, że robi coś źle, to zawijamy to w taki papierek różnych niedopowiedzeń, że druga osoba musi się domyślić tego, o co chodzi. Młodzi tego nie mają. Mój siostrzeniec - kilkulatek, bez ogródek mówi o tym, co się mu podoba, a co nie. Jak coś śmierdzi to śmierdzi. Jak coś jest brzydkie to brzydkie. Jak coś jest złe, to jest złe. Jak coś jest czarne to nie jest czerwone. Po drodze, gdzieś w trakcie dorastania tracimy (nie wszyscy) tę umiejętność.

 

Chciałoby się powiedzieć, że nie wszyscy tacy są. Oczywiście, bo każdy z nas jest inny. Są młodzi ludzie, których historia życia jest tak zatruta, że żaden dorosły nie byłby w stanie jej przeżyć. Ale nadal trzeba pamiętać, że są to ludzie pełni dobra.

 

Jak możemy my, trochę starsi od nich, uczyć się od młodych? I w ogóle czego możemy się uczyć? Z pewnością zaufania i otwartości. Tak przynajmniej na dobry początek.

 

Tekst pochodzi z bloga mlodzi.blog.deon.pl

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook