Rewolucyjna Miłość

(fot. Pablo / flickr.com / CC BY-SA 2.0)

Ludzie mają skłonność do przeciwstawiania się jakiemuś systemowi, który uznają za zły. W pewnym momencie, gdy nadużycia władzy są zbyt rażące, a i społeczeństwo nie jest jeszcze na tyle wyniszczone, może dojść do rewolucji. Ogólniej ujmując, można rzec, że ludzie - z wyjątkiem w jakiś sposób upośledzonych moralnie - lubią przeciwstawiać się złu, jako takiemu.

 

Jest ono postrzegane przez pryzmat przyjętych wartości i schematów, czasem mocno oryginalnych. Takim przykładem zła przez krzywe zwierciadło może być walka z "homofobią" (oznaczającą tu każdą opinię niezgodną z interesem określonego lobby) czy znana z innego obozu ideologicznego walka z "Żydami" (winnymi wszystkiemu, łącznie z tym że Jezus był Żydem). Sprzeciw rewolucyjny jest jednak szczególny, gdyż wiąże się z użyciem przemocy. Tak więc gdy przyczyny rewolucji francuskiej w końcu XVIII w., rosyjskiej w 1917 r., czy współczesnej nam syryjskiej są jak najbardziej zrozumiałe, wręcz ludzkie, to są one jednocześnie sztandarowym przykładem przeciw rozwiązywaniu konfliktów z użyciem siły.

 

Symptomatyczna jest dla mnie siła rażenia "rewolucji" metodą chrześcijańską: "miłujcie swoich nieprzyjaciół, nadstawiajcie drugi policzek". Te słowa inspirowały kilka znamienitych postaci, choćby w XX w.: Jan Paweł II, Nelson Mandela, czy Mahatma Gandhi. Oni wszyscy dokonali "cudów" odnosząc się bezpośrednio do tych słów Chrystusa! Paradoksalnie nie musieli być chrześcijanami; zresztą czy to nie zastanawiające, że Gandhi nawiązywał chętniej do biblijnego kazania na górze niż do buddystycznych tekstów? Zaiste, moc Boga, który jest prawdziwie Miłością jest piorunująca i przekraczająca nasze ludzkie podziały! Dzieje się tak dlatego, że główna siła Boga, jaką mamy, tkwi w Miłości do bliźniego. To jest najważniejsze przykazanie chrześcijanina. Nie wrogość, tylko miłość względem każdego. Także Żyda, Rosjanina, Niemca, homoseksualisty, muzułmanina.

 

Rzecz jasna - nie należy w imię fałszywie rozumianej miłości akceptować czynów jej przeciwnej, ani zgadzać się ze wszystkim, co różni ludzie podpowiadają. To bowiem oznacza wyłączenie myślenia. A przecież miłość chrześcijańska jest rozumna i roztropna, jest Prawdą. Miłość jest najwyższym przykazaniem wiernego wyznawcy Jezusa z Nazaretu, miłość do Boga i do bliźniego. Nie ma nic ważniejszego! Nie liturgia, nie bazylika jasnogórska, nie Ojczyzna, nie historia, nie papież, nie rodzina ani Smoleńsk, ani żaden z milionów innych przykładów, tylko Miłość. Jest ona najważniejszym pojęciem we wszystkim, co można określać jako chrześcijańskie. Nawet najwspanialszy dar od Boga jakim jest Eucharystia, wynika z Miłości.

 

Prosty gest względem ubogiego lub cierpiącego ma dużo większe znaczenie niż najwybitniejszy traktat teologiczny, obrona Krzyża czy pielgrzymka. Czy to znaczy, że nie musimy troszczyć się o dobro rodzin, słuchać homilii papieskich, uczyć się historii i rozwikływać jej zagadki, uczestniczyć w liturgii, odkrywać piękno Stworzenia itd.? Oczywiście, że powinniśmy! W ten sposób jesteśmy w więzi z Bogiem, z otoczeniem, prowadzimy z Nim rozmowę, żyjemy z Nim, w Nim i przez Niego. To jest nasza ścieżka przez życie. Pamiętajmy jednak, że żaden symbol, przedmiot, akt czy wydarzenie nie może nam przesłaniać Boga, bo wówczas jesteśmy mocniej narażeni na manipulacje i działanie złego.

 

Podobnie krytyka pewnych zjawisk, nie będąca w jedności z Miłością jest narażeniem się na ataki szatana. Pamiętajmy, że szczere intencje łatwo wykorzystać do manipulowania. Śmiem przypuszczać, że gdyby Chrystus przyszedł odwiedzić Polskę, tak oficjalnie, to wielu byłoby zaskoczonych, kogo odwiedzi. Czyż tak nie było i dwa tysiące lat temu? Czy gdyby dziś uznał odwiedziny rodzin alkoholików i prostytutek za ważniejsze od rozmowy z Prezydentem czy liderem opozycji, nie znalazłoby się wielu oburzonych? Czy gdyby Jezus powiedział do byłego esbeka "idź i nie grzesz więcej, twoje winy zostały ci przebaczone", a wytknął wiarę "na pokaz" znanemu w mediach zakonnikowi, to nie znalazłoby się wielu oburzonych? Jak zareagowaliby ci biskupi i księża, którym Chrystus wytknąłby obłudę? Co powiedziałby przełożony Marianów w Licheniu, gdyby Jezus pejczem rozpędził wszystkich handlarzy dewocjonaliów?

 

Nie chcę tutaj określać kto jest dobry, a kto zły, co jest słuszne, a co nie. Powyższy akapit jest jedynie ilustracją tego, jak radykalne jest Przykazanie Miłości. I tak radykalni w niej, ponad to, co nam wskazuje świat, musimy być my w podążaniu drogą wskazaną nam przez Chrystusa. Drogą Miłości. Daj nam więc, Boże, sił! 

 

 

 

dodał(a): Venci
Wspomóż Nas
Tagi: miłość

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

lesnapanna 21:07:06 | 2016-10-10
Zgadzam się w pełni...pozdrawiam...:)

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook