Uczestnictwo w Kościele

(fot. Olga Berrios / flickr.com / CC BY 2.0)

Każdy uczestniczy w Kościele i dąży do świętości poprzez powołanie, jakim został obdarowany przez Boga. Osoba duchowna, konsekrowana, ojciec czy matka rodziny, wszyscy mają zadania w Kościele, wszyscy powinni dążyć do świętości, która nie jest zarezerwowana tylko dla osób duchownych.

 

Każdy z nas staje się świętym w powołaniu, jakie otrzymał. Jeśli ktoś otrzymał dar powołania do bycia ojcem i mężem, troszczy się o swoich najbliższych, przekazuje wiarę dzieciom, jest świadomy, że Bóg powołał go do założenia rodziny, a odpowiedź stała się rzeczywistością w sakramencie małżeństwa. Wypełnianie obowiązków w rodzinie to podstawa do bycia dobrym ojcem. Nie byłoby dobrze, gdyby ojciec zaniedbywał rodzinę, zapominając o swoich podstawowych obowiązkach albo robiąc to, czym zajmuje się osoba konsekrowana. Tak samo nie byłoby dobrze, gdyby ojciec troszczył się bardziej o innych, zaniedbując najbliższych. Pomoc innym sama w sobie jest czymś dobrym i ważnym, lecz nie powinna być powodem do zaniedbywania podstawowych obowiązków.

 

Niekiedy w życiu rodzinnym pojawiają się tendencje do zajmowania się zupełnie innymi rzeczami niż te, które bezpośrednio wynikają z konkretnego powołania. Tendencja ta może być znakiem ucieczki od tego, do czego jestem powołany, więc też od tego, co wymaga ode mnie poświęcenia i szczerej miłości. Tak może zdarzyć się w gronie osób konsekrowanych czy duchownych. Zazwyczaj trudniej jest służyć poprzez codzienne, wciąż te same obowiązki wykonywane dla tych samych osób. Powodem może być poszukiwanie czegoś, co by przyniosło rozgłos, podczas gdy to, co wykonało się dotychczas, było realizowane w małych wspólnotach, w ukryciu. Często osoba zakonna ucieka od wspólnoty, w której trudno jest jej wypełniać swoje powołanie, a przecież tylko w niej może je zrealizować - to wspólnota jest punktem odniesienia. Zajęcia codzienne stają się monotonne, bycie z innymi współbraćmi czy siostrami staje się uciążliwe. Osoba zakonna ucieka do zajęć poza wspólnotę, oddaje się apostolatowi tak, że traci sens bycia we wspólnocie, traci tożsamość z rodziną zakonną. Dramatem jest, gdy zakonnik czuje się bardziej księdzem diecezjalnym. Apostolat oczywiście jest czymś koniecznym w służbie zakonnika, lecz nie może być tym, co zakrywa fundamenty życia zakonnego. Apostolat nie może być pozbawiony konkretnego charyzmatu, świadectwa tożsamości z danym zgromadzeniem.

 

Kościół potrzebuje wszystkich darów, którymi obdarza nas Duch Święty. Jeżeli mylimy te dary, nasze uczestnictwo w Kościele i nasze świadectwo staje się czymś pustym, pozbawionym konkretu. Prawidłowo uczestnicząc w Kościele, według swoich charyzmatów, używając i rozwijając talenty i dary, jakie Bóg dał, wpływamy więc na cały Kościół. Kościół bowiem to nie tylko struktury, budowle, lecz osoby, my sami. Każdy z nas jest zawarty w tej olbrzymiej budowli Bożej. To, na ile dajemy siebie innym, zależy od tego, jak będziemy realizować i odnawiać swoje powołanie, oddanie Bogu i ludziom. Prawidłowe uczestnictwo zależy też od tego, co jest najważniejsze w życiu każdego z wierzących. Od tego zależy jakość naszej służby.

 

Oczywiście, widząc na ulicy osobę zakonną, myślimy, jest oddana Bogu, On jest w jej życiu najważniejszy. Jednak Bóg powinien być najważniejszy dla każdego z nas. Często człowiek zapomina o tym, co jest najważniejsze, powodem jest nie odnawianie pierwszego zapału, bezmyślne wykonywanie czegoś, co może wcale nie jest potrzebne. Zapomina się o tym, że w życiu osoby oddanej Bogu nie ma miejsca na kompromisy. Przykładem może być zatracenie sensu ślubu ubóstwa przez zakonników. Ktoś może sobie wmawiać, że w aktualnych czasach jest przecież inaczej, nawet z ubóstwem zakonnym. Trzeba przypomnieć, że nic tak jak brak umiaru w używaniu dóbr materialnych przez osoby duchowne, nie jest tak szybko zauważane przez wiernych świeckich. To jest prawda, jeżeli jest się zakonnikiem, to powinno się nim być we wszystkim, świeccy tego od zakonnika oczekują. Wielu wierzących idzie dziś zbyt często na kompromisy. Mówią, że są dobrymi chrześcijanami, chodzą na msze, spowiadają się, jednak przy okazji nie potrafią dać dobrego świadectwa o Kościele.

 

Na mszę, jak mówi papież Franciszek, nie przychodzi się, by krytykować. Kościół jest mocny, bo jest w nim sam Bóg, lecz rany, które go bolą najbardziej, to te zadawane od wewnątrz. Kościół to my, od nas zależy, jak będzie on wyglądał w przyszłości, począwszy od biskupa, skończywszy na kimś żyjącym w małej miejscowości. Musimy pamiętać o tym, czego przykład dal nam Benedykt XVI, że Kościół nie jest nasz, lecz Boga. Apostolat nie jest nasz, lecz Boga i całej wspólnoty Kościoła. Trudzimy się dla Boga, nie dla nas samych, w tym możemy odnaleźć prawdziwe szczęście.

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook