Miłość na papierku? Po co nam ślub?

(fot. shutterstock.com)

Do czego potrzebny jest ślub? Przecież jeśli się kogoś naprawdę kocha i wie, że będzie się z nim do końca życia, to nie potrzeba do tego żadnej umowy na piśmie?

 

Wiele osób sądzi, że ten papierek i tak nic w ich życiu nie zmieni, co więcej żaden papierek nie da im gwarancji, że zawsze będą się kochać, więc do szczęścia jest im niepotrzebny.


W internecie znalazłam komentarze dwóch osób, które bardzo dobrze obrazują nowoczesne myślenie wielu ludzi:


zenia_mi:
Ja wolę życie na tzw. "kocią łapę". Mieszkamy razem od sierpnia, jest nam dobrze ze sobą… nie wiem po co to zmieniać? Żeby potwierdzić miłość na papierku? Znam dużo małżeństw które przetrwały parę miesięcy i koniec i każde z nich mówiło, że po ślubie jest gorzej.


rolkowasopot:
Legalizacja - sama nazwa już odrzuca. Moim zdaniem, związek nie idzie w parze z jakąkolwiek biurokracją, czy to państwową czy kościelną. Skoro chcę z kimś być to z nim jestem tak długo, jak długo jesteśmy szczęśliwi. Nie widzę potrzeby, aby dodatkowo "cementować" uczucia umowami cywilno-prawnymi (…).

Jeśli będzie się działo źle, chcę po prostu spakować swoje walizki i zapomnieć o tym, co było złe, a nie roztrząsać to na ławach sądowych.

 

Przykre to jest, że młodzi ludzie tak właśnie postrzegają sakrament małżeństwa - tylko jako formalność, która nic nie wnosi w życie małżonków, a co więcej czyni nawet to życie trudniejsze. Gdyby ślub był bez znaczenia, Bóg nie podnosiłby go do rangi sakramentu! A z życia w wolnym związku nie czyniłby On grzechu ciężkiego.


Osoby, które żyją na kocią łapę, albo rozwiodły się i żyją w nowym związku oburzają się na Kościół. W ich mniemaniu dyskryminuje ich, bo nie dopuszcza do Komunii Świętej. Jak tak można! To jest życie prywatne tych ludzi, dlaczego Kościół uzurpuje sobie prawo do osądzania, czy ktoś jest godny przyjęcia Komunii, czy nie.

 

Innym osobom nie wyszło w życiu, bo np. małżonek ich zostawił. I co wtedy, do końca życia mają cierpieć i być sami? Dosyć, że zostali skrzywdzeni przez los, to jeszcze są pokrzywdzeni przez Kościół. W tych dwóch przypadkach ci ludzie chcą być po prostu szczęśliwi i tylko tyle. Czy tak trudno Kościołowi to zrozumieć?


A czy tak trudno katolikom zrozumieć, że przyjmowanie Komunii Świętej w grzechu ciężkim, jest świętokradztwem? To tak jakby przyjąć miłość Boga, po to aby ją zniszczyć, zmiąć, podeptać i wrzucić do błota.

 

Czy Kościół może dać zielone światło na coś takiego? Co więcej, czy osoba wierząca, która jak mniemam wierzy w obecność Jezusa w Eucharystii, po przyjęciu w takim stanie Komunii, czułaby się bardziej szczęśliwa? No chyba, że nie wierzy, ale wtedy po co miałaby ją przyjmować? Dla formalności, dla zabawy?


Pojawia się też argument, że papierek jest dla tchórzy bojących się, że ich wybranek serca może ich zostawić, więc dla pewności chcą ten związek zalegalizować. Odpowiem przewrotnie: tego papierka rzeczywiście boją się tchórze, bo wtedy będą musieli wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję.

 

Nie tak prosto będzie im spakować walizki, uciec gdy pojawi się kryzys w związku i powiedzieć ‘bye bye’, bo ten papierek będzie przypominał im słowa: "ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci." A gdy nawet uciekną, to ten słowa nie będą dawały spokoju….

 

Rzeczywiście łatwiej jest żyć bez żadnych zobowiązań, tak na próbę. Problem w tym , że "nie można przecież żyć tylko na próbę, jak nie można na próbę umierać. Nie można też na próbę kochać, na próbę i na jakiś czas przyjmować człowieka". (Jan Paweł II, 15 XI 1980)


Jeśli ludzie biorący ślub, traktują Pana Boga na poważnie, chcą swoje małżeństwo oprzeć na Nim, to niech się nie dziwią, że diabeł będzie ich atakował. Sakrament małżeństwa jest widzialnym znakiem Bożej Miłości. On ten znak będzie chciał podeptać i zniszczyć. Ten papierek będzie chciał zmiąć i podrzeć.


Nawet gdyby ta miłość była bardzo zniszczona, to jest Bóg, który ją podniesie, poskleja podarte kawałki i wyprostuje. Każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania, o ile człowiek chce współpracować z łaską wypływającą z mocy tego sakramentu.


Dlaczego ludzie żyjący w wolnych związkach mają życie łatwiejsze? Bo demon ich nie atakuje. Tam nie ma papierka więc nie ma co niszczyć. Atakuje to, co jest najcenniejsze, a więc miłość. Nie będzie przecież atakować podróbek miłości, których przecież sam jest ich twórcą.

 

Tekst pochodzi z bloga: monikatomalik.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.36

Liczba głosów:

14

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~czikita 19:41:57 | 2015-01-06
Problem Kosciola jest taki , ze pozwala zawrzec zwiazek malzenski byle komu, ogolnie ludziom niewierzacym a potem gada sie o kryzysie rodziny i rozwodach. Aby zostac ksiedzem potrzeba 6 lat studiow i wielu egzaminow, aby zostac mezem czy zona wystarczy kpina, nazywana kursem przedmalzenskim.

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~papierek 14:43:16 | 2015-01-06
gdyby ślub faktycznie coś wnosił w trwałość związku, to nie byłoby nieszczęśliwych małżeństw i rozwodów. Jest jednak inaczej. Czesto po slubie dopiero wychodzi, że małżonek (małżonka) to prawdziwy gagatek (tak ładnie rzecz ujmując) i do ślubu się kamuflował. Po ślubie już nie musi i może "robić" co chce. Mieszkanie wspólne przed ślubem w jakiś sposób pozwala lepiej poznać drugą osobę, zwłaszcza w codziennych sytuacjach. Tutaj trudno jest cały czas udawać.  Ilość rozwodów i ilość niesczęśliwych małżeństw mówi sama za siebie, właściwie nie ma co komentować.

Oceń 2 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook