Każde powołanie ma swoją odrębną historię

Każdy kapłan powołany jest do uczestnictwa w dziele zbawienia, a żeby się przyczynić do jego wykonania, codziennie na nowo musi potwierdzać swój pierwotny wybór i wciąż na nowo dawać odpowiedź na Boże wezwanie.

 

Powołanie pochodzi od Boga. Czasem bywa ono wyraźnym wezwaniem, jak to było w przypadku Abrahama, do którego Bóg powiedział wprost: „Wyjdź z twojej ziemi (...) do kraju, który ci ukażę" (Rdz 12, 1). Zwykle jednak Bóg czeka na pytanie człowieka, a człowiek, jako istota rozumna i wolna, w której sercu Bóg przygotował przestrzeń dla tego pytania, pyta: „Co mam czynić?". I jeśli uważnie wsłucha się w ciszę, usłyszy głos Chrystusa: „Pójdź za Mną". Opuść wszystko co twoje, jak Abraham opuścił ziemię rodzinną. Pójdź razem ze Mną zbawiać świat. I to człowiek ma czynić. To jest jego powołaniem. To jest powołaniem każdego, albowiem - jak mówił Jan Paweł II w rozważaniu na Anioł Pański wygłoszonym 14 grudnia 1980 r. - „Pan wzywa wszystkich chrześcijan do świętości, do naśladowania Go, do życia wedle Ewangelii". Wszystkich! - powtórzmy z naciskiem. Jednakże - mówił dalej Papież - „dla dobra wspólnego Kościoła, dla służby Ludowi Bożemu, dla uświadomienia o swoim Królestwie, wzywa niektórych do kapłaństwa sakramentalnego oraz do szczególnej konsekracji zakonnej w duchu rad ewangelicznych, czyli do życia zakonnego. Każde takie powołanie jest szczególnym dobrem dla tego, kto jest wezwany - a także dla całej wspólnoty Kościoła", jest szczególnym darem - kontynuował Ojciec Święty -„niewymownego dialogu między Bogiem a człowiekiem, między miłością Boga, który wzywa, a wolnością człowieka, który z miłością Mu odpowiada"


Każde powołanie do kapłaństwa ma swoją odrębną historię i ściśle się wiąże z jakimś określonym momentem życia, zazwyczaj nie bywa jednak zaskoczeniem. Chrystus, zanim skieruje do człowieka te słowa, które skierował do Apostołów i które od dwóch tysięcy lat kieruje do tylu ludzi, najpierw długo go przygotowuje, często od najwcześniejszych lat życia, nie chce bowiem, by decyzja pójścia za Nim była pochopna, nieprzemyślana, powzięta pod wpływem chwili i emocji.


Jezus słowami „Pójdź za Mną" powoływał różnych ludzi, różnej kondycji, różnych zwodów, w różnych sytuacjach i okolicznościach. Byli wśród nich rybacy, jak Piotr czy synowie Zebedeusza (Mt 4, 19. 22), był celnik Lewi, zwany później Mateuszem, którego zawód uznawany był za grzeszny i godny pogardy, ale był także Szaweł z Tarsu (Dz 9, 1-19), znany i budzący lęk prześladowca chrześcijan. Powołania te układają się w pewną typologię, w której każdy kapłan może odnaleźć ewangeliczny wzór swego własnego powołania, nie ulega jednak wątpliwości, że na czele tej typologii plasuje się obraz powołania rybaka, na którego słowa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny" Chrystus odpowiada „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił" (Łk 5, 8. 10).


Odpowiedziawszy na wezwanie Jezusa, Apostołowie dzielili z Nim życie i towarzyszyli Mu na drogach Jego posłannictwa. Słyszeli słowa, które wypowiadał, podziwiali Jego czyny, zdumiewali się wobec cudów, jakich dokonywał. Wiedzieli, że Jezus jest Mesjaszem posłanym przez Boga, by ukazać całej ludzkości drogę zbawienia, ale ich wiara i powołanie musiały jeszcze dojrzeć poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie. Już jednak podczas Ostatniej Wieczerzy, uznawszy, że uczniowie bliscy są dojrzałości i zdołają podołać wielkim zadaniom, jakie im wyznaczył, Pan Jezus ustanowił sakrament Ciała i Krwi, Eucharystię, i powierzył ją swoim Apostołom oraz ich następcom, by w Jego imieniu uobecniali ten niepojęty dar przez wszystkie pokolenia. Tym samym ustanowił sakrament kapłaństwa, to święte „misterium", które jest „tajemnicą «szczególnej wymiany» - admirabile com-mercium - pomiędzy Bogiem a człowiekiem.


Człowiek oddaje Chrystusowi swoje człowieczeństwo, by mógł się On nim posłużyć jako narzędziem zbawienia. Chrystus zaś przyjmując ten dar, czyni owego człowieka jakby swoim «alter ego»" i sprawia, że „jego ludzka osobowość osiągnie całą swoją pełnię. Przez co bowiem człowiek spełnia się bardziej niż to, że może codziennie składać in persona Christi Ofiarę odkupieńczą, tę samą, którą Chrystus złożył na krzyżu?". I właśnie ta „szczególna wymiana" oraz codziennie składana Ofiara odkupieńcza stanowią podstawę nadziei i wiary kapłana, że sprosta wezwaniu Chrystusa, że spełni się w kapłaństwie, bo przecież - jak mówił papież Benedykt XVI do kapłanów - „my, nędzne istoty ludzkie, na mocy sakramentu możemy mówić posługując się Jego «Ja»: in persona Christi, bo przecież „On pragnie spełniać swoje kapłaństwo za naszym pośrednictwem".


Kapłani, otrzymując ten sakrament, ten sam, który w łączności z Eucharystią otrzymali Apostołowie podczas ostatniej wieczerzy, stają się „szafarzami Bożych tajemnic" (1 Kor 4, 1), w szczególności tej tajemnicy najświętszej, jaką jest Eucharystia. Powinni zatem myśleć i mówić o sobie tak, jak Apostoł: „Niech świat na nas patrzy, jak na sługi Chrystusa" (por. 1 Kor 4, 1), i jak Apostołowie służyć Bogu, a służąc Bogu - służyć ludziom: wyzwalać w nich świadomość królewskiego kapłaństwa, owej godności, która właściwa jest człowiekowi jako synowi i córce Boga samego, jako temu, o którym powiedziano, że jest „drugim Chrystusem".


Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński zostawił wzruszające świadectwo na kartach Zapisków więziennych: „Sprawuję swoje posłannictwo kapłańskie. Nędza moja nie przeszkadza mi - dla Bożego miłosierdzia - usłużyć ludziom dobrami, które świat ma najcenniejsze. Tak szedł Chrystus, wzgarda pospólstwa - aż po dzień dzisiejszy. Obszarpany, pobity, ubrudzony błotem ulicznym, oplwany. A jednak to On zbawił świat. I zbawił go, choć świat natrząsał się ze swego Zbawcy. Jak te dwie drogi idą blisko siebie! Nieudolność moją dźwiga łaska sakramentalna, nieudolność Jezusa dźwiga Bóstwo jego... Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane".


Każdy kapłan powołany jest do uczestnictwa w tym dziele zbawienia, a żeby się przyczynić do jego wykonania, codziennie na nowo musi potwierdzać swój pierwotny wybór i wciąż na nowo dawać odpowiedź na Boże wezwanie. Sugestywna jest przypowieść o sługach oczekujących powrotu swego pana. Chrystus powiedział im: „Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. (... ) Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie" (Łk 12, 37-38). To ewangeliczne czuwanie może być jeszcze jedną odpowiedzią na powołanie, czuwanie jest bowiem wyrazem odpowiedzialności, a właśnie w poczuciu odpowiedzialności, w przyjęciu jej zyskuje ono pełnię. Powołanie nie jest więc jakąś rzeczywistością statyczną, ma właściwą sobie dynamikę. W kapłaństwie kapłani spełniają niejako samych siebie, ale do końca mogą się spełnić tylko pod warunkiem, że jest ono przez nich rozpoznane i przyjęte jako ich własny plan i program życia, że jest przez nich miłowane.

 


Więcej w książce: Refleksja nad kapłaństwem

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jomorcin 10:20:23 | 2010-09-06
 bardzo mądre słowa :)

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook