Symptomatyczny konflikt

Spory prominentnych przedstawicieli Ruchu Rodzin Nazaretańskich z polskimi biskupami są bolesne. A jednak dla polskiego katolicyzmu w jakiś sposób charakterystyczne.

 

 

Niedługo po tym, jak w 2007 roku abp Nycz został po dramatycznym ustąpieniu arcybiskupa Wielgusa powołany przez papieża na metropolię warszawską, dotarły do niego sygnały o wewnętrznych niesnaskach w Ruchu Rodzin Nazaretańskich (RRN). Nowy stołeczny metropolita szybko postanowił powołać specjalną komisję składającą się z teologów i znawców prawa kanonicznego. Gremium to zakończyło wielomiesięczną pracę w styczniu bieżącego roku.

 

Obszerny komunikat Komisji nie pozostawiał złudzeń: w RRN doszło do wielu doktrynalnych, organizacyjnych, prawnych i duchowych nadużyć. Ruch najwyraźniej zaczął stawać się sektą. Reakcja arcybiskupa Nycza na ten komunikat była natychmiastowa. W oficjalnym dekrecie nie tylko napisał, że „kapłani i osoby świeckie z tego środowiska, powinny podjąć całościową reformę Ruchu”.

 

Zobligował też wszystkich księży związanych z Ruchem w jego archidiecezji do odbycia przez kolejne trzy lata wspólnych rekolekcji zamkniętych, których tematyka i prowadzący zostaną odgórnie wskazani przez arcybiskupiego pełnomocnika.


Sprawa budzi wśród wielu katolików niesmak i z pewnością nie jest błaha. Z RRN związanych było jeszcze w 2007 roku około 45 tys. katolików w 40 diecezjach na kilku kontynentach (poza Polską – przede wszystkim w Meksyku i na Filipinach). Jego założyciel – przez długie lata wykładowca religioznawstwa w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie - ks. Tadeusz Dajczer mówił kilka lat temu nawet o setkach tysięcy osób z nim związanych.

Początki były jednak skromne.

 

Historia Ruchu Rodzin Nazaretańskich

 

Wszystko właściwie zaczęło się od spowiedzi odbytej w 1966 roku przez ks. Dajczera u słynnego włoskiego kapucyna-stygmatyka o. Pio (beatyfikował i kanonizował go Jan Paweł II). O. Pio miał zapytać wtedy Dajczera, „dlaczego nie chce za Bogiem iść do końca”.

Słowa te polskiemu księdzu głęboko zapadły w pamięć. Później przez lata zdawało mu się wciąż, że robi za mało dla rozwoju duchowego siebie i innych. Olśnienie przyszło w gdzieś połowie lat 70. w czasie podróży pociągiem z Warszawy do Zakopanego.

 

Gdy wrócił z Tatr do stolicy, powiedział do ludzi oczekujących na niego na dworcu:

 

„Znalazłem drogę do nawrócenia. Pragnę wam mówić o wierze”. Odtąd zaczął dla pewnej grupy osób głosić konferencje, wiele czasu poświęcając również na rozmowy indywidualne i spowiedzi.

 

„Usiłowałem każdą sprawę przedstawić w świetle wiary – zwierzał się po latach Dajczer. Było to poszukiwanie głębszego, nadprzyrodzonego sensu wydarzeń. Chodziło o odkrywanie elementu nadprzyrodzonego ukrytego za zasłoną świeckości”. W każdym, choćby najdrobniejszym fakcie ze swego życia, podopieczni uduchowionego spowiednika mieli dopatrywać się znaków działania Boga i boskich wskazówek dla nich.

 

Pierwotna grupa się rozrastała, powstawały też nowe kręgi, na których zdaniem ks. Dajczera praktykowano z „niezwykłą gorliwością ascezę według jej najlepszych wzorów, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Jan od Krzyża, św. Maksymilian Kolbe”. Głód duchowości był wśród tych ludzi wielki, a ksiądz Dajczer potrafił pociągać swymi opowieściami o głębi Wschodu i płyciźnie zsekularyzowanego Zachodu, o medytujących przez nawet 9 godzin dziennie buddyjskich mnichach, o klasykach chrześcijańskiej mistyki.

 

Gdy w 1985 roku liczba zarówno świeckich jak i duchownych osób kierowanych przez Dajczera przekroczyła setkę, charyzmatyczny ksiądz postanowił założyć nowy ruch w Kościele katolickim. Otrzymał na to zgodę prymasa Glempa, który bardzo lubił wspierać wszelkie pobożnościowe inicjatywy wśród wiernych. Prymas nie lękał się przy tym nadto, że w kręgach pogłębiających swą duchowość katolików pojawić się mogą niebezpieczne tendencje sekciarskie. Dla władz kościelnych ważne było chyba przede wszystkim to, że nowy Ruch rozwijał się prężnie. Już pod koniec 1987 roku należało do niego ponad tysiąc osób, zamieszkujących także poza Polską.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.89

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

[email protected] 07:38:35 | 2010-11-02
 no tak  a   ostatnio biskup  zajmujący się z ramienia episkopatu Ruchem nazwał  tzw. sekciarskie wg autora tego biednego artykułu perłami  , które trzeba oszlifować. Jakże łatwo jest zaistnieć naszemu ja w jakimś artykule kosztem poniżania drugich ludzi

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~PP 21:22:01 | 2010-09-12
Nycz wykazał się niezwykłą odwagą...

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook