Zdobywca "katolickiego Nobla" o Europie

Teologia Polityczna
Rémi Brague (fot. teologiapolityczna.pl)

Nie wiem, czy Europa ma przed sobą przyszłość. Wydaje mi się natomiast, że wiem, jak mogłaby ją przed sobą zamknąć - pisze tegoroczny zdobywca "katolickiego Nobla" Rémi Brague.

 

Chrześcijaństwo i jego wersja katolicka mogły odegrać pewną rolę u początków konstrukcji europejskiej, ze względu na wiarę niektórych swych protagonistów. Już wiele razy przypominano, że Konrad Adenauer, Robert Schuman, Alcide de Gasperi byli jako chrześcijanie przekonani zarówno o głębokiej jedności cywilizacji, do której należeli, jak i o radykalnej szkodliwości stosunków międzynarodowych opartych na przemocy. Jednakże wiara chrześcijańska nie ma ingerować w konstrukcję europejską w tym sensie, by miała dostarczać recept pozwalających rozwiązać w bardziej zadowalający sposób ten czy inny problem praktyczny. Nie znaczy to, by ten wymiar był pośledni lub podrzędny. Przeciwnie, jest zasadniczy i wydaje mi się nawet, że przejawem ducha katolickiego jest właśnie odrzucanie jakiegoś eterycznego spirytualizmu. Jest bardzo pożądane, by chrześcijanie zajęli się rozwiązywaniem konkretnych problemów współczesnego społeczeństwa. Ale do analizy tych problemów ich wiara nie dostarcza żadnego szczególnego światła.


Niewykluczone natomiast, że chrześcijaństwo mogłoby pomóc w nadaniu konstrukcji europejskiej czegoś nierzucającego się w oczy i z tego powodu niepodlegającego refleksji. Tym czymś jest sam przedmiot tej konstrukcji. Czy jesteśmy bowiem pewni, że to, co budujemy, jest naprawdę Europą? A nie po prostu strefą wolnego handlu lub ośrodkiem siły, samookreślającym się tylko przez swoje położenie geograficzne i nazwę otrzymaną w przypadkowy sposób, "małym przylądkiem kontynentu azjatyckiego" (Valery)?


Aby Europa pozostała sobą, nie jest konieczne, by wszyscy ci, którzy ją zaludniają, uznali się wyraźnie za chrześcijan ani tym bardziej za "walczących". Rzekome papieskie "marzenie o Composteli", czyli marzenie o rekonkwiście - dokonanej jakimi środkami? - wydaje mi się istnieć tylko w głowach tych, którzy je piętnują. Trzeba się jednak zastanowić, czy Europa może się obejść bez elementów, które próbowaliśmy wydobyć wyżej, nie tracąc swego charakteru.


Europa powinna pozostać, albo stać się na nowo, miejscem rozdziału sfery doczesnej od duchowej, nawet więcej - miejscem pokoju między nimi, przy czym każda ze stron uznawałaby prawowitość drugiej w jej swoistej domenie. Powinna pozostać, albo stać się na nowo, tym miejscem, gdzie uznaje się bliski związek człowieka z Bogiem, przymierze obejmujące nawet najbardziej cielesne wymiary człowieczeństwa, które powinny być przedmiotem bezwzględnego poszanowania. Powinna pozostać, albo stać się na nowo, miejscem, gdzie jedność między ludźmi nie może się spełniać wokół jakiejś ideologii, lecz w stosunkach między konkretnymi osobami i grupami ludzkimi. Gdyby te elementy miały zaniknąć całkowicie, udałoby się może coś zbudować, może nawet coś trwałego. Ale czy byłaby to jeszcze Europa?


Nie wiem, czy Europa ma przed sobą przyszłość. Wydaje mi się natomiast, że wiem, jak mogłaby ją przed sobą zamknąć: Europa, która zaczęłaby wierzyć, że to, co ze sobą niesie jest coś warte tylko dla niej. Europa, która szukałaby swej tożsamości w wycofaniu się w to, co ma szczególnego (na przykład w jarmarczny "indoeuropeizm"), przestałaby zasługiwać na to, by mieć przyszłość. Zadanie kulturowe, które oczekuje dziś Europę, mogłoby więc polegać na tym, by stać się powtórnie - w tym sensie, w jakim to powiedziałem - rzymską. Jeśli Europa ma ponownie uświadomić sobie siebie, powinna dać dowód zarazem - jeśli wolno mi użyć dwóch języków do gry słów, na tę okazję prawdziwie europejskiej - SelbstbewuBtsein i self-consciousness. Te dwa pozorne synonimy oznaczają w istocie przeciwieństwa. Przetłumaczmy je w zastosowaniu do Europy: powinna ona być świadoma zarówno swej wartości, jak i swej niższości. Swej wartości wobec barbarzyństwa wewnętrznego i zewnętrznego, nad którym musi zapanować; swej niższości w stosunku do tego, czego jest tylko wysłanniczką i sługą.

 

Tekst jest fragmentem książki Remiego Brague’a, tegorocznego laureata Nagrody Ratzingera, nazywanej "teologicznym Noblem". Książka "Europa, droga rzymska" została wydana w Polsce przez Teologię Polityczną.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook