Chrystus tak, Kościół nie?

Posłaniec

“Chrystus tak, Kościół nie", to modne hasło powstałe w nurcie laicyzujacej się Europy. Do niedawna wydawało się, że dotyczy ono raczej ześwieczczonego Zachodu, jednak coraz częściej taką postawę odnajdujemy i w “katolickiej" Polsce.

 

Wielu współczesnych w naturalny sposób zwraca się do Boga, nie akceptuje jednak instytucji Kościoła, neguje sens jej istnienia i nie czuje z nim więzi. Kościół często prezentowany jest jako bezduszna instytucja, próbująca narzucić wolnemu człowiekowi swój system zakazów i nakazów, a nawet mająca ambicje zawładnięcia życiem społecznym.

 

Przyznam, że sam - choć zawsze uważałem się za człowieka wierzącego - miałem pewien kłopot z Kościołem, który jawił mi się jako dość sztywna i nieco bezduszna struktura.


Przełom nastąpił, gdy jako student przybyłem do Taize we Francji. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z wiarą żywo i bezpośrednio przeżywaną we wspólnocie. Doświadczyłem czegoś niesamowitego. Miałem wrażenie, że Jezus, którego znałem dotąd jako historyczną postać z kart Nowego Testamentu, zaczyna być dla mnie kimś żywym i realnym. A kiedy w milczeniu medytowałem wraz z innymi, odczuwałem w tym pozawerbalnym spotkaniu jakaś nową płaszczyznę, którą da się określić tylko słowem “sacrum". Uświadomiłem sobie, że to właśnie jest obraz Kościoła. Bo czymże jest Kościół, jak nie społecznością Jego uczniów, w której sam jest obecny.

 

Później przyszło odkrycie sakramentów. Wcześniej przystępowałem do nich w sposób rytualny, bo tak wypadało aby być w porządku. Teraz, kiedy przychodzi mi przyjmować Eucharystię, znów budzi się we mnie to poczucie niezwykłego Spotkania.

 

Podobnie - wraz z Agnieszką - staramy się przeżywać nasze małżeństwo. Mamy wrażenie, że doświadczamy wciąż łaski miłości. Kiedy schodzimy w głąb, czujemy, że doświadczamy takiej płaszczyzny, która przekracza wszelki ludzki wymiar. Niezwykłość tego sakramentu polega właśnie na tym, że nie jesteśmy już sami. Ktoś zdaje się nam nieustannie towarzyszyć. Jest to tym ważniejsze w momentach zwątpienia czy zagubienia.

 

Coraz bardziej jest dla mnie jasne, że prywatna religijność, choćby najpiękniejsza, nie obroni się. Prędzej czy później upadniemy, gdyż jesteśmy słabi. Do tego, aby trwać w rzeczywistości Spotkania z Bogiem, niezbędna jest wspólnota. I taką wspólnotę, nazywaną Kościołem ofiarowuje nam sam Jezus. Jedyną wspólnotę, gdzie możemy doświadczyć i świętować Jego paschalną obecność.


Tajemnica krzyża

 

Czymś co najbardziej odrzuca dzisiejszy człowiek jest rzeczywistość krzyża. Cała współczesna cywilizacja nakierowana jest na sukces, a życie w niej staje się przysłowiowym “wyścigiem szczurów". Nasza kultura oparta na technologii i dobrobycie prowadzi do przekonania, że tak naprawdę wszystko załatwimy sobie sami. Słabość czy cierpienie, traktowane są jako porażka, a śmierć jako “wypadek przy pracy" w procesie leczenia. W tak przeżywanej kulturze - mimo rozwiniętych systemów socjalnych - nie ma faktycznie miejsca dla człowieka słabego, niepełnosprawnego i cierpiącego. Usuwa się ich do wyspecjalizowanych ośrodków pomocy, coraz częściej pojawia się postulat eutanazji.

 

Kościół tymczasem głosi coś przeciwnego. Słabość to naturalna kondycja człowieka, której doświadczenie rodzi tym większe zaufanie i buduje jedność. Było mi to dane odkryć we wspólnotach “Wiara i Światło", z którymi związałem się na kolejne kilkanaście lat mojego życia. Są to wspólnoty skoncentrowane wokół ludzi upośledzonych umysłowo, na ogół odrzucanych przez dobrze się mające społeczeństwo. Dane mi było tam poznać niezwykłą wartość tych właśnie, często zdeformowanych przez biologię ludzi. Będąc ograniczeni w swej inteligencji znacznie bardziej realizują się oni w sferze uczuć i miłości. To tam po raz pierwszy poczułem się do końca zaakceptowany. Nie dlatego, że mam określone zalety, ale tylko dlatego, że jestem. Tam do końca poznałem przyjaźń. Wspólnoty te- proszę uwierzyć - są jednymi z najbardziej radosnych miejsc na tym świecie. Niezależnie od ogromu cierpienia, jakie można tam zobaczyć.

 

I to jest właśnie jedną z najgłębszych tajemnic jakie Kościół niesie światu. Życie nigdy nie kończy się na krzyżu, ale zawsze prowadzi ku radości Zmartwychwstania. Nigdzie poza Kościołem nie jesteśmy tego w stanie odkryć. Dobitnie ukazał nam to Jan Paweł II, który do ostatniego tchnienia pokazywał nam sens cierpienia. Niektórzy mówią, że była to jego ostatnia, nie napisana, ale jakże ważna encyklika.

 

Depozytariusz wiary

 

Bardzo ważną funkcją Kościoła jest strzeżenie depozytu, czyli całej pełni wiary, którą powierzył nam Bóg. Zadanie to pozostawił Chrystus apostołom i ich kolejnym ziemskim następcom. Stąd hierarchiczna struktura Kościoła. Jest ona niezbędna, gdyż inaczej nauczanie Kościoła mogłoby zostać rozmyte. Ostatnio w Polsce mieliśmy okazję doświadczyć jak bardzo niebezpieczne jest prywatne interpretowanie zasad wiary, co widzieliśmy na przykładzie byłych sióstr betanek z Kazimierza. Uniwersalny autorytet Kościoła został tam zastąpiony prywatnym, partykularnym autorytetem miejscowej przełożonej. Widzimy jakie cierpienie stało się udziałem młodych dziewcząt, ofiar tego eksperymentu.

 

Podobne mechanizmy możemy obserwować w historii niektórych Kościołów tradycji protestanckiej, które doświadczają kolejnych podziałów, ze względu na brak jednego, przejrzystego autorytetu.


Kościół święty?

 

Częste niezrozumienie wywołuje koncepcja świętości Kościoła. Kościół jest święty obecnością samego Jezusa. Problem w tym, że nasza ludzka grzeszność często wydaje się zaprzeczać tej świętości na tyle, że na zewnątrz trudno ją dostrzec. Na tym polega niebezpieczeństwo antyświadectwa, jakie nierzadko dają sami chrześcijanie. Sobór Watykański II mówił nie tylko o świętości Kościoła, ale i o jego grzeszności - w rozumieniu grzeszności ludzi tworzących Kościół. Zgorszenie jakie wywołują ludzie Kościoła jest chyba największym problemem w pełnieniu jego misji ewangelizacyjnej. Kard. Joseph Ratzinger pisał w jednej ze swoich książek: “Całe stulecia historii Kościoła są tak pełne wszelkiego rodzaju zepsucia, że możemy pojąć straszną wizję Dantego, który widział siedzącą w pojeździe Kościoła babilońską nierządnicę; wydają nam się też zrozumiałe straszne słowa paryskiego biskupa Wilhelma z Auvergne (z XII wieku), który sądził, ze każdy, który widzi zdziczenie Kościoła, musi zdrętwieć z przerażenia. <Nie jest to już oblubienica, lecz potwór bezkształtny i dziki.>"

 

Kiedy spojrzymy na historię Europy, to z łatwością zauważymy, że liczne bunty wobec Kościoła, wynikały z faktu grzeszności jego ludzi czy też zbytniego związku Kościoła z państwem, na którego usługach często pozostawał. Dlatego na liczne fale sekularyzacji należy spojrzeć nie tylko jako na dzieło szatana, ale też jako na okazję do wewnętrznej odnowy. Kościół bowiem winien nieustannie się odnawiać: “Ecclesia semper reformanda". Na tym polega jego siła. Można udowodnić, że Kościół jest jedyną powszechną instytucją, istniejącą od dwóch tysięcy lat, która przetrwała dzięki temu, ze jest zdolna do nieustannej, wewnętrznej odnowy. To widomy znak realnej obecności w nim Ducha Świętego. Drogę odnowy wobec nowych wyzwań podjął Kościół w drugiej połowie XX wieku. Jest to wielkie dzieło Soboru Watykańskiego II. Jego dopełnieniem było wezwanie do nowej ewangelizacji, postawione przez Jana Pawła II.


Kościół znakiem sprzeciwu

 

Misterium wcielenia - fakt że Jezus jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem - jest najwyższym, także w historii ludzkości, dowartościowaniem człowieka. Pokazuje jasno, że osoba ludzka ma wymiar transcendentny, nie ograniczający się tylko do ziemskiego wymiaru. Dlatego Kościół - jako jedyna instytucja - głosi świętość życia i osoby ludzkiej. Dlatego też celem jego misji w świecie jest nie tylko przekazywanie wiary, ale i obrona godności człowieka. Jan Paweł II w swej programowej encyklice “Redemptor hominis" napisał wyraźnie, że “człowiek jest drogą Kościoła". Kościół zatem - jeśli chce być wierny swemu powołaniu - staje zawsze w obronie człowieka. Kościół ze swej natury musi być obrońcą praw i godności człowieka. Być “znakiem sprzeciwu", jeśli prawa te, w jakikolwiek sposób są szargane.

 

Wciąż jesteśmy więc świadkami cywilizacyjnego “sporu o człowieka", jaki Kościół toczy z wieloma prądami współczesnej cywilizacji. “Cywilizacji śmierci" polegającej na redukcji człowieczeństwa do określonych jego atrybutów, Kościół przeciwstawia cywilizację miłości. Zawiera ona wielką apoteozę godności osoby ludzkiej, niezależnie od sytuacji, w jakiej dany człowiek się znajduje. Stąd płynie tak ważny, powiedziałbym wyzwoleńczy aspekt chrześcijaństwa, także w płaszczyźnie społecznej. Doświadczyliśmy tego w ostatnich dziesięcioleciach. Proces upadku komunizmu i odbudowywania jedności Europy rozpoczął się od tego, że Jan Paweł II przypomniał gnębionym ludziom o ich niezbywalnej godności. Stało się to najistotniejszą chyba siłą sprawczą przemiany oblicza Europy.


Kościół miejscem zbawienia

 

Kościół jednak jest przede wszystkim miejscem zbawienia i o tym nigdy nie możemy zapominać. Bóg pragnie nas zbawić i po to założył Kościół. Największy sprzeciw budzi prawda, że “poza Kościołem nie ma zbawienia", głoszona już przez starożytnych Ojców Kościoła. “Extra Ecclesiam nulla salus" (św. Cyprian). Prawda ta jednak ma głęboki sens i tak na prawdę nikogo nie wyklucza. Formalna przynależność do Kościoła nie jest żadną gwarancją zbawienia, gdyż człowieka zbawia tylko sam Bóg. Wszędzie natomiast tam, gdzie realizuje się zbawienie, tam właśnie obecny jest Kościół, niezależnie od jego formalnych granic. Każdy więc ma tę szansę, dlatego właśnie, że Kościół istnieje.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.95

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (54)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

10-ten 12:40:54 | 2017-12-03
Z zainteresowaniem przeczytałam powyższy artykuł. Jest w nim wiele prawdy, ale brak pokory przy ocenie przyczyn desonansu pojmowania odrębności zadań Kościoła jako instytucji oraz Wiary, a tym samym "prywatnej religijności" jako Wartości Nadrzędnej. Podobnie jak autor odczułam będąc w Kościele siłę wspólnoty, choć żródłem tej jedności była w moim przypadku muzyka a nie słowo. Sumienie i Wiara to podwalina istnienia Kościoła. Bez mądrości następców Apostołów Kościół pozbawi się sumienia a w efekcie i wiary i wspólnoty. Kościół stanie się grupą ludzi uwikłanych w ludzkie zależności, opanowany przez grzech pychy i ludzką głupotę, śmiertelne zagożenie dla Wiary.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wisła 20:22:43 | 2015-01-16
Kościoły w Polsce po cichu pustoszeją. Nawet nie potrzeba tego hasła Chrystus tak Kosciol nie. To sie dzieje na naszych oczach. Kiedy wymrze starsze pokolenie i upadnie religijność ludowa Kosciol dopiero otworzy oczy. Na razie udaje, ze jest ślepy.

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pawi 18:57:23 | 2015-01-16
Watykan idzie na Sąd, za dużo namieszał, Słowo Boże powinno być na 1wszym miejscu, a nie instytucja ludzka.
https://www.youtube.com/watch?v=RGnU1Whlyng

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~karolina 21:49:51 | 2013-08-12
CZER... ile płacisz podatków, za czynsz, za wodę, gaz, prąd, ile pieniędzy wydajesz na służbę zdrowia - no chyba, że nie wydajesz i miesiącami czekasz na wizytę... I to Ci nie przeszkadza, tak? A nawet jeśli przeszkadza, to oczywiście tego nie powiesz - to znaczy będziesz narzekał wśród rodziny, sąsiaów czy znajomych, ale napisałeś np. list do Donalda Tuska, Jacka Rostowskiego czy Bartosza Arłukowicza? Nie chodzi mi o tych konkretnych ludzi, nie chodzi mi zresztą o politykę, chodzi mi natomiast o to, że plucie na Kościół jest na porządku dziennym i jest bardzo modne, a także całkowicie BEZMYŚLNE - tak, tak, tak! Ludzie nie będą się zastanawiać, ile jest szpitali, szkół i domów opieki założonych przez Kościół. Ilu dzieciakom są dofinansowane obiady i wyjazdy. W ilu parafiach działają oddziały Caritas. Tym bardziej, ludzie nie myślą o tym, że kapłan to też człowiek i bez jedzenia, picia, ubrania czy mieszkania nie bardzo jest w stanie egzystować. I że absolutnie uczciwie sobie na to zapracowuje odprawiając Msze i Nabożeństwa, chrzcząc, spowiadając, będąc świadkiem Ślubu, odprawiając pogrzeby, prowadząc różne koła przyparafialne, będąc kapelanem czy katechetą. Nie jeden człowiek który pracuje na pełen etat pewnie nie narobi się tyle, co ksiadz. Czy nie zdarzają się kapłani pazerni i chciwi? Oczywiście zdarzają się! Czy jest ich większość? Oczywiście nie! Naprawdę mnóstwo zawodów gwarantuje większy dochód niż powołanie kapłańskie. Ponadto, Kościoła nie tworzą wyłącznie kapłani, o czym wszyscy zapominają!!! Jesteś ochrzczony? To rozlicz najpierw sam siebie z tego, jakim TY jesteś Kościołem! Ale takie komentarze to nasza wina, tzn. Kościoła właśnie - ostatnio nie miałam odwagi bronić Kościoła i rzygać mi się chce moją postwą! Powinnam być bardziej odważna, komentarze internetowe to łatwizna - mimo wszystko zamieszczam ten komentarz, abyś pomyślał choć trochę, co to w ogóle jest Kościół

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~DPMS 05:04:38 | 2013-08-12
W KK najładniejsze to są budynki, a i to nie wszystkie.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mirella 13:23:23 | 2013-08-10
Gdy się wiErzy,to trzeba tegoż Chrystusa spotkać w życiu,osobowo.Zadne tam przyzwyczajenia,pobożność ludowa nie są w stanie dam prawdziwej wiary.Tylko osobiste spotkanie z Bogiem mam sens i trzeba tego chciec,a nie gadać ,że się wierzy.Z samych słow nic  nie wynika..

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~CZER... 11:53:58 | 2013-08-07
PRZESTAŃCIE SIĘ PODNIECAĆ, TAK NAPRAWDĘ W KOŚCIELE CHODZI O MAJATEK I PIENIADZE, KURIA LUBI ŻYC DOSTATNIO, ,,KTO MA KSIEDZA W RODZIE, TEGO BIEDA NIE UBODZIE..."- HASŁO CIAGLE AKTUALNE. TAK PRZEZ DEON LANSOWANY NA ZDJĘCIU POWYŻEJ KSIĄDZ STWIERDZIŁ, ŻE NA KASZUBACH, SKĄD POCHODZI, NIKT NIE PRZYSZEDŁBY Z BANKNOTEM 20 ZŁ ZA MSZĘ, JAK TO JEST W MIEŚCINIE, DO KTÓREJ TRAFIŁ. WYPOWIEDZIAŁ TE SŁOWA PUBLICZNIE, CZYM PORUSZYŁ SPOŁECZNOŚĆ. DZIĘKUJĘ, WSZYSTKO W TEMACIE. W POLSCE POWINNI TYLKO WIERNI Z PODATKÓW UTRZYMYWAC CAŁE TO TOWARZYSTWO, A WTEDY CI PANOWIE KŁANIALIBY SIE W PAS PO KAŻDEJ MSZY, ABY ZACHĘCIC WIERNYCH DO ODWIEDZENIA DOMU PANA.  W POLSCE JUŻ KOŚCIOŁY STAJA SIE PUSTE, NIE MA CO PROBLEMU ZAMIATAĆ POD DYWAN, BO PROBLEM TO KRK  BEDZIE MIAŁ  ZA LAT- POWIEDZMY-  10.  DZIEKUJĘ

Oceń 3 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 10:53:51 | 2013-08-07
Michał,
Trzeba odróżnić symbol, który ma reprezentować pewną rzeczywistość od samej tej rzeczywistości. Np.: flaga państwowa ma reprezentować dany naród, lub kraj , sama natomiast tym narodem nie jest. To samo jest z obrazami. One są symbolem Boga, Matki Bożej, świętych , ale nimi nie są. Każdy modlący się katolik doskonale o tym wie. Jeśli chodzi o tzw. święte obrazy, to przyjmuje się, że są miejsca, obrazy, figury dzięki, którym Bóg chce okazać swoją obecność  poprzez czynienie cudów. Podtrzymuje nas w świadomości swojej obecności na Ziemi.  Ale modląc się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej nie modlę się do osoby przedstawionej na tym właśnie obrazie, lecz do samej rzeczywistej Matki Boskiej, której symbolem jest ten obraz. Gdy grają hymn polski wtedy staję na baczność nie dla nutek z których składa się ten hymn lecz z szacunku dla kraju, którego ten hymn jest symbolem.  Dwa patyki przypadkowo krzyżujące się nie są dla mnie symbolem krzyża, ale te same patyki , które byłyby celowo złożone np.: w gułagu,  w Auschwitz  po to, aby były symbolem krzyża i przypominały mi o ofierze Jezusa Chrystusa i pomagały w modlitwie, albo były odzwierciedleniem mojej identyfikacji z moją religią są dla mnie rzeczą świętą. To już jest sacrum a nie profanum.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xan212 08:52:59 | 2013-08-07
Sytuacja zakazu sporządzania obrazów niewidzialnego Boga zmieniła się radykalnie, gdy „Słowo stało się ciałem” (J 1, 14a). Moment Wcielenia zapoczątkował – jak podaje Katechizm Kościoła Katolickiego – „ową «ekonomię» obrazów” (KKK 1159).

„Niegdyś Bóg, który nie ma ani ciała, ani twarzy, nie mógł absolutnie być przedstawiany na obrazie. Ale teraz, gdy ukazał się nam w ciele i żył wśród ludzi, mogę przedstawić na obrazie to, co zobaczyłem z Boga...” (św. Jan Damasceński, „De sacris imaginibus orationes”).

Nie oddajemy boskiej czci obrazom, ale postaci, którą przedstawiają. Nawet jeżeli widnieją na nich wizerunki świętych lub Matki Bożej, oddajemy za ich pośrednictwem cześć samemu Chrystusowi, który został w nich uwielbiony (KKK 1161).

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xan212 08:45:57 | 2013-08-07
Pamiętaj jeszcze, że niektórzy umierali za to, że nie opluli krzyża, nie znieważyli go. Np. w obozie koncentracyjnym. Nie pamiętam o jakiego świętego to chodziło, ale ssman kazał mu podeptać albo krzyż, albo różaniec. I nie zrobił tego. Za to go wysłano do komory gazowej. Dlamnie autorytet świętego, męczennika za wiarę jest ważniejszy.
Co do obrazów: Musimy rozumieć także zakaz sporządzania obrazów w kontekście historycznym, w jakim obsadzone jest przekazanie. Izraelici dopiero co wyszli z Egiptu, w którym obiektami czci były ciała niebieskie oraz różnego typu zwierzęta. Miejscami oddawania im czci były także ich figury, obrazy umieszczane na grobowcach, ścianach świątyń i budynków.
O tym, że ów zakaz nie odnosi się do trzymania w ryzach sztuki świadczyć może jeszcze coś. W Księdze Wyjścia, znaleźć można szczegółowe opisy, jak należy sporządzić wyposażenie świątyni, narzędzia kapłańskie i innego typu informacje na temat organizacji świątyni. Zwróćmy uwagę, że nawet sama Arka Przymierza ozdobiona jest aniołami, cherubami. Jedna z podstawowych zasad hermeneutycznych przy interpretowaniu Biblii mówi, że Bóg, który jest jednym z autorów Biblii nie może zaprzeczać sam sobie. Jeżeli zatem nakazuje on ozdobienie świątyni i narzędzi kapłańskich motywami roślinnymi, a Arkę Przymierza, czyli przedmiot stanowiący znak Jego obecności w świecie poleca zwieńczyć figurami, trzeba w tym działaniu Boga znaleźć pierwszą interpretację analizowanego przykazania Dekalogu, który nie zabrania tworzyć sztuki, ale chce przestrzec przed sztuką ukierunkowaną na wytwarzanie obiektów zabronionego kultu.

Oceń 1 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook