Obłęd, świętość i dzieje pewnego obrazu

Niektórzy w zmaganiach prowadzących do świętości będą widzieli obłęd. Za obłąkanych często też uważa się wybitnych artystów. Św. Brat Albert dobrym jest tu przykładem.


Męczyła mnie niedawno znajoma feministka w sprawie różnicy między religijnym obłędem a "autentycznym" czy też "wartym refleksji" przeżyciem mistycznym. Ba, gdybym to ja naprawdę powiedzieć, czym w istocie jedno od drugiego się różni. Myślę za to, że taka np. siostra Faustyna byłaby dziś – przy wyraźnej zgodzie ogółu i episkopatu Polski - czym prędzej ze swoimi wizjami wysłana do Tworek i świat nie bardzo miałby okazję dowiedzieć się czegoś ważnego o miłosierdziu jako najważniejszym boskim przymiocie. Mnie zresztą bardzo denerwowało, gdym był jeszcze mało uczony, że Jezus „Dzienniczku” Faustyny Kowalskiej wypowiada się niegramatycznie i - o zgrozo! - nieortograficzne. Oburzenie przeszło mi trochę, kiedy - podszkolony tu i ówdzie -zobaczyłem, co święty Jan wyprawia ze szlachetną greką w swojej Apokalipsie. Polszczyzna Jezusa w „Dzienniczku” siostry Faustyny jest przy tym naprawdę perłą wspaniałego stylu.

 

Malarz, który został świętym


Zdarza mi się czasem, gdy bywam w Krakowie, zaglądać na Prądnik Czerwony, na ulicę Woronicza – do kościoła sióstr albertynek. Znajduje się tam obraz „Ecce Homo” – wizerunek umęczonego Chrystusa w koronie cierniowej, którego po ubiczowaniu ukazuje Piłat rozwrzeszczanej gawiedzi. Czerwony płaszcz opada z ramion Jezusa tak, że na jego poranionej piersi zarysowuje się duże serce. Namalował to dzieło, jak wiadomo, Adam Chmielowski czyli Brat Albert.


Do 35 roku życia rozpościerał się nad nim nimb sławy cenionej w Polsce najbardziej. Był nie tylko powstańcem styczniowym (w tym tyleż beznadziejnym co pięknym zrywie stracił nogę), ale i malarskim zdolniachą z nadziejami na artystyczną wybitność. Dość powiedzieć, że do przyjaciół i admiratorów Adama Chmielowskiego należeli nie tylko najwybitniejsi polscy malarze - Józef Chełmoński, Aleksander Gierymski, Józef Brandt, ale również i sławna aktorka Helena Modrzejewska. Kiedy więc nagle Adam postanowił wstąpić do nowicjatu jezuitów, wywołało to wśród naszych kulturalnych elit wielki szok. Mało kto poważnie traktował jego uskarżanie się na „wewnętrzną pustkę”. A on od ponad roku malował już przecież swoje najsłynniejsze, zagadkowe nigdy nieukończone dzieło – właśnie „Ecce Homo” Swoją decyzję o wstąpieniu do zakonu Chmielowski objaśniał, pisząc do Heleny Modrzejewskiej, w sposób następujący:


- Już nie mogłem dłużej znosić tego złego życia, którym nas świat karmi, nie chciałem już dłużej tego ciężkiego łańcucha nosić. Świat, jak złodziej, wydziera co dzień i w każdej godzinie wszystko dobre z serca, wykrada miłość dla ludzi,- wykrada spokój i szczęście, kradnie nam Boga i niebo. Dla tego wszystkiego wstępuję do zakonu; jeżeli duszę bym stracił, cóż by mi zostało.


Artystyczna sława zdała się nagle miałka. Co więcej, Chmielowski najwyraźniej uświadomił sobie, że sztuka z towarzyszącym jej środowiskowym blichtrem może być główną przeszkodą w osiągnięciu duchowej dojrzałości:
 

- Sztuka i tylko sztuka, byle jej uśmiech albo cień uśmiechu, byle jedna róża z wianka bogini, bo z nią sława i dostatek, i osobiste zadowolenie - mniejsza o resztę; gubi się w szalonej gonitwie rodzinę, moralność, ojczyznę, związek z Bogiem, gubi wszystko, co dodatnie i święte - lata uciekają, organizacja fizyczna niszczeje, a z nią i talent tak zwany - zostaje tylko rozpacz albo idiotyzm na dnie czaszki - poza tym śmierć - ale żeby tylko śmierć i nicość, ale i to nie, bo dusza nie umiera nigdy.


Ciekawe, co mogła sądzić o Chmielowskim Modrzejewska, przeczytawszy te słowa? Pewnie, jak i inni przyjaciele Chmielowskiego, posądzała go po prostu o obłęd „na tle religijnym”.

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~apio 22:02:35 | 2009-09-26
"Żeby podeprzeć kulawy stół – mawiał później - nie można go z góry obciążać; pochylić się trzeba i z dołu podeprzeć. To samo z nędzą ludzką. Chcąc ratować nędzarzy, nie należy obarczać ich napomnieniami, ani prawić morałów, będąc samemu sytym i dobrze ubranym: trzeba się stać nędzniejszym od najnędzniejszego, aby go dźwignąć."

- mądre słowa, wielu powinno wziąć je sobie do serca!

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook