Jak osiągnąć pojednanie w naszym społeczeństwie?

WAM
(fot. deposit photos)

Rozłam między różnymi ugrupowaniami widać dzisiaj bardzo wyraźnie w naszym społeczeństwie. Nie tylko partie polityczne postępują wobec siebie z coraz większym nieprzejednaniem. Często nie dostrzega się już potrzeby wspólnego rozwiązywania problemów tego świata, liczy się tylko własny sukces i poszerzenie własnej pozycji siły.

 

Istnieją różne środowiska rozszczepiające nasze społeczeństwo. Tak więc są pracodawcy i związki zawodowe, niemogący dojść ze sobą do porozumienia. Są technokraci i "alternatywni", wrogo do siebie nastawieni, pacyfiści i przeciwnicy energii atomowej, którzy są nieprzejednani wobec zwolenników sił obronnych i energii jądrowej. Są zwalczające się wzajemnie grupy prawicowej i lewicowej młodzieży.

 

Państwo musi utrzymywać wielką armię policji, aby opanować chaos wywoływany przez młodych awanturników. Już w szkole młodociani dzielą się na różne ugrupowania. I biada, jeśli się napotka kilku z wrogiego obozu: trzeba będzie to odpokutować. Często jest się wtedy narażonym na pobicie i obrabowanie.

 

Przemoc między zwaśnionymi grupami coraz bardziej się nasila. Nierzadkim zjawiskiem jest nienawiść do cudzoziemców i azylantów. Cudzoziemcy częstokroć nie odważają się pojawiać w pewnych okolicach, ponieważ mogą się tam stać ofiarami młodocianych band lub prawicowych grup. Pewna nauczycielka, która uczy azylantów, opowiadała mi, że słyszy od nich często pytanie: "Co to znaczy: Raus, raus, raus?".

 

Widocznie jest to słowo, jakie najczęściej słyszą - w autobusie, w gospodzie, w dyskotece. Wszędzie są wykluczani i odtrącani. Poczucie takiego odrzucenia rodzi jednak tylko nienawiść i chęć zemsty. Dlatego nie powinien nas dziwić wzrost przestępczości.

 

W środowisku, w którym jest się postrzeganym tylko jako wróg, przyjmuje się tę rolę i stosownie do niej zachowuje. Im bardziej ludzie są upokarzani, tym większą mają skłonność do przemocy. Jest to wtedy dla nich jedyna droga pozwalająca czuć się sobą i zachować poczucie własnej wartości. Ale jest to właśnie droga destrukcyjna, która tylko coraz bardziej pogłębia dzielącą społeczeństwo przepaść.

 

Niewiele jednak pomoże samo tylko biadanie nad tym, jak źle dzieje się w naszym rozdartym społeczeństwie. Lepiej szukać w nim dróg pojednania. Jest wielu pracowników socjalnych, którzy starają się nawiązać kontakt z prawicowymi i lewicowymi grupami i skłaniać je do wzajemnej zgody. Nie mogą oni jednak iść po prostu do tych grup i wymagać od nich od razu pojednania. Muszą najpierw przyjrzeć się dokładnie, co je właściwie porusza, dlaczego tak właśnie myślą i zachowują się, jakie są ich najgłębsze urazy i rzeczywiste tęsknoty.

 

Dopiero gdy ludzie ci sami poczują się zaakceptowani, będą zdolni wyzbyć się wrogości i zaakceptować obce grupy. Jeśli nawet nie możemy zmienić społeczeństwa jako całości, to jednak każdy jest w swoim środowisku odpowiedzialny za to, czy własnym zachowaniem sprzyja jego podziałom, czy pojednaniu. Często zupełnie nie zauważamy, jak swoimi uprzedzeniami przyczyniamy się do rozłamów w społeczeństwie. Bardzo pochopnie przyswajamy sobie negatywne stereotypowe sądy, zasłyszane przy piwiarnianym stoliku - o bezrobotnych, którym jakoby w ogóle nie chce się pracować, o wysiedleńcach, którzy ponoć odbierają nam miejsca pracy, o przeciwnikach energii atomowej, pacyfistach i najrozmaitszych innych ugrupowaniach.

 

Nasze słowa mają konkretne skutki. Stwarzają atmosferę, która sprzyja pojednaniu albo podziałom. Jesteśmy za nasze słowa odpowiedzialni. Właśnie słowa sprawiają zanieczyszczenie środowiska. Nierozważnymi słowami można łatwo szerzyć rasistowskie i faszystowskie idee. A potem dziwimy się, że młodociani idee te traktują poważnie i wprowadzają w czyn.


Każdy jest odpowiedzialny za klimat, jaki wokół siebie tworzy. Zaczyna się to już w sferze myśli. Powinniśmy skontrolować swój sposób myślenia: czy nieświadomie nie ulegamy jakimś stereotypowym uprzedzeniom. Znajdzie on wyraz w naszych słowach i uczynkach. Dlatego pojednanie ma swój początek w naszych myślach.

 

Powiedział to już święty Paweł Rzymianom: "Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe" (Rz 12,2). Musimy zaczynać od swoich myśli i pilnie obserwować, czy odpowiadają one Bożej woli, czy są dobre i niosą ludziom dobro, czy powodują pojednanie, czy podziały. Każdy wie, że tkwią w nim nieświadome uprzedzenia i projekcje.

 

Rzeczywistości nie widzimy nigdy obiektywnie, lecz zawsze przez pryzmat naszych projekcji. Jeśli wszystko, co jest w nas mroczne, rzutujemy na innych, na przykład na ludzi ciemnoskórych, to trudno nam się pozbyć stereotypu, że czarnym nie należy ufać.

 

Jeśli wypieramy ze świadomości naszą seksualność, to trudno się dziwić, że odtrącamy homoseksualistów czy ludzi mających inny stosunek do swej seksualności niż my. Jeśli wypieramy ze świadomości naszą agresję, to rzutujemy ją na grupy, które są nam niesympatyczne. A wtedy zupełnie nie dostrzegamy, ile agresywności zawiera się w naszej chęci, by nad tymi grupami zapanować przemocą. Jest rzeczą przerażającą, jak często z ust takich ludzi można słyszeć brutalne słowa w rodzaju: "Tych wszystkich powinno się wysłać do gazu". Czujemy wtedy, że w naszych myślach wyłania się na nowo faszystowska przeszłość i jak bliscy jesteśmy tego, by nielubiane grupy traktować podobnie jak w Trzeciej Rzeszy.


Każdy może swoim sposobem myślenia, swymi słowami, a przede wszystkim swoim zachowaniem wytwarzać atmosferę pojednania w naszym społeczeństwie. Oczywiście w głównej mierze odnosi się to do tych, na których spoczywa szczególna odpowiedzialność. Wymienić tu trzeba na przykład firmy. Dobre przedsiębiorstwa wiedzą dzisiaj o swojej odpowiedzialności - o tym, że panująca w firmie atmosfera oddziałuje również na klimat w jej otoczeniu. Jeśli firma przywiązuje wagę do tego, aby każdy czuł się akceptowany, aby z cudzoziemskimi pracownikami wszyscy postępowali uczciwie i życzliwie, to ma to również skutek na zewnątrz.

 

Wtedy w firmie dokonuje się coś, co służy pokojowi społecznemu. I odwrotnie: jeśli wszyscy nowi pracownicy w firmie czują, że otacza ich niechęć i że są brutalnie dyskryminowani, musi to mieć skutki destrukcyjne. Tworzy się wtedy atmosfera, która również w sferze prywatnej skłania do rozpychania się łokciami. Niektórzy uważają, że są bezsilni wobec panujących w społeczeństwie uprzedzeń. Tymczasem jeśli choćby w swoim wąskim kręgu potrafimy coś przeciwko nim zdziałać, nie pozostaje to bezowocne.

 

Kiedy w pewnej małej firmie starała się o pracę Włoszka, szef szorstko ją ofuknął, żeby wynosiła się pracować do swojego kraju. Usłyszał o tym mój szwagier, zadzwonił do owego szefa, że nie może się zgodzić z takim zachowaniem, i skłonił go do tego, by przeprosił ową kobietę. Gdyby nikt nie zareagował, człowiek ów przypuszczalnie dalej odnosiłby się tak brutalnie do próśb cudzoziemców o pracę.

 

Rozmowa ta kazała mu się zastanowić. Prawdopodobnie będzie on na przyszłość zachowywał się inaczej wobec cudzoziemskich współobywateli.

 

Pewna kobieta, udzielająca lekcji języka azylantom, opowiadała mi, jakim tonem niektórzy urzędnicy przemawiają do starających się o azyl. Natomiast kiedy ona idzie z tymi petentami i wstawia się za nimi, urzędnicy stają się uprzejmiejsi. Nie pozwalają sobie wtedy na to, by dawać swobodny upust swoim uprzedzeniom. Każdy urzędnik jest odpowiedzialny za atmosferę panującą urzędzie. Niektórzy traktują petentów uprzejmie, inni - zwłaszcza cierpiący na kompleks niższości - okazują im swoją wyższość.

 

Niekiedy można nawet wyczuć u nich chęć upokarzania innych. Muszą im wykazać ich małość, aby uwolnić się nieco od swego kompleksu niższości. Zasłaniają się ustawą czy zarządzeniem i uważają, że mają rację. Zupełnie nie dostrzegają tego, że swoją rygorystyczną wykładnią przepisów wyrządzają ludziom krzywdę. Zamiast dać im to, co im się według prawa należy, odmawiają im prawa do życia. Pojednanie albo podziały mogą dokonywać się wszędzie. Dotyczy to tak samo sklepów.

 

Ton ekspedientek tworzy klimat, w którym ludzie czują się szanowani albo pozbawieni szacunku. Zawsze kiedy jakaś ekspedientka okazuje życzliwość wobec cudzoziemca, dokonuje się pojednanie, zburzone zostaje jakieś uprzedzenie, w pewnym stopniu usunięte pęknięcie tak głęboko dzielące nasze społeczeństwo.

 

Tekst pochodzi z książki Anselma Grüna OSB pt. "Przebaczenie". Tutaj znajdziesz ją z 10-proc. rabatem >>

 

Anselm Grün OSB (ur. 1945) - doktor teologii, duszpasterz, doradca i opiekun duchowy. Autor licznych książek poświęconych życiu duchowemu. Jego prace zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.43

Liczba głosów:

28

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?