Kościół to nie mury

Dominik Jarczewski OP
(fot. PAP/EPA/IAN LANGSDON)

Wielki Wtorek przynosi nam niezwykle bolesne słowa Jezusa: jeden z Dwunastu zdradzi Go, Piotr się Go zaprze. Apostołom nie mieści się to w głowach.

 

To niemożliwe! Niewyobrażalne. Przecież wszyscy się tu zgromadzili wokół Jezusa. Jest im dobrze. Inni odeszli, opuścili Go, ale oni zostali. Wspólnota ma się dobrze.

 

A jednak Jezus już teraz widzi i zapowiada tragedię, którą śmiało można by określić upadkiem Kościoła - zanim jeszcze się narodził. Przerażająca tragedia.

 

Dramat, który na większą skalę i na mniejszą - prywatną, osobistą - będzie nie raz powracał. Jak wobec upadku człowieka, jego wiarołomstwa, hipokryzji, bestialstwa nie stracić wiary? Był tak blisko Boga. Co pozostało?

 

A jednak… Gdy ludzkie fundamenty upadają, dopiero okazuje się, na jakim (jedynym!) fundamencie się opiera Kościół. Przez ludzką słabość przebłyska Boża moc - miłość, która zbawia, przebacza, nawraca, przywraca życie. "Zburzcie tę świątynię…"

 

Po wieczornych, upiornych zdjęciach płonącej Notre Dame, dziś nad ranem pojawiło się inne - niezwykle mocne zdjęcie. Oczom pierwszych reporterów, którym pozwolono sfotografować wnętrze świątyni, ukazał się błyszczący, złoty krzyż, ołtarz a po prawej stronie, przy filarze, rzeźba Dziewicy - najprawdopodobniej nietknięte.

 

To prawda, że zniszczenia są kolosalne. Ogień strawił większość dachu i praktycznie całą zabytkową drewnianą więźbę, w tym tę najstarszą XIII-wieczną. Zawalona iglica (de facto, dobudowana w XIX wieku przez Viollet-le-Duca) zrobiła wyrwę w sklepieniu, którego główna struktura jednak się zachowała. Choć ogień fizycznie nie strawił słynnych rozet, biorąc pod uwagę temperaturę, trudno zachować optymizm, co do ich stanu. Podobnie z organami, które będą wymagać co najmniej poważnego remontu. Choć udało się ewakuować relikwie, zbiory skarbca i część wyposażenia (Najświętszy Sakrament wyniósł kapelan strażaków, specjalnie szkolony na taką ewentualność), wiele zabytków, w tym XVII-wieczny płótna zostały w środku.

 

Wiele przepadło bezpowrotnie, ale katedra zostanie odbudowana. Wczoraj wieczorem uruchomiono zbiórkę publiczną i, biorąc pod uwagę pierwsze, spontaniczne reakcje, wydaje się, że niezależnie od ogromu kosztów pieniądze się znajdą. Czas również. Katedrę de facto budowano przez stulecia i nie jeden raz przechodziła przez fazy upadku i odnowy.

 

Jednak nie o kwestiach technicznych chciałem pisać. Gdyby wartość katedry ograniczała się do (niezaprzeczalnego!) dziedzictwa artystycznego, kulturalnego i historycznego, mielibyśmy wszystkie powody do rozpaczy. Gdyby była tylko atrakcją turystyczną (najbardziej odwiedzany zabytek Francji!), średniowiecznym Disneylandem, landmarkiem do kolekcji selfie, obchodzilibyśmy dziś medialną żałobę, dopisywali pośpiesznie świecką symbolikę, przyjmowali wyrazy solidarności i czynili te wszystkie hieratyczne gesty w mediach społecznościowych, w których zdążyliśmy się już nieźle wytresować.

 

Ale przecież nie to było istotą katedry Najświętszej Marii Panny.

 

Kościół to nie mury - choćby najpiękniejsze. W goryczy Wielkiego Wtorku, Jezus odziera nas z tych i innych pozorów, które zbyt pośpiesznie zdarza nam się uznać za istotę. Mury nie są istotne. Istotny nie jest x i y. To wszystko może runąć. Wtedy odsłoni się prawdziwa istota - Chrystus, w którym Bóg umiłował do końca. Krzyż. Ołtarz. I wierna Matka przy boku.

 

 

 

Dominik Jarczewski OP - studiuje, pracuje i mieszka w Paryżu. Tekst ukazał się pierwotnie na jego blogu

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook