Co zrobić z religią w szkołach? Co powinno się zmienić? [WYWIAD]

(fot. Jacek Taran)

Pytanie nie dotyczy tego, gdzie katecheza się odbywa, ale co się na niej dzieje. Czy gdyby zdjąć przymus i dać młodemu człowiekowi wolność wyboru, przychodziłby na nią z chęcią? Co robimy źle?

 

Publikujemy fragment książki "Łobuzy. Grzesznicy mile widziani" dotyczący katechezy w szkołach. 

 

ŁUKASZ: A religia w szkołach?


GRZEGORZ: Wydaje mi się, że nie ma jednego dobrego rozwiązania. Myślę, że problem powrotu religii do salek katechetycznych jest podobny do problemu gimnazjów. Niektórzy myślą, że gdy gimnazja zostaną zlikwidowane, młodzież znowu będzie fajna i bezproblemowa, a to nieprawda, zawsze były problemy. Rzecz się dzieje w człowieku, a nie dotyczy tego, czy on się uczy w szkole, czy w salkach katechetycznych przy kościele. Wydaje mi się, że dziś rolę dawnej religii w salkach pełnią wszelkiego rodzaju ruchy przykościelne, wspólnoty. Przejęły funkcję budowania więzi przy parafiach i tam przychodzą ludzie, którzy podjęli decyzję, że chcą być bardziej związani z Kościołem. A katecheza w szkole daje szansę dotarcia do ludzi, którzy są na granicy albo poza, identyfikują się z formalnym ateizmem lub agnostycyzmem. Czasem mimo to przychodzą, bo chcą czegoś posłuchać. Szansy na rozmowę z nimi poza szkołą raczej bym nie miał.


PIOTR: Najważniejsze pytanie nie dotyczy tego, gdzie katecheza się odbywa, ale co się na niej dzieje. Czy gdyby zdjąć przymus i dać młodemu człowiekowi wolność wyboru, przychodziłby na nią z chęcią? Mam znajomego franciszkanina, który w Krakowie przez kilka lat pracował w liceum; najpierw miał trzy osoby z całej szkoły, a po dwóch latach przychodzili prawie wszyscy. Przyszedł do nich bez podręcznika, rozmawiał, starał się zrozumieć ich problemy. Nie znaczy to, że wszyscy od razu stali się wierzący. Ale zaufali mu, poczuli się traktowani poważnie, znaleźli przestrzeń do szczerego dialogu. Biskup Dajczak od jakiegoś czasu powtarza, że katecheza w szkole musi się całkowicie zmienić. Nie może być przymuszaniem ludzi do wkuwania formułek czy sposobem na suche przekazywanie nauczania Kościoła, ale ma być czasem ewangelizacji, doświadczenia, wprowadzenia w tajemnicę wiary. Myślę, że gdyby przeprowadzić reformę i całkowicie religię ze szkół wyprowadzić, mało kto by został. Katecheza w szkołach jest ogromną szansą, którą spektakularnie marnujemy.


ŁUKASZ: Za co będziesz stawiał piątki z religii?


GRZEGORZ: Maturzyści muszą mieć dwie oceny w semestrze, jedną wystawia im klasa za speech, który będzie podstawą do dyskusji. Druga ocena jest za krótki esej.


ŁUKASZ: Dla mnie oceny z religii to kompletny absurd.


GRZEGORZ: Dzieciaki pytały, czy piątkę z religii można dostać za bycie ministrantem, czy za wolontariat. Od razu wyjaśniłem, że nie mogę oceniać ich wiary ani zaangażowania, tylko pracę, dlatego wybraliśmy esej.


PIOTR: Inny znajomy zakonnik dawał piątki za akcję "zagnij diakona". Wszyscy ludzie, którzy byli na religii, wrzucali jakiś trudny  temat i jeżeli byli w stanie udowodnić, że ten facet, który ma im przekazywać wiarę, tak naprawdę nie ma pojęcia, o czym mówi, stawiał piątki. To jest odwaga i pomysłowość, której nam bardzo potrzeba.


ŁUKASZ: A będziesz mówił też o innych religiach?


GRZEGORZ: Temat innych religii jest w programie nauczania gimnazjum. Ktoś zaproponował dyskusję o tym, jak się ma wiara do religijności, zauważając, że nie wszystko, co jest religijnością, musi z wiary wypływać. Sami wybierają tematy, więc na pewno o tym porozmawiamy.


ŁUKASZ: Mam wrażenie, że nieczęsto dyskutuje się o innych religiach problemowo, raczej pokazuje się je na tle religii katolickiej jak sekty.


PIOTR: To niestety nie tylko problem katechezy. Od Soboru nauczanie Kościoła jasno mówi o podchodzeniu z szacunkiem do innych religii. Wierzymy, że pełnia środków do zbawienia jest u nas, ale inne religie też mogą być drogami do poznania prawdy i Pana Boga. Tymczasem dzisiaj czytałem wypowiedź jednego z biskupów, cytat z "Naszego Dziennika", że tylko Kościół katolicki prowadzi do Boga, a wszystkie inne religie mogą doprowadzić do zatracenia duszy. Widać nauczanie soborowe niestety nie dotarło jeszcze do wszystkich diecezji w Polsce (uśmiech).


ŁUKASZ: W mediach sporo się mówi o islamie; może lekcje religii mogłyby pomóc w zrozumieniu tego wyznania?


GRZEGORZ: Każdy związek wyznaniowy i każda religia może przeprowadzić swoją katechezę. Nie możemy wymagać, żeby katecheza katolicka w szkole zajmowała się islamem przez pół roku. W ramach programu gimnazjalnego przypatrujemy się jednak dużym religiom funkcjonującym w powszechnej świadomości. Są też lekcje o islamie. Ale nie można popaść w absurd i zajmować się islamem przez cały rok, to jest katecheza katolicka i musimy się trzymać programu.


PIOTR: Osoby prowadzące katechezę katolicką nie mogą poświęcać dziewięćdziesięciu procent lekcji na przybliżenie innych religii. Jeśli jednak spojrzeć na działania Jana Pawła II, spotkania międzyreligijne w Asyżu, na wizyty kolejnych papieży w meczetach, synagogach, spotkania z przedstawicielami innych religii, to jest oczywiste, że jeśli mamy razem żyć, współistnieć, musimy się nawzajem poznać. Oni nam wskazali właśnie taką drogę. Lęk budzi się z niewiedzy, z poczucia obcości. Jeśli młodzi ludzie uczeni są o innych religiach w sposób niebudzący szacunku i zaufania, tylko wywołujący lęk, jeśli nie daje im się rzetelnej wiedzy, tylko opinie oparte na uproszczeniach i uprzedzeniach, to potem mamy takie efekty, jak widać. Islamofobia i antysemityzm niestety nie są rzadkością wśród katolików nad Wisłą.


GRZEGORZ: Ludzie wychodzą z podstawówki, z liceum po iluś latach katechezy katolickiej i jaka jest wiedza religijna dorosłych?


PIOTR: To jest najważniejsze pytanie: co źle robimy?


GRZEGORZ: Nie można całej odpowiedzialności zwalić na katechetów, ważne jest też zaangażowanie.


PIOTR: Nie zgadzam się. Wystarczy raz spotkać kogoś, kto o Ewangelii mówi z zapałem i autentycznie, żeby coś się w człowieku poruszyło. Na wczesnym etapie edukacji odpowiedzialność na pewno nie jest po obu stronach. Z katechezy nie trzeba wszystkiego zapamiętać, trzeba wyjść zewangelizowanym. Pamiętam moich najlepszych nauczycieli, na przykład panią Galas od historii, właśnie dlatego że zostały we mnie doświadczenia, o które mnie wzbogacili. Śmiało mogę ich nazwać mistrzami. Kiedy bp Dajczak mówi o ewangelizacji, mam wrażenie, że nie chodzi mu o wypełnienie programu nauczania, tylko stworzenie na lekcjach religii przestrzeni, w której ludzie naprawdę czegoś doświadczą.


GRZEGORZ: Piotrze, zgadzam się z tobą, ale podkreślam, że nie wszystko jest w rękach katechety. Zresztą to dotyczy wszystkich przedmiotów. Można być czasem tak dobrym nauczycielem jak twoja historycz-ka, ale powiedzmy sobie szczerze, że i ją wiele osób, mówiąc kolokwialnie, zlało. Chcę powiedzieć, że owoc zależy od dwóch stron.


ŁUKASZ: Ale to szkoła jest przestrzenią, która wiele rzeczy narzuca.


GRZEGORZ: Gdybym mógł, nie sprawdzałbym obecności, nie wpisywałbym ocen, nie zajmowałbym się "papierologią". Są katecheci, którzy wpisują do dziennika fikcyjne tematy, a rozmawiają z uczniami o tym, o czym mają ochotę mówić. Jeśli jednak jesteśmy w szkole, w określonych strukturach, to musimy się do nich dostosować. Miałem świetne polonistki, które przekazały mi swoją pasję i do dzisiaj chce mi się czytać, do dzisiaj też mam z nimi kontakt. A katechetów pamiętam raczej kiepskich, żaden mnie nie zewangelizował.


PIOTR: Być może rozwiązaniem byłoby stworzenie takich warunków i takiej przestrzeni, w której każdy mógłby iść na zajęcia, na które chce, bez ocen. Chodzi mi o katechezę albo coś alternatywnego w tym samym czasie. Może się uczyć gry na instrumencie, może iść na lekcję etyki, może na katolicką religię albo jakieś muzułmańskie czy żydowskie zajęcia, na coś formującego i rozwijającego. Każdy mógłby wybrać w wolności.


ŁUKASZ: Problemem jest brak wyboru. W praktyce możesz iść na przedmiot, który nazywa się religia, i to jest katecheza katolicka. W niektórych szkołach nie ma nauczyciela etyki.


GRZEGORZ: Przedmiot rzeczywiście nazywa się religia, bo katecheza kojarzy się z czymś bardzo chrześcijańskim, a prawo nie chce tego zawężać. Od ludzi, którzy chcą zawrzeć związek małżeński, wymaga się przedstawienia świadectwa maturalnego, z którego tak naprawdę nie wynika, że chodzili na katechezę, bo na świadectwie napisane jest "religia" - może to więc być jakakolwiek religia. Jeśli piętnaście osób w szkole chce się uczyć innej religii, na przykład są to muzułmanie, dyrektor ma obowiązek zatrudnić imama, żeby ich uczył. Tak to wygląda od strony prawnej. Praktyka jest bardzo różna.


ŁUKASZ: Często spotykam się z argumentem, że katecheza w szkole jest konieczna, bo to jedyne źródło utrzymania dla księdza.


GRZEGORZ: Wiele lat temu ksiądz odpowiedzialny za katechezę w jednej z diecezji narzekał na szkoły i konieczność uczenia w nich. Spytałem go, ilu księży by uczyło, gdyby im nie płacić. Bardzo ostro  wtedy skrytykował moje myślenie, mówiąc, że pieniądze przecież są ważne, że to praca. Potwierdziłem, że pieniądze są ważne, dobrze je mieć, i wobec tego zapytałem raz jeszcze: ilu księży by uczyło, gdyby musieli to robić za darmo? Nie odpowiedział.


ŁUKASZ: Ewangelizacja za pieniądze to coś dziwnego.


GRZEGORZ: Nie każdy człowiek nadaje się do bycia nauczycielem, tak samo religii, jak i fizyki, historii. Wśród księży też są tacy, którzy się do tego nie nadają.


ŁUKASZ: Księża zarabiają w szkole pieniądze. Czy to nie buduje systemu zależności, nie zawęża sprawy do strony formalnej?


PIOTR: Dla mnie to nie jest problem, że księża za coś otrzymują wynagrodzenie, przecież poświęcają swój czas, muszą też za coś jeść, zapłacić rachunki za paliwo. Fundamentalnym pytaniem jest, czy robiliby to, gdyby nie byli wynagradzani. Czy czuliby się do tego powołani, czy coś by ich popychało do tego, żeby dalej działać, pomagać dzieciakom, zarażać ich własną pasją, budzić w nich wiarę. W wielu wypadkach śmiem wątpić.


GRZEGORZ: Arcybiskup Ryś, który robi wspaniałe rzeczy, też w Krakowie dostawał pensję z kurii. Też coś je, z czegoś żyje, mieszka w mieszkaniu, które trzeba opłacić. Ważną rzeczą jest motywacja. Robię to po to, żeby zarobić pieniądze, może dostać nagrodę dyrektora, czy dlatego, że kocham ludzi, chcę im coś pokazać, czymś ich zainspirować, i dostaję za to pensję?
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.44

Liczba głosów:

114

 

 

Komentarze użytkowników (74)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

piecuszek 17:44:21 | 2019-01-10
Prosilam o odpowiedz na moje pytanie -nikt nie potrafi odpowiedziec. Dodam ze na tym zagielam dwoch teologow swieckich i ksiedza. Nie mowiac o roznych dyskusjach w internecie. Wiec wyszzlo na moje - katecheza bedzie tak dlugo jak ludzie sie beda bali. A przekonac nikogo nie przekonacie - brak argumentow. kazdy myslacy dzieciak wie, ze to sciema, tylko siedzi cicho. Lub nie -i ma obnizony stopien.
Zeby kogos przekonac trzeba argumentow, nie demagogii. I nie prania mozgow, im mlodszych tym lepiej. Bo co wartosciowsze mozgi jednak dojda do tego ze sa oszukiwane.

Oceń 3 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 16:52:06 | 2019-01-09
Napisalam ze glowna wada religii - w tym wypadku katolicyzmu - jest niemoznosc udowodnienia jej prawdziwosci. Tj. na poczatek istnienia boga/bogow.
Zaczne jednak od pytan ktore zadalam jako dziecko - i na ktore nikt mi nie odpowiedzial. Tutaj tez to zasygnalizowalam - nikt chetny sie nie zglosil.
Cale zalozenie chrzescijanstwa jest gleboko nielogiczne. Bog jest poza czy ponad czasem, jest tez wszystkowiedzacy. Wiec stwarzajac ludzi doskonale widzial ze nie spelniaja jego warunkow. Czyli jest sytuacja - masz stworzyc maszyne ktora przebiegnie 1 km w minute. Wiesz, ze nie przebiegnie, ze trzeba by ja poprawic/zrobic na nowo czy co tam. Wiec jak mozna karac ta biedna maszyne za bledy konstruktora? Sam zawinil, na swoich tworach sie msci?
Dalej - Bog niby wszystko moze. Wiec naprawic swoje bledy moglby ot, tak. To po cholere jakies krwawe ofiary? Przeciez nie byly konieczne. To jakby sasiad powiedzial - tak cie kocham ze az reke obcielem... Uznany bylby za szalenca.
Dalej - za co niby mamy byc wdzieczni? Bog chcial krwawej ofiary, niekoniecznej. Dlaczego mamy byc wdzieczni za czyjs masochizm?
Dalej - Jezus wiedzial ze nie umrze. Wiec co to za ofiara? Sa ludzie ktorzy wycierpieli wiecej. I w ogole po co takie wzbudzanie w ludziach poczucia winy? Wiem, pytanie retoryczne. By nimi latwiej rzadzic, by okazywali skruche i wdziecznosc - nie bogu, nikt go nie widzial. Jego ziemskim "przedstwicielom"

Oceń 4 39 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

gocha.wojcik 13:00:12 | 2019-01-09
Biorąc na poważnie przyrzeczenie wychowywania dzieci w wierze katolickiej wypowiadane podczas ślubu i chrztów naszych dzieci, zdecydowaliśmy się na formę katechumenatu rodzinnego. Dzieci nie uczęszczają na religię, co nie przeszkadza im aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła. Oczywiście adekwatnie do wieku i możliwości. 

Język jakim posługuje się znaczna część katechetów oraz forma katechezy przyczyniają się do powstania rozdźwięku pomiędzy życiem religijnym a powszednim. Bo gdzie jeszcze, poza kościołem i lekcjami religii, "kroczymy", "czynimy" i "składamy w darze"?

Oceń 2 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 08:39:19 | 2019-01-09
A może by tak referendum?

Oceń 2 16 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 08:31:42 | 2019-01-09
Problem w tym, ze katecheci nie sa w stanie udowodnic swoich twierdzen. I wtedy zaczynaja sie zachowywac jak klamca przylapany na klamstwie - wrzask, grozby.
Doskonale pamietam to z dziecinstwa. Bylam dobra uczennica, lubilam szkole. Mialam przekonanie ze jak czegos nie rozumiem, to nauczyciel wytlumaczy. Jak nie nauczyciel to Ojciec-inzynier lub Babcia polonistka.
Na religii wytlumaczenia nie bylo - tylko wyzwiska, ze jestem za glupia, ze i tak nie zrozumiem, ze to tajemnica i tak dalej. Dla mnie lekcja religii to bylo bladzenie we mgle- chcialo by sie powiedziec bladzenie bledu, ale to opis ewolucji. Zrozumiec sie nie da, trzeba wierzyc na slowo. I wykuc na pamiec. Intuicyjnie zaczelam rozumiec ze jestem oklamywana.
Zreszta na te pytania do tej pory odpowiedzi nie dostalam - bo tez i jej nie ma.
I jeszcze strach przed uzyciem rozumu - bo wtedy tez, tak i za zadawanie pytan bylam karana. Ktos chetny moze na te pytanie odpowiedziec?

Oceń 2 29 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Noe.D 23:36:56 | 2019-01-08
Moje doświadczenie jest niestety takie, że każde z dzieci na poziomie gimnazjum i liceum doświadczyło porządnego kryzysu wiary z powodu... katechez w szkole. Niestety, nie zawsze do odwrócenia (jak do tej pory, a mają po 20 parę lat). A o innych religiach dowiedziały się na tych katechezach więcej niż o chrześcijaństwie...

Oceń 5 16 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Sofia Kowalik 23:08:31 | 2019-01-08
Religia w szkole nie ma sensu. Niech każdy odpowie sobie jak jego religia wyglądała w szkole? O ile ksiądz przyszedł... ;) 

Oceń 3 21 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Ann. 20:50:27 | 2019-01-08
Nie wiem, jak wygląda w seminariach przygotowanie do prowadzenia katechezy, ale na pewno trzeba by je poprawić. Dać solidną wiedzę z psychologii, z nowoczesnej dydaktyki, nauczyć skutecznej komunikacji.
   Myślę, ze najważniejsza jest rozmowa z uczniami. Potrzebni są naprawdę mądrzy księża, którzy nie będą bali się podejmować trudnych rozmów - pisałam już kiedyś, że młodzież, która zadaje trudne pytania, sama szuka na nie odpowiedzi - i trzeba tym ludziom uczciwie odpowiadać, nie chowając głowy w piasek i nie tracąc tym samym wiarygodności (bo jeśli tłumaczenie będzie pokrętne, uwierzą ateistom, którzy są konsekwentni w swoich poglądach). Ale do tego trzeba być też odpowiednio przygotowanym.
   Wielu mądrych młodych ludzi odchodzi po maturze od Kościoła, bo nie odnaleźli w nim świadków, osób przekonujących, a jedynie zbiór regułek, których sensu ktoś nie umiał wyjaśnić ani potwierdzić własnym życiem. Nauczanie na zasadzie "masz tak wierzyć, a jak nie, to grzeszysz" w obecnej kulturze się nie sprawdza. Dlatego dobrze, jeśli katecheta sam ma pozytywne doświadczenia Kościołą i umie o nich mówić - np pracował przez jakiś czas w hospicjum, w szpitalu, uczestniczył w oazach, w różnego rodzaju duszpasterstwie,  ogólnie: przeżył trudne sytuacje,wyzwania,  widział różne ludzkie doświadczenia i może mówić o tym z własnych obserwacji.  Młodzież szanuje takie osoby. 
  

Oceń 7 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Dariusz Piórkowski SJ 20:15:07 | 2019-01-08
Czyli religia w szkole jest dla ateistów i agnostyków, którzy tam przychodzą a do Kościoła by nie przyszli? Ja myślę, że to raczej są zbuntowani młodzi ludzie, którym często nie odpowiada skostniały i moralistyczny model Kościoła. Uzdrowiony opętany w Gerazie usłyszał od Jezusa: "Idź do domu, do swoich i opowiadaj co Pan ci uczynił". A dzisiaj często głosimy: "Idź do domu i staraj sie być dobrym, nie rób tego, tamtego nie wolno". A młody pyta: "Ale dlaczego?"  "Bo nie wolno" - słyszy w odpowiedzi. To jest problem, że wiara nie jest spotkaniem, uzdrowieniem, lecz systemem moralnym. To nie ma przyszłości.

Oceń 16 71 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Sven 18:17:53 | 2019-01-08
Jeżeli kiedykolwiek spotkam prawdziwego ateistę to z przyjemnością uścisnę mu dłoń. Na razie nie niestety spotykam tylko typów, którzy z nienawiści do religii uczynili sobie własną religię

Oceń 69 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook