"Amoris laetitia". Rozeznawać we wspólnocie

Kontakt
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Póki nie przejmiemy się pragnieniem papieży, nie tylko Franciszka, aby wszystkich ochrzczonych, również w ich bolesnych sytuacjach rodzinnych, realnie włączać do wspólnotowej komunii z Kościołem, nie będziemy w stanie właściwe podejść do tematu ich przystępu do Komunii sakramentalnej.

 

Adhortacja "Amoris laetitia" wciąż czeka na swoją recepcję w Kościele w Polsce. Biskupi byli już prawie pewni, że "Wytyczne" - dokument mówiący o tym, jak w praktyce zastosować zalecenia papieża Franciszka w duszpasterstwie rodzin - zostanie opublikowany w marcu tego roku. Okazało się jednak, że prace nie tyle nawet zostały wstrzymane, co właściwie rozpoczęte od początku. I nie wiadomo, kiedy można oczekiwać ich finału.

 

A wszystko dlatego, że w polskim episkopacie nie ma pełnej zgodności co do tego, jak powinien taki dokument rzeczywiście wyglądać.

 

Ewolucja polskich biskupów

 

Ktoś powie, że to słabość czy nawet rozłam wśród polskich biskupów. Wydaje się jednak, że należy mówić raczej o słusznym dystansie wobec pospiesznych rozwiązań. Ostatecznie to znak dużej rozwagi hierarchów, którzy nie chcą spieszyć się z formułowaniem odpowiedzi, których nie są pewni i które wymagają spokojnego przemyślenia. Takie rozwiązanie może się podobać, bo oznacza otwarcie na rzeczywisty i bardzo potrzebny wewnątrzkościelny dialog na ten temat.

 

Już w czerwcu 2017 roku biskupi zebrani w Zakopanem zapowiadali przecież, że powstaje kilkudziesięciostronicowy dokument. Potwierdził to biskup Jan Wątroba, w episkopacie odpowiedzialny za duszpasterstwo rodzin, który w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną powiedział wówczas, że wydane w 2003 roku Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin "nie traci nic ze swojej aktualności", a "novum, które musi wybrzmieć w «Wytycznych», dotyczy praktyki, a nie doktryny". Po roku wiemy już, że "Wytycznych" nie ma, a jasne odróżnienie tego, co jest doktryną, od tego, co stanowi tylko aktualizację praktycznych zasad duszpasterskich, wcale nie jest dla biskupów tak proste, jak się początkowo wydawało, że będzie.

 

Po niespełna roku coś się zmieniło. Otóż biskup Wątroba dał wyraźnie do zrozumienia, że ewoluuje nastawienie biskupów nie tylko do propozycji pastoralnych zawartych w "Amoris laetitia", ale przede wszystkim do zaleceń rozdziału ósmego adhortacji, który dotyczy tak zwanych sytuacji nieregularnych (osób żyjących w ponownych związkach małżeńskich). Potwierdził to podczas marcowego zebrania biskupów, odnosząc się kolejny raz do oczekiwanych "Wytycznych". Tym razem przesunął jednak akcent, stawiając go na problematykę towarzyszenia i rozeznawania.

 

Nie koncentrował uwagi na ponownym potwierdzaniu, że dotychczasowe zalecenia polskiego episkopatu dotyczące duszpasterstwa rodzin nie ulegają zasadniczej zmianie. "Najbardziej trzeba pracować nad właściwym określeniem słowa rozeznawanie" - powiedział. To przejaw pewnej przynajmniej zmiany nastawienia polskich hierarchów do "Amoris laetitia"skoro biskup Wątroba niejako wezwał ich, aby podjęli wielką pracę w celu udzielenia pomocy księżom w zastosowaniu zasad duchowego rozeznawania. W tym kontekście padły też z jego ust znamienne słowa: "Ostatecznie to spowiednik w konfesjonale będzie decydować". Pytanie tylko: o czym dokładnie? Tego na razie nie wie nikt.

 

W tak zarysowanym kontekście rodzi się pytanie, dlaczego prace nad recepcją "Amoris laetitia" trwają tak długo. I dlaczego w ogóle w Polsce wprowadzenie zaleceń pastoralnych papieża Franciszka napotyka na tak duże trudności wśród znacznej części duchownych i świeckich? Tym bardziej, kiedy mowa o sytuacji osób rozwiedzionych. Ponieważ widać wyraźnie, że dokonuje się powolna ewolucja w nastawieniu do adhortacji w polskim episkopacie, powyższe pytania zaczynają mocno nurtować coraz szerszą grupę katolików. A skoro tak, to warto na nie pokrótce odpowiedzieć.

 

Gdzie tkwi problem?

 

Pewien opór wobec zmian jest zupełnie zrozumiały. Dobrym przykładem najgłębszych jego duchowych korzeni jest nauczanie Sługi Bożego księdza Aleksandra Woźnego z Poznania. Zalecał on kapłanom idącym na kolędę, aby omijali domy, w których razem ze sobą mieszkają rozwodnicy. Nie zabraniał im jednak tej praktyki, jeśli zdecydowali inaczej. On sam, rzetelny uczeń formacji teologicznej tamtego czasu, chciał być jednak bardzo jednoznaczny (na marginesie: podczas kolędy nie przyjmował pieniędzy). Nalegał też, aby ci, którzy odeszli od swoich małżonków, niezależnie od powodów rozejścia i ich aktualnej sytuacji, starali się do nich powrócić.

 

A jednocześnie - co warto w tym kontekście podkreślić - był to ksiądz znany z wprowadzania w swojej parafii programów odnowy soborowej. Jego stanowczość w odniesieniu do osób rozwiedzionych była jednak znacznie większa od chociażby późniejszych zaleceń Jana Pawła II zawartych w adhortacji "Familiaris consortio". Wielu Poznaniaków wciąż żywo pamięta niezwykłą pobożność i oddanie ludziom tego poznańskiego księdza. Trudno jest im dzisiaj myśleć w innych kategoriach niż te, które tak radykalnie zarysował im kiedyś ksiądz, wobec którego toczy się proces beatyfikacyjny.

 

Jeśli więc takie osoby, a należą też do nich głęboko poruszeni świadectwem jego życia duchowni, wyrażają swoje wątpliwości co do zbyt łagodnego traktowania osób żyjących w nowych związkach, jest to w pewnym stopniu zrozumiałe. Podobnych przykładów można by zresztą przytaczać znacznie więcej. I nie wolno lekceważyć uczuć tych osób, które dzisiaj wyrażają swoje poglądy z takiej właśnie perspektywy religijnego wychowania.

 

Mam jednak obawy, że nie tego rodzaju opór wobec reform Franciszka jest w Polsce dominujący i nie on ostatecznie nadaje ton wypowiedziom sceptyków wobec papieskich rozwiązań. I wcale nie chodzi o Komunię dla osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach!

 

Nie tego w głównej mierze dotyczy dzisiaj odrzucenie papieskich zaleceń nawrócenia pastoralnego w obszarze rodziny, lecz w pierwszej kolejności samego stosunku wierzących do tych, którzy z różnych przyczyn znaleźli się w tak zwanych sytuacjach nieregularnych. Tak, tu jest sedno problemu! Problem ten zaś jest znacznie mocniej osadzony w kontekście nauki o Kościele niż o samych sakramentach, która z tej poprzedniej niejako wynika.

 

Braki we wrażliwości

 

Na początku warto więc przypomnieć, co na temat kościelnego stosunku do osób rozwiedzionych powiedział Benedykt XVI. W 2012 roku, podczas VII Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie mówił: "Problem osób rozwiedzionych, które zawarły nowy związek, jest jednym z powodów wielkiego cierpienia Kościoła w dzisiejszych czasach.

 

Nie mamy prostych recept […]. Tym osobom musimy powiedzieć, że Kościół je kocha, i one muszą widzieć i czuć tę miłość. Wydaje mi się, że zadaniem każdej parafii, czy wspólnoty katolickiej, jest zrobić, co tylko jest możliwe, by takie osoby poczuły, że są kochane, akceptowane, że nie są poza Kościołem, nawet jeśli nie mogą otrzymać rozgrzeszenia i Komunii świętej. Muszą wiedzieć, że nadal należą do Kościoła. Nawet jeśli nie mogą otrzymać rozgrzeszenia na spowiedzi, stały kontakt z kapłanem, z kierownikiem duchowym jest ważny, by przekonać ich, że się im towarzyszy, że nie są pozbawieni opieki".

 

Te słowa papieża Benedykta świadczą o tego rodzaju eklezjologicznej mentalności, której w Kościele w Polsce nadal brakuje - niezależnie od tego, czy ktoś uważa, że w pewnych okolicznościach Komunia dla rozwiedzionych jest możliwa, czy też zupełnie to wyklucza.

 

Jeszcze raz należy podkreślić: na takiej, a nie innej wrażliwości we wspólnotach kościelnych wobec osób znajdujących się w sytuacjach nieregularnych zależało papieżowi Ratzingerowi. Jeśli ktoś powie, że nie ma możliwości udzielania Komunii osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach, to trzeba wpierw zapytać, czy jego uczucia, słowa, styl wypowiedzi na ten temat, a nawet przytaczane argumenty są rzeczywiście zgodne z intencjami i mają cechy współczującej postawy, o której mówił papież Benedykt.

 

Potwierdzeniem tego, że podobna wrażliwość wciąż jest nam zbyt obca, jest fakt tak znikomej oferty duszpasterstw dla małżeństw niesakramentalnych w Polsce, których powstanie miało przecież być owocem poprzedniego synodu o rodzinie i publikacji "Familiaris consortio" autorstwa Jana Pawła II. Polski papież powtórzył w niej na nowo naukę o nierozerwalności małżeństwa i konieczności zachowania wierności wobec współmałżonka nawet wtedy, gdy dochodzi do separacji.

 

Ta wierność miała polegać na niezwiązywaniu się z inną osobą nawet wtedy, gdy separacja nie ustaje. W następnym jednak punkcie papież Wojtyła odniósł się do sytuacji tych, którzy są po rozwodzie i żyją w ponownych związkach. I właśnie tam napisał on, że Kościół "będzie niestrudzenie podejmował wysiłki, by oddać im do dyspozycji posiadane przez siebie środki zbawienia". Wezwał ponadto "pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".

 

Było to wyraźne wezwanie nie tyle do przestrzegania nowej normy dotyczącej Komunii dla osób zachowujących wstrzemięźliwość seksualną w nowych związkach, o której papież napisał w dalszej części dokumentu, ale do zmiany wobec nich swojej wewnętrznej i zewnętrznej postawy - zarówno wśród świeckich, jak i duchownych. W tym eklezjologicznym sensie był to przecież krok w jakiejś mierze rewolucyjny. Wyraźnie włączał bowiem osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach do wspólnoty Kościoła. Wcześniej były one traktowane jak wykluczone z Kościoła. Także w wymiarze prawa kościelnego.

 

Na wspólnej drodze

 

Wydaje się więc, że to tutaj kryje się podstawowa przyczyna niezrozumienia reformy Franciszka. Oczywiście, nie sposób dziś przesądzać, czy będzie ona oznaczać w bardzo wyjątkowych przypadkach udzielanie Komunii osobom żyjącym w sytuacjach nieregularnych. Problem kryje się nie tam, gdzie chodzi o zmianę normy dopuszczającej do Komunii. Zastosowanie przez papieża Wojtyłę kryterium wstrzemięźliwości seksualnej było - zaraz po wezwaniu do włączania rozwiedzionych do wspólnoty Kościoła - najbardziej rewolucyjną zmianą w praktyce duszpasterskiej.

 

Nierozumiany i odrzucany jest dzisiaj jednak nie tyle papież Franciszek, ile sposób myślenia Jana Pawła II i papieża Benedykta XVI, który papież Franciszek wydobywa w sposób radykalny na światło dzienne życia Kościoła. Odrzucane są zaś szczególnie te elementy papieskiego nauczania, w których Jan Paweł II i Benedykt XVI wprost mówili o realnym włączaniu ludzi żyjących w sytuacjach nieregularnych do wspólnoty Kościoła oraz o konieczności duszpasterskiego rozeznawania partykularnych sytuacji osób rozwiedzionych. Papieże wzywali do zaakceptowania faktu, że ludzie na różnych ścieżkach swojego życia mogli znaleźć się, z własnej lub cudzej winy, w takim stanie małżeńskiego rozłamu, że jest on moralnie "nie do naprawienia".

 

Inaczej mówiąc: w sytuacji, w której próba przywrócenia poprzedniego stanu rzeczy, czyli powrotu do kościelnie poślubionej osoby, byłaby nie naprawą relacji rodzinnych w kierunku większego dobra, ale powiększaniem zła. Może się tak dziać chociażby ze względu na dzieci (choć nie tylko). Jeśli istnieje nadzieja, że pierwotny związek, czyli sakramentalne małżeństwo, jest do uratowania bez owego powiększania zła, to należy podjąć takie próby.

 

Tego chcieli i o to apelowali, przed tworzeniem duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych, zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI. To nakazuje również dzisiaj papież Franciszek, wzywając przede wszystkim i w pierwszej kolejności do możliwie jak najpełniejszego nawrócenia i naprawienia zła. Dlatego mówi on nie tylko o towarzyszeniu, ale też rozeznawaniu. A rozeznawanie znaczy, że wynik rozmowy duszpasterskiej nie może nigdy być znany już na jej początku, nigdy nie powinien być z góry przesądzony.

 

Adhortacja "Amoris laetitia" nie będzie więc dla nas w Polsce możliwa do zrozumienia i praktycznego zastosowania dopiero wtedy, gdy rozstrzygnięta zostanie sprawa Komunii dla rozwiedzionych. Potrzebujemy znacznie więcej. Kryteria rozeznawania duszpasterskiego, o których mówi dokument papieża Franciszka, mają przede wszystkim dotyczyć poszerzenia możliwości włączenia osób znajdujących się w sytuacjach nieregularnych do wspólnoty Kościoła. Chodzi o ich realną integrację, a nie tylko powtórzenie znanych już z duszpasterskiej praktyki abstrakcyjnych stwierdzeń, zresztą prawie nigdzie niestosowanych.

 

Dopiero bowiem tam, gdzie tacy ludzie znajdą się w rzeczywistych, emocjonalnych relacjach z innymi wierzącymi, będą mogli bardziej świadomie i obiektywnie przyjrzeć się własnej sytuacji. Dlatego rozeznawanie wymaga czasu. Ponadto jakiekolwiek moralne rozstrzyganie, czy dana sytuacja małżeńska wymaga natychmiastowej zmiany, powrotu do sakramentalnego małżonka, czy też jest ona moralnie "nie do naprawienia", musi wyjść poza wąski horyzont relacji ksiądz-rozwiedzeni.

 

Rozeznawanie, czyli praktyczne i faktyczne rozstrzyganie o tym, w jakim stopniu życie konkretnych ludzi odpowiada obiektywnej normie moralnej, jaką jest jedność i nierozerwalność małżeńska, w zamyśle papieża Franciszka powinno stać się drogą wspólnotową. Nie sumienie pojedynczego człowieka, tym bardziej nie jego zupełna autonomia wobec ewangelicznych norm moralnych i nauczania Kościoła, mają być podstawą rozeznania. Nawet nie tylko indywidualna relacja osób rozwiedzionych z konkretnym duszpasterzem.

 

Lokalnie, nie globalnie

 

"Amoris laetitia" nie jest próbą przesunięcia akcentu z konieczności dostosowania się do obiektywnych norm moralnych nauczanych w Kościele na sumienie działające od tego nauczania niezależnie. Nie, nie chodzi o przyzwolenie na mentalność roszczeniową wobec Kościoła, jakoby komuś Komunia się po prostu należała, bo on tak uważa. W takiej postawie nie ma za grosz pragnienia realnego życia Ewangelią. Niektóre wypowiedzi osób ze środowisk Kościoła niemieckiego mają taki właśnie wydźwięk (choć zapewne wbrew intencjom ich autorów).

 

Zamiar papieża Franciszka jest zupełnie inny. Wzywa on nas do opracowania w Kościołach lokalnych kryteriów rozeznawania sytuacji nieregularnych (i w ogóle przeróżnych działań duszpasterskich, z jakimi mierzą się parafie i wspólnoty chcące pomagać rodzinom) przede wszystkim w wymiarze wspólnotowym. Sumienie bowiem kształtuje się nie tylko, a w wielu przypadkach nie przede wszystkim, pod wpływem intelektualnych argumentów (co oczywiście też jest ważne i co postulował wielokrotnie Jan Paweł II, sam zresztą przyczyniając się do ich solidnego opracowania).

 

Sumienie kształtuje się również w kontekście oczyszczających relacji; pełnych wiary i miłości relacji międzyludzkich, które niejako spontanicznie, to znaczy bez specjalnego programu działania, odnoszą się do prawdy, do obiektywizującej siły spotkania, jeśli tworzą je ludzie szczerze pragnący we wszystkim naśladować Chrystusa.

 

Dlatego właśnie wymagane przez papieża Franciszka lokalne kryteria rozeznawania mają mieć wymiar związany z obszarem życia wspólnoty kierowanej przez pasterzy konkretnego episkopatu i nie mogą być opracowane zbyt globalnie! Nie mogą być napisane w Watykanie i zaproponowane w takim samym stopniu całemu Kościołowi. To niemożliwe, jeśli poważnie myśli się o przeróżnych modelach wspólnotowego życia Kościoła.

 

Owa lokalność, a nie fałszywie rozumiane pozostawienie poszczególnym episkopatom rozstrzygania norm dotyczących dostępu do Komunii (nawet jeśli sprawa samej Komunii powinna być ostatecznym efektem nowych "Wytycznych") ma stanowić fundament recepcji "Amoris laetitia".

 

Póki tego nie zrozumiemy, póki nie przejmiemy się pragnieniem Jana Pawła II, aby wszystkich ochrzczonych, szczególnie w ich bardzo złożonych i niekiedy bolesnych sytuacjach rodzinnych, realnie włączać do wspólnotowej komunii z Kościołem, nie będziemy w stanie właściwe podejść do tematu ich przystępu do Komunii sakramentalnej.

 

Ks. Mirosław Tykfer - doktor teologii fundamentalnej, od 2014 roku redaktor naczelny "Przewodnika Katolickiego". Odbył w Rzymie studia licencjackie pomagisterskie z pedagogiki religijnej (na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim) i doktoranckie z teologii fundamentalnej (na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim). Autor książek: "Reinterpretacja teologiczna dogmatu w dialogu ekumenicznym na przykładzie Wspólnej Deklaracji o Usprawiedliwieniu", "Verita’ della fede ed ordine degli affetti" ["Prawda teologiczna w wymiarze uczuć" - doktorat o tematyce immanencji objawienia]. Mieszka w Poznaniu.

 

Materiał pierwotnie ukazał się na łamach magazynu "Kontakt".  Tekst powstał przed ukazaniem się wytycznych Episkopatu ws. "Amoris laetitia"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.4

Liczba głosów:

84

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Ksen 15:31:23 | 2018-07-11
Problem tkwi w tym, że hierarchia kościelna przyzwyczaiła się do lekkostrawnych tekstów

Oceń 5 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook