Udręka i wyzysk sióstr w Kościele [REPORTAŻ]

L'Osservatore Romano
(fot. shutterstock.com)

Siostra Marie - imiona sióstr są zmienione - przyjechała do Rzymu z Czarnej Afryki blisko dwadzieścia lat temu. Od tamtej pory spotyka się z siostrami zakonnymi pochodzącymi z całego świata, a od pewnego czasu postanowiła złożyć świadectwo o tym, co widzi i słyszy w zaufaniu.

 

"Przychodzą do mnie często siostry posługujące jako pomoce domowe, a ich praca nie jest właściwie uznawana. Niektóre z nich pracują w mieszkaniach biskupów lub kardynałów, inne pracują w kuchni w strukturach Kościoła lub są katechetkami bądź nauczycielkami. Wiele z nich pracuje dla ludzi Kościoła, wstają o świcie, by przygotować śniadanie i idą spać po podaniu kolacji, posprzątaniu mieszkania, upraniu i uprasowaniu bielizny... W tego typu 'posłudze' siostry zakonne nie mają ustalonych i przestrzeganych godzin pracy, jak osoby świeckie, ich wynagrodzenie jest nieokreślone, często bardzo skromne".

 

Tym, co bardziej jeszcze zasmuca siostrę Marie, jest fakt, że siostry rzadko są zapraszane, by usiadły do stołu, który obsługują.

 

Siostry od pizzy

 

Dlatego pyta: "Duchowny myśli, że siostra będzie mu serwowała posiłek, a kiedy to zrobi, potem sama będzie jadła w kuchni? Czy to normalne, żeby osoba konsekrowana była w ten sposób obsługiwana przez inną osobę konsekrowaną? I ze świadomością, że osobami konsekrowanymi przeznaczonymi do prac domowych są prawie zawsze kobiety, siostry zakonne? Czy nasza konsekracja nie jest taka sama jak ich?". Rzymski dziennikarz zajmujący się informacjami religijnymi nazwał je wręcz "siostrami od pizzy", w nawiązaniu do pracy, jaka zostaje im przydzielona.

 

Mówi dalej siostra Marie: "Wszystko to wywołuje w niektórych z nich silny bunt wewnętrzny. Odczuwają głęboką frustrację, ale boją się mówić, bo za tym wszystkim mogą też stać bardzo złożone sytuacje. W przypadku sióstr zakonnych cudzoziemek, przybywających z Aryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, jest to niekiedy chora matka, której leczenie zostało opłacone przez zgromadzenie córki zakonnicy, starszy brat, który mógł skończyć studia w Europie dzięki przełożonej... Jeśli któraś z tych sióstr wraca do swojego kraju, jej rodzina tego nie rozumie. Mówi: jaka jesteś kapryśna! Te siostry czują się dłużniczkami, mają związane ręce, więc milczą. Często zresztą pochodzą z bardzo ubogich rodzin, gdzie rodzice też byli służącymi. Niektóre mówią, że są szczęśliwe, nie widzą problemu, lecz w każdym razie odczuwają silne wewnętrzne napięcie. Tego typu mechanizmy nie są zdrowe i zdarza się, że pewne siostry biorą leki przeciwlękowe, by znieść te frustrujące sytuacje".

 

Trudno jest ocenić wielkość problemu darmowej lub zbyt nisko płatnej i nieuznawanej pracy sióstr zakonnych. Przede wszystkim trzeba ustalić, co się przez to rozumie. "Często oznacza to, że siostry nie mają umowy lub konwencji z biskupami czy parafiami, w których pracują", wyjaśnia siostra Paule, zakonnica pełniąca odpowiedzialną funkcję w Kościele. "Toteż płaci się im niewiele lub nic. Tak dzieje się w szkołach i ambulatoriach, a częściej jeszcze w pracy duszpasterskiej lub kiedy zajmują się kuchnią i pracami domowymi w rezydencji biskupa lub w parafii. Jest to niesprawiedliwość, która panuje również we Włoszech, nie tylko na odległych terytoriach".

 

Zakonnica? Nie musi zarabiać

 

Pomijając kwestię uznania dla osoby lub jej umiejętności zawodowych, sytuacja ta rodzi konkretne i pilne problemy dla sióstr i wspólnot. "Największy problem to po prostu jak żyć i zagwarantować życie wspólnoty", mówi siostra Paule. "Jak zapewnić fundusze potrzebne na formację zakonną i zawodową jej członkiń, kto ma płacić i z czego się płaci rachunki, kiedy siostry są chore lub potrzebują opieki, bo z wiekiem stają się niedołężne? Jak znaleźć środki, by prowadzić misję zgodnie z własnym charyzmatem?".

 

Odpowiedzialność za tę sytuację nie spoczywa tylko na mężczyznach, lecz często na obu stronach. "Rozmawiałam o tym z rektorem uniwersytetu, który mi opowiedział, że był pod wrażeniem zdolności intelektualnych siostry mającej licencjat z teologii", wspomina siostra Marie. "Chciał, żeby kontynuowała studia, ale sprzeciwiła się temu przełożona. Często podawanym powodem jest to, że siostry nie powinny stawać się zarozumiałe".

 

Siostra Paule kładzie nacisk na ten aspekt: "Myślę, że odpowiedzialność jest przede wszystkim historyczna. Siostry bardzo długo żyły jako członkinie zbiorowości, a zatem bez własnych potrzeb. Tak jakby zgromadzenie mogło zaopiekować się wszystkimi swoimi członkami bez wkładu wnoszonego przez każdego z nich własną pracą. Prócz tego rozpowszechnione jest przekonanie, że siostry nie pracują na umowach, że są na zawsze przypisane do danego miejsca, że nie ma potrzeby określania warunków. To wszystko powoduje dwuznaczność, a często wielką niesprawiedliwość. Jest również prawdą, że bez umowy siostry są wolniejsze i mogą odejść z pracy bez dłuższego okresu wypowiedzenia. Wszystko to ma dwie strony, na korzyść i na niekorzyść sióstr".

 

Klerykalizm, który zabija Kościół

 

Lecz nie chodzi tylko o pieniądze. Kwestia wynagrodzenia jest raczej drzewem kryjącym las, którym jest problem o wiele większy: uznanie.

 

Wiele sióstr zakonnych odnosi wrażenie, że robi się bardzo wiele, by dowartościować powołania męskie, a bardzo mało, by ukazać wartość żeńskich. "Za tym wszystkim, niestety, jest wciąż idea, że kobieta jest mniej warta od mężczyzny, a zwłaszcza że ksiądz jest wszystkim, podczas gdy siostra zakonna nie jest niczym w Kościele. Klerykalizm zabija Kościół", twierdzi siostra Paule.

 

"Znałam siostry, które posługiwały w instytucji Kościoła. Opowiadały mi, że kiedy były chore, żaden z księży, których obsługiwały, ich nie odwiedził. Z dnia na dzień były zwalniane bez słowa. Zdarza się i to: zgromadzenie w odpowiedzi na prośbę oddaje siostrę do dyspozycji, a kiedy siostra choruje, zostaje odesłana do zgromadzenia... I posyła się inną, jakbyśmy były wymienialne. Poznałam siostry, które miały doktorat z teologii i z dnia na dzień zostały posłane do zmywania naczyń do kuchni, zajęcia pozbawionego jakiegokolwiek związku z ich wykształceniem i bez żadnego wyjaśnienia. Spotkałam siostrę, która przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w Rzymie i z dnia na dzień usłyszała, że jej zadaniem będzie od tamtego momentu otwieranie i zamykanie kościoła parafialnego, też bez słowa wyjaśnienia".

 

Liczne rany, których nie widać

 

Siostra Cécile, nauczycielka, od wielu lat doświadcza tego typu braku poważania. Jej zdaniem siostry prowadzące życie czynne są ofiarami zamętu w odniesieniu do pojęć posługi i darmowości.

 

"Jesteśmy spadkobiercami długiej historii św. Wincentego a Paulo i wszystkich osób, które zakładały zgromadzenia wspierające ubogich w duchu posługi i daru. Jesteśmy siostrami zakonnymi, by służyć do końca i to właśnie powoduje pewne przesunięcie w podświadomości wielu osób w Kościele, skutkujące przekonaniem, że wynagradzanie nas nie należy do naturalnego porządku rzeczy, niezależnie od posługi, jaką świadczymy. Siostry postrzegane są jako wolontariuszki, którymi można dowolnie dysponować, a to rodzi autentyczne nadużycia władzy. Za tym wszystkim kryje się problem kwalifikacji zawodowych i umiejętności, których uznanie w odniesieniu do sióstr zakonnych wielu osobom sprawia trudność".

 

Siostra Cécile dodaje następnie: "Obecnie pracuję w jednym z ośrodków, bez umowy w odróżnieniu od moich współsióstr świeckich. Dziesięć lat temu, gdy pracowałam w mediach, zapytano mnie, czy naprawdę chcę, by mi płacono. Jedna z moich współsióstr prowadzi chór w sąsiedniej parafii i głosi nauki wielkopostne, za co nie otrzymuje ani grosza... Lecz kiedy ksiądz przychodzi do nas odprawić Mszę św., musimy mu zapłacić 15 euro. Niekiedy ludzie krytykują siostry, ich zasępione oblicza, charakter... Za tym wszystkim kryją się jednakże liczne rany".

 

Cicha akceptacja upokorzeń

 

Według siostry Marie jest to przemoc symboliczna: "Akceptowana przez wszystkich w formie milczącego przyzwolenia. Siostry, które do mnie przychodzą, są udręczone, ale nie są w stanie o tym mówić. Powtarzam im: 'Macie prawo mówić prawdę o tym, co czujecie. Opowiadać waszej przełożonej, co przeżywacie i jak to przeżywacie'. Niekiedy za sytuację odpowiedzialna jest też przełożona, która nie tylko nie podaje w wątpliwość systemu, ale go umacnia i w nim uczestniczy, akceptując układy upokarzające siostry".

 

Siostra Cécile uważa również, że siostry muszą zabierać głos: "Ja sama, kiedy jestem zapraszana do wygłaszania konferencji, bez wahania mówię, że chcę otrzymać wynagrodzenie i jakiej sumy się spodziewam. Lecz, oczywiście, dostosowuję się do możliwości zapraszających. Ja i moje siostry żyjemy bardzo ubogo i nie dążymy do bogactwa, tylko do prostego życia w godziwych i odpowiednich warunkach. Dla naszych wspólnot jest to kwestia przeżycia".

 

Zdobycie uznania dla ich pracy stanowi dla wielu również wyzwanie duchowe. "Jezus przyszedł, by nas wyzwolić i w Jego oczach wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi", precyzuje siostra Marie. "Lecz w swoim konkretnym życiu pewne siostry tego nie doświadczają, dlatego są bardzo zdezorientowane i przygnębione".

 

Niektóre siostry uważają też, że ich doświadczenia ubóstwa i poddania, niekiedy narzucone, innym razem świadomie wybrane, mogłyby się przemienić w bogactwo dla całego Kościoła, gdyby męskie hierarchie uważały je za okazję do prawdziwej refleksji nad kwestią władzy.

 

* * *

 

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie polskiego wydania L'Osservatore Romano. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji DEON.pl

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.53

Liczba głosów:

335

 

 

Komentarze użytkowników (9)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 23:15:47 | 2018-03-04
Element racjonalnego rozliczania się za  pracę jest opracowany przez człowieka i stanowi podstawę cywilizacji ludzkiej już od tysięcy lat. Narzędziem rozliczania jest wynalazek dokonany przez rozum ludzki, nazywamy go pieniądzem.

Dlaczego  jakaś grupa osób jest z tego systemu wykluczona? W domyśle, chodzić tu może tylko i wyłącznie o chęć nadużycia, w postaci wykorzystania niewolniczego.

Kiepsko to świadczy o świadomości społecznej i moralności ludzi konsekrowanych mających władzę w Kościele.

Zjawisko przemęczenia jest zjawiskiem fizjologicznym i stanowi  granicę możliwości psychofizycznej danej osoby. Jeśli do takiej sytuacji dochodzi a zjawisko to  dotyczy tylko jednej grupy, mamy zatem do czynienia z nieuporządkowanym działaniem moralnym osób mających w Kościele realną władzę.

Rozwiązanie tego problemu jak się wydaje jest trudne, z powodu braku wykształcenia  kleru a więc ograniczonej świadomości indywidualnej jak i  społecznej tej populacji.

Oceń 9 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

arjak 18:31:03 | 2018-03-03
Serce boli.

Oceń 18 53 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 14:38:32 | 2018-03-03
Obawiam się, że to prawda  w znacznie wiekszej części niż nam się wydaje.

Oceń 31 73 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Tru Badur 13:57:03 | 2018-03-03
Mt. 20, 25-28 - ku pamięci księży/książąt, biskupów,etc.
​Łk. 17, 9-10 - drogie siostry.A nawołujecie, żeby iść za Jezusem. Czyli "zaprzeć się samego siebie, co dnia brać swój krzyż" (Łk. 9, 23). No cóż, słowa uczą, przykłady...wiadomo.

Oceń 2 26 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

joanna.samtab 13:36:58 | 2018-03-03
Niestety, ale opisane w artykule sytuacje to codzienność również dla polskich sióstr zakonnych.

Oceń 30 94 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

mrf771 11:32:43 | 2018-03-03
Ciekawe dlaczego deon, artykuł o siostrach zakonnych we Włoszech opatrzył obrazkiem z Krakowa ?

Oceń 23 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

k jar 11:06:58 | 2018-03-03
cd. Jarosław Makowski komentując powyższy artykuł stwierdził,że wyobraża sobie Kościół bez biskupów i księży,ale nie wyobraża sobie Kościoła bez zakonnic pochylonych nad łóżkiem chorego czy karmiącej dziecko. Ja raczej jestem przeciwnego zdania. Model życia zakonnego,dodajmy zreformowany po Soborze Watykańskim II, wciąż jest tak bardzo nieprzystawalny do ciągle zmieniającego się życia,że jedynie dzięki ekwilibrystyce władz poszczególnych zakonów żeńskich udaje się jako tako im przetrwać. Niektórzy w Kościele myśleli,że wystarczy zamienić kornet na zaprojektowany przez Diora habit krótki z niewielkim welonem i zakony dostosują się do świata i jego potrzeb. Fakt: świat potrzebuje wyrobników, tych, którzy się poświecą jak Matka Teresa ubogim, wykluczonym, aby świat mógł spać spokojnie bez rewolucji i buntów marginesu.Kościół chciąż się kreuje na tamę przed zalewem społecznego buntu i zakonnice, zwłaszcza czynne,mają być obrazem takiego betonu,który tę tamę trzyma. Ponieważ materiały do tego betonu daje świat,skorumpowany dodajmy, to coraz gorszej jakości cement,piasek czy nawet woda nie dadzą tak trwałego betonu,aby tama wytrzymała. Ona poprostu pęka. Nie widzę,aby Kościół instytucjonalny zastanawiał się jak zmienić  sposób swojego funkcjonowania w świecie, jak zmienić model tamy na inny i jak przekonać do niego zlaicyzowane społeczeństwo. Skończy się to upadkiem instytucjonalnego Kościoła w takim kształcie jaki znamy od wczesnego średniowiecza. Księża przetrwają, bo mają zapisane od początku powołanie apostolskie do sprawowania Eucharystii i głoszenia Słowa Bożego,ale inne modele funkcjonowania w Kościele, w tym zakony i zgromadzenia czeka daleko idące przeobrażenie lub śmierć.

Oceń 19 44 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~k.jarkiewicz.ign 10:43:26 | 2018-03-03
Temat powraca co kilka lat z wiadomym skutkiem.Pamiętam jaką burzę wywołała w Polsce s. Celestyna Giertych, felicjanka, gdy w miesięczniku "W drodze" w 1997 krzyczała "nie jestem wycieraczką". Potem był cały numer "Więzi" w 2004 poświęcony problemie sióstr zakonnych.Pisał o tym też swego czasu "Tygodnik Powszechny". I nic. Oczywiście jest problem,bo na przestrzeni ostatnich 20 lat spadek liczby zakonnic jest katastrofalny.Co roku ubywa ok. 10 tys. zakonnic w świecie.Ich liczba nie przekracza dziś 690 tys. W Polsce 19 tys. Kościół nie jest w stanie zastąpić żadną świecką inicjatywą katolików pracy sióstr. Zamykane są szkoły, szpitale, ośrodki charytatywne, bo ich utrzymanie przez Kościół za dużo kosztuje. Obciążenie zakonnic jest tak duże,że to napędza falę odejść.Mówi się o odejściach z przepracowania i nerwicy lękowej. Czy jest jakieś sensowne rozwiążanie tego problemu? Nie widzę,bo Kościół już dawno przegrał walkę o kształt życia społecznego współczesnego świata.Nie kształtuje modelu zachowań społecznych i nie buduje kultury społecznej. Jego model funkcjonowania instytucjonalnego jest archaiczny, z innej epoki, gdzie Kościół budował, kreował kształt życia ludzi, państw i kultury.

Oceń 40 56 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook