Czy otruto "uśmiechniętego papieża"?

Karol Kleczka
(fot. aj // The British Library / Flickr.com)

Po śmierci Pawła VI wybrano na papieża uśmiechniętego kardynała, który przyjął dwa imiona - Jana i Pawła. Część z pozostałych hierarchów jeszcze nie zdążyła wrócić do domów, a już zwołano kolejne konklawe. Nowy papież zmarł krótko po wyborze.

 

Jest taka wersja tej historii, w której papież niezwłocznie po objęciu Stolicy Piotrowej zajął się działaniami Banku Watykańskiego, ale skorumpowani urzędnicy uprzedzili działania papieża, zawiązali spisek i doprowadzili do otrucia Jana Pawła. Rano siostra zakonna znalazła go martwego w łóżku.

 

W tej historii kardynał nazywał się Lamberto, a nie Albino Luciani, zaś o nieprawidłowościach w Banku Watykańskim informuje go Michael Corleone. To nie fakty, lecz jeden z wątków trzeciej części "Ojca chrzestnego", którym Francis Ford Coppola spiął wybitną trylogię poświęconą losom mafijnej rodziny z Nowego Jorku. Choć fikcyjny, to wielu ma właśnie takie pojęcie na temat faktycznych losów papieża Jana Pawła I.

 

Jest i inna opowieść. Występują w niej na przemian masoni, tradycjonaliści katoliccy, bankierzy i spisek kardynałów. Także w niej papież zostaje otruty i tym razem jest nim prawdziwy następca Pawła VI. Sensacyjna historia o zamachu na Albino Lucianiego silnie działa na wyobraźnię całych rzesz katolików. Ale jak było naprawdę?

 

Papież - zagadka

 

Papież Jan Paweł I to człowiek-zagadka. Dość powiedzieć, że dla wielu kojarzy się wyłącznie z przydomkiem "uśmiechniętego papieża". Słaby przydomek, to tak jakby powiedzieć o kimś, że jest "sympatyczny". Jakby nie można było powiedzieć nic ponad to, co da się wyczytać z pierwszego, lepszego zdjęcia. Mówiono o nim: "pobożny, świątobliwy, pokorny, ubogi, człowiek o pozytywnym nastawieniu do świata" - ale to zestaw przymiotników, które można przypisać chyba do każdego papieża.

 

Mało kto pamięta, że był wytrawnym publicystą. Opublikował cykl listów adresowanych do sławnych postaci z przeszłości, takich jak król Dawid, Hipokrates czy św. Teresa od Dzieciątka Jezus, a także do bohaterów fikcyjnych - np. z powieści ukochanego Dickensa. Taka literacka forma umożliwiała mu sprawne i uderzające do wyobraźni czytelnika mówienie o problemach jego czasów. Pisał o życiu rodzinnym, związkach zawodowych, narkomanii, przemocy, nauce, sztuce. W pewnym sensie był typem "światowca". Sprawnie posługiwał się czterema językami obcymi i dużo podróżował, nie tylko po Europie - był także w Brazylii i Afryce. Będąc biskupem Vittorio Veneto, nawiązał partnerstwo z diecezją Kiremba w Burundi. Wśród jego znajomych byli nie tylko katolicy, ale także niewierzący.

 

Na pewno był człowiekiem szalenie skromnym, co zresztą pięknie ujmowało jego zawołanie: "Humilitas" znaczy Pokora. Gdy 6 sierpnia 1978 roku zmarł Paweł VI, grupa teologów opublikowała ogłoszenie o treści: "Poszukuje się przepełnionego nadzieją, świątobliwego człowieka, który potrafi się śmiać. (...) Podania (...) prosimy kierować do kolegium kardynalskiego w Watykanie". Przyszły papież miał je skomentować słowami: "Trudno będzie znaleźć właściwą osobistość, która mogłaby poradzić sobie z (...) licznymi problemami, stanowiącymi naprawdę ciężkie brzemię. Na szczęście mnie nie grozi to niebezpieczeństwo". Już we wtorek zamierzał wracać do swych diecezjan w Wenecji, konklawe zaczynało się w sobotę. Nie trzeba było więcej niż jednego dnia, aby wybrać nowego papieża. Kardynałowie zakończyli obrady 26 sierpnia 1978 roku.

 

Jan Paweł I czuł brzemię nadanej posługi. Podobno twierdził, że już dzień po przyjęciu wyboru kolegium żałował swojej decyzji, ale było za późno. Mimo to zasłużył na przydomek "Bożego meteoru", bo wystarczył niewiele ponad miesiąc, aby dokonać swoistej rewolucji w Kościele. Zrezygnował z powszechnej wśród jego poprzedników formy pluralis maiestatis, a także z koronacji tiarą. Na pierwszą audiencję wybrał się piechotą i walczył z korzystaniem z lektyki. Co najważniejsze mówił językiem ludzi, do których przemawiał. Pragnął Kościoła "nowej ewangelizacji" - który idzie na krańce świata.

 

Niestety zabrakło na to wszystko czasu i plany zostały przerwane przez jego niespodziewany zgon. Papież zmarł 28 września 1978 roku, a jego pontyfikat trwał zaledwie 33 dni. Nic dziwnego, że jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać rozmaite teorie spiskowe mające wydobyć na światło dzienne "prawdziwą przyczynę" śmierci papieża.

 

Wszyscy wrogowie Lucianiego

 

W 1984 roku ukazała się książka "W imieniu Boga? Śledztwo w sprawie zamordowania Jana Pawła I" autorstwa Davida Yallopa, która wkrótce stała się bestsellerem. Dziennikarz lansował w niej tezę, że nowy papież z reformatorskimi zapędami, stanowił "potencjalne zagrożenie" dla korupcjonistów ukrytych w szeregach administracji Banku Watykańskiego. Właśnie na niej wzorował się reżyser "Ojca chrzestnego".

 

Ta instytucja kryła rozmaite tajemnice i do dziś trwa skomplikowany proces jej reformy. Szereg decydentów banku było zamieszanych w skandal korupcyjny z 1982 roku, kiedy to upadł Banco Ambrosiano - instytucja finansowa, której głównym udziałowcem był ówczesny Instytut Dzieł Religijnych, czyli… Bank Watykański. Głównym "reżyserem", który skutecznie doprowadził do upadku banku, był jego szef Roberto Calvi.

 

Calvi był specjalistą w zakresie operacji finansowych polegających na finansowaniu partii politycznych, transferach pieniędzy z Włoch za granicę czy dawaniu zabezpieczenia na potężne pożyczki - nie mające żadnego innego pokrycia. W ten sposób skutecznie doprowadził do wyprowadzenia z banku ponad 3 miliardów dolarów. Po ujawnieniu afery Calvi uciekł z Włoch, lecz już 18 czerwca 1982 roku odnaleziono jego ciało zwisające z Blackfriars Bridge w Londynie. Calvi był także członkiem nielegalnej loży masońskiej Propaganda Due (P2), której członkowie mówili o sobie "czarni bracia" - co jest dosłownym tłumaczeniem nazwy "blackfriars", choć w języku angielskim zwyczajowo odnosi się ona do zakonu dominikanów. Sprawa nie kończy się na tym jednym korupcjoniście, ale uwzględnia wielu jego współpracowników i przyjaciół - nie tylko świeckich, lecz także duchownych stojących na wysokich szczeblach watykańskiej administracji.

 

Nowy papież trafił do kłębowiska żmij, ale Yallop nie zatrzymał się na jednej hipotezie. Samo w sobie to już powinno podważać jego wiarygodność, lecz ludzka wyobraźnia nie zna granic. Wśród innych poszlak, które miałyby uprawdopodabniać zabójstwo papieża, wskazywał m.in. podawane przez Jana Pawła I w prywatnych rozmowach "plany przemyślenia na nowo" teologii moralnej zawartej w encyklice "Humanae Vitae" i zezwolenia na stosowanie pigułek antykoncepcyjnych wśród wiernych, co miało się spotkać ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk tradycji. Jakby tego było mało, pojawia się także trzeci trop, czyli domniemany spisek kardynałów. Niektórym z nich nie pasował Luciani wybrany - rzekomo - głównie głosami hierarchów z krajów tak zwanego Trzeciego Świata, którzy widzieli w Janie Pawle I możliwe wsparcie dla teologów wyzwolenia.

 

Z hipotezami Yallopa polemizował w 1989 roku brytyjski historyk John Cornwell, który skrupulatnie podważał przesłanki autora "W imieniu Boga?", wykazując, że większość z nich ma charakter poszlak i podejrzeń. Jednocześnie Cornwell przeprowadził własne śledztwo, w którym zbierał dane na temat słabego zdrowia papieża i jego problemów z krążeniem. Opublikował je w książce "Złodziej w nocy: Śmierć Jana Pawła I".

 

Badania Cornwella pokrywały się z doniesieniami siostrzenicy papieża. Pia Luciani sama była lekarzem i od początku przypominała, że jej wuj cierpiał od puchnących kostek i stóp. Papież nie był w stanie włożyć butów, które przyszykowano dla niego po wyborze. Jednocześnie Jan Paweł I był abstynentem - zarówno od alkoholu, jak i tytoniu. Jego dieta była bardzo oszczędna. Cornwell dotarł do informacji o tym, że papież narzekał na ból w klatce piersiowej. Na tych świadectwach oparł tezę, że papież zmarł w wyniku zatoru płucnego.

 

Cornwell jednak nie uchronił się od wplecenia wątków spiskowych. .Dziennikarz twierdził, że papież zmarł wieczorem, a jego ciało spoczywające na podłodze znalazła dwójka papieskich sekretarzy: ks. John Magee (późniejszy biskup diecezji Cloyne) i o. Diego Lorenzi. Jego zdaniem obaj mieli przenieść je do łóżka i ułożyć w szczególnej pozycji. Po co? Podobno  pragnęli w ten sposób ukryć prawdę o problemach zdrowotnych Ojca Świętego. Dopiero po latach ówcześni papiescy sekretarze zaprzeczyli tym doniesieniom, ale Cornwell wywołał kolejną dyskusję, która znajdowała się "obok" faktów.

 

Co się zdarzyło w sypialni papieża?

 

Ojcem Świętym opiekowały się cztery zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Dzieciątka Maryi (Maria Bambina): Vincenza Taffarel - pielęgniarka, Cecilia Tomaselli - kucharka, Margherita Marin - odpowiedzialna za przygotowanie papieskiej kaplicy oraz Elena Maggi, która im przewodniczyła. Do dziś żyje tylko s. Margherita, która ma 76 lat. Rankiem 29 września siostra Vincenza, która przyjaźniła się z papieżem od lat, zobaczyła, że Jan Paweł I nie zabrał kawy, którą zostawiła przed jego apartamentem kwadrans po piątej rano.

 

To zaniepokoiło starszą zakonnicę. Wiedziała, że zazwyczaj Albino Luciani zaczynał dzień od kawy, którą wypijał w zakrystii, gdzie modlił się do godziny siódmej, kiedy to zaczynała się poranna msza. Siostra Vincenza zapukała do drzwi papieskiego apartamentu, lecz nikt jej nie odpowiedział. Wtedy wezwała do siebie s. Margheritę. Młodsza siostra wspomina, że gdy przekroczyły próg, s. Vincenza powiedziała: "Ojcze Święty! Papież nie powinien sobie ze mnie żartować w ten sposób!".

 

Papież bez ruchu leżał na łóżku. Świeciła się lampka, a Jan Paweł I miał założone okulary. W jego dłoni znajdowały się trzy zapisane kartki, a ręce spoczywały na klatce piersiowej - tak jak u osób, którym zdarza się zasnąć w samym środku lektury. Na jego twarzy nie odmalowało się cierpienie, a wręcz przeciwnie - wyglądał, jakby cały czas spał i śnił o czymś przyjemnym. "Jego śmierć musiała być błyskawiczna" - mówi po latach s. Margharita. Dotknęła jego dłoni - były lodowato zimne, a paznokcie przybrały ciemny odcień.

 

Niektórzy zastanawiali się nad pismem, które przytrzymywał papież. John Cornwell twierdził, że Jan Paweł trzymał w dłoniach raport na temat zakonu jezuitów - nie wiadomo, czy dostarczony przez kogoś z zewnątrz, czy też sporządzony przez papieża, który sam chciał zostać jezuitą. Siostra Margharita ucięła spekulacje, twierdząc, że na zapisanych na maszynie stronach zauważyła fragment Ewangelii wg św. Mateusza, przedstawiający świadectwo Jezusa o Janie Chrzcielu:

 

"Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny".

 

Ta historia pochodzi z wydanej 7 listopada 2017 roku książki autorstwa wicepostulatorki procesu beatyfikacyjnego Albino Lucianiego, dziennikarki "Avvenire" Stefanii Falasci, która nosi tytuł "Papa Luciani. Cronaca di una morte" ["Papież Luciani, kronika pewnej śmierci"]. Falasca poszła w niej tropem Cornwella i odpowiedziała na wszelkie spekulacje dotyczące niespodziewanej śmierci Jana Pawła I. Klucz do wyjaśnienia zagadki leżał zaraz obok, ale nikt dotychczas nie pomyślał, żeby zapytać osoby, które znalazły martwego papieża.

 

Zebrane przez Falascę świadectwa jasno wskazują, że przyczyną śmierci była zapaść i choroba wieńcowa, przejawiająca się bólami w okolicach mostka. Już 1975 roku lekarze zauważyli pewne zaburzenia układu sercowo-naczyniowego ówczesnego patriarchy Wenecji. Zastosowano leki antyzakrzepowe i sądzono, że problemy zostały rozwiązane. Jednak Ojcu Świętemu nie podano lekarstw ani też nie zawołano lekarza, ponieważ sam papież nie chciał nikogo niepokoić swoimi dolegliwościami.

 

Tego samego dnia, kiedy ukazała się książka Falasci, kardynałowie i biskupi należący do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych jednogłośnie wypowiedzieli się za heroicznością cnót Jana Pawła I. Dwa dni później watykańskie biuro prasowe poinformowało o decyzji papieża Franciszka. Papież zatwierdził dekret o heroiczności cnót Jana Pawła I, którego pontyfikat trwał 33 dni. Szkoda, że "tajemnicza" śmierć stała się podstawowym mianownikiem, pod którym dla wielu dziś funkcjonuje Jan Paweł I. Gdyby nie ona, być może dziś łatwiej rozumieliby papieża Franciszka…


* * *

 

Korzystałem z tekstów: "Przed 35 laty wybrano Jana Pawła I - «uśmiechniętego papieża»" Pawła Bielińskiego (KAI), "The Bridge Builder: Rediscovering Pope John Paul I" Jamesa Daya (Catholic Exchange), wywiadu z siostrą Margheritą Marin autorstwa Andrei Torniellego (Vatican Insider) oraz "Pope John Paul I, «the smiling pope» is on the path to sainthood" Gerarda O’Connella (America Magazine).

 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, doktorant filozofii na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.64

Liczba głosów:

11

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 16:19:22 | 2018-02-09
Woody Allen powiedział, że każdy moż być sławny przez 15 minut.
Kim jest dziś p. Yallop?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Noe.D 21:28:27 | 2018-02-07
Doceniłam Jana Pawła I po obejrzeniu filmu o nim w serii "Ludzie Boga". Naprawdę warto. To był, jest, piękny Człowiek.  

Oceń 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 21:25:27 | 2018-02-07
Ciemne strony Kościoła rzymskokatolickiego. Próba zlikwidowania finansowych interesów ... i efekt znany. Kolejny papież JPII zaakceptował i panował długo, nie niepokojony przez zainteresowanych interesem .... przeciwnie, korzystał.

Oceń 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook