Bez tego Kościół przestanie istnieć

WAM
(fot. © Mazur/catholicchurch.org.uk)

Największa nowość zaistniała w życiu i refleksji Kościoła po Soborze Watykańskim II ma konkretną nazwę: to Duch Święty. Nasz sposób modlitwy, myślenia i funkcjonowania w Kościele zmienia się tak, że Duch coraz bardziej staje się w tych obszarach siłą napędową. Tak ma być.

 

Duch musi pozostać kluczem dla istnienia i misji Kościoła, jeżeli jako wspólnota wierzących mamy mieć wpływ na ten świat. Aby tak się stało, potrzeba nam Kościoła o wiele bardziej wywodzącego swoją myśl i działanie z Biblii i o wiele bardziej ustawiającego życie według Ducha - Boskiego autora Biblii - w samym centrum.


Kościół wyraźnie zwrócił się już ku temu, jak postrzegał go Paweł - ku temu, jak widział on jego charyzmatyczną i instytucjonalną strukturę. W związku z tym oczywista stała się wiodąca rola Ducha, który czyni Chrystusa znanym i umacnia wszelkie autentycznie chrześcijańskie życie i doświadczenie. Nasza pozycja w Chrystusie jest zawsze ukazywana jako aktywność Ducha i Jego obecność.

 

Doświadczenie Jego przychodzenia nie jest abstrakcją, lecz czymś, co czyni życie wierzącego skutecznym. Sposób Jego wkraczania w życie jednostki i w codzienne życie wspólnoty jest dynamiczny. Obecność Ducha jako rzeczywistość doświadczana każdego dnia była oczywista zarówno dla Pawła, jak i dla Koryntian. Sięgała głębiej niż ich nadużycia i stanowiła punkt wyjścia przesłania Pawła i jego korekty.


Duch to osobowa Boża obecność. Jest On Duchem Boga i zarazem Duchem Jezusa. Duch oznaczał dla Pawła powrót Bożej obecności do swojego ludu, świątynię, obiecane Nowe Przymierze Ducha, zapowiadane przez proroka Jeremiasza i Ezechiela, którzy głosili, że Bóg będzie zamieszkiwał pośród ludu i sprawiał, że lud będzie żył i postępował Jego ścieżkami.

 

Tak ukonstytuowany Lud Boży, uformowany przez Ducha (przez Jego wylanie), staje się Ciałem Chrystusa. Dzięki temu tu i teraz, w obecnych realiach, może on żyć zadatkiem życia, które ma nadejść. Może przy tym oczekiwać na ostateczne spełnienie. Wylanie Ducha radykalnie zmieniło perspektywę - z dawna wyczekiwane obietnice zostały wypełnione. Przyszła nowa pewność, że nastało już to, co należy do przyszłości (choć nie nastąpiło jeszcze ostateczne spełnienie). Oczekujemy więc pełni, przy czym posiadamy gwarancję naszego postępowania w kierunku objawienia się ostatecznej chwały. Stanowi ją wylewany Duch.


Rola Ducha jest centralna, skoro wyznacza On ramy sięgające czasów ostatecznych. To Duch jest źródłem wszelkiej autentycznej duchowości, która zakłada modlitwę w Duchu oraz modlitwę umysłem. Obecność Ducha włącza charyzmaty, pomaga budować wspólnotę, gdy wierzący gromadzą się, by wielbić Boga. We wspólnotach Pawła kult jest na wskroś charyzmatyczny - we wszystkim, co się w nich dzieje czy ujawnia, Duch pełni rolę fundamentalną. Bycie wierzącym to nic innego, jak chodzenie w Duchu, bycie przez Niego umacnianym, obfitowanie w nadzieję, życie w radości, nieustanna modlitwa, samoopanowanie, chodzenie z czystym sumieniem, wgląd w wolę Bożą i wytrwałość w obliczu trudności. Chodzący w Duchu prowadzą święte życie, ponieważ On umacnia ich etyczne życie we wszystkich wymiarach.

 

Taka perspektywa Ducha leżała u podstaw Pierwszego Listu do Koryntian. Może ona służyć nieocenioną pomocą także nam - w diagnozie nieskuteczności naszego współczesnego świadectwa, z którym usiłujemy wychodzić do kultury tego świata. Z doświadczeń Kościoła korynckiego, rozwijającego się w otoczeniu licznych kultur, wiele możemy dzisiaj zaczerpnąć.


Pierwsze spostrzeżenie dotyczy tego, że wspólnotowy kult w Koryncie całkowicie podporządkowany był Duchowi chwały, a więc Temu, który w całym różnorodnym obdarowaniu buduje Ciało Chrystusa, aby przeżywało ono swoje nowe istnienie w oczekiwaniu na powtórne przyjście Pana w chwale. To osobiste i pełne mocy doświadczenie sprawiło, że Duch przemienił Koryntian całkowicie. Jako ludzie niosący Dobrą Nowinę w świecie grecko-rzymskiej kultury, stali się oni skuteczni. Z tego właśnie powodu powinniśmy się od nich dzisiaj uczyć.

 

W późniejszej refleksji nad nauczaniem Pawła w dużej mierze zmarginalizowana została rola Ducha Świętego, zwłaszcza we wspólnotowym kulcie. Główną przyczyną tego stanu był brak doświadczenia realnej obecności i mocy Ducha, jakie miała wspólnota koryncka. Duch był przecież dla niej umacniającą obecnością w całym życiu. Jego moc przenikała świadectwo wspólnoty i posługę charyzmatami, a ostatecznie, jak oczekiwał Paweł, miała uwidocznić się w owocach. Duch nie obejmował tylko posługi charyzmatycznej i ujawniających się jej owoców, lecz całe życie wspólnoty.


Dynamiczne doświadczanie życia w Duchu zostało w toku historii praktycznie zatracone. Dziś najczęściej stajemy się chrześcijanami przez to, że urodziliśmy się w chrześcijańskich domach - znacznie rzadziej z powodu nawrócenia na wiarę w wieku dorosłym. Tracimy tym samym elementarne doznanie, jakim jest proces nawrócenia. Prowadzi to do stopniowego zatracania natury życia w Duchu, a ostatecznie do zmarginalizowania roli Ducha w całym życiu Kościoła.


Od zanurzenia w Duchu Kościół odwodzony był też przez szereg innych czynników. Przyczyniła się do tego marginalizacja roli Ducha w refleksji nad życiem Kościoła, częste udomowienie Ducha przez Kościół, zwracanie się Kościoła coraz bardziej ku sobie samemu (Kościół auto-referencyjny), niezrównoważony proces jego instytucjonalizacji, narastający wpływ myśli greckiej w teologii. Czynniki te sprawiły, że późniejsza historia Kościoła stopniowo staje się bardziej historią instytucji niż przebywania Ducha we wspólnocie wierzących. Jak gdyby przestawało się liczyć to, czy i jak wierzący żyją na tym świecie życiem Chrystusa.


Inną konsekwencją braku zanurzenia Kościoła w Duchu stało się zatracanie fundamentalnej, eschatologicznej perspektywy - skierowania swojej uwagi ku sprawom ostatecznym. Dla Koryntian naturalne było, że ich wspólnota zorientowana jest centralnie ku sprawom przyszłym, że żyje tym, co dokonało się już, i tym, co jeszcze przed nią. Powszechne było przekonanie w wierze, że przyszłość już nadeszła. Potwierdzał to dar wylanego Ducha, który jednocześnie służył jako gwarancja nadchodzącego, przyszłego spełnienia.


Oznaczało to, że w późniejszym Kościele doświadczenie Ducha pełniło coraz mniejszą rolę w zrozumieniu jego samego. W efekcie coraz słabiej rozumiano Kościół jako rzeczywistość powołaną w czasie pomiędzypoczątkiem a wypełnieniem (mającym nadejść z ostatecznym powrotem Chrystusa).

 

Lokalne wspólnoty wierzących, często pozbawione doświadczenia Ducha, nadmiernie akcentowały, że żyją w tym świecie, niemal zapominając, że jednocześnie nie są z tego świata. U współczesnych chrześcijan coraz szybciej zanika fundamentalne przekonanie, że żyją pomiędzy przyszłością a przeszłością. Niepomiernie wzrasta natomiast moc przeszłości i koncentracja na niej. Tymczasem pierwotny Kościół, stawiający w centrum Ducha, był przekonany, że Duch jest wypełnieniem nadziei Izraela na powrót Bożej obecności. Duch oznacza więc nie tylko osobową obecność Boga w Kościele (indywidualnie i wspólnotowo), ale rozszerza też zrozumienie Boga i naszego istnienia. Uczy nas bycia w Chrystusie.

 

Jeżeli oczekiwania eschatologiczne nadal będą pozostawać na boku, ludzie rozpoczną poszukiwania gdzie indziej. W dzisiejszym życiu religijnym istnieją tylko namiastki odpowiedniego rozbudzenia chrześcijan do życia w Duchu i zainteresowania przyszłością.

 

W konsekwencji sam Kościół pośrednio pozwala na ukierunkowanie chrześcijan ku poszukiwaniom na gruncie pneumatyki pogańskiej, która odradza się w dzisiejszych czasach. We współczesnym świecie największy sukces odnoszą ruchy religijne próbujące zainteresować człowieka kwestią końca świata, który ich zdaniem jest blisko - ruchy o podłożu chrześcijańskim niebędące w dialogu ze światem chrześcijańskim (mormoni, świadkowie Jehowy). W obliczu nieodpowiedzianych pytań o życie po śmierci lub zdawkowych odpowiedzi szybko rozwijają się religie wschodu (buddyzm, shintoizm, hinduizm).

 

Brak żywego doświadczenia obecności Boga w mocy Ducha sprawia, że popularność zdobywają też quasi-religie o podłożu scjentystycznym (New Age, scjentologia). W sytuacji nieobecności Boga człowiek przez te ruchy zaczyna się zajmować samym sobą i rozwijać wiarę we własny potencjał oraz zainteresowanie tym, co przekracza zwyczajność, za czym może stać okultyzm.


To, co z biegiem czasu nie zostało zatracone, to sama doktryna. Pozostała ona wyraźnie widoczna w wyznaniach wiary i modlitwach. Jednakże akcent na takie, a nie inne jej wyrazy doprowadził na przestrzeni historii do zubożenia lub zaniku pierwotnych, cennych form duchowej aktywności. W praktyce słowo prorocze sprowadzone zostało do przygotowanych kazań. Języki generalnie jakby przestały istnieć. Modlitwa w Duchu sprowadziła się do doskonałych rytów liturgicznych, a spontaniczność wielu dała

miejsce działaniu kilku. Zubożenie to skutkuje trwającą słabością poszczególnych członków Kościoła.


Jednocześnie zawsze istniała dążność do odtworzenia życia w Duchu w różnych formach, które byłyby właściwe dla zmieniających się czasów. Dążenia te podejmowały i podejmują ruchy towarzyszące Kościołowi. Ich celem jest nie tyle usposobienie do nieba poszczególnych osób, ile ukształtowanie ludu, który dzięki mocy Ducha będzie żył życiem samego Boga, ukształtowanie ludu żyjącego w obecnym czasie zaczątkiem życia przyszłego. Taki jest etos wspólnot gromadzących się wokół Jezusa jako Pana.


Mimo przyjęcia dziś przez Kościół nowej wizji, trwa coraz powszechniejsze wołanie o faktyczne odzyskanie wizji życia chrześcijańskiego, jaką miał Paweł. Jest to wizja związana w istocie z życiem w Duchu, które jest dynamicznie doświadczane i w pełni zintegrowane z życiem całego Kościoła - wizja życia stale zorientowanego na sprawy ostateczne, na przyjście Pana.

 

Potrzebujemy Ducha, aby do naszych obecnych instytucji, teologii i liturgii tchnął On życie. Potrzebujemy Go, abyśmy nie pogrążyli siebie w procesie burzenia i budowania nowych instytucji (co czyniło wiele dawnych ruchów). Potrzebujemy Ducha, aby był natchnieniem do powstania rzeczy nowych, ale też, aby wydobył nowość z już istniejących.

 

Aby udzielił Ludowi Bożemu doświadczenia jedności przekraczającego podziały konfesyjne.

 

*   *   *

 

Tekst pochodzi z książki Andrzeja Sionka "Charyzmaty. Aktywna obecność Boga w Kościele". Tutaj kupisz ją 10 procent taniej >>

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.42

Liczba głosów:

69

 

 

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

DaMaria 18:08:55 | 2018-01-26
 Autor książki  dociera do istoty Ciała Chrystusa , którym jest Duch jakiego otrzymują wierzący Bogu, po zmartwychwstaniu Pańskim.  Ten chrzest  Krzyża staje się naszym Nowym Życiem w Duchu Świętym.

Autor bardzo celnie wskazuje na katastrofę, kiedy braknie Ducha w Kościele i słusznie bez Ducha ciało umiera.

Podoba mi się taki przekrój widzenia Autora książki "Charyzmaty. Aktywna obecność Boga w Kościele".

Oceń 2 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 18:33:50 | 2018-01-25
Skoro jest tak pięknie to czemu jest tak szpetnie?
Po SV2 widać jedynie przyśpieszoną degrengoladę Kościoła,staczanie się ku rozpadlinie,której na imię świat,z którym hierarchowie apostaci zapragnęli się pogodzić.
Poza tym nic nowego,autor ględzi o Duchu,a jednocześnie nie wprost wprawdzie ale jednak wyraźnie wypina się na Świętą Matkę Kościół, miejsce działania owego Ducha.
Autor kocha się w pierwotności,bo mu zwyczajnie katolicka konfesyjność ciąży, jak ciążyła wielu heretykom.
Szanowny autorze Kościół Chrystusowy jest Kościołem Rzymskokatolickim,twoje zaś pseudoduchowe napinki tego nie zmienią.  

Oceń 48 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook