Katolik nie może źle wyglądać [WYWIAD]

Jerzy Turbasa w czasie pracy

O tym, że mamy poważny problem ze strojem w Kościele i o tym, jak ubrać się dobrze na Mszę - mówi Jerzy Turbasa, krakowski mistrz krawiecki.

 

Karol Wilczyński, DEON.pl: Chrześcijanie są wezwani do ubóstwa. Często w naszej kulturze ceni się również skromność. A przecież garnitury ani nie są tanie (czyli pokazują, że nas stać), ani też nie sprzyjają temu, by wyglądać w miarę przeciętnie.

 

Jerzy Turbasa, krawiec: Ależ to zabobon! Garnitur wcale nie jest drogi. Przecież najtańsze garnitury można kupić za 300 złotych.

 

Na Allegro znalazłem garnitur i buty za 225 zł. Z dostawą.

 

No właśnie. To przecież cena buta - oryginalnego sportowego Adidasa. Jednego buta, nie całej pary. Bez sznurówek. Argument cenowy tutaj nie działa.

 

Dlaczego więc Polacy nie chodzą w garniturach?

 

To problem stylu. Żyjemy w epoce stylu młodzieżowego i bardzo często zdarza nam się mylić ulicę z plażą. Panowie chodzą w trykotowych szortach. Dziś nawet spotkałem kilku starszych dżentelmenów, którzy mimo niskiej temperatury - około 16 stopni - wybrali się na miasto w krótkich spodenkach, porażając swoją anatomią.

 

To wynik "życia w epoce stylu młodzieżowego"?

 

Cóż, to chyba nie jest kontrowersyjne. Mamy do czynienia z ogólnym trendem obnażania się, jakkolwiek byśmy to nazwali.

 

Czemu nie podoba się panu ten "styl młodzieżowy"?

 

Bo wiąże się z kryzysem elegancji i piękna. Nie chodzi tu o sztuczny, nakrochmalony, wyfiokowany styl, ale przede wszystkim o to, że mylimy plażę z ulicą, plażę z filharmonią, plażę z teatrem. Profesorowie na obrady uczelniane przychodzą w krótkich wymiętych dżinsach i T-shirtach.

 

Ale co w tym złego? Chodzą, jak chcą. Nikt im nie będzie mówił, jak się ubrać.

 

To proste. Taki strój pokazuje całą naszą często zdeformowaną nadkonsumpcją anatomię, obnaża nas w bardzo niekorzystny sposób. Swoją drogą długie lniane spodnie mogą dać o wiele więcej komfortu niż jakiekolwiek krótkie. Ale to inna sprawa. Nie od rzeczy będzie jednak dodać, że są zawody, w których wygląd odgrywa szczególną rolę. Profesorowie nie reprezentują jedynie siebie, ale wszechnicę akademicką, bankier - bank, minister - rząd, biznesmen - korporację. Te osoby są jakby fragmentem elewacji siedziby firmy. Ubiór winien być sprawą osobistą jedynie w sytuacjach prywatnych.

 

Ale jest to też wygodne. Nie chce nam się codziennie prasować koszul.

 

Wygodne? Ja sam chodzę w garniturze codziennie, nie dlatego że szyję. I okazuje się, że w pracy, gdy kroję, robię różne inne rzeczy, to garnitur w niczym nie przeszkadza. Jest niebywale funkcjonalny, natomiast przy okazji tworzy pewien wizerunek.

 

 

Ale nie wszystkim taki wizerunek się podoba.

 

Dobrze. Niektórym się wydaje, że krótkie spodnie, T-shirt są lepsze, bardziej funkcjonalne. Ja tak nie uważam: w ściśle tkanym T-shircie w lecie jest gorąco. Wolę cieniutką bawełnianą koszulę, którą mogę rozpiąć i jest mi o wiele chłodniej.

 

Natomiast włókna, z których produkuje się spodenki i podkoszulki, nie są tak do końca przepuszczalne. No, a noszenie T-shirtu siatkowego (to były te PRL-owskie podkoszulki) to już jest absolutna abstrakcja.

 

"Dziś nie muszę zakładać krawata"? "Dziś wreszcie nie muszę prasować koszuli"?


Idzie to w kierunku fast foodów ubraniowych. Bardzo oddaliśmy się od nakrochmalonej elegancji i zajęliśmy przeciwne stanowisko.

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

Chyba tracimy szacunek do pewnego tradycyjnego stylu bycia. Możemy zauważyć, że w krajach takich jak Niemcy czy Włochy z większą estymą podchodzi się do tradycji i rola ubioru jest znacznie większa.

 

Chce pan powiedzieć, że w Polsce nie cenimy tradycji?

 

Sądzę, że w Polsce przez ostatnie dwadzieścia parę lat z podejrzliwością podchodziło się do tradycji, raczej dumniej brzmiało "jestem Europejczykiem" niż "jestem Polakiem".

 

Nie mówimy o nacjonalizmie, bo nie w tym rzecz, ale o tym, że nie było w nas dumy, że jesteśmy, kim jesteśmy. Nie chodzi tu też o to, co widać na przykład na stadionach, gdy polscy kibice ubierają się w biało-czerwone barwy - to jest taki zew plemienny.

 

My się zaczynamy dopiero budzić jako społeczeństwo. Obecnie częściej jesteśmy stadem egoistów, którzy cały czas myślą, jak ominąć przepisy, nie dopełnić czegoś, kontestujemy rzeczywistość. Wydaje mi się, że po jakimś czasie zaczniemy bardziej szanować reguły gry, które panują na rynku, zaczniemy szanować siebie nawzajem - odpowiednio się ubierając.

 

Czy właśnie o tym powinniśmy pamiętać, wybierając się na Mszę?

 

Nie tylko. Generalnie pierwsza zasada jest taka, że ubiór, który na siebie wkładamy, jest też przejawem szacunku do gospodarza czy do premiery, czy do środowiska.

 

Pamiętam, jak moja mama, kiedy szła na bale, sylwestry, to towarzyszyło temu nawet wielotygodniowe przygotowanie. Nowa sukienka, potem cały dzień u fryzjera, kosmetyczka.

 

A wygląd człowieka to też oddanie szacunku drugiej osobie. Bardzo się oddalamy od tego ubioru i od różnych zasad, które kiedyś były na porządku dziennym. Z drugiej strony mamy szacunek do pewnego wyglądu, czego przykładem są śluby. Współczesne dziewczyny nie wyobrażają sobie, że miałyby nie przystąpić do ślubu w sukience - jak w bajce o Kopciuszku - a pan młody, że miałby nie założyć garnituru. Okazuje się więc, że ta więź nie została zerwana, tylko jakby odstawiona na boczny tor.

 

Obecnie tylko górale tak chodzą, by na niedzielną Mszę założyć portki i cuchę. To jest szacunek dla okoliczności i tradycji, z której się wywodzę. Czy nie krzywdzę samego siebie, idąc ubrany na Mszę Świętą tak samo jak po kefir? Albo po papierosy do kiosku? Musimy sobie sami zadać to pytanie. Coraz częściej ludzie chodzą w tych samych adidasach w lecie i w zimie. W tych samych dżinsach w lecie i w zimie. To naprawdę nas nie wzbogaca.

 

Ktoś powie, że liczy się to, co jest w sercu czy tam wewnątrz, a nie to, co na zewnątrz.


Ale król w przypowieści Jezusa zadał pytanie gościom, którzy przyszli na wesele niestosownie ubrani: "Dlaczego tak się ubrałeś? Jesteś nieprzygotowany?".

 

Mówiąc o stosowności w ubraniu, nie mam na myśli wkładania złotych bransolet, przychodzenia w lakierkach, ale to, by niekoniecznie ubierać się tak samo jak na plażę.

 

O tym mówiliśmy jeszcze przed nagraniem - na przykład o biskupie krakowskim Grzegorzu Rysiu, że łamie pewien schemat takiej arystokracji w Kościele. Nie tylko w zakresie stroju.

 

W Kościele przyjęto konkretny kolor biskupi. Jego się w tym kolorze biskupim nie widzi. Kardynałowie też już nie chodzą w purpurach. Już kardynał Macharski nie chodził - zawsze nosił się na czarno.

 

Wydaje mi się, że ten trend barokowy w Kościele zanika. Poprzednik Franciszka troszkę to naruszył, bo zaczął wracać do pelerynek, ale co warto podkreślić - już Jan Paweł II miał niezwykle skromne, utrzymane w duchu pokory szaty kapłańskie.

 

Ten szyty na miarę frak J. Turbasa niedawno odleciał do Watykanu.

Znawcy klasycznej elegancji zwrócą uwagę na niespotykaną, czarną kamizelkę.

Protokół dyplomatyczny Stolicy Apostolskiej dopuszcza jedynie kolor czarny dla kamizelki podczas uroczystości religijnych, a nie tak jak to ma miejsce na całym świecie klasycznej bieli z piki.

 

Czy my też powinniśmy wrócić do prostoty?

 

Tak mi się wydaje. Zawsze istniało pojęcie szarej elegancji. Elegancja jest szara, czyli nierzucająca się w oczy. Jeżeli nie będziemy rzucać się w oczy i kapłani nie będą rzucać się w oczy, to będziemy autentyczni i w zgodzie z duchem czasu.

 

W egzemplarzu pańskiej książki widziałem piękną dedykację. Tam są takie słowa skierowane do młodego człowieka, żeby "zawsze robił to, co kocha, a ubiór: żeby to odzwierciedlał". Co to znaczy robić to, co się kocha, i jak to się odkrywa?

 

Najgorszą rzeczą jest wejść w cudze spodnie albo być niewolnikiem cudzej mitologii. Trzeba mieć własną legendę, nie cudzą. Trzeba być w zgodzie ze sobą. Inaczej będziemy naśladować kogoś innego i będziemy całe życie nieszczęśliwi. Trzeba robić to, do czego ma się największe powołanie, a niekoniecznie to, co robił nasz dziadek czy tata.

 

Przykładem nieszczęśliwego człowieka jest książę Karol, który ożenił się tak jak dwór nakazywał, potem był nieszczęśliwy z tą Dianą, a kogo innego kochał. To jest klasyczny przykład wchodzenia w cudze spodnie. Być sobą: wszyscy wiemy, na czym to polega. To jest trudne. Ja miałem dokładnie to samo.

 

Bardzo oddaliłem się od krawiectwa przez to, że poszedłem na architekturę. Ale to była też moja decyzja, że wróciłem do firmy, chociaż byłem już asystentem profesora Skoczka. Wtedy zacząłem sobie wartościować, co jest ważne, a co mniej ważne. To się nazywa rachunek sumienia.

 

Podobnie jest w życiu, w Kościele, w pracy.
 

*  *  *

 

Tydzień temu opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z Jerzym Turbasą: o tym, jak ubrać się, by wyglądać dobrze oraz o podstawowych zasadach elegancji.

 

Jerzy Turbasa - krakowski mistrz krawiecki. Prowadzi artystyczną pracownię krawiecką J. Turbasa. Autor licznych książek i publikacji na temat sztuki krawiectwa i mody. Zdjęcia pochodzą z profilu J. Turbasa - Artystyczna Pracownia Krawiecka / J. Turbasa - Bespoke Tailors

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.14

Liczba głosów:

29

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook