Tajemnica, którą odkrył Jan Paweł II

(fot. giulio napolitano / Shutterstock.com)

Po przemówieniu swojego gościa, Jeana Vaniera, wstrząśnięty Jan Paweł II krzyknął: "Nic nie zrozumiałem z tego, co on opowiada!". Stopniowo jednak Papież sam wejdzie w tę tajemnicę. Zobacz, co wtedy usłyszał.

 

Osoba z upośledzeniem budzi w nas lęk, ponieważ ma w sobie bardzo widoczne znamię śmierci. Przekroczyła, bez własnej woli, niewypowiedzianą, ukrytą linię, zakazaną granicę. Jest już częściowo martwa.

 

Atroficzne ramię, wykrzywiona twarz, zabłąkany umysł paraliżują nas, wprawiają w przerażenie, w takie samo przerażenie, jakie ogarnia nas wobec sacrum. To jest "tabu" powiedziano by w Polinezji. Oglądanie śmierci z bliska, twarzą w twarz - jest tabu. Od najdawniejszych czasów, we wszystkich naszych społeczeństwach wszystko, co dotyka śmierci, jest oddzielone od przestrzeni żyjących.

 

Osoba z upośledzeniem miesza w sobie te wymiary w sposób niemożliwy do zniesienia. W mniejszym stopniu czynią to także ci, którzy ponieśli porażkę, którzy nie radzą sobie w świecie takim, jaki jest.

 

Przegrani w społecznej grze rywalizacji i siły. Naznaczeni stygmatem porażki. Chorzy, słabi, bezrobotni, bezdomni, biedni... Zatem najprościej, oczywiście, jest odsunąć ich na bok.


Ale to, o czym mówi Ewangelia, co powtarza Jean Vanier, czego doświadcza się we wspólnotach Arki, podobnie jak w innych wspólnotach, to to, że zbliżając się do ubogiego, zranionego, wykluczonego, upokorzonego, zaprzestając ucieczki przed nim, podobnie jak zaprzestając ucieczki przed naszymi własnymi ograniczeniami i zranieniami, patrząc w twarz swojej własnej, właściwej nam istocie, kruchości, wejdziemy na drogę zmierzającą ku nadziei i szczęściu. To jest tajemnicze. To jest niezrozumiałe. To jest obietnica: "dolinę Akor, mówi Bóg ustami proroka Ozeasza, uczynię bramą nadziei" (Oz 2, 17).


Dolina Akor, komentuje Jean Vanier, znajdowała się blisko Jerycha, oznaczała dolinę nieszczęścia, dolinę okrytych złą sławą wąwozów rojących się od demonów i dzikich bestii, oznaczała miejsce, którego należało unikać, które należało obchodzić z daleka. Jest bramą, do której przekroczenia zaprasza nas Bóg, aby stała się bramą nadziei. Jest to doświadczenie, które dla chrześcijan wyraża się w pojęciach krzyża i zmartwychwstania, Wielkiej Nocy - "przejście" - jest wystarczająco silne, aby inni, wierzący czy też nie, potrafiący wyrazić tę tajemnicę słowami lub niepotrafiący tego uczynić - doświadczyli tej głębokiej prawdy: "coś, co ma związek ze śmiercią, z ograniczeniami, przemienia się w życie i w pełnię", mówi młody wolontariusz z Arki.


Tej płodności kruchości i słabości trzeba wpierw doświadczyć, aby mieć nadzieję na jej zrozumienie. Jean Vanier przypomina sobie śniadanie z Janem Pawłem II w 1987 roku. Papież jest jeszcze wtedy tym podziwianym przez media "Bożym atletą". Jean mówi mu o Éricu. O tym głęboko upośledzonym Éricu, który go przemienia. Papież słucha.

 

Kiedy zbity z tropu wychodzi z sali, wymykają mu się słowa: "Nic nie zrozumiałem z tego, co [on] opowiada!". Stopniowo Jan Paweł II sam wejdzie w tę tajemnicę, którą zapowiedział mu ten gość swoimi niestosownymi wypowiedziami.

 

Aż do tekstu z 2004 roku, który mówi o osobach z upośledzeniem umysłowym jako o "uprzywilejowanych świadkach człowieczeństwa", "żywych ikonach ukrzyżowanego Syna", bohaterach i "zwiastunach nowego świata, którym nie rządzi już siła, przemoc, agresja, ale miłość, solidarność, otwartość na drugiego".

 

Papież, który od 1997 roku mnożył okazje, by głos Arki był słyszany w oficjalnym Kościele albo raczej przez przedstawicieli władz Kościoła, poprosi jej założyciela, żeby w sierpniu 2004 roku w Lourdes wygłosił medytacje na temat pięciu różańcowych tajemnic światła. Jean idzie kilka kroków przed papamobile. Mówi: "Nasz Ojciec święty jest biedny. Jest kruchy, ale jest chwałą Boga. Bóg objawia się przez niego".

 

Papież jest skrajnie chory. Od 1996 roku choroba Parkinsona nie przestaje się rozwijać. Jest wciśnięty w swój fotel, ma trudności z mówieniem. Cierpi. Na końcu Jean Vanier dyskretnie znika. Jan Paweł II przywołuje go, gładzi go po policzku, daje mu swój różaniec. "Wiedział, że kocham go w jego słabości, tak jak wiedziałem, że on kocha Arkę i także kocha mnie w naszej słabości" - wspomina Jean.

 

Zainteresowała cię ta historia? Poznaj biografię Jeana Vaniera, legendarnego założyciela wspólnoty "Arka".

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.26

Liczba głosów:

31

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~deon 22:56:38 | 2016-01-03
Po przemówieniu swojego gościa, Jeana Vaniera, wstrząśnięty Jan Paweł II krzyknął: "Nic nie zrozumiałem z tego, co on opowiada!". Stopniowo jednak Papież zrozumiał, o co mu chodziło. Zobacz, co wtedy usłyszał.
więcej

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jaga_67 11:18:20 | 2016-01-04
Piękne przesłanie, ale trudne... Rzeczywiście, trzeba się zmierzyć z kruchością i ułomnością własną, swoich bliskich i tych, których na swojej drodze spotykamy, by dostrzec drugie dno, by zdać egzamin z człowieczeństwa, zaakceptować swoją ułomność i nauczyć podejmować wyzwania mimo jej stałej obecności.
Jednak nawet wtedy, gdy doświadczymy tej prawdy, zaakceptujemy, zrozumiemy to nie będzie stan trwały. Nadal będziemy się gubić i odnajdywać... 

Oceń 7 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook