Trudna sztuka miłowania nieprzyjaciół

(fot. h.koppdelaney/flickr.com)

Uraza, złość, agresja nienawiść spychane do podświadomości zniewalają nasze siły życiowe, uniemożliwiając tym samym otwarcie się na innych. Jezus pragnie nas oswobodzić z krępujących więzów oferując drogę wolności - drogę przebaczenia.

 
Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski."
 
(Mt 5,43-48).
 
 
Wyraźne zalecenie
 
Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują - takie jest wyraźne zalecenie Jezusa, tymczasem dobrze wiemy, że na okazaną nam wrogość reagujemy uczuciami dość dalekimi od miłości. Im bardziej ktoś nas dotknie i zrani, tym większą mamy chęć, by się zrewanżować. Odwet - w myśl zasady ząb za ząb - może się wydać sprawiedliwy. I dlatego bez większego namysłu odpłacamy "pięknym za nadobne". Oddanie komuś z nawiązką sprawia nam pewną satysfakcję ("ale mu dołożyłem", "ale mu dołożył").
 
Formy oddawania dokonują się na poziomie emocji i słów. Są to niekończące się potyczki słowne, złośliwości, udowadnianie swej wyższości, surowe osądy itd. Jedno jest pewne, że te przemyślane czy spontaniczne formy reagowania na doznane zło nie mają nic wspólnego z Jezusowym zaleceniem, by nieprzyjaciół miłować (por. Mt 5, 43), by dobrze im czynić, błogosławić i modlić się za nich (por. Łk 6,28).
 
Jezus stawia tamę niewłaściwemu reagowaniu na zło, stawiając nam przed oczy Dobroć Boga Ojca i zachęcając nas do stawania się doskonałymi, jak doskonały jest Ojciec nasz niebieski. Widomym znakiem nieograniczonej życzliwości Boga jest Słońce, które świeci wszystkim, i deszcz, który pada na wszystkich bez różnicy. Słońce naszej miłości przyćmiewa się dość szybko w zderzeniu z czyimś atakiem na nas.
 
Jezus przestrzega nas, byśmy nie szli bezmyślnie za pierwszym odruchem zranionego serca. Nalega, byśmy nie przyzwalali na niechęć wobec osoby krzywdziciela. W świat pierwszych emocji winien co prędzej wkroczyć nasz rozum i światło wiary. W przeciwnym razie niechęć będzie rosła i, po jakimś czasie, objawi się jako ślepa nienawiść żądająca odwetu i zemsty.
 
Gdyby pierwszy akt czyjejś złości przedstawić symbolicznie jako półokrąg, a naszą niechęć czy nienawiść jako drugi półokrąg, to ich połączenie okaże się dla nas zamkniętym kręgiem i więzieniem. Ten zamykający się krąg może zostać znów otwarty jedynie aktem miłości i przebaczenia względem osoby czyniącej zło. Jeśli tego aktu miłości i przebaczenia zabraknie, to trzeba się liczyć z nakręcającą się spiralą nienawiści i wyniszczających odwetów. Przykłady potwierdzające tę prawidłowość znajdziemy zarówno w małych, jak i dużych ludzkich społecznościach.
 
Wolność najwyższej klasy
 
Jezus uświadamia nam, że nienawidzenie prześladowców i złoczyńców nie jest czymś, co musi nas determinować. Jesteśmy wezwani do wolności najwyższej klasy: zło możemy zwyciężać dobrem! Wybór należy do nas. Winniśmy wybrać - po namyśle - to, co nam się podoba, i to, co jest prawdziwym dobrem. Taki wybór nie jest jednak czymś jednorazowym; raz wybrawszy, cięgle wybierać muszę - powie poeta. Nasuwa się pytanie, jak wzmacniać i podtrzymywać nasz wybór miłości jako stałej zasady życia.
 
Po pierwsze, trzeba nam gorąco prosić Boga, by On sam wlewał w nasze serca swoją Boską Miłość. Można powiedzieć, że Miłość nieprzyjaciół wszystkie prośby z Ojcze nasz (wypowiadane z uwagą) otwierają nas na ład Boskiej Miłości.
 
Jeśli proszenie o Boską Miłość uznać za coś pierwszego, to czymś najpierwszym jest regularne kontemplowanie wspaniałej Miłości Boga Stwórcy i Boga Ojca. Szczególnym objawieniem Pięknej Boskiej Miłości jest Serce Jezusa Ukrzyżowanego. Częste przypatrywanie się Miłości Ojca i Syna, niewątpliwie, zmiękcza twarde ludzkie serce i otwiera je, także dla prześladowców.
 
Po trzecie: "Miłości trzeba się uczyć i jeszcze raz uczyć; ten proces nie ma końca! Nienawiść nie potrzebuje instrukcji; wystarczy ją tylko sprowokować" (Katherine Anne Porter). Próbujmy sobie dopowiedzieć, co to właściwie znaczy: "Miłości trzeba się uczyć i jeszcze raz uczyć; ten proces nie ma końca!" Czy mamy swoje sposoby wdrażania w konkretne sytuacje i relacje tej miłości, którą Duch Święty rozlewa w naszych sercach?
 
Jaką pomoc w tym względzie stanowi codzienny pięciopunktowy rachunek sumienia (który proponuje św. Ignacy Loyola w książeczce Ćwiczeń duchownych)? Czymś niezastąpionym w uczeniu się miłości jest naginanie prymitywnych odruchów starego człowieka w nas do Prawa Boskiej Miłości. Trzeba nam wciąż na nowo odwoływać się do wielu świateł rozumu i wiary, by "naturę poddać łasce" (H. de Lubac). By nie poddać się żywiołom skażonej natury.
 
Dobrze jest też brać sobie do serca zachęty ludzi przepojonych duchem Ewangelii. "Ciągle was pouczam, że ten zwycięża - choć by był powalony i zdeptany - kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depce. Ten ostatni przegrał! A zwyciężył już dziś - choćby leżał na ziemi podeptany - kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich"
(ks. Prymas Stefan Wyszyński, rok 1966).
 
Motywy przebaczenia
 
Do czynienia rzeczy trudnych potrzebujemy motywów. Przebaczanie i miłowanie nieprzyjaciół jest rzeczą trudną i nie dzieje się ot, tak sobie. W różnych obszarach ludzkiej aktywności obowiązują różne procedury zapewniające skuteczność. W pokonywaniu zła dobrem też obowiązują pewne procedury i toki myślenia.
 
Gdy mówię komuś: przebaczam ci, to chcę mu powiedzieć, że patrzę na niego nie poprzez doznane zło, lecz patrzę na niego z Chrystusem i Jego oczami. Uświadamiam sobie, że ten ktoś ( krzywdziciel, wróg ) jest w oczach Bożych kimś niezmiernie drogim, cennym i godnym szacunku. Każdy człowiek, będąc stworzonym na Boży obraz i podobieństwo, jest arcydziełem Boskiej Miłości i Mądrości i nigdy nie przestaje nim być w swej osobowej głębi!
 
To prawda, że czyjeś wrogie akty potrafią bardzo ciążyć, ale ich waga w porównaniu z "wagą" osobowej godności krzywdziciela jest czymś nieskończenie mniej ważącym.
 
Bardziej niż złość krzywdziciela waży nieskończona Miłość Boskich Osób, "zainwestowana" w każdą ludzką osobę, w tę konkretną osobę! Czasem wystarczy pomyśleć, czy mnie nie trafiały się podobne naganne zachowania. Może nie wszystkie, ale niektóre na pewno tak! To dobrze, że umiem siebie zrozumieć i nadać mniejsze znaczenie swym raniącym słowom i gestom czy też upadkom. Pozostaje mi podobną taryfę, dla podobnych racji, zastosować do bliźniego, który zachował się nagannie!
 
Każdy człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Choć każdy nosi w sobie wielkie pragnienia, które kierują ku zjednoczeniu z Bogiem i naśladowaniu Ojca w niebie, to przecież także każdy człowiek obciążony jest skażeniem pochodzącym z grzechu pierworodnego. Każdy bywa, nie raz bardzo, kuszony przez podstępnego i inteligentnego szatana. Na każdego oddziałuje tyle złych przykładów. Każdy spotyka się z tyloma prowokacjami - ku czynieniu zła itp. Czy zatem należy tak bardzo dziwić się temu, że ktoś okazał się zaborczym egoistą, że odniósł się do mnie nietaktownie? Że odegrał się na mnie za swoje niepowodzenia? Że zwraca moją uwagę na jego zagubienie i cierpienie?
 
Na koniec pełna treści myśl Jana Pawła II: "chrześcijańskie przebaczenie nie oznacza po prostu tolerancji, ale jest czymś więcej. Nie jest równoznaczne z zapomnieniem o złu ani też - co byłoby jeszcze gorsze - z zaprzeczeniem zła. Bóg nie przebacza zła, ale przebacza człowiekowi i uczy nas odróżniać sam zły czyn, który jako taki zasługuje na potępienie, od człowieka, który go popełnił, a któremu On daje możliwość przemiany.
 
Podczas gdy człowiek skłonny jest utożsamiać grzesznika z grzechem, zamykając przed nim wszelką drogę wyjścia, Ojciec niebieski zesłał na świat swego Syna, aby otworzyć wszystkim drogę zbawienia. Tą drogą jest Chrystus: umierając na krzyżu, odkupił nas z naszych grzechów. Ludziom wszystkich czasów Jezus powtarza: ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej (por. J 8,11). […] Potrzebne jest dziś chrześcijańskie przebaczenie, które daje nadzieję i ufność, a zarazem nie osłabia walki ze złem. Trzeba udzielać i przyjmować przebaczenie. Człowiek jednak nie będzie zdolny przebaczyć, jeśli najpierw nie pozwoli, by Bóg mu przebaczył, i nie uzna, że potrzebuje Jego miłosierdzia. Będziemy gotowi odpuścić winy innym tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, jak wielka wina została odpuszczona nam samym".
 
 
Więcej w książce ks. Krzysztofa Osucha SJ, Bóg tak wysoko Cię ceni 
 
 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.89

Liczba głosów:

37

 

 

Komentarze użytkowników (22)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~'Bóg tak wysoko Cię ceni' 15:55:17 | 2011-12-13
O przepraszam! Tutaj reklamujemy inną książkę!
Ks. Krzysztofa Osucha SJ, Bóg tak wysoko Cię ceni
http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=2458

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:-) 09:00:53 | 2011-09-07
Myślę, że największym problemem w przebaczaniu, jest chęć zapomnienia o krzywdzie... Przebaczyc, to nie znaczy zapomnieć..............


Dobrze, że Pan Bóg nie pamięta naszych przewinień... Przynajmniej w tym nigdy Mu nie dorównamy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 09:24:24 | 2011-08-26
Dlatego polecam:
https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,269,przebaczenie-nie-jest-zapomnieniem-krzywd.html
Pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 09:21:50 | 2011-08-26
Myślę, że największym problemem w przebaczaniu, jest chęć zapomnienia o krzywdzie... Przebaczyc, to nie znaczy zapomnieć..............

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

theONA 23:04:24 | 2011-08-25
Więc - niech będzie wiersz, jak modlitwa... Leopold Staff:

Tyś mnie spotwarzył, bracie, tyś proch mi cisnął w oczy -
Jam twarz swą w źródle umył, w tobie się dusza mroczy.

Tyś mnie zasmucił, bracie, tyś płaszcz mi zdarł na mrozie -
Jam piękną swą nagość ujrzał, twa dusza marznie w grozie.

Tyś mnie przestraszył, bracie, twa dłoń mi spichrze pali -
Ja żebrząc pokory się uczę, twa dusza na głód się żali.

Tyś mnie ukrzywdził, bracie, tyś zranił moją miłą -
Jam ją pokochał bardziej, twej duszy krwi ubyło.

Tyś cios mi zadał w duszę, co miłość swą ci dała -
Jam bolem się oczyścił, a dusza twa skonała.

Klęknijmy razem, bracie... Mogiła się otwarła -
Módlmy się za twą duszę, co nieszczęśliwie zmarła

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

theONA 22:56:18 | 2011-08-25
 @Błękitne Niebo, dziękuję księdzu za to, o czym ksiądz pisze i za zapwenienie o modlitwie. Tym bardziej, że potwierdzam, że przebaczyć całkowicie jest ciężko. To dziwne dla mnie samej, ale czasem "czepia się" mnie cierpienie innych ludzi, np. kiedy rozmawiałam kiedyś z tymi, którzy przeżyli WWII, Powstanie Warszawskie..Ból był tak głęboki, że trudno było go nie odczuć. Świadectwa, relacje, nawet, gdy ci ludzi mówili o przebaczeniu i prawdopodobnie wybaczali - czułam w nich ten ból, a chwilę po tym sami o nim mówili. Dlatego mnie jest trudno tak po prostu wybaczyć. A przedmówcom mogę tylko podziękować za przepiękny wiersz Leopolda Staffa, mojego ukochanego poety. Ten wiersz jest jak modlitwa. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

theONA 22:32:22 | 2011-08-25
 @Błękitne Niebo
Tak. Ale ja rozumiem to pytanie zadane przez ~ktoś. I rozumiem, że można tak łatwo sobie z tym nie poradzić. Kiedy ból sięgnął głęboko, krzywda, ta celowa, świadoma, zraniła głęboko - TYM BARDZIEJ, że celowa i świadoma - człowiekowi nie jest łatwo przebaczyć. Łatwo jest wypowiedzieć słowo: " Przebaczam". Trudniej odczuć zmianę w swoim wnętrzu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 21:56:32 | 2011-08-25
~Słaba - może tak..... a może pokazał różne zachowania w różnych sytuacjach.
A ponieważ najczęściej w Kościele słyszymy o nadstawianiu drugiego policzka..... to oczekiwałam pokazania również zachowania Jezusa, o którym napisałam.....

Pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~1942 19:42:47 | 2011-08-25
Skąd pewność, że nie są chore psychiczne, że są świadome? Czy nie są chore na duszy - psyche? Czy są świadome tego, że będą przeżywały to, co czynią innym w tym lub przyszłym życiu, smażąc się w czyśćcu piekielnych doświadczeń?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ktoś 17:58:01 | 2011-08-25
Są źli ludzie. Są ludzie którzy czynią zło i wcale tego nie żałują. Są tacy w rodzinach, gdzie bije się dzieci, poniewiera żoną, gwałci, zdradza. Byli tacy w czasie wojny, np. oprawcy w obozach koncentracyjnych i obecnie w różnych konfliktach wojennych,które mają miejsce w różnych rejonach świata. Ci ludzie, o których mówię czynią i czynili zło i wcale nie były to osoby chore psychicznie, czy nieświadome tego co czynią. Może autor artykułu podpowie, jak ofiary mają kochać  takich ludzi?

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook