To nam pomogło wytrwać w czystości - świadectwo

(fot. shutterstock.com)

Kiedy świat wokół nas zaczął szaleć, my staliśmy twardo przy tym, co postanowiliśmy na początku naszego bycia razem: chcemy aby nasza miłość była czysta. I wiecie co? Udało nam się. Była jedna rzecz, która bardzo nam w tym pomogła.


Jesteśmy już rok małżeństwem. Poznaliśmy się na Światowych Dniach Młodzieży w Madrycie, oboje byliśmy tam wolontariuszami. Nasza znajomość miała swe początki i rozwijała się w klimacie codziennych spotkań, codziennych mszy św., długich rozmów, wspólnej modlitwy i wspólnej pracy.


Trwało to miesiąc. Kiedy staliśmy się parą, zawierzyliśmy siebie i naszą miłość, nasze uczucia Bogu. Modliliśmy się wspólnie za siebie odkąd się poznaliśmy, było tak przez okres przyjaźni, czasu kiedy byliśmy parą, potem przez okres narzeczeństwa i trwa do dnia dzisiejszego, ale jak to zaowocowało w małżeństwie!


Będąc parą podjęliśmy decyzję, że chcemy aby tak zostało i nie ważne czy będziemy razem czy będziemy daleko od siebie, ale chcemy o tej samej godzinie przed pójściem spać, modlić się za siebie nawzajem.


Tak też było, ale nie było to takie proste. Czasami dawało o sobie znać zmęczenie, czy zły humor, czy też jakieś problemy, zmartwienia i były chwile, kiedy komuś z nas po prostu się nie chciało, przychodziło zniechęcenie. Wtedy wspierała druga osoba i nie pozwalaliśmy na to by się poddać zniechęceniu, ale uparcie stawialiśmy czoła.


Były tego owoce coraz większe. Bóg błogosławił i dodawał sił w codziennej pracy, czy też na studiach, w pracy nad sobą, ale też i w naszej relacji. Kiedy modlisz się za osobę ukochaną, wtedy najwięcej jej pomagasz, bo Pan Bóg więcej może niż Ty sam, kiedy się modlisz jest już Was dwoje, a razem z Bogiem możesz wszystko.


Wspólna modlitwa pomogła nam rozwiązać niejeden problem, kiedy denerwowaliśmy się na siebie lub kiedy mieliśmy jakieś zmartwienie, dawaliśmy sobie znać, rzucaliśmy wszystko i modliliśmy się tak długo jak było trzeba. Modlitwa była naszą tarczą obronną, zwłaszcza w narzeczeństwie, kiedy pojawiało się więcej pokus przeciwko czystości, kiedy świat mówił swoje kłamliwe teorie, kiedy nasi rówieśnicy się dziwili i nakłaniali, byśmy spróbowali zamieszkać razem, kiedy próbowali nas nakłonić do tego bliscy nam ludzie, podając tysiące argumentów dla których warto mieszkać razem przed
ślubem, używać antykoncepcji itp…


Kiedy świat wokół nas zaczął szaleć, my staliśmy twardo przy tym, co postanowiliśmy na początku naszego bycia razem: chcemy aby nasza miłość była czysta. Były chwile kiedy było nam naprawdę ciężko, wtedy zaczynaliśmy prosić Maryję. Rozmawialiśmy o tym razem i szczerze, otwarcie, dyskutowaliśmy, co trzeba jeszcze naprawić, co zmienić, co zrobić, aby było lepiej.


Chcieliśmy być wierni w najdrobniejszych rzeczach, bo od drobnych rzeczy zaczynają się psuć te większe. Dzięki łasce Bożej wytrwaliśmy! Udało się! Z Bogiem wszystko jest możliwe! Teraz możemy powiedzieć, że warto jest czekać! Dlaczego? Bo w ogniu próbuje się złota miłość.


Jeżeli jest ciężko, jeżeli się zmagasz, jeżeli czasami masz dość. To dobrze! Ciesz się bo jest to warte Twego wysiłku i przyniesie duże owoce. W tym dojrzewała nasza miłość w codziennych zmaganiach i przeciwnościach, dzięki temu umocniła się i oczyściła z egoizmu.


Czym byłaby miłość małżeńska, gdyby była egoistyczna? Jak kochałbyś żonę/ kochałabyś męża gdybyś ją tylko pożądał? Jaka byłaby miłość małżeńska, która chciałaby tylko brać, która nie umiałaby czekać, byłaby niecierpliwa, nie umiałaby zrezygnować z siebie dla Ciebie?


Właśnie dlatego warto jest czekać, warto walczyć o czystą miłość i w narzeczeństwie i w małżeństwie. Do dziś pamiętam kiedy na wspólnym spacerze, kiedy byliśmy jeszcze parą mój obecny mąż powiedział mi: Wiesz, nigdy żadnej dziewczynie nie powiedziałem, że ją kocham, to zbyt wielkie słowo i zbyt wiele znaczy, zachowałem to słowo tylko dla tej, która będzie moją żoną i nie powiem tego żadnej dziewczynie dopóki nie będę miał pewności, że to jest właśnie ta. Tak samo nigdy nie pocałowałem żadnej dziewczyny, chcę to zachować dla mojej żony.


Jakie wielkie zdumienie mnie wtedy ogarnęło. Do tej pory pamiętam to uczucie, te słowa wzbudziły we mnie wielki szacunek dla tego chłopaka. Dziś jest już moim mężem i jest szczęśliwy, że zachował te słowa i pierwszy pocałunek dla tej jednej kobiety, którą wybrał. Często wspominamy tamte chwile i widzimy tego sens.


Dzięki temu, że tak zdecydowaliśmy, mieliśmy do siebie szacunek. Wtedy ten chłopak zaimponował mi jeszcze bardziej, stał się jeszcze bardziej wyjątkowy. Kiedy zawalczysz o czystą miłość, będziesz mógł/ mogła ofiarować swojej żonie/mężowi w pełni siebie, takiego jakim jesteś, ze wszystkim co masz. To będzie całkowite oddanie, nauczysz się patrzeć oczami szczerej, czystej miłości i nie będziesz myślał o sobie, ale o ukochanej, nie będziesz chciał tylko brać, ale zechcesz przede wszystkim dawać. Będziesz umiał służyć z radością i czułą miłością, będziesz gotów na każde szaleństwo, będziesz pragnął dobra dla tego, kogo tak bardzo kochasz, nawet gdybyś miał ze swojego dobra zrezygnować zupełnie, nawet gdybyś miał oddać życie. Dobrem dla Ciebie stanie się jej dobro, a dobrem dla niej jego dobro.


Dlatego rezygnuj z każdej okazji, w której mógłbyś narazić na grzech osobę ukochaną lub siebie, zapragnij by była święta, nie dla Ciebie ale dla Boga. Ona nie jest Twoja, choć jest Twoją narzeczoną, jeszcze jest Boga, nie próbuj jej wykraść, ale proś Boga by Ci ją podarował jako skarb największy, byś go strzegł całe swe życie. W dniu Twego ślubu Bóg Ci ją podaruje i będzie już Twoją żoną, ale wciąż będzie Jego dzieckiem. Będzie odtąd Twoim Skarbem, chroń ją i troszcz się czule.


Zawsze kiedy się spotykaliśmy to pierwsze, co robiliśmy to było błogosławieństwo na przywitanie. Kiedy się żegnaliśmy również się błogosławiliśmy. Teraz w małżeństwie błogosławimy się na dzień dobry i na dobranoc. Doświadczamy łaski błogosławieństwa. Daje ono radość i napełnia pokojem. Jest wyrazem troski współmałżonka i zawierzeniem Bogu. Zachęcamy Was również do błogosławienia siebie nawzajem.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.6

Liczba głosów:

55

 

 

Komentarze użytkowników (83)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Hagar 14:00:47 | 2014-04-03
Pożądanie nie jest żadnym dowodem miłości. Pożądanie jest przykrywką braku miłości.

Oceń 6 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Klaudia 15:49:47 | 2014-04-02
Nie rozumiem i nigdy nie rozumiałam kościelnego podziału miłości na czystą i nieczystą. Jakby ludzie, którzy nie współżyją ze sobą przed ślubem, byli lepsi od pozostałych. A dodatkowo autorka twierdzi, że inne teorie o miłości są "kłamliwe".

"Czym byłaby miłość małżeńska, gdyby była egoistyczna? Jak kochałbyś żonę/ kochałabyś męża gdybyś ją tylko pożądał? Jaka byłaby miłość małżeńska, która chciałaby tylko brać, która nie umiałaby czekać, byłaby niecierpliwa, nie umiałaby zrezygnować z siebie dla Ciebie?" Tylko skąd u autorki założenie, że miłość, która ulega pożądaniu, jest TYLKO pożądaniem? Proszę mi wierzyć, że ludzie będący ze sobą także ciałem są zdolni poświęcać się dla siebie w równym stopniu, co ci żyjący w dziewictwie. Związek nieformalny, egzystujący na wszystkich płaszczyznach, także na tej seksualnej, może być szczery, głęboki i uczciwy jak ten "czysty" (okropne słowo, doprawdy!). Jest tam miejsce na wyrozumiałość, cierpliwość. Ludzie uprawiający miłosć fizyczną przed ślubem to nie opętani żądzą zboczeńcy, którzy nie widzą nic więcej poza własnymi zachciankami. To, że masa ludzi uprawia seks bez zobowiązań, nie oznacza, że każdy seks przedmałżeński ma na celu tylko zaspokojenie żądzy. Miłość fizyczna zbliża parę także emocjonalnie. Proszę, nie wywyższajcie się ze swoją wytrwałością, bo wasza miłość nie jest lepsza ani mądrzejsza. Psychologowie mogliby być zresztą wręcz odmiennego zdania.

Oceń 16 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 15:25:23 | 2014-03-28
To charakterystyczne, że niektórzy nadużywaja słów "naturalne" "normalne" itp. określeń wartościujących w miejsce argumentacji. Te zaklęcia nic nie wnoszą do meritu.

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 08:24:17 | 2014-03-28
Pozostała jeszcze sprawa nocy poślubnej, a właściwiej jej planowania, przygotowań, pragnień z nią związanych.
Bo w tej całej „walce o czystość” nie można zapomnieć, iż nie tylko sam fizyczny kontakt jest cudzołóstwem, także samo pożądanie w myśli każdej osoby niebędącej małżonkiem jest oczywiscie cudzołóstwem. 
Rodzi się oczywiste pytanie, czy dziewczyna lub chłopak „jedynie” w myśli marzący czy planujący noc poślubną, oddając swe myśli pożądaniom (nawet bez żadnych fizycznych konsekwencji) nie cudzołożą, czyli czy naprawdę zachowują tzw. czystość.
Oczywiście o ile sama pokusa nie jest grzechem, to już pożądliwe spojrzenia kierowane ku osobie, z którą się „chodzi” można jak najbardziej uznać za grzech cudzołóstwa i brak czystości przedmałżeńskiej.
Jest to o tyle ważne, iż wiele osób ma problem, które zachowania są „dobre”, a które już „złe”. Otóż jedyną drogą zachowania „czystości” jest oddalenie każdej bez wyjątku pokusy pożądliwego spojrzenia na druga osobę.

Oceń 5 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Biedrzyk 17:42:00 | 2014-03-27
Normalni ludzie traktują sferę życia seksualnego jako coś naturalnego, a zarazem osobistego i intymnego. Rozpoczynają współżycie kiedy czują taką potrzebę, kiedy są gotowi psychicznie, mentalnie itd. Może to być przed ślubem, może być po dla niektórych. Biorąc pod uwagę to, że śluby dziś zawiera się nie w wieku 18-20 lat jak dawno temu, ale często w wieki 30+ lat, naturalnym jest, że ze względu na upływ czasu ludzie spotykający się przez czas dłuższy współżyją. Nic w tym złego.

Problem polega na tym, że dla niektórych ludzi ich obsesyjne i spaczone przywiązanie do czystości (rozumianej jako absolutny zakaz seksu przedmałżeńskiego, a jak czytamy z komentarzy nawet zakaz innych kontaktów fizycznych) urasta do rangi nie wiadomo jakiego osiągnięcia życiowego, którym dumnie chcą się obnosić. Tyle, że nie ma czym. To raczej żenujące o czym piszecie. Chwalicie się, że potrafiliście zacisnąć zęby i "wygrać" z pożądaniem, "walczyć" z własną naturą. To trochę przypomina programy telewizyjne w których ludzie pokazują jak są w stanie znosić ból fizyczny, np. wskutek okaleczania ciała, przyplania itp. Pokazują jacy są twardzi, tak jak i wy - tylko że jedno i drugie to dla zdrowo myślącego człowieka - głupota. W swojej "czystości" dochodzicie do kuriozalnych rozważań, w których zastanawiacie się czy taki a taki pocałunek, dotyk, to aby nie jest już przejaw "nieczystości", czy do niej nie doproadzi? Tracicie czas na te rozważania - o dupie Maryni - tymczasem w życiu jest naprawdę więcej ciekawych, twórczych, inspirujących rzeczy do robienia, do dyskutowania niż to jak zaciskałam/zaciskałem nogi przed lubem żeby zachować czystość. Sprowadzacie sens swojej egzystencji do walki z własnym pragnieniem kopulacji. I jeszcze próbujecie pokazywać to jak "pozytywne świadectwo"? Czego? Chyba własnej głupoty.

Oceń 25 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~JustMe 17:18:33 | 2014-03-27
Niesamowite świadectwo.. Czasem kiedy czytam świadectwa o czystości to mam wrazenie, że są naciągane i sztuczne. To uderzyło mnie swoją autentycznością, realizmem, a przede wszystkim przekazem. Dziękuję za podzielenie się nim i za pokazanie sensu czystości nie tylko przedmałzeńskiej, ale też małżenskiej. Czuję że jeszcze wiele razy będę wracać do tego tekstu :) 

Oceń 13 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~DD 15:02:59 | 2014-03-27
To ja też może przedstawię swoje świadectwo: spotykałem się kiedyś z dziewczyną, katoliczką, głęboko zaangażowaną w życie kościoła. Kiedy zaczęliśmy się spotykać ona zastrzegła, że nie chce współżyć przed ślubem, ale dość szybko zaczęliśmy współżycie mimo jej deklaracji. Mniej więce po roku czasu ona zerwała ze mną, podobno m.in.ze względu na ten "problem z dochowaniem czystości". Ja co prawda czułem się winny tego rozstania, ale bynajmniej nie ze względu na seks przedmałżeński, tylko z innych powodów - nie byłem tak bardzo zaangażowany w ten związek jak ona. Nie znaczylo to jednak że mi na niej nie zależało. Przez kolejny rok spotykaliśmy się jak przyjaciele. Zawsze gdy ona mnie potrzebowała - miałem dla niej czas. Po roku ona związała się z wierzącym facetem poznanym na spotkaniu jakiejś grupy modlitewnej, który deklarował się jako katolik, ale gdy usłyszał od niej, że seksu przed ślubem nie będzie - zerwał z nią od razu. Krótko po tym wróciliśmy do siebie na poważnie. Chciałem z nią założyć dom, w przyszłości rodzinę. Ona nadal obstawła przy czystości przedmałżeńskiej, nie chciała mieszkać razem.

Oceń 8 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 14:28:35 | 2014-03-27
Nim napisze o tej bajecznej nocy poślubnej, to warto zastanowić sie czemu takie licealnie infantylne świadectwa służą.

Kogo obchodzi, iż Zosia Nowak z Jasiem Kowalskim przez kilka lat zajęli się dzielnym zwalczaniem pokus, aby później pochwalić się publicznie swoją wielką dzielnością etc. Wydawałoby się, iż zaglądanie do alkowy (nawet tej „czystej” narzeczonych) jest zajęciem poniżej ludzkiej godności, ale widać jest wielu pasjonatów tej niekończącej się tutaj serii paradokumentalnej. W dodatku często serii z "katolickim" dreszczykiem - było tak blisko upadku, ale...


Zachowania, ktore winny być oczywistą normą dla osób wierzących stają sie przedmiotem artykułów, wpisów, dyskusji etc. Coś tu jest naprawde nie tak.

Oceń 13 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 14:09:42 | 2014-03-27
Potrzeba najpierw określić granice czystości przedmałżeńskiej.
Pełny stosunek seksualny – wiadomo, ale dotyk – w którym momencie jest granica czystości: trzymanie się za rączki, przytulanie, a może można posunąć się dalej? Gdzie postawić granicę?
Pocałunki, – które są niewinne, a które nieczyste?
Taniec, ubiór, zachowanie – które są czyste, a które już nieczyste?
A zdjęcie wysłane ukochanemu – czy już jest nieczyste, bo pończoszkę widać?

Można całe piękny czas narzeczeństwa stracić na analizie zachowań własnych i stawianiu takich lub podobnych pytań.

No i najważniejsze jest, aby w swoim przekonaniu mieć pewność zachowania tej przeanalizowanej czystości. Bo magicznie da lepsze małżeństwo.

No i ta tak oczekiwana, upragniona noc poślubna…. (ale o tym później).

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Rigel 13:53:55 | 2014-03-27
Wy katolicy jesteście nienormalni. Zobaczcie do czego prowadzi Wasza tzw. „czystość”. Miała ona polegać na powstrzymaniu od seksu przed ślubem. A do czego prowadzi – do tego, że nie tylko powstrzymujecie się od seksu, ale także od całowania, przytulania, dotykania. Przy czym chodzi o powstrzymywanie się od pocałunków, dotyku, przytulania i seksu nie między przygodnymi, przypadkowo poznanymi ludźmi, ale między osobami, które od dłuższego czasu się znają, kochają i chcą być razem, wziąć ślub. Będąc takimi ludźmi walczycie ze swoimi, całkowicie zdrowymi i naturalnymi potrzebami bliskości fizycznej z człowiekiem, którego się kocha? Odmawiacie sobie w imię jakiejś idei „czystości” – nawet pocałunków? Pragnienie „czystości” jest większe niż pragnienie bliskości z drugą osobą? Wy katolicy jesteście NIENORMALNI. Jesteście tak umysłowo porąbani, że tego się nie da nazwać. Nie dziwcie się że się Was coraz powszechniej ośmiesza i szydzi z Was publicznie. I bardzo dobrze, tak powinno być. Powinniście być pośmiewiskiem, bo na nic innego nie zasługujecie. Wierzycie że Wasz bóg interesuje się takimi rzeczami, jak relacje seksualne kochających się ludzi? Naprawdę? Boga interesują takie rzeczy? Wy ortodoksyjni katolicy stajecie się marginesem społeczeństwa i pośmiewiskiem. I bardzo dobrze.

Oceń 10 27 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook