Dlaczego powinniśmy zablokować dostęp do pornografii w internecie?

America Magazine
(fot. Charles Deluvio 🇵🇭🇨🇦 / unsplash.com)

Pomimo, a raczej z powodu rozpowszechnienia problemu, pornografia jest niewygodnym tematem rozmów. W październiku 82 studentów Uniwersytetu Notre Dame w Paryżu, wśród nich mężczyźni, jak i pewna grupa kobiet, napisała do władz uczelni list z prośbą o uzyskanie dostępu do materiałów pornograficznych w uniwersyteckim internecie.

 

Nie każdy oglądający pornografię jest osobą od niej uzależnioną, choć żadna decyzja związana z tym tematem nie jest postrzegana jako racjonalna. Wielu studentów sięga po nią z powodu samotności, romantycznej frustracji albo z nudów. Nakładanie na studentów brzemienia w postaci kupna własnego źródła internetu lub polegania na sile swojej woli w celu uniknięcia pokusy wydaje się wprowadzaniem zakazów w nieodpowiednim miejscu.


Uniwersytety powinny ograniczać dostęp do pornografii w infrastrukturze swojego kampusu, a tym samym ułatwić uczniom korzystanie z najlepszych wersji samych siebie. Nawet wprowadzenie kilku niewielkich przeszkód w dostępie do pornografii może zmniejszyć napięcie pomiędzy tym, czego studenci chcą dla siebie, a tym, co tak naprawdę robią - a co ekonomiści behawioralni nazywają "dynamicznymi niespójnościami".

 

7 mitów o seksie, czyli co nam wciska porno >>


Niektóre przemyślane sprzeciwy wobec zakazu dostępu nie są propagowaniem pornografii, ale rodzą pytania o praktyczność zakazu i potencjalne skutki uboczne. W jaki sposób można egzekwować politykę antypornograficzną? Co z zagrożeniami legalnych badań naukowych?


Skutki wydają się być wyolbrzymione. Studenci podczas korzystania archiwów National Geographic lub np. zbiorów internetowychch dzieł renesansu mogą zostać poproszeni o wypełnienie prostego formularza i otrzymują zwolnienie z filtrowania stron o zawartości pornograficznej. Dodatkowo każdy, kto próbował transmitować np. Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w pracy, wie, że żaden filtr nie jest niezawodny.


Nie chodzi o to, aby stworzyć grupę, która będzie kopać w drzwi pokojów w akademiku i sprawdzać historie przeglądarek, ale o to, by popychać uczniów do spełniania ich własnych oczekiwań poprzez zdrowszy wgląd w ludzką seksualność, nie tą znajdującą się w wyzyskujących ludzi sferach sieci.


Nowe badania wskazują, że młodzi mężczyźni spędzają średnio godzinę, oglądając pornografię, a ankieta z 2007 roku wykazała, że ​​około połowa studentów ogląda ją co najmniej raz dziennie. Nawet świeckie uczelnie powinny myśleć o tym, jak ta powszechna konsumpcja porno wpływa na relacje międzypłciowe. Świeckie uczelnie w szczególności mają obowiązek dbania o dusze swoich uczniów.


Niektórzy mogą zapytać - dlaczego nie pozwolić uczniom na testowanie własnej samodyscypliny w kwestii pornografii? Przecież studenci są dorosłymi ludźmi podejmującymi własne decyzje w każdej sprawie. I czy filtr internetowy nie usuwa zdolności studentów do budowania ich wewnętrznej moralności? Nie powoduje, że nie będą umieli odmawiać samemu sobie?


Ta argumentacja mogła nabrać większej wagi, zanim dowiedzieliśmy się, jak łatwo źle wpisanemu URL-owi przenieść nas na strony pełne seksu i nagości. Szczególnie w erze ruchu MeToo założenia i decyzje podejmowane bez refleksji nad tym, w jaki sposób uczymy się patrzenia na siebie nawzajem, zasługują na więcej uwagi.


Pornografia sprawia, że człowiek postrzega drugą osobę jako przedmiot własnej seksualnej satysfakcji, a jego wartość dla każdej społeczności, szczególnie uniwersyteckiej, wynosi najwyżej zero.

 

Stwarzanie trudności w uzyskaniu dostępu do niej byłoby pokazaniem przez uczelnie zaangażowania w pełniejsze postrzeganie prawdziwej ludzkiej godności. Byłoby to również stwierdzenie, że nieuczciwa, utylitarna wizja człowieka w pornografii nie jest czymś, co uczelnie chcą promować za pośrednictwem swojej infrastruktury informatycznej.


Jeśli grupa studentów poprosiłaby o inicjatywę w zakresie zdrowia publicznego w celu zwiększenia zdolności młodych ludzi do odmowy pokusie nadużywania narkotyków lub alkoholu, chwalilibyśmy ich.

 

Uniwersytety katolickie winne są swoim studentom poważne potraktowanie ich wniosków, jeśli chodzi o mniej zauważalną formę krzywdy i potencjalnego uzależnienia.

 

 

Patrick T. Brown - jest studentem Uniwersytetu Princeton w Woodrow Wilson School of Public and International Affairs w Stanach Zjednoczonych. Tłum. Klaudia Królikowska

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.67

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

lleszek 00:13:26 | 2018-12-10
Prościej byłoby zamieścić tekst w języku angielskim, bo to tłumaczenie jest kompletnie niezrozumiałe, chyba google-translator by to lepiej zrobił.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

akl44 23:46:00 | 2018-12-09
Możnaby przy okazji ocenzurować niewłaściwe treści polityczne, błędne twierdzenia matematyczne, reklamy niezdrowych produktów, zbyt rozpasane ubiory, niepotrzebną biżuterię,.....
Wtedy byłby raj na ziemi a uczelnie wykazałyby się prawdziwą troską o zdrowie moralne studentów. Chociaż ze względu na wiek mogą mieć żony i dzieci oraz kandydować do parlamentu to jednak, wiadomo, to tylko studenci.

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook