Kościół powinien zgodzić się na seks przed ślubem

(fot. shutterstock.com)

- Dlaczego Kościół nie chce zaakceptować seksu przed ślubem. Przecież, jeśli dwoje osób się kocha, to co w tym złego - pyta dwudziestoletnia Magdalena. - Moi rodzice nie mają nic przeciwko temu - dodaje Marek. Nawet kupili nam meble do mieszkania. A są przecież praktykującymi katolikami. Moim zdaniem Kościół powinien zgodzić się na seks przed ślubem.

 

Tym prowokacyjnym cytatem z rozmowy z "młodą parą", chcę rozpocząć dyskusję nad pomysłem, jaki zrodził się podczas mojej osobistej refleksji nad rozpowszechniającym się wśród młodych katolików "wspólnym zamieszkiwaniem" przed ślubem. Zdradzę mój pomysł już na samym początku, aby zaoszczędzić zbytniego stresu środowiskom Frondy i ostudzić entuzjazm czytelnikom prasy antykatolickiej. Otóż uroczysty ślub w Kościele połączony z weselem nie koniecznie musiałby być sakramentem. Można byłoby przystąpić do niego dużo wcześniej, w zakrystii, w obecności świadków, bez hucznej ceremonii. Natomiast uroczystość zaślubin, zorganizowaliby małżonkowie w parafialnym kościele w dowolnym czasie, gdy stać ich będzie na suknię ślubną i wesele. Taki ślub można byłoby nazwać "uroczystym rozpoczęciem pożycia małżeńskiego". Jest to najlepsze rozwiązanie dla wszystkich, którzy odkładanie "kościelnego ślubu" usprawiedliwiają brakiem funduszy na konieczne w takiej okazji zakupy i na zorganizowanie weselnego przyjęcia. A takich par spotkałem wiele. Rozmawiając z nimi o moim pomyśle, spotkałem się z niedowierzaniem, że Kościół jest w stanie kiedykolwiek wyjść z podobną propozycją. W wielu wypadkach, przyznali jednak, że takie postawienie sprawy bardzo by im odpowiadało.

 

- Jesteśmy przecież zdecydowani, by żyć ze sobą i założyć rodzinę.
- Nie musielibyśmy przychodzić na spotkania modlitewne i na Mszę świętą z poczuciem winy - mówili inni.
- Słyszałem, że w niektórych chrześcijańskich kościołach wschodnich Sakrament Małżeństwa jest kilkuetapowy - mówi student z duszpasterstwa akademickiego. I już po pierwszym etapie, małżonkowie mogą ze sobą współżyć.

 

To nam pomogło wytrwać w czystości - świadectwo >>

 

Ślub w kilku etapach

 

Rzeczywiście, w jednym z kościołów koptyjskich, ślub jest trójstopniowy. I już po pierwszych uroczystościach zaślubin, nie będących jeszcze sakramentem, przyszli małżonkowie zamieszkują razem i mogą ze sobą współżyć. Jednak nad nierozerwalnością tego, swego rodzaju kontraktu, czuwają klany rodzinne obu stron. Kolejna uroczystość, odbywająca się po kilku latach, ma jeszcze bardziej umocnić więź pomiędzy małżonkami i ich rodzinami. Dopiero po około dwudziestu, trzydziestu latach od pierwszych zaślubin, żyjący ze sobą małżonkowie, najczęściej obdarzeni już dorosłymi dziećmi, zawierają Sakrament Małżeństwa. Obowiązuje on nawet po śmierci jednego z nich. Dlatego też, ani wdowa ani wdowiec, nie ma możliwości powtórnego wejścia w związek małżeński.


Byłoby niedorzecznością naśladowanie tego, co w tamtej kulturze można uzasadnić istniejącą tradycją i silnymi więzami wewnątrz klanów rodzinnych, stojących na straży moralności. Jednak w naszej kulturze, będącej pod silnym wpływem kościoła katolickiego rytu łacińskiego, odnajdujemy przez analogię do przedstawianego przeze mnie pomysłu - dwustopniową inicjację dzieci do uczestnictwa w Sakramencie Eucharystii. Są diecezje, w których nie praktykuje się uroczystości Pierwszej Komunii Świętej, gdyż dzieci, przygotowane przez rodziców, mogą przystępować do Eucharystii dużo wcześniej i nie ma jasno określonego wieku. Natomiast w tamtejszych parafiach organizuje się Pierwszą Uroczystą Komunię Świętą. Czyż nie można by uczynić podobnie z Sakramentem Małżeństwa?

 

Czy w czystości chodzi tylko o seks? >>

 

Czy opinia publiczna przyjmie takie rozwiązanie?

 

Nawet jeśli Stolica Apostolska i biskupi wyjdą z taką propozycją dwustopniowego małżeństwa i spece od liturgii dostosują do niej uroczystości zaślubin, zastanawiam się, czy opinia publiczna to zaakceptuje? Wiemy jak trudno wprowadza się w Kościele Katolickim reformy i jak wielu katolików do dzisiaj wzdryga się przed Komunią świętą na rękę i tęskni za Mszą po łacinie. Z czego to wynika? Moim zdaniem, z nieumiejętności odróżnienia tego, co fundamentalne i niezmienne od spraw drugorzędnych, uwarunkowanych kulturowo. Dwuetapowa ceremonia zaślubin nie godzi ani w powagę sakramentu, ani w żaden katolicki dogmat. Jest to wyłącznie kwestia organizacyjna, dobra wola wyjścia naprzeciw pojawiającym się w świecie dylematom, podjęcie wyzwania i otwartość na zmiany dla dobra człowieka.


- Przecież również dzisiaj istnieje możliwość zawarcia Sakramentu Małżeństwa bez wielkiej uroczystości - ripostuje znajomy ksiądz.
- Jednak młodzi chcieliby przeżyć coś wyjątkowego, odświętnego, uroczystość jaką się długo pamięta - nie daję za wygraną.
- Jest przecież możliwość odnowienia przyrzeczeń ślubnych albo możliwość uroczystego świętowania pięciolecia czy dziesięciolecia małżeństwa - kontynuuje zwolennik status quo.


Jednak obrońcy status quo nie biorą pod uwagę tego, że jednak niepowtarzalność wydarzenia, suknia ślubna, złote obrączki i życzenia ze strony rodziny i przyjaciół, mają wielkie znaczenie. A przecież proste zaślubiny w zakrystii nie musiałyby się z tym wszystkim wiązać. Nie obrączki są najważniejsze lecz to, iż kochający się młodzi ludzie nie będą żyli w grzechu, w konflikcie z własnym sumieniem. Nałożą sobie obrączki podczas "uroczystego rozpoczęcia pożycia małżeńskiego", gdy będzie ich stać, gdy wspólnym trudem na uroczysty ślub i wesele zarobią.

 

Obawy rodziców

 

Proponowane przeze mnie rozwiązanie rozwieje niektóre obawy rodziców młodych, zakochanych par żyjących bez ślubu. Matka i ojciec będą mniej skłonni do zadawania sobie pytań: Czy on jej nie oszukuje? Czy ona traktuje ten związek poważnie? Zalegalizowany związek (nawet jeśli mało uroczyście) sprawia, że osoby żyjące ze sobą, czują się bardziej za siebie odpowiedzialne i nie formalna legalizacja ma tu znaczenie lecz zobowiązanie. W czasach chaosu i niepewności, wszyscy potrzebujemy ważnych i definitywnych decyzji przypieczętowanych społecznie. Bardziej potrzebujemy dzisiaj oparcia i stabilności niż pięknych uroczystości. Na nie zawsze będzie czas.


Bywają jednak rodzice, którzy przywiązują dużą wagę do formy i nie wyobrażają sobie, aby ich dzieci w zaciszu zakrystii, niemalże po kryjomu, udzielały sobie Sakramentu Małżeństwa. Ważne jest dla nich huczne wesele, ślubna suknia i wyprasowany garnitur. Pamiętam, gdy przed laty, w małej kaplicy, błogosławiłem małżeństwo Mariusza i Danuty. Nie stać ich było na piękne stroje ale stać ich było na wielka miłość bez rozgłosu. Skromnie ubrani, w obecności świadków i kilku znajomych, ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. A zamiast wesela, wszyscy poszliśmy popływać w morzu. Długo będziemy pamiętać ten ślub, tak nietypowy. Gdyby przyjęto z wyrozumiałością moją propozycję dwustopniowego małżeństwa, Mariusz i Danuta mogliby ślubować sobie na plaży. A po latach przygotowań i oszczędzania, wyprawiliby sobie uroczystość w oświetlonym Kościele, z muzyką organowa w tle, zapraszając wszystkich przyjaciół i znajomych, by podziwiali suknie panny młodej i bawili się w restauracji do rana. Byłoby to uroczyste rozpoczęcie pożycia małżeńskiego kochających się już od lat i żyjących ze sobą małżonków.


Pamiętam jednak, że teściowa Mariusza bardzo długo nie uznawała tego ślubu. Bo nie tak, według niej, powinien wyglądać. Bo organy nie grały i rodzice nie byli zaproszeni. A brak sukni ślubnej był dla niej obrazą nie do wybaczenia.

 

Nie obawiajmy się zmian i podejmijmy dyskusję nad reformą ślubu kościelnego w duchu otwartości na współczesnego człowieka. Nie trzeba mieć pieniędzy, aby zawrzeć Sakrament Małżeństwa i nawet najbiedniejsi ludzie mogą otrzymać kapłańskie błogosławieństwo. Żaden ksiądz nie może domagać się za nie żadnej zapłaty. Ale gdy będzie musiał zatrudnić organistę, oświetlić cały kościół i udekorować kwiatami aksamitne klęczniki, policzy koszty bardzo skrupulatnie. Mam nadzieję, że kwestie finansowe nie będą w przyszłości zmuszały młodych ludzi do życia w grzechu. A brak funduszy nie będzie wystarczającym usprawiedliwieniem dla "wspólnego zamieszkiwania" przed ślubem.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.01

Liczba głosów:

243

 

 

Komentarze użytkowników (83)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 11:38:51 | 2018-04-14
Sakrament ślubu jest dostatecznie dokładnie zdefiniowany. Albo go przyjmujemy, albo nie. Czy w zakrystii, czy przed ołtarzerm, czy w balonie, czy pod wodą - up to you.
Uważałbym tylko na rozwadnianie tematu - jakby tu zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko.
Slowo tak niech tak znaczy, a nie - nie. Kto to powiedział?

Oceń 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Arabeska 22:22:32 | 2012-06-03
Odnoszę wrażenie,że wielu czytelników komentujących ten artykuł zrozumiało go jako przyzwolenie na wcześniejsze współżycie  po podpisaniu jakiejś umowy przedślubnej,w zaciszu zakrystii.A przecież w tekście jest wyraźnie napisane,że to jest propozycja zawarcia SAKRAMENTU małżeństwa,bez całej otoczki wielkiej ceremonii i wesela.To nie znaczy,że grupa młodych,których dotyczy ten artykuł,nie chce tego, ale ich na to na razie nie stać.
Pomysł godny  rozważenia,ale trudny do realizacji w naszym społeczeństwie,gdzie dla wielu ludzi ślub  kościelny nierozerwalnie wiąże się z białą suknią,gośćmi,weselem.Pewnie trudne byłoby to również dla młodych ,którzy nie chcieliby urazić rodziny,bo to ona najczęściej domaga się pompy ślubnej.

Oceń 4 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Piter 15:37:57 | 2012-06-03
Tad: Tak, to prawda, że religie stawiające wysokie wymagania rozwijają się. Ucieczka w świat dogmatu daje wbrew pozorom wyzwolenie. Dogmat jasno wyznacza drogę, którą należy iść, uwalnia od podejmowania własnych decyzji i rozterek związanych z wyborem. Dogmat czyni świat prostszym, łatwiejszym do zaakceptowania, zwalnia od myślenia. Zwrot w kierunku religi zbiega się z rewolucją informacyjną. Świat dla wielu zaczął zmieniać się za szybko a większść ludzi za tymi zmianami nie nadąża, zwłaszcza kiedy następują one w tak zawrotnym tempie jak tego doświadczamy teraz. Człowiek potrzebuje czegoś co jest constant. Dogmat to oferuje. Nie powoduje uczucia zagrożenia gdyż wiadomo jaki jest i wiadomo, że nigdy nie ulegnie zmianie. Wiąże się z nim równiez poczucie komfortu jaki daje rutyna nierozerwalnie z dogmatem związana. ......


Świetna wypowiedź - coś w tym napewno jest. Chociaż nie wszyscy i w różnym czasie do tego dochodzimy. Czasem nigdy nie dochodzimy, gdy całe nasze życie czemuś poświęcamy. Nie ma pewnie reguły. Sam nie jestem katolikiem ale w tym momencie nie dam sobie ręki obciąć, czy na stare lata nie zacznę chodzić do kościoła, właśnie, żeby znaleźć spokój, te ramy mojego świata, coś co jest stałe. Często bywa tak, że wracamy do miejsc dzieciństwa, do miejsc, które odwiedzaliśmy długie lata temu i mnie przynajmniej jest trochę smutno, nieswojo, gdy nie znajduję starych miejsc, starych widoków, itd. Może to i sentyment, może poczucie, że dawniej było lepiej, bo byliśmy młodsi, bez trosk. A może właśnie jest to nasze człowiecze dążenie do stałości, bezpieczeństwa? Nie wierzę w Boga, przynajmniej w tym nazwijmy to  religijnym, kościelnym wydaniu - ale rozumiem, że dla wielu daje właśnie poczucie bezpieczeństwa i zwalnia z narzucającej się chyba każdemu refleksji skąd to wszystko i po co. Bóg daje gotowe odpowiedzi (mnie one nie przekonują wcale i nie jestem w stanie w nie uwierzyć, choć czasem bym naprawdę chciał)

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

annasrokosz 10:08:16 | 2010-07-10
Oj, Ojcze Wojtku, chciałeś dobrze, a patrz ilu tu mądrzejszych i świętszych od Ciebie...

Oceń 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~3telnik 05:01:27 | 2010-07-10
Ojcze drogi, czy oby nie jest tak , ze chce Ojciec biurocja zaltwic to, co nie dalo zalatwic sie formacja...???!!! Nie bojmy sie szczepnac pylu z nog... przeciez jesli ktos nie chce zyc po chrzescijansku niech sobie zyje po swojemu... Jak ktos ma tylko sexsiarski poglad na milosc zawsze bedzie mu cos przeszkadzac z lub bez chrzescijanskiej moralnosci i sposobu bycia. To chyba cos podobnego jak z ta baletnica co jej rabek spodnicy przeszkadzal. Problem jest byl i bedzie i nie sadze aby te zkrystyjne rozwiazania cos tutaj pomogly. Nie zakrystia ale uformowane serca Ojcze drogi.

Oceń 6 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:) 01:45:30 | 2010-07-10
Świecka, krótko mówiąc  z przyjemnością przeczytałem Twój komentarz. Jeśli chodzi o sens przekazu napisałbym podobnie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:) 01:41:56 | 2010-07-10
Tad: Tak, to prawda, że religie stawiające wysokie wymagania rozwijają się. Ucieczka w świat dogmatu daje wbrew pozorom wyzwolenie. Dogmat jasno wyznacza drogę, którą należy iść, uwalnia od podejmowania własnych decyzji i rozterek związanych z wyborem. Dogmat czyni świat prostszym, łatwiejszym do zaakceptowania, zwalnia od myślenia. Zwrot w kierunku religi zbiega się z rewolucją informacyjną. Świat dla wielu zaczął zmieniać się za szybko a większść ludzi za tymi zmianami nie nadąża, zwłaszcza kiedy następują one w tak zawrotnym tempie jak tego doświadczamy teraz. Człowiek potrzebuje czegoś co jest constant. Dogmat to oferuje. Nie powoduje uczucia zagrożenia gdyż wiadomo jaki jest i wiadomo, że nigdy nie ulegnie zmianie. Wiąże się z nim równiez poczucie komfortu jaki daje rutyna nierozerwalnie z dogmatem związana.
Wbrew pozorom globalizacja doprowadziła do poczucia braku przynależności do określonej grupy, z którą mozna się utozsamiać. Gdy jest się wszedzie, jest się nigdzie. Gdy nie ma granic i barier człowiek czuje się zagubiony gdyż nie ma żadnego punktu odniesienia. Gdzie kroluje relatywizm nie ma w niczym oparcia. Religia tłumaczy świat i pozwala go oswoić. Daje poczucie kierunku, sensu życia, cierpienia jak i śmierci. Podobnie wzrasta ilość konfliktów narodowościowych podczas gdy świat dąży do unifikacji i zniesienia granic. Ludzie potrzebują z jednej strony tego co ich wyróżnia od innych a z drugiej daje poczucie przynależności (religia, język, terytorum, własna specyficzna kultura). Człowiek jako taki nie jest przystosowany psychicznie do życia i funkcjonowania w przestrzeni bez granic. Architektura np. oswaja przestrzeń fizyczną. Religia i powiązany z nią dogmat, oswaja przestrzeń wewnętrzną. Człowiek wewnetrznie potrzebuje „wioski” – miejsca, które zna, do którego przynależy i po którym wie jak się poruszać. Tak więc dogmat można porównać do wewnętrznego kompasu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~niezdziwiony 01:21:19 | 2010-07-10
Poprzedni post reprezentuje płtyki tok rozumowanie i opiera sie na informacjach z kolorowych pism.  

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Boska Jenny 00:11:09 | 2010-07-10
Ludzie, obudźcie się ! Przecież to jakis człowiek decyduje czy można czy nie można przed ślubem. I co, jak papiez sie zgodzi, to będziecie mówili, że "Bóg wyraził zgodę?"
Papieże od wieków mieli własne burdele. Obudźcie się. Dziewice umierają na raka szyjki macicy, bo nie da się im zrobić badania cytologicznego. Dziewczyny obciągają swoim chłopakom i uprawiają seks analny, bo kwestię "cnoty" widzą w błonie. Pozatym w Biblii jest napisane, że nie ważne czy jest to czyn, czy myśl, grzech jest taki sam. Pomyślcie teraz ile razy zamordowaliście człowieka i ile razy cudzołożyliście, skoro juz mamy sie trzymać Biblii to się trzymajmy, a nie czekajmy na to co powie jakiś koleś, który wygrał wybory na papieża, bo miał najpoczciwiejszą minę. Zastanówcie się czy Kościół Katolicki i Bóg to aby to samo i czy to to się przypadkiem nie wyklucza.

Oceń 1 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mateusz 09:36:03 | 2010-04-10
to znaczy co? do łóżka miałbym chodzić zanim zawrę sakrament? dobrze rozumiem?

Oceń 5 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook