Sypiamy ze sobą, bo się kochamy

Blogi
(fot. shutterstock.com)

"Ale przecież my się kochamy!" Oto najczęstsza odpowiedź tych, którzy mieszkają razem, sypiają i nie zamierzają się żenić. A może oni mają rację?


Zresztą do czego się tu śpieszyć, tylko za tym same obowiązki idą. A nam tak jak teraz dobrze…, żeby tylko jeszcze rodziców urobić jeśli trafią się zbyt tradycyjni, katoliccy i sprawa załatwiona.


Nie w głowie mi rozwiązywać wszystkich argumentów za i przeciw w tej mojej krótkiej wypowiedzi, ale jak temat ruszyłem to coś napiszę… Jeśli wychodzimy od twierdzenia - "kochamy się" - to warto najpierw zająć się tym stwierdzeniem - co ono oznacza? Przecież dziś jest to chyba najczęściej stosowany wyraz wśród zakochanych i w mediach - no może poza tymi, którzy wolą jako przecinka użyć jakiegoś wulgaryzmu, to rzeczywiście wtedy słowo "kocham cię", spada na dalszy plan.


Czym więc jest miłość? - nie sposób, określić tego stanu jednoznacznie z tej racji, że każdy przeżywa ją na sposób indywidualny. I z tym pewnie się zgadzamy… Ale musi mieć jakąś wspólną wartość, która będzie dotykała wszystkich.


Ogólnie miłość - powinna dążyć do dobra - i to jest ten wspólny mianownik. Można jeszcze dodać - do dobra nie tylko osoby która kocha, ale którą się kocha. Później pojawiają się inne skutki takiego rozumienia - radość, pokój, bezpieczeństwo, odpowiedzialność i oczywiście to co oparte na emocjach - przyjemność.


Niestety - ten ostatni czynnik - PRZYJEMNOŚĆ - u wielu jest na pierwszym miejscu, a czasem staje się jedyny - a on, nie zawsze prowadzi do dobra.


Spróbujmy jednak podążyć za myślą - CHCĘ DOBRA DRUGIEJ OSOBY. Czasami pojawiają się argumenty - ja muszę teraz być przy mojej ukochanej, aby ją pocieszyć, dać radość i wspomóc, nawet śpiąc z nią - bo ona tak bardzo mnie potrzebuje - często jest samotna, niezrozumiana (ja ją rozumiem), a i czasami skrzywdzona przez ludzi, życie, rodzinę - tyle przecież w życiu problemów, ja chcę jej dobra. Tak wiele osób ją wykorzystało - nie mogę jej zawieść i opuścić - kocham ją. I tu pojawia się sprzeczność.


Aby chronić i wspomagać w życiu osobę ukochaną - wcale nie muszę z nią mieszkać ani spać. Kto wie jak zakończy się dana przygoda. I zresztą po co bawić się w małżeństwo - skoro się nie jest w związku.


Ja jak byłem klerykiem, nie udawałem księdza i po kryjomu nie odprawiałem sobie mszy (tak dla przyjemności, żeby sobie trochę popróbować) Może, przyszłość pokaże, że nic między tymi osobami nie wyjdzie, tak jak przyszłość mogłaby pokazać, że ktoś kto wcześniej bawił się w księdza - nim nie został. Czy jeśli coś nie wyjdzie w związku - będzie ok? Przecież rany zostają - a im dalej się w relacjach poszło - tym będą głębsze . Kto będzie wtedy skrzywdzony, a kto winny. Może ten pretekst, towarzyszenia za wszelką cenę - ale bez zobowiązań - to nie sprawa troski - ale jakiegoś egoizmu wynikającego z pragnień.


Przez argument "wielkiej miłości" - osiągam coś innego… Może to nie kwestia walki przed całym światem - aby tej osobie, którą kocham było lepiej, czy abym się nią opiekował, ale może to kwestia przede wszystkim ochrony przed sobą. Może to ja, staje się dziś największym zagrożeniem dla tej osoby, którą kocham.


Pod pretekstem czułych słów, pozwolenia, zachęty - wprowadzam kogoś w grzech - czyli w zło. To nie jest już dążenie do dobra. A więc gdzie tu miłość… i po co mydlić słowami, że bardzo się kochamy… Jaka to miłość, która ściąga w ciemność… Ktoś powie, ale w małżeństwie też można zawieść. Owszem, ale to raczej wynik tego, że ktoś poważnie do małżeństwa nie podszedł i w ten związek nie zaprosił Boga. Jeśli małżeństwo traktuje się jak zwyczaj - to nigdy nie będzie tam odniesienia do Boga, który przecież ma być członkiem rodziny. Samo małżeństwo ma być też formalnym aktem, który czyni kogoś mężem lub żoną. Nie ma tu już mowy, o bawienie się w związek bez zobowiązań, ja naprawdę jestem żoną i mężem - a więc przyjmuję tożsamość męża lub żony.


Od tego momentu - ja mam żyć, zachowywać się, mówić jak mąż czy żona. A nie udawać… być na niby. To nie tylko papierek podpisany w kościele czy urzędzie - to ma być coś więcej. Jako mąż czy żona - kocham Cię i za te słowa biorę pełną odpowiedzialność… chcę twojego dobra poprzez ochronę przed grzechem… Ja nie chcę być przyczyną twojego upadku.

 

 

Tekst pochodzi z bloga ks. Marcina Borynia. Więcej na boryn.blog.deon.pl

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.54

Liczba głosów:

57

 

 

Komentarze użytkowników (58)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Madroun 15:27:29 | 2015-01-08
Z moich doświadczeń wynika, że dla wielu kobiet seks jest potwierdzeniem miłości mężczyzny. One rozumują tak - mężczyzna nie chce seksu - czyli albo jest gejem, albo udaje, albo ja go nie podniecam. To jest dla mnie chore ale niestety spotkałem się z takim podejściem aż u 3 kobiet z którymi byłem w związku.

Oceń 17 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Prawdziwek 22:45:49 | 2014-06-11
Szczera prawda! ;)
Dobry artykuł! Pozdrawiam :))

Oceń 19 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ivy 21:14:58 | 2014-06-11
Oczywiscie najwiecej o seksie i malzenstwie ma do powiedzenia ksiadz, ktory z zasady, teoretycznie, nie powinien byl nigdy tego przezyc. To powinno wystarczyc za dowod, ze jego wywody na ten temat sa niewiele warte.

Oceń 33 105 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~HENIUTA 17:15:58 | 2014-06-11
Uważam,ze dziś dla młodych,to małżenstwo jest nieważne ,nie zawierają związku,gdyż są mało odpowiedzialni,co to za próby.Małżenstwo to nie owoc lub lód żeby go próbowac,to związek zawarty przed PANEM BOGIEM.Jeżeli nie zbudujecie swojego małzeństwa na fundamencje-a tym fundamentem jest JEZUS,tylko na piasku-bez  JEZUSA to ono wczesniej czy pózniej się rozwali.Tam gdzie jest JEZUS zaproszony do życia,też tam jest zgoda,miłość ,pokój.radośc.Człowiek który żyje bez BOGA żyje w grzechu i każdy następny grzech będzie popełniał.

Oceń 13 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Sprawdzony 21:43:22 | 2014-06-10
Ten temat zawsze budzi kontrowersje i każdy broni swoich racji, ja powiem Wam tak kościół nie popiera współżycia przed ślubem oraz zakazuje mieszkania razem przed ślubem...jednakże dzisiejszy śwat różni się od tego jaki był 1000 czy 100 lat temu (wielu spekukantów się znajdzie ale tak jest!), jest niewyobrażalna ofensywa szatana praktycznie w każdej dziedzinie życia, cytując największego wspólczesnego egzorcystę świata ojca G. Amortha - obecnie zło jest najbardziej powszechne w historii - do czego zmierzam moi drodzy:
1. gratulacje tym którzy wytrzymują do ślubu, moim zdaniem możecie być pewni że Bóg Wam to wynagrodzi i nie musicie się obawiać, że coś nagle się zmieni albo seks Wam będzie nie odpowiadał po ślubie - trwajcie i zwyciężajcie a większą nagrodę mieć będziecie
2. Ci co wpółżyją ze swoją przyszłą i na poważnie żoną oraz jeśli z nią mieszkają - takie wpółżycie jest Wielkim Grzechem ale Bóg jest miłosierny i dobrze Wie jak jest, my jesteśmy słabymi ludźmi, w dzisiejszym świecie pokus jest mnóstwo - musicie poprostu walczyć aby to ograniczać, wyznaczać nowe cele w związku, wiem że i tak zgrzeszycie, bo czego sie raz sprobuje to potem ciezko wyjsc, ale to nie moze stac sie Waszym głównym powodem bycia razem, Bóg wybacza i Jezus jest miłosierny - po ślubie możecie mieć pewne problemy bo takie związki szatan atakuje i niszczy najbardziej - on pragnie zniszczyć nie Wasz obecny związek ale właśnie małżeństwo, bo będąc po ślubie stajecie się Bożym narzędziem do stworzenia rodziny etc. Módlcie się i walczcie z pokusami, a jeśli zgrzeszycie idzcie i spowiadajcie sie i tak wciąż, aż w końcu nie staniecie na ślubnym kobiercu - nikogo potępiać nie należy - bo jesteśmy słabi a szatan w obecnym świecie działa z siłą nigdy wczeęsniej nie spotykaną.
Trwajcie mocni w wierze, pamiętając że Bóg nie potępia nikogo !!!

Oceń 41 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ironia 20:58:10 | 2014-06-10
O nadzwyczajni szafarze Sakramentu Eucharystii udzielają Komunii Św. bez sakramentu kapłaństwa, to po co konkubentom sakrament małżeństwa. Niech biskupi ustanowią nadzwyczajnych szafarzy stosunków seksualnych, którzy sypiają ze sobą bez sakramenu małżeństwa. W końcu trzeba zadbać o przyrost naturalny.

Oceń 12 29 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ADALBERTUS82 20:46:26 | 2014-06-10
Czy potępiając innych nie stawiamy się w roli sędziego ? Jakie wrzuty ja tu czytam na tych którym się nie udało zachować czystości przed ślubem...Mam świadomość, że 90 % moich znajomych,nawet tych którzy na codzień są blisko kościoła conajmniej raz w życiu uprawiała seks.. Czystość jest wielkim skarbem i z tym się zgadzam w 100 %, pomyślecie jak pomóc tym, którzy jej jednak nie zachowali, starają się z tym żyć i co więcej modlą się o łaskę wstrzemięźliwości..

Oceń 15 15 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 11:06:45 | 2014-06-07
Demony seksu.
Oczywistym dla każdego katolika jest, iż współżycie poza małżeństwem (kościelnym oczywiście) jest grzechem śmiertelnym. I tylko to (oprócz votów i ofiarowania dziewictwa) powinno mieć znaczenie przy podejmowaniu decyzji o współżyciu.

Ale w obecnym świecie, gdzie starannie ucieka się od grzechu i jego skutków młodym ludziom trzeba tworzyć swoiste iluzje. Jak to pięknie będzie z tym seksem po ślubie, jak powstrzymanie się od współżycia będzie miało wpływ na szczęście małżeńskie.  Akt zawarcia małżeństwa staje się wyczekiwaną bramą do seksu.

Niejako przy okazji seks staje się swoistym bożkiem, czymś, na co się niecierpliwie czeka do dnia ślubu. Często czytam na forach katolickich o tym co można, a co nie z chłopakiem czy dziewczyną. Który pocałunek jest grzeszny, jaki gest czy dotknięcie jest już grzeszne. Dokładnie widać, jak ludzie żyją seksem, panicznie przy tym bojąc się nie przekroczyć jakiejś wyznaczonej sobie granicy. Jest to o tyle śmieszne, iż cudzołóstwo jest już grzechem pożądliwego spojrzenia.

Na drugim biegunie demonów seksu jest niewątpliwie ciekawiej. Pełna „wolność”. Przy okazji takie fajne hasła – „dowód miłości”, lub „sprawdzenie dopasowania” czy też "wypróbowanie się". Oczywiście fałszywe. Ale jak wielu się na hasła nabiera…

Oceń 20 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~konio 02:23:17 | 2014-06-07
kasia ,  macie sie pobrac i nie mieliscie sexu ??????  tragedia !!!  a co bedzie jesli tobie ten chlopak nie bedzie pasowal ?  czy ty jemu ?  co za bzdury!!
religie to jednak brednie , malo tego - brednie co niszcza ludziom zycie
jak mozna decydowac sie na slub bez sexu ???   moze tylko u nawiedzonej ciemnoty
powinniscie miec sexu duzo i wyprubowac kazda pozycje..... jesli nie bedziecie pasowac do siebie sexualnie to co wtedy ?  rozwod ,czy klepanie paciorkow i meczarnia

Oceń 14 55 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kasia 12:46:20 | 2014-06-06
Mam 23 lata, biorę ślub za kilka miesięcy, jesteśmy w związku ponad 8 lat. Nie mieszkamy razem, jeszcze nigdy nie współżyliśmy. Niestety nie daliśmy rady przed ślubem zrezygnować z innych form bliskości, jak planowaliśmy. Spotykamy się kilka razy w miesiącu (z powodu odległości jaka na chwilę obecną nas dzieli). Jesteśmy razem tyle lat, że nie raz i nie dwa ludzie nam sugerowali zamieszkanie razem. Co więcej, rodzice jednej strony uważają, że za młodo się pobieramy, doświadczyliśmy z tego względu wiele cierpień, bo i swego czasu rodzice przez to nie chcieli się zgodzić na ślub w tym roku. Wiecie, boli mnie to, że w dzisiejszych czasach czymś normalnym jest wspólne zamieszkanie, natomiast małżeństwo wcześniej niż w wieku 25 lat jest czymś "złym". Cieszę się, że przetrrwaliśmy wiele nieprzyjemności, czasem byliśmy zostawieni sami sobie, miałam oparcie jedynie w Narzeczonym, za co jestem Mu bardzo wdzięczna. Niedługo nareszcie zamieszkamy razem, czego nie możemy się wprost doczekać :D I nadejdzie nasza noc poślubna :) Mimo że znamy swoje ciała, czekamy na nią z utęsknieniem :)

Oceń 58 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook