Najpotężniejszy polski święty?

(fot. Photo by Ihor Malytskyi / Unsplash)

Opis jego męki jest jednym z najbardziej drastycznych w historii. Po śmierci sam wskazał miejsce swojego pochówku. Jest jednym z najpotężniejszych polskich świętych. Mówią o tym liczne świadectwa.

 

Andrzej Bobola SJ urodził się w 1591 roku na Podkarpaciu w szlacheckiej rodzinie herbu Leliwa. Był bardzo porywczym i energicznym dzieckiem. Lubił jazdę konną i pracę fizyczną. Rodzicom często sprawiał trudności wychowawcze. Był ambitny i miał charakter. Opanował go dopiero, gdy poznał jezuitów. Nie znaczy to, że stał się spokojny, ale zaczął umiejętnie się posługiwać swoimi talentami i wykorzystywać temperament do głoszenia Ewangelii.

 

Jezuici ukształtowali jego wrażliwość

 

W 1606 roku trafił do Braniewa, gdzie uczył się w jezuickiej szkole. Tam też w 1611 roku zdecydował się rozpocząć nowicjat w Towarzystwie Jezusowym. Został wysłany wtedy do Wilna. Dwa lata później złożył śluby zakonne i rozpoczął naukę na Uniwersytecie Wileńskim. Jego charakter wiele razy dawał się we znaki współbraciom, w pewnym momencie wisiało nad nim nawet widmo wyrzucenia z zakonu. Andrzej rwał się do głoszenia, chciał iść między ludzi, mimo zdolności nie widział siebie jako naukowca. Choć nie zdał ostatniego egzaminu z teologii, został dopuszczony do święceń kapłańskich 12 marca 1622 roku.

 

"Andrzej był średniego wzrostu, o zwartej muskularnej i silnej budowie ciała. Twarz miał okrągłą, pełną, policzki okraszone rumieńcem, przez jasną, przyprószoną siwizną, fryzurę, z lekka przeświecała łysina. Powagi dodawała twarzy siwiejąca, nisko strzyżona broda" - opisywał Andrzeja Jan Łukaszewicz SJ, jego serdeczny znajomy.

 

Duży wpływ na jego duchowość miała relacja z księciem Albrychtem Stanisławem Radziwiłłem. Dzięki ich staraniom Maryja została ogłoszona Królową Polski, a król Jan Kazimierz złożył we Lwowie uroczyste ślubowanie, którego tekst był właśnie autorstwa Andrzeja Boboli. Stało się to dopiero na rok przed śmiercią jezuity.

 

W 1630 r. Bobola złożył ostatnie uroczyste cztery śluby i został przełożonym wspólnoty w Bobrujsku. Tam spędził trzy lata, a jego kolejnymi domami był Płock, Warszawa, Łomża i Pińsk. Po wszystkim wrócił w 1646 roku do Wilna z powodów zdrowotnych. Andrzej Bobola nigdy nie przejmował się swoim stanem zdrowia ani brakiem sił. Robił swoje niezależne od okoliczności. Za namową braci zdecydował się trochę zwolnić. Nie zaniechał jednak ewangelizacji i katechizacji. Poświęcił im się całkowicie. Zwłaszcza że na wschodzie był to niespokojny czas konfliktu między Kozakami a Polakami. Powstanie Chmielnickiego odbiło się negatywnie również na relacji prawosławnych i katolików. Jedni nawracali drugich, w przypadku prawosławia robiono to często siłą, bo w sprawę mieszali się Kozacy, którzy zabijali ludzie niechcących wyrzec się Kościoła katolickiego. Andrzej głosząc Chrystusa, był na celowniku Kozaków. Z wielką nienawiścią polowali oni m.in. na jezuitów.

 

 

Okrutne tortury

 

Ostatnim etapem w życiu Andrzeja Boboli było pojawienie się w Janowie Poleskim. Zdając sobie sprawę z konfliktu, który przybierał na sile, jezuita próbował być mediatorem i godzić zwaśnione strony. Wszyscy byli zastraszeni przez Kozaków. Temperament, który w dzieciństwie był odbierany jako spory problem wychowawczy, stał się jego mocną stroną, gdy potrzebowano charyzmatycznego i silnego przewodnika. Jego odwaga udzielała się innym.

 

16 maja 1657 r. do Janowa przybyli Kozacy, chcąc przeprowadzić czystki na ludności polskiej. Ich głównym celem byli jezuici, których obwiniali za nawracanie prawosławnych. Pojmano wtedy Andrzeja Bobolę i poddano go straszliwym torturom, które trwały kilka godzin. Najpierw bito go nahajami i batami przywiązanego do płotu. Gdy nie wyrzekł się wiary, zaczęto z niego drwić na wzór męki Chrystusa: upleciono mu koronę z gałęzi i policzkowano, aż stracił prawie wszystkie zęby. Żywcem wyrywano mu paznokcie i zdzierano skórę z rąk. W końcu przywiązano do koni, które były popędzane, a Andrzej musiał biec za nimi, aby sznury nie zacisnęły mu się na szyi. Tak doprowadzono go do pobliskiej rzeźni, gdzie potraktowano jak zwierzę na ubój. Na miejscu tonsury wycięto mu skórę aż do czaszki, a na plecach zdarto ją na kształt ornatu. Rany posypywano sieczką. Konający w bólach jezuita wzywał jedynie imiona Jezusa i Maryi, czym rozwścieczył Kozaków do reszty. Pozbawiono go języka i przedziurawiono bok. Około godziny 15 Andrzej Bobola skonał, a Jego ciało wyrzucono.

 

Następnego dnia odnaleziono męczennika, ale był tak zmasakrowany, że bracia go nie poznawali. Jego ciało złożono w podziemiach pińskiego kościoła. W tym czasie zginęło również 40 innych jezuitów. Bobola przypomniał o sobie prawie 40 lat później. W 1702 roku objawił się ks. Marcinowi Godebskiemu, który usilnie poszukiwał nowego patrona dla kolegium jezuitów. Właśnie tak przedstawił mu się męczennik. Rektor rozkazał odszukać trumnę współbrata. Po jej otwarciu dostrzeżono, że ciało Boboli jest takie jak w chwili pochowania. Nawet krew nie utraciła swej barwy.

 

Patron Polski w najtrudniejszych momentach

 

Od tego momentu Andrzej Bobola ukazywał się wiele razy, zwłaszcza w trudnych dla Polski momentach, podkreślając, że jest jej patronem i kiedyś zostanie to oficjalnie uznane. W ten sposób przybył m.in. do dominikanina o. Alojzego Korzeniewskiego. Pewnej nocy ukazał mu czekającą Polaków wojnę i podkreślił, że wyjdą z niej zwycięsko, przywracając Polskę na mapę świata, jeśli tylko zawierzą się Bogu. Sam zaś obiecał strzec ich od zguby. 99 lat później Polska odzyskała niepodległość, zgodnie z przepowiednią Andrzeja. Jego kult niesamowicie wtedy ożył.

 

W 1826 roku wznowiono proces beatyfikacyjny. Do Watykanu spłynęły setki świadectw, mówiących również o objawieniach tego niezwykłego męczennika. W końcu ogłoszono go błogosławionym.

 

W 1920 r. bł. Andrzej Bobola znów przyczynił się do uratowania Polski. W obliczu bolszewickiej napaści zorganizowano uroczysty pochód z jego relikwiami przez Warszawę. Po "Cudzie nad Wisłą" wielu żołnierzy było pewnych, że to zasługa polskiego męczennika. Sam Józef Piłsudski zabiegał o kanonizację bohaterskiego zakonnika.

 

Watykan uratował ciało męczennika

 

Jego ciało wędrowało z miasta do miasta, gdy tylko robiło się niespokojnie. Chciano uchronić je przed zniszczeniem. Andrzej cały czas pozostawał solą w oku Rosjanom. Już wcześniej powoływano nawet specjalne komisje carskie, które miały za zadanie doprowadzić do zniszczenia relikwii. Ukrywano je chociażby w magazynie higienicznym. Watykan wykupił jego ciało w zamian za zboże dla głodujących Rosjan.

 

W 1938 roku papież Pius XII ogłosił Andrzeja Bobolę świętym i polecił, aby jego ciało wróciło do Polski. Stało się to w przededniu II wojny światowej. Nie było lepszego momentu na powrót do ojczyzny. Na całej drodze powrotnej do Polski ustawiali się wierni z kwiatami.

 

Święty Andrzej Bobola objawiał się wielokrotnie po swojej śmierci, zawsze był bardzo rozmowny i mówił, jaki jest cel jego wizyty. Również po kanonizacji ukazywał się choćby proboszczowi swojej rodzinnej Strachociny. Tak wskazał mu chrzcielnicę, w której był ochrzczony jako dziecko. W 2002 roku papież Jan Paweł II ogłosił go patronem Polski. Spełniła się przepowiednia, jaką złożył przed laty dominikaninowi.

 

Wiele osób, które prosiły o pomoc za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli, potwierdza, że jest to jeden z najpotężniejszych orędowników. Cuda za jego wstawiennictwem dzieją się nawet dzisiaj.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.75

Liczba głosów:

28

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook