Arcybiskup Santiago: protesty i zamachy przed przyjazdem papieża nie oddają atmosfery oczekiwań

(fot. PAP/EPA/MARIO RUIZ)

Antykościelne incydenty w stolicy Chile są zaprzeczeniem ducha pokoju, który przyświeca papieskiej wizycie w tym kraju - głosi oświadczenie archidiecezji Santiago po zamachach na cztery kościoły w tym mieście i po ataku na nuncjaturę apostolską, w której od 15 do 19 stycznia będzie przebywał Ojciec Święty.

 
Arcybiskup chilijskiej stolicy kard. Ricardo Ezzati w rozmowie z Radiem Watykańskim uważa jednak, że wydarzenia te nie oddają atmosfery oczekiwań na przyjazd i pobyt papieża w Chile. Jego zdaniem są to działania mniejszości, która liczy jednak na medialny rozgłos.
 

 

W ataku na kościoły użyto amatorskich bomb zapalających. W jednym wypadku udało się zapobiec eksplozji. Trzy kościoły zostały w różnym stopniu uszkodzone, alem głównie na zewnątrz. Do nuncjatury natomiast wtargnęła grupa lewackich aktywistów protestujących przeciw wizycie Franciszka. Po 30 minutach siły bezpieczeństwa usunęły agresorów.

 

"Takie akty i gesty bardzo nielicznej mniejszości wcale nas nie przygnębiają, lecz przeciwnie - jeszcze bardziej rozbudzają w nas nadzieję i oczekiwania na przyjazd papieża. Jesteśmy bowiem pewni, że, zgodnie z tym, co mówi hasło tej podróży, jego obecność wśród nas przyniesie nam pokój" - powiedział arcybiskup Santiago.

 

Jednocześnie zwrócił uwagę, że "tak jak Jezus w swoich czasach miał nie tylko sprzymierzeńców, tak i papież ma tu w Chile ludzi, którzy go nie chcą". Kardynał wyraził przekonanie, że "miłość Chrystusa wszystko przezwycięży i dotrze do wszystkich, dlatego żyjemy wielką nadzieją i jesteśmy pełni ufności". Zapewnił, że Chilijczycy są narodem gościnnym. "Oczywiście, mogą się pojawić jakieś protesty, jak to już widzieliśmy, ale dzięki Bogu, zamachy te nie miały poważniejszych konsekwencji" - powiedział rozmówca rozgłośni papieskiej.

 

Zamachy na kościoły potępiła też stanowczo ustępująca prezydent Chile Michelle Bachelet. Zaapelowała o przyjęcie Franciszka z należnym szacunkiem. Zapewniła też, że władze dołożą wszelkich starań, by zapewnić mu pełne bezpieczeństwo.

 

* * *

 

Władze Chile wprowadziły najwyższe jak dotychczas środki bezpieczeństwa przed rozpoczynającą się 15 stycznia wizytą Franciszka w tym kraju.
 
Argentyński dziennik "La Nación" podał 12 stycznia, że w związku z coraz bardziej zaostrzającą się sytuacją polityczną do ochrony papieża i pielgrzymów skierowano 18 tys. policjantów, z czego 9,5 tys. w stołecznym Santiago de Chile. W kraju narasta też napięcie wokół tubylczego ludu Mapuczów (Araukanów), którego najbardziej skrajni członkowie dokonują od ponad roku zamachów i podpaleń świątyń chrześcijańskich na swym terenie.

 

Ojciec Święty przyleci do Santiago wieczorem 15 stycznia. Obok stolicy odwiedzi także położone na południu Temuco oraz Iquique na północy Chile. W programie wizyty są cztery wielkie Msze św. pod gołym niebem, w których - jak się oczekuje - weźmie udział ok. 400 tys. wiernych, ponadto spotkania z ludnością tubylczą, z młodzieżą, przedstawicielami Kościołów, z biskupami, osobami zakonnymi i seminarzystami oraz odwiedziny więzienia dla kobiet.

 

Watykan poinformował 12 stycznia, że w czwartek 18 stycznia w Iquique papież spotka się też z ofiarami dyktatury gen. Augusto Pinocheta (1973-1990).

 

Napięcia, o których donoszą środki przekazu, maja podłoże przede wszystkim polityczne, ekonomiczne i społeczne, nie religijne - tak przynajmniej twierdzą miejscowi obserwatorzy.

 

Głównymi przeciwnikami przyjazdu papieża są organizacje skrajnej lewicy, zarzucające władzom wydanie zbyt dużych, według nich, pieniędzy na to wydarzenie oraz Mapucze - największy lud tubylczy w kraju, który od kilku lat domaga się przyznania należnych mu praw i odzyskania swych dawnych ziem, zagarniętych przez białych kolonizatorów.

 

Najbardziej radykalni przedstawiciele tego ludu od ponad roku podpalają kościoły katolickie (częściowo też protestanckie) na swych terenach, aby w ten sposób zwrócić uwagę opinii publicznej nie tylko w Chile, ale też za granicą, na swe problemy i uczynić je głośnymi i widocznymi.

 

Na kilka dni przed wizytą papieską przy jednym z kościołów w Santiago, podpalonym przez nieznanych sprawców, znaleziono list grożący zamachem bombowym na papieża. Jego autor domaga się wyzwolenia regionu Wallmapu, należącego jakoby do Mapuczów.

 

Jednakże Isolde Reuque Paillalef z komisji ds. duszpasterstwa tej grupy etnicznej w diecezji Temuco przestrzegła przed pochopnym, jej zdaniem, przypisywaniem im winy za tego rodzaju działania. Jeszcze przed ostatnim zamachem w Santiago stwierdziła w rozmowie z watykańską agencją "Fides", że ponieważ dotychczas nie zatrzymano żadnego podejrzanego, sprawcami mogą też być ludzie, wywołujący niepokoje, którzy chcą zrzucić winę na Mapuczów.

 

Kościół katolicki jest przekonany, że swoimi działaniami sprawcy przynoszą więcej szkód niż pożytku temu ludowi, który przecież sam budował te kościoły.

 

Ale nawet jeśli wizycie papieża towarzyszyć będą protesty Mapuczów, to jednak większość tego ignorowanego przez społeczeństwo narodu tubylczego będzie się cieszyła z przyjazdu Ojca Świętego, zapewniła Reuque. Podkreśliła, że od swego gościa z Rzymu nie oczekują oni rozwiązywania problemów politycznych, ale chcą, aby umocnił on ich w wierze i w działaniach na rzecz pokoju społecznego.

 

Papież niewątpliwie podejmie oczekiwania i problemy ludów tubylczych, co da do myślenia politykom w Chile, podobnie jak to było za Jana Pawła II. Papież z Polski swoimi "wyraźnymi słowami" podczas wizyty w 1987 roku w sposób istotny przyczynił się do rozwinięcia wśród Mapuczów dumy z ich tożsamości i kultury - stwierdziła rozmówczyni watykańskiej agencji misyjnej.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook