Franciszek: marksizm myli się, negując to, że zależymy od Boga

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Papież Franciszek napisał, że marksizm myli się, negując to, że człowiek zależy od Boga. Opinię tę wyraził we wstępie do opublikowanego we Włoszech zbioru pism emerytowanego papieża Benedykta XVI "Uwolnić wolność. Wiara i polityka w trzecim tysiącleciu".


Wstęp Franciszka do książki opublikował w niedzielę dziennik "La Stampa".

Punktem wyjścia rozważań Franciszka jest wyrażona przez jego poprzednika krytyka marksizmu. Jak stwierdza papież Franciszek, Benedykt XVI "wypracowuje i proponuje chrześcijańską wizję praw człowieka, zdolną zakwestionować na poziomie teoretycznym i praktycznym totalitarne żądania marksistowskiego państwa i ateistycznej ideologii, na której się opierało".

Dzisiaj - wskazuje Franciszek - "bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pojawia się znów taka sama pokusa odrzucenia wszelkiej zależności od miłości, która nie byłaby miłością człowieka do jego własnego ego i własnej woli".

Konsekwencją tego jest "niebezpieczeństwo skolonizowania sumień przez ideologię, która neguje zasadniczą pewność, że człowiek istnieje jako mężczyzna i kobieta, którzy mają zadanie przekazywania życia" - tłumaczy papież Bergoglio.

"To ideologia, która posuwa się do zaplanowanej i racjonalnej produkcji istot ludzkich i - być może w celu uważanym za dobry - prowadzi do uznania za logiczne i dopuszczalne eliminowanie tego, czego nie uważa już za stworzone, podarowane, poczęte i zrodzone, ale zrobione przez nas samych" - napisał Franciszek.

Zwrócił przy tym uwagę, że "te pozorne prawa człowieka, które nastawione są na jego autodestrukcję, mają wspólny mianownik, polegający na jednej wielkiej negacji; negowaniu zależności od miłości, tego, że człowiek jest stworzeniem Bożym powołanym z miłością przez Niego na Jego obraz". "Kiedy neguje się zależność między stworzeniem i Stwórcą, tę relację miłości, w gruncie rzeczy rezygnuje się z prawdziwej wielkości człowieka, z ostoi jego wolności i godności" - zaznaczył Franciszek.

I tak - jak wskazał - "obrona człowieka i tego, co ludzkie, przed ideologiczną redukcją ze strony władzy raz jeszcze dotyczy przyjęcia posłuszeństwa człowieka wobec Boga za granicę posłuszeństwa wobec państwa". Podjęcie tego wyzwania "w tym autentycznym przełomie epoki, w jakim żyjemy, oznacza obronę rodziny" - podkreślił.

Franciszek przypomniał, że w tym sensie Benedykt XVI szedł zawsze śladami świętego Jana Pawła II, "słusznie nazywanego papieżem rodziny". Papież Bergoglio zwrócił też uwagę, że on sam w adhortacji "Amoris laetitia" podkreślił, iż "dobro rodziny ma decydujące znaczenie dla przyszłości świata i Kościoła".

Na zakończenie Franciszek wyraził przekonanie, że teksty jego poprzednika na temat wiary i polityki mogą i dziś stanowić "źródło inspiracji dla działalności politycznej, która stawiając w centrum uwagi i programów rodzinę, solidarność i równość, spogląda faktycznie dalekowzrocznie w przyszłość".

 

Oto pełny tekst papieskiego wstępu w tłumaczeniu na język polski:

 

Relacja między wiarą a polityką jest jednym z głównych problemów znajdujących się zawsze w centrum uwagi Josepha Ratzingera/Benedykta XVI i przenika całą jego drogę intelektualną i ludzką: bezpośrednie doświadczenie totalitaryzmu hitlerowskiego doprowadziło go już jako młodego naukowca do refleksji nad granicami posłuszeństwa wobec państwa oraz na rzecz wolności posłuszeństwa wobec Boga. W jednym z proponowanych tekstów pisze na ten temat: "Państwo nie jest całością ludzkiej egzystencji i nie ogarnia całej ludzkiej nadziei. Człowiek i jego nadzieja wykraczają poza rzeczywistość państwa i poza sferę działań politycznych. Dotyczy to nie tylko państwa zwanego Babilonem, ale państwa wszelkiego rodzaju. Państwo nie jest pełnią. To odciąża polityka i otwiera jemu drogę do polityki racjonalnej. Państwo rzymskie było fałszywe i antychrześcijańskie właśnie dlatego, że chciało być totum ludzkich możliwości i nadziei. W ten sposób domaga się tego, czego domagać się nie może. W ten sposób fałszuje i zubaża człowieka. Wraz z swym totalitarnym kłamstwem staje się demoniczne i tyrańskie".

 

Następnie, właśnie na tej podstawie, u boku Jana Pawła II wypracowuje i proponuje chrześcijańską wizję praw człowieka zdolną do podważenia na poziomie teoretycznym i praktycznym, roszczeń totalitarnych państwa marksistowskiego i ateistycznego, oraz ideologii na której się opierało.

 

Dla Ratzingera bowiem prawdziwy kontrast między marksizmem a chrześcijaństwem nie polega z pewnością na szczególnej wrażliwości chrześcijanin wobec ubogich: "Musimy się nauczyć - po raz kolejny nie tylko w teorii, ale w sposobie myślenia i działania - że obok rzeczywistej obecność Jezusa w Kościele i w sakramencie jest też inna prawdziwa obecność Jezusa w maluczkich, w uciskanych tego świata, w ostatnich, w których pragnie być przez nas odnalezionym" - pisze Ratzinger już w latach siedemdziesiątych z głębią teologiczną, a zarazem bezpośrednią dostępnością właściwymi dla autentycznego pasterza. Kontrast ten nie wynika także, jak podkreśla w połowie lat osiemdziesiątych, z braku w Magisterium Kościoła poczucia sprawiedliwości i solidarności, a zatem "oskarżenia o skandal rażącej nierówności między bogatymi a biednymi - idzie o nierówność między krajami bogatymi a biednymi czy też nierówności między warstwami społecznymi w obrębie tego samego kraju, który w nauczaniu Kościoła nie jest tolerowany".

 

Ratzinger zauważa, że głęboka sprzeczność spowodowana jest nie tyle marksistowskimi roszczeniami, by umieścić niebo na ziemi odkupienie człowieka tu i teraz, ile ogromną różnicą istniejącą w odniesieniu do tego, jak odkupienie powinno nastąpić: "Czy odkupienie następuje poprzez wyzwolenie z wszelkiej zależności, czy też może jedynym sposobem, który prowadzi do wyzwolenia, jest całkowite uzależnienie od miłości, która byłaby także prawdziwą wolnością?".

 

I tak, od ponad trzydziestu lat towarzyszy nam on w zrozumieniu naszej teraźniejszości, świadcząc o niezmiennej świeżości i witalności jego myśli. Dzisiaj, bowiem bardziej niż kiedykolwiek, pojawia się ta sama pokusa odrzucenia wszelkiego uzależnienia od miłości, która nie byłaby miłością człowieka do własnego ego, dla "ja i swoich pragnień"; i, w konsekwencji, niebezpieczeństwa "kolonizacji" sumienia ze strony ideologii zaprzeczającej głębokiej pewności, że człowiek istnieje jako mężczyzna i kobieta, którym zostało przydzielone zadanie przekazywania życia. Ta ideologia prowadzi do planowanego i racjonalnego wytwarzania istot ludzkich i - być może dla pewnych celów uważanych za "dobre" - prowadzi do uznania, że logiczne i uzasadnione jest wyeliminowanie tego, co nie jest już uważane za stworzone, dane poczęte i zrodzone, ale uczynione przez na samych.

 

Joseph Ratzinger ukazuje nam, zdecydowanie i skutecznie, że te pozorne "prawa człowieka", które są nastawione na samozniszczenie człowieka mają jeden wspólny mianownik, który polega na jednej wielkiej negacji: zaprzeczeniu uzależnienia od miłości, zaprzeczeniu, że człowiek jest stworzeniem Boga, uczynionym przez Niego z miłością na Jego obraz, którego człowiek pragnie jak łania wody ze strumieni (por. Ps 41). Kiedy zarzecza się tej zależności między stworzeniem a Stwórcą, tej relacji miłości, to wyrzekamy się w istocie prawdziwej wielkości człowieka, podstaw jego wolności i godności.

 

W ten sposób obrona człowieka i tego co ludzkie przed ideologicznymi redukcjonizmami władzy prowadzi dziś ponownie do odnowienia posłuszeństwa człowieka Bogu, jako ograniczenia posłuszeństwa wobec państwa. Aby sprostać temu wyzwaniu, w przeżywanej obecnie zmianie epoki musimy bronić rodziny. Zresztą już święty Jan Paweł II rozumiał decydujące znaczenie tej kwestii: słusznie nazywany również "Papieżem rodziny" nie przypadkiem podkreślił, że "przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę" (Familiaris consortio, 86 ). Idąc jego śladem również ja potwierdziłem, że "dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla przyszłości świata i Kościoła" (Amoris laetitia, 31).

 

Cieszę się zatem szczególnie, że mogę przedstawić wstęp do tego drugiego tomu wybranych tekstów Josepha Ratzingera na temat "wiara i polityka". Wraz z jego monumentalną "Opera omnia" mogą one pomóc nie tylko nam wszystkim w zrozumieniu naszej teraźniejszości i znaleźć solidną orientację na przyszłość, ale mogą być także prawdziwym źródłem inspiracji dla działania politycznego, które stawiając rodzinę, solidarność i sprawiedliwość w centrum uwagi i swego planowania, prawdziwie dalekowzrocznie patrzą w przyszłość.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.6

Liczba głosów:

5

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?