Psychologia Ćwiczeń duchownych - rozważanie

Życie Duchowe

Zanim podejmę próbę psychologicznego spojrzenia na Ćwiczenia duchowne, chciałbym poczynić dwie uwagi. Po pierwsze - z jednej strony wszelkie zjawiska, w tym rekolekcje ignacjańskie, są wieloaspektowe. Każde jednostronne ujęcie zubaża więc pełną prawdę o nich, chociaż z drugiej strony, dodanie nowego spojrzenia do zwyczajowo stosowanych ukazuje tej prawdy więcej.

 

Ujęcie psychologiczne jest jednym z wielu. Ze względów zwyczajowych każde zjawisko jest przypisywane jednemu ujęciu. Jeśli mamy do czynienia z projektowaniem samochodu, z pewnością ujęcie fizyczne i inżynierskie dominuje nad ujęciem psychologicznym czy duchowym. Oczywiście współczesny inżynier konsultuje się z psychologiem, aby stworzyć najbardziej bezpieczny i ergonomiczny pojazd, ale to na nim spoczywa odpowiedzialność za ostateczny projekt. Podobnie jest z Ćwiczeniami duchownymi. Wprawdzie mają one również aspekt biologiczny, ekonomiczny, psychologiczny, socjologiczny, antropologiczny, a nawet polityczny, jednak najważniejszy jest w nich wymiar duchowy. Specjaliści wszystkich wymienionych wyżej dziedzin mogą, jeśli chodzi o Ćwiczenia, posłużyć swoimi radami, ale to kierownik duchowy i osoba dająca Ćwiczenia jest "konstruktorem", na którym spoczywa odpowiedzialność za ich ostateczny kształt.

 

Piszę o tym, bo często spotykam się z mieszaniem psychologii z duchowością i redukowaniem różnych aspektów rzeczywistości do jednego wymiaru. Niewielu lekarzy czy psychologów ma odwagę odesłać zadającego pytania egzystencjalne pacjenta do kierownika duchowego, częściej bez żadnego przygotowania podejmują się poradnictwa, które leży poza sferą ich kompetencji. Współczesna psychologia poznawcza może dać rekolekcjoniście pełniejszy wgląd w charakter Ćwiczeń, choć byłoby źle, gdyby uzurpowała sobie prawo do wyjaśniania wszystkiego, co się w ich trakcie dzieje. Ćwiczenia święciły sukcesy na długo, zanim psychologia stała się niezależną dyscypliną naukową.

 

Druga uwaga dotyczy samego podejścia do Ćwiczeń. Słowo "psychologia" ma bowiem wiele znaczeń, począwszy od naiwnego interpretowania zachowania ludzi, przez praktykę terapeutyczną, psychoanalizę, po badanie procesów mózgowych. Będę się starał spojrzeć na Ćwiczenia z najbliższej mi perspektywy, czyli od strony procesów, jakie bada psychologia poznawcza. Ze względu na charakter pracy, skupię się na kilku wybranych zagadnieniach związanych z aspektami poznawczymi Ćwiczeń duchownych prowadzonych w Polsce w wielu ośrodkach rekolekcyjnych w formie ośmiodniowych sesji, odbywających się zgodnie z metodą św. Ignacego Loyoli.

 

Empiryczne ujęcie Ćwiczeń

 

Obecnie nauki empiryczne świętują swój triumf. To, co udaje się udowodnić eksperymentalnie (i jeszcze lepiej zreplikować, czyli uzyskać ten sam wynik w różnych laboratoriach w wielu krajach), staje się czymś niepodważalnym. Często takie badania mają swoje implikacje praktyczne i pomagają w tworzeniu coraz lepszych narzędzi pomocy ludziom, czasami jednak służą także do manipulowania ludźmi. Zatem, jeśli czegoś nie da się udowodnić empirycznie i wskazać klarownych wyników, jest to z góry traktowane jako podejrzane.

 

Myślę, że w potoku różnorodnych informacji takie podejście ma swoją wartość. Należy jednak pamiętać, że w wielu miejscach nie da się i wręcz nie wolno prowadzić badań. Wyobraźmy sobie wieloletnie badania nad wpływem wczesnych doświadczeń z pornografią na trwałość związków partnerskich. Zgodnie z regułami nauk empirycznych musielibyśmy wylosować grupkę dzieci, podzielić w sposób losowy na dwie podgrupy, a następnie jedną z podgrup poddać doświadczeniom z pornografią, a drugą - nie. Po dwudziestu latach należałoby sprawdzić, na ile trwałe były ich związki małżeńskie. Żaden ośrodek badawczy ze względów etycznych nie podjąłby się takich badań. Tymczasem media, dziennikarze, a co najważniejsze gremia decydentów wymagają od badaczy tak potwierdzonych wyników. Wszelkie inne argumenty, także oparte na danych empirycznych o wpływie pokazywanej w mediach przemocy czy pornografii na relacje między ludźmi, są odrzucane.

 

Sądzę, że podobnie jest z Ćwiczeniami duchownymi. Bardzo trudno zebrać na ich temat materiał empiryczny, co nie oznacza, że nie można przymierzyć się do psychologicznej refleksji dotyczącej rekolekcji ignacjańskich. Biorąc to pod uwagę, proponuję spojrzeć na Ćwiczenia z konstruktywistycznego punktu widzenia.

 

W konstruktywizmie zakłada się, że nasze zachowania są wynikiem oddziaływania wrodzonych i nabytych w toku naszego życia struktur poznawczych (konstruktów). Konstrukty mogą mieć różne poziomy złożoności, począwszy od prostych skojarzeń, nawyków czy stereotypów, a skończywszy na strukturach takich jak złożone teorie wyjaśniające lub złożone scenariusze (skrypty) poznawcze.

 

Konstrukty są tworzone od urodzenia. Na podstawie bardzo pomysłowych badań empirycznych nad niemowlętami udowodniono ich bardzo wczesne rozumienie i używanie dosyć złożonych struktur pojęciowych. Jak się okazuje już dziesięciotygodniowe niemowlęta są niezłymi psychologami sprawnie radzącymi sobie w relacjach z najbliższymi. W toku tych relacji, na początku względnie prostych i rozwijających się na bazie wrodzonych mechanizmów poznawczych, kształtowane są struktury poznawcze, odpowiedzialne za bardziej złożone zachowania. Ponieważ działanie ogromnej ilości konstruktów ma charakter ukryty, najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, co spowodowało takie, a nie inne nasze zachowania.

 

Ujęcie konstruktywistyczne, mające swoje źródła w socjologii wiedzy, to oczywiście tylko jedno z wielu wyjaśnień stosowanych w psychologii. Na przykład ostatnio bardzo modne są ujęcia sieciowe, w których zarzuca się całkowicie ideę pojęć, wydaje się jednak, że wyjaśnienia dawane przez ujęcia sieciowe mają bardziej charakter psychofizjologiczny. Nie tyle są więc alternatywą, ale innym aspektem opisu tego samego zjawiska.

Zanim jednak przejdę do omówienia "przekonstruowania świata" w trakcie Ćwiczeń duchownych, warto wspomnieć o dwóch bardziej elementarnych zjawiskach poznawczych: o transdukcji i uwadze.

 

Transdukcja

 

Transdukcja to przeniesienie jednego rodzaju bodźców na drugi. Kiedy wpatrujemy się w obraz, do siatkówki oka dociera określony zestaw plam, które są tam przekodowywane na impulsy nerwowe. Nasz system poznawczy przez ogromną ilość mechanizmów radzi sobie z interpretacją i przetwarzaniem docierających impulsów, co kończy się kolejną transdukcją. Tym razem impulsy nerwowe zostają przekształcone na odpowiednie pobudzanie na przykład włókien mięśniowych lub gruczołów, które sprawiają, że w odpowiedni sposób się zachowujemy.

 

W przypadku transdukcji mamy więc do czynienia ze zjawiskami z pogranicza różnych dziedzin (przykładem takiej nauki "pogranicza" jest biofizyka, w której patrzy się na komórkę właśnie z fizycznego punktu widzenia). W związku z transdukcją narzuca się pytanie: w jaki sposób Bóg ingeruje w człowieka w trakcie odbywania rekolekcji ignacjańskich? Czy możliwa jest bezpośrednia transdukcja bodźców pochodzących od Boga do naszego systemu poznawczego? Czy obok bodźców fizycznych dociera do nas inny rodzaj bodźców, taki, który opisują mistycy?

 

Pisząc o transdukcji w kontekście Ćwiczeń duchownych, warto pamiętać, że dotyczy ona wszystkich podstawowych zmysłów: wzroku, słuchu, dotyku, węchu, smaku, równowagi. Ćwiczenia duchowne skupiają się głównie na słowie, warto jednak pamiętać, że system poznawczy przetwarza bodźce ze wszystkich zmysłów. Każdy z nas pamięta zapach domu rodzinnego, podobnie dzieje się z zapachem domu rekolekcyjnego. Bukiet kwiatów w sali nie musi wcale odwodzić uwagi od rekolekcji, zapewne bardziej uczyni to skrzypiące krzesło lub odrapana ściana. Obok podstawowych zmysłów w całym naszym ciele są ogromne ilości różnego rodzaju komórek wyspecjalizowanych w odbieraniu różnego rodzaju bodźców chemicznych i fizycznych. Zapach jadalni, smak potraw, ale także ich zawartość - to wszystko tworzy specyficzną dla danego domu atmosferę.

 

Skupiając się silnie na treści Ćwiczeń, podawanej świadomie przez rekolekcjonistę, warto pamiętać, że równolegle odbywa się przetwarzanie ogromnej ilości innego rodzaju bodźców. Nie bez znaczenia jest także na przykład szczególne obciążenie systemu wegetatywnego po posiłkach. Obniżenie energii i poobiednia senność mogą stanowić pewne utrudnienia dla wysiłku intelektualnego, z którym wiąże się uczestniczenie w niektórych praktykach rekolekcyjnych.

 

Automatyzacja i pamięć robocza

 

Gdyby zapytać, co, z poznawczego punktu widzenia, stanowi podstawę sukcesu Ćwiczeń duchownych, zapewne byłaby to selektywność uwagi. Zanim dojdzie do budowania nowych konstruktów pojęciowych, wpierw określone bodźce muszą dotrzeć do naszego systemu poznawczego. Tymczasem nasza uwaga ulega silnym procesom automatyzacji. Ogromna ilość codziennych czynności automatyzuje się, schodzi z pola uwagi, ale na swój sposób cały czas na nas oddziałuje. Najlepiej widać to w czasie prowadzenia samochodu, kiedy to prawie nie zdajemy sobie sprawy ze zwykłej sytuacji drogowej, a jednak skręcamy, zwalniamy, przyspieszamy wtedy, kiedy trzeba. Nasza uwaga bywa wówczas skierowana albo na rozmowę ze współpasażerem, albo na rozmyślanie o tym, co nas czeka tam, gdzie jedziemy.

 

Choć automatyzację najłatwiej ukazać na prowadzeniu samochodu, dotyczy ona wszystkich aspektów naszego życia: relacji z najbliższymi, stylu pracy, rozkładu dnia, relacji z Bogiem, zachowania w Kościele. Te automatyczne czynności, które adaptują nasz system poznawczy do otoczenia, budowane są przez długie lata i solidnie "wyżłobione" w mechanizmach fizjologicznych. W toku Ćwiczeń duchownych dochodzi do swoistej "rewolucji poznawczej" w zakresie naszych automatyzmów (zwanych w języku rekolekcji "rozproszeniami"). Nie wolno i nie trzeba mówić (wyłączone są więc automatyzmy związane z mową i relacjami społecznymi), nie trzeba pracować, nie ogląda się telewizora i nie czyta gazet, nie trzeba się odnosić do żadnych wydarzeń, nie słucha się radia ani muzyki. Nie trzeba nigdzie wychodzić i dla nikogo się stroić. Oczywiście nie jest to wszystko "wyzerowane" (tak jak robi się to czasami w badaniach), ale redukcja zwyczajnych działań jest na tyle znacząca, że tworzy się ogromną przestrzeń uwagi, która może być na różne sposoby wypełniona.

 

Po pierwszym szoku i zaskoczeniu nasz system poznawczy stara się oczywiście na swój sposób zrównoważyć braki w bodźcach. Czyni to po pierwsze przez uszczegółowienie naszej percepcji i aktywniejsze poszukiwanie bodźców. W normalnych warunkach nie zauważylibyśmy nawet jakiegoś szczegółu na ścianie, podczas rekolekcji natychmiast staje się to przedmiotem naszego żywego zainteresowania. Po korytarzach domu rekolekcyjnego snują się więc "poszukiwacze bodźców", którzy oglądają ściany i czytają wszystkie teksty i ogłoszenia. Zachodzi proces podobny do tego, który ma miejsce, gdy siedząc w poczekalni u dentysty czytamy gazety, jakich na co dzień nie wzięlibyśmy do ręki.

 

Po drugie - ratunkiem w wypełnieniu naszych automatyzmów działaniem jest także odwołanie się do zasobów pamięci długotrwałej. Każda osoba może czerpać z nich bez końca, przypominając sobie najprzeróżniejsze zdarzenia z niedalekiej przeszłości i przeżywać je na nowo.

 

Wprawdzie cała oprawa rekolekcji, ich organizacja i zasady mają na celu zwiększenie przestrzeni "roboczej", ale uczestniczący w rekolekcjach mają zdolność szybkiego jej wypełnienia po swojemu. Rzeczywistą pożywkę do przemyśleń mają stanowić wprowadzenia, religijne lektury, rozmowy z kierownikiem, Msze święte i kazania oraz tak zwane punkta, czyli tematy do przemedytowania. To właśnie one od pierwszych godzin rekolekcji toczą walkę z wynikami działania automatycznych procesów o ograniczone zasoby naszej uwagi.

 

Struktury pojęciowe i ich zmiana

 

Po krótkim omówieniu warunków, w jakich odbywają się Ćwiczenia duchowne, warto spojrzeć na wspomniane we wstępie struktury pojęciowe, które odpowiadają za nasze zachowania.

 

Badania złożonych struktur pojęciowych w celu wykorzystania ich w kształceniu w najszerszym zakresie prowadzi się obecnie w "nauce o kształceniu" (instructional science). Nowoczesny proces kształcenia składa się z etapów. Po pierwsze - chodzi o jasne i ścisłe sprecyzowanie początkowych struktur pojęciowych. W tym celu bada się więc tak zwane naiwne teorie wiedzy. Znając dobrze te naiwne teorie, można z łatwością zrozumieć zarówno wypowiedzi ludzi na różne tematy, jak też ich zachowania. Po drugie - należy ściśle określić, jaki powinien być kształt struktur pojęciowych po odbyciu danego kursu nauczania. Najlepszym wzorcem poziomu do osiągnięcia są
tu eksperci z danej dziedziny. Mówiąc inaczej: definiuje się cel, do którego się zmierza, gdyż dopiero biorąc pod uwagę oba stany - wyjściowy i docelowy - formułuje się sposoby przejścia z jednego stanu w drugi.

Proces kontrolowanej zmiany pojęciowej jest najefektywniejszy, jeśli bierze się pod uwagę nie tylko stan docelowy, ale też naiwne struktury wyjściowe. Na tym polega przełom i rewolucja w nauczaniu. Ponieważ dotąd mało kto badał dotychczasową wiedzę dzieci o świecie, dzieci w pierwszej klasie zamiast rozwijać swoje naiwne teorie (na przykład matematyczne), uczone są wszystkiego od początku. Ich wcześniejsze intuicje traktowane są bardziej jako przeszkoda niż pomoc (piszę tu o ogólnej tendencji, nie o poszczególnych nauczycielach, którzy znając dzieci, w oparciu o swoje doświadczenie, próbują po swojemu adaptować program do ich możliwości).

 

Każdy z nas ma swoiste, niepowtarzalne teorie na temat Boga, modlitwy, grzechu, Chrystusa, odkupienia, zbawienia. W praktyce grupowego dawania Ćwiczeń specyfika indywidualnych teorii jest brana pod uwagę na trzy sposoby. Po pierwsze - w przydzielaniu uczestników na poszczególne "tygodnie" Ćwiczeń. Po drugie - w krótkiej rozmowie dyrektora domu ze zgłaszającym się rekolektantem, w czasie której przydziela on rekolektantowi kierownika duchowego na czas Ćwiczeń (podczas tej rozmowy dyrektor domu zapewne intuicyjnie stara się dostosować teorie rekolektanta do sposobu pracy kierownika duchowego, którego mu przydziela). Po trzecie - we właściwych działaniach i rozpoznaniu "w boju", jakie czyni już sam kierownik duchowy w trakcie krótkich rozmów z rekolektantem.

 

Wszystkie te działania opierają się bardziej na intuicji i zdolnościach niż na jasno sprecyzowanych kryteriach, wynikających z systematycznej analizy naiwnych teorii. Ten tradycyjny sposób podejścia stawia ogromne wymagania wobec wszystkich trzech grup: dyrektora domu, rekolekcjonisty i kierownika duchowego. Stawia to naturalne bariery dla rozszerzania się praktyki rekolekcji bez pogorszenia ich jakości. Sytuacja jest analogiczna do tej, z którą mamy do czynienia w zakresie sztuk i rzemiosł. W sztukach mamy do czynienia z wysokiej klasy działaniem intuicyjnym, które może objąć jedynie elity, zaś w rzemiosłach, dzięki ścisłemu zdefiniowaniu reguł, dawna sztuka staje się dostępna dla mas. Patrząc na niebywale "rzemieślniczą" i pełną reguł książeczkę Ćwiczeń duchownych św. Ignacego, nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby żył dzisiaj, czerpałby całą możliwą wiedzę z badań psychoedukacyjnych, pragnąc, by Ćwiczenia stały się dostępne dla możliwie szerokiego kręgu odbiorców.

 

W jakiej dziedzinie zachodzi zmiana pojęciowa?

 

W grupie osób odprawiających ten sam tydzień Ćwiczeń znajdują się teologowie, księża, siostry zakonne, ale także osoby nieznające zupełnie materii rekolekcyjnej. Dzieje się tak dlatego, ponieważ Ćwiczenia nie są kursem teologii katolickiej. Wprawdzie wiedza teologiczna ma w nich swoje miejsce, ale podstawową dziedziną, a raczej dziedzinami, którymi Ćwiczenia się zajmują, są teorie rekolektanta na temat jego życia oraz wynikające z tych teorii jego własne zachowania. Te teorie natomiast wydają się podlegać innym regułom. Gdyby popatrzeć na rekolekcje jako na proces kształcenia, to stanem docelowym, którego uczy się w trakcie rekolekcji, jest przede wszystkim życie Jezusa Chrystusa.

 

To, co jest warte odnotowania, to fakt, że z wielu badań psychologicznych wynika, iż nasze teorie naiwne są stosunkowo autonomiczne, to znaczy, że transfer z jednej dziedziny na drugą wcale nie jest oczywisty. Na przykład: można doskonale znać logikę, a zachowywać się i mówić całkowicie nielogicznie. Biorąc to pod uwagę, powiedzielibyśmy, że zachowanie logiczne jest inną dziedziną niż sama logika.

 

Odkrycie specyficzności dziedzin miało dla edukacji ogromne znaczenie. Okazuje się bowiem, że ktoś, kto zupełnie nie umie rozwiązywać proporcji na liczbach abstrakcyjnych, doskonale radzi sobie z bardzo trudnymi proporcjami, jeśli chodzi na przykład o przepisy kulinarne. Niewiele uogólniamy i przenosimy z jednej dziedziny w drugą. Do odkryć tych doszli jednak badacze, którzy z jednej strony tkwili głęboko w psychologii, z drugiej strony byli specjalistami znającymi badane dziedziny - biologii, chemii, matematyki, fizyki.

 

Wspomniane odkrycia mają ogromne znaczenie dla praktyki Ćwiczeń duchownych, bo oznacza to, że nasze życiowe konstrukty w każdym aspekcie muszą być zmieniane jakby od nowa. Bycie dobrym mężem nie gwarantuje ani bycia dobrym pracownikiem, ani dobrym ojcem. Ta specyficzność dziedzin stawia przed rekolekcjonistami i kierownikami duchowymi ogromne wymagania doskonałego poznania dziedzin, w których działają rekolektanci. Dla zakonników powinni być zakonnikami, dla księży księżmi, dla biznesmenów biznesmenami, dla nauczycieli nauczycielami, dla pielęgniarek pielęgniarkami, a dla urzędników urzędnikami. Jeśli bowiem nie dojdzie do zanurzenia docelowego modelu życia w konkretne zachowania, trudno przenieść doświadczenie rekolekcji do życia codziennego.

 

Wniosek, który płynie ze specyficzności dziedzin, jest taki, że przeniesienie nauki rekolekcyjnej na pracę informatyka, inżyniera elektronika, kierowcy wcale nie jest łatwe i korzystający z Ćwiczeń nie powinni być zostawiani sami sobie. Praca nauczycielska czy leczenie tak różnią się od tych z czasów Chrystusa, że nawet te zawody, które "uprawiał" sam Chrystus, wymagają pomocy w przeniesieniu treści rekolekcji w codzienne życie. Ogromna odpowiedzialność w tej mierze spoczywa na kilkunastominutowej rozmowie kierownika duchowego z rekolektantem, a potem na barkach stałego kierownika duchowego, który z kolei powinien doskonale znać także materię samych Ćwiczeń, które odprawił jego penitent.

 

Długotrwałe procesy poznawcze

 

Teoretycy zmian pojęciowych mówią, że do zmiany prywatnej teorii dochodzi wtedy, gdy poprzednia staje się już nieadekwatna. Teorie, które nie są nam potrzebne, pozostają niezmienne od czasów, kiedy nam je przedstawiono. Inne teorie, które są nam potrzebne na co dzień, na co dzień też ewoluują. Ciągle ulegają korektom, gdyż każdy dzień może sprawić, że są one nieadekwatne. Jeśli chodzi o teorię własnego życia, nieadekwatność w dużym stopniu będzie zależała od wymagań, jakie człowiek stawia wobec własnego życia i samego siebie. Te wymagania podlegają jednak opisanej na początku automatyzacji. Rutynizacja życia (także życia religijnego) może sprawić, że uznamy, iż rekolekcje nie są nam już potrzebne.

 

Długotrwałe procesy poznawcze, związane ze zmianą pojęciową, badane są głównie w kontekście zmian rozwojowych. To, co jest ogromną wartością Ćwiczeń i co stanowi oparcie w rzeczywistości psychologicznej, to ich rozbicie w niektórych domach rekolekcyjnych na sześć tygodniowych sesji (Fundament - wprowadzenie, pierwszy, drugi, trzeci, czwarty tydzień Ćwiczeń, Synteza). Coraz większe przedłużanie procesu przemiany daje nadzieję, że sama potrzeba poddawania się intensywnym "ćwiczeniom duchowym" stanie się zautomatyzowaną potrzebą. To jednak stawia przed rekolekcjonistami i kierownikami duchowymi wymaganie opracowywania kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych konstruktów, coraz bardziej zbliżonych do ideału, a to z kolei (jeśli pamiętamy wymóg maksymalnego dostosowania do specyficznej sytuacji rekolektanta) stawia przed nimi samymi konieczność stawania się coraz bardziej świętymi.

 

Życie Duchowe

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

22

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Słaba 21:17:18 | 2011-10-07
"W praktyce grupowego dawania Ćwiczeń specyfika indywidualnych teorii jest brana pod uwagę na trzy sposoby. Po pierwsze - w przydzielaniu uczestników na poszczególne "tygodnie" Ćwiczeń. Po drugie - w krótkiej rozmowie dyrektora domu ze zgłaszającym się rekolektantem, w czasie której przydziela on rekolektantowi kierownika duchowego na czas Ćwiczeń (podczas tej rozmowy dyrektor domu zapewne intuicyjnie stara się dostosować teorie rekolektanta do sposobu pracy kierownika duchowego, którego mu przydziela). Po trzecie - we właściwych działaniach i rozpoznaniu "w boju", jakie czyni już sam kierownik duchowy w trakcie krótkich rozmów z rekolektantem."

Ten drugi sposób jest przez niektóre ośrodki zupełnie pomijany, gdyż rekolektanci są przydzielani kierownikowi duchowemu przez losowanie lub "kolejno odlicz", a początkowej krótkiej rozmowy z rekolektantem wogóle nie ma. Można tylko liczyć, że Bóg czuwa nad tym procesem i "poprawia" po ludzkich zaniedbaniach. Ja miałam tak 2 razy i raz to było "zupełne pudło", mijaliśmy się w rozmowach z kierownikiem duchowym, czułam że on nie wie gdzie ja się duchowo znajduję. Drugi raz natomiast było bardzo owocnie, choć wymagało to wysiłku i odwagi (w każdym razie z mojej strony).

Oceń 1 odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook