Muzyka która wycisza

(fot. shutterstock.com)

Znana jest anegdota mówiąca o tym, że dobry Bóg w ciągu dnia słucha muzyki J.S. Bacha, a gdy odpoczywa - W.A. Mozarta. Pomijając spór muzykologów czy miłośników tych dwóch twórców, anegdota ta odsłania drogę, jaką można przechodzić w różnych okresach życia.

 

Wielki Post jest czasem, gdy jesteśmy zachęcani do wzbudzenia w sobie refleksji nad naszym życiem, szczególnie z perspektywy odpowiedzialności za dobro, wezwania do przemiany moralnej, napiętnowania w sobie tych wszystkich zachowań, które mają znamiona zła.

 

Muzyka od zawsze odgrywała i taką rolę. Dostarczała klimatu lub pobudzała do tych refleksji albo wprost opowiadała o różnych dramatach życiowych: o śmierci, o odwiecznym sporze dobra ze złem, o bohaterach oddających życie za dobro czy mierzyła się z równie odwiecznym, co niewyjaśnionym tematem miłości.

 

Ostatecznie muzyka prowadziła do poszukiwania własnej odpowiedzi albo przynajmniej do zastanowienia się nad proponowanymi tematami dobra oraz zła. A jeśli nawet nie wzbudzała takiej refleksji, chociażby z tego powodu, że słuchacz był w bardzo złej kondycji moralnej (bo słuchają muzyki również tyranii), to sam klimat, jaki wytwarzała dramaturgia muzyki mógł powodować w takim słuchaczu dyskomfort prowadzący do zmiany. Takie przypadki nie były częste, ale niepokój budzący się w słuchaczu, związany z walką o miłość albo z niesprawiedliwością (nawet jeśli teatrem zmagań był świat mitologiczny), mógł stanowić dobry grunt pod reformę życia. A z pewnością budził głód harmonii oraz ładu.

 

Co prawda, żadna tyrania nie zakończyła się na sali koncertowej czy z powodu występu muzycznego, z pewnością jednak muzyka pozwala przeżyć ciemne dni zniewolenia oraz braku nadziei. A niektóre utwory muzyczne specjalnie były komponowane jako oręż w walce. Budziły uśpionego ducha wolności albo mobilizowały do walki lub niosły w skrócie całe orędzie wyzwolenia. Albo były jedynym miejscem wolności jak blues - muzyka Afroamerykanów zamieszkujących Missisipi, Alabamę, Luizjanę, Georgię i inne stany południowe w okresie niewolnictwa.

 

Oczywiste jest, że muzyka jest ponadkulturowa oraz nie wymaga znajomości ojczystego języka kompozytora.

 

W biografii każdego człowieka muzyka pojawia się jeszcze przed jego urodzeniem, gdy matka dziecka słucha  jakiegośutworu albo sama go wykonuje. A pierwszą muzyką, jaka zawsze towarzyszy każdemu z nas, jest bicie serca matki. Toczy się spór, czy można je uznać za muzykę, a jednak spełnia kryterium dźwięku oraz powtarzalności. Ważna jest również muzyka dzieciństwa. Zarówno praktyka, jak i badania różnych nauk społecznych potwierdzają, że odgrywa ona ważną rolę w procesie społecznego i indywidualnego rozwoju dziecka.

 

Dawniej muzyka klasyczna była miejscem, gdzie ludzie kształtowali swoje poczucie harmonii, a przez to odpowiedzialności oraz duchowych wymiarów czy wyobraźni. Było to zarezerwowane dla ludzi zamożnych, których było stać na tego rodzaju uczestnictwo w klasycznej muzyce. Inni ludzie tworzyli muzykę własną - mniej wysublimowaną, ale również prowadzącą przez meandry życia. Była ona pomocą w radzeniu sobie z myślami o świecie, o losie życia, o śmierci i - co najważniejsze dla każdego człowieka niezależnie od zamożności - o miłości, o przetrwaniu, o Bogu.

 

Muzyka towarzysząca obrzędom religijnym sama w sobie niosła potencjał pomagający budować skupienie czy myśli wokół wysiłku duchowego, wewnętrznego, związanego ze zmianą swojego życia.

 

Gdy czasy się zdemokratyzowały pod względem możliwości uczestnictwa w muzyce oraz w samej muzyce - w tym sensie, że powstała jej odmiana nie-poważna czy nie-klasyczna o takim zasięgu jak obecnie, to ten typ muzyki przejął częściowo rolę dostarczyciela czy budowniczego nastroju. Może służyć on zmianie życia czy przemyśleniom o swojej odpowiedzialności, o swoim aktualnym momencie życiowym. Aczkolwiek życie toczy się obecnie bardzo szybko, co powoduje częste zmiany nastroju. Dzisiaj, z powodu rozwoju techniki odtwarzania muzyki, poszczególne emocje decydują, jakiej muzyki w danym momencie pragniemy słuchać. Często mówimy słucham zależnie od nastroju. Umożliwiają to ogromne magazyny muzyki. Jednocześnie jednak taka postawa zdradza odwieczną prawidłowość ponadkulturową.

 

O tym, czego słuchamy, decyduje jedynie muzyka wnętrza. A więc ten jedyny, niepowtarzalny, oryginalny zestaw myśli oraz uczuć, inaczej konstruktów intelektualno-emocjonalnych, które każdy ma w sobie.

 

W każdym z nas wytworzyła je niepowtarzalna droga, jaką każdy przebył do momentu sięgania nie tak dawno po płytę, następnie mp3, a obecnie do elektronicznej chmury. Tę muzykę wnętrza, którą każdy w sobie ma, obrazuje częściowo używana do słuchania muzyka. Na marginesie dodam, że rzadko możemy spotkać kogoś, kto nie lubi słuchać jakiejś muzyki. Może mieć tę potrzebę niesprecyzowaną albo zupełnie nieuświadomioną. Ale instynktownie muzyka, którą lubi słuchać, opisuje jednocześnie jego wewnętrzną muzykę.

 

Podobnie z modlitwą. A może nawet jest to następny krok? Bo modlitwa ma swoją muzykę. Nie chodzi tu tylko o klimat, który muzyka wytwarza w czasie liturgii albo w czasie dłuższych medytacji czy rozmyślań, ale modlitwa ma wewnątrz siebie swoją muzykę.

 

Najpierw słowa, z których jest zbudowana. Te słowa są połączone z muzyką, jaka im towarzyszyła, gdy je przyswajaliśmy na początku ich nauki. Dalej modlitwa ma swoją muzykę, gdy towarzyszą nam różne obrazy związane z poszczególnymi słowami czy wydarzeniami, jakie niosą treści modlitwy. Ale muzykę modlitwy najwyraźniej słychać w milczeniu modlitwy. To taka sprzeczność. Nie dotyczy ona dźwięczenia, które następuje jako naturalny mechanizm obronny układu nerwowego, gdy zapada cisza po odcięciu się od źródeł dźwięku. Kiedy wyciszymy swoje myśli, a więc odsuniemy niepokoje, wyrównamy długi, spotkamy odwrotną stronę miłości czyli śmierć i poczujemy ją jako element życia, wtedy usłyszymy muzykę naszej kontemplacji. Ona poprowadzi nas przez czas, tak, że stracimy poczucie upływających minut.

 

Muzyka kontemplacji odsłania się w ciszy, nie naruszając jej. Dlatego być może dobry Bóg po wysłuchaniu J. S. Bacha odpoczywa, słuchając W. A. Mozarta, żeby później oddawać się szabatowej ciszy...   

  

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~ekonom 07:56:09 | 2015-03-15
po co słuchać Mozarta po J.S. Bachu? Czy po doskonałości potrzebne jest coś jeszcze?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ines 18:07:38 | 2015-03-13
Moja muzyka wnętrza to muzyka minimalistyczna, w której powtarza się jeden motyw, w różnych interpretacjach. Główną rolę gra w niej cisza, która jest jakby zakłócana powtarzalnością dźwięku. Cisza przerywana echem scen mojego życia.....

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~antonim 12:54:02 | 2015-03-13
Nie tylko miodlitwa, to zbytnia generalizacja, takze poezja...!

Zamiast "modnych" Afroamerykanow wolaŁbym swojskich Murzynow.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 10:24:03 | 2015-03-13
https://www.youtube.com/watch?v=S99FCAFNgaA
W całości się zgadzam, chociaż sądzę, że Pan Bóg słucha jak wyżej.

Oceń Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook