Na ile możemy wierzyć słowom opisującym Jezusa w Ewangelii?

(fot. robert nyman / unsplash)

Czy Jezus powiedział i uczynił wszystko to, co utrzymują autorzy Nowego Testamentu? A jeśli nie, dlaczego wkładaliby słowa w Jego usta lub wymyślali historie o Jego wielkich czynach?

 

To samo pytanie można by zadać na temat każdej relacji międzyludzkiej. Kiedy spotykamy drugą osobę, natychmiast wkraczamy w proces interpretacji. Na początku szukamy pewnych danych podstawowych, na przykład imię, przeszłość, zainteresowania itp. Ale jednocześnie poddajemy dokładnemu badaniu i ocenie zarówno te dane, jak i osobę, która nam je przekazuje. Bez tego rodzaju procesu nie możemy nawiązać żadnej osobistej relacji.

 

Jednakże, jeżeli chcemy poznać tę "prawdziwą" drugą osobę, nadchodzi w tej relacji taki moment, kiedy musimy wyjść poza taką faktograficzną informację i zawierzyć drugiemu, całkowicie mu siebie powierzając. Można to nazwać aktem wiary w najbardziej podstawowym i fundamentalnym sensie tego słowa, to jest zaufaniem.

 

To, co jest prawdą w odniesieniu do każdej relacji międzyludzkiej, jest również prawdą w odniesieniu do naszej relacji z Bogiem, z tym zastrzeżeniem, że inicjatywa, która umożliwia takie zaufanie, czy wiarę z naszej strony, pochodzi od Boga (a więc wiarę nazywamy doświadczeniem laski).

 

Niemniej jednak jest to Boże zaproszenie, które oczekuje naszej ludzkiej odpowiedzi. Gdy odpowiadamy, czy to w relacji do innych osób, czy do Boga, proces interpretacji trwa nadal, gdyż w przeciwnym razie nigdy byśmy tej relacji nie pogłębili i nie rozwinęli.

 

Jednym słowem, nasza podstawowa relacja do Boga, którego znamy w Jezusie to relacja wiary. To jeden "prawdziwy" Jezus. Jednakże, jak w każdym związku międzyosobowym, takie doświadczenie wiary wywołuje wszelkie możliwe pytania: historyczne, psychologiczne, teologiczne, osobiste, itd.

 

Takie pytania są nie tylko dobre i uzasadnione; są one konieczne, jeśli mamy wzrastać i dojrzewać w naszej wierze.

 

Ale dlaczego Bóg nie mógł był tego ułatwić, na przykład dlaczego Biblii nie napisał Jezus, tylko Jego uczniowie? 

 

Na pytanie to musimy odpowiedzieć na dwóch płaszczyznach, po pierwsze w odniesieniu do charakteru chrześcijaństwa, a po drugie w odniesieniu do charakteru Biblii. Chrześcijaństwo, w odróżnieniu od islamu, nie jest religią księgi. Jest religią, która skupia się na relacjach osobowych. Wystarczy przeczytać Ewangelię wg św. Jana, żeby to zobaczyć.

 

To, co jest ważne w Ewangelii św. Jana, to jej ciągłe przywoływanie relacji osobowej Jezusa do Ojca (jak w 1, 18 gdzie Jezus jest przedstawiony jako istniejący zawsze w łonie Ojca) i Jego zaproszenia, żebyśmy weszli w taką samą relację poprzez moc Ducha św. (jak w 13, 23, gdzie uczeń, którego Jezus miłował jest przed-stawiony jako spoczywający na piersi Jezusa).

 

Czy wszystko w Ewangelii św. Jana jest historycznym faktem, czy nie, na pewno ujmuje ona istotę chrześcijaństwa: poprzez wiarę jesteśmy włączeni w osobową relację z Bogiem w Trójcy Jedynym, która ma konsekwencje wieczne. Ten Bóg jest żywy, działający i obecny w naszych sercach i w samym środku wszystkich naszych związków ludzkich. To jest Bóg, którego wysławiamy w osobie Jezusa.

 

Pismo święte, jak Ewangelia św. Jana, jest pisemnym świadectwem lub dowodem tej dynamicznej relacji. Całe Pismo daje świadectwo czemuś uprzedniemu i bardziej fundamentalnemu, mianowicie "Bogu żywych" (Mk 12, 27), który ciągle podnosi nas do nowego życia we wspólnotowych doświadczeniach wysławiania i oddawania czci, słuchania i głoszenia, łamania i dzielenia się, karmienia i ubierania.

 

Biblia została napisana na kanwie właśnie takich doświadczeń i staje się w naszym życiu skuteczna, gdy jesteśmy natchnieni, by iść i czynić podobnie. Tak więc Bóg nie mógł był tego ułatwić. Bóg objawiony w Jezusie proponuje nam zaproszenie do życia, ale my musimy odpowiedzieć w wierze i podjąć odpowiedzialność, przyjmując drogę Jezusa za swoją. 

 

A zatem, czy Jezus powiedział i uczynił to wszystko, co utrzymują autorzy Nowego Testamentu?

 

Pytanie to przywodzi nas z powrotem do sprawy "prawdziwego" Jezusa. Pomocnym jest rozróżnienie trzech możliwych znaczeń tego określenia. Po pierwsze, jest Jezus, który rzeczywiście powiedział i zrobił określone rzeczy w ściśle określonych okolicznościach. Do tego Jezusa nie mamy właściwie dostępu, ponieważ On sam niczego nie napisał, a Ewangelie nie są biografiami we współczesnym sensie zbierania i przechowywania konkretnych informacji.

 

Po drugie, jest Jezus "historyczny" tj. Jezus, który może być zrekonstruowany przy pomocy metod krytycznych badań historycznych. Nasz dostęp do tego Jezusa jest ograniczony, ale ważny. Poprzez analizę krytyczną możemy poznać pewne charakterystyczne sposoby Jego działania i mówienia, jak głoszenie królestwa Bożego w przypowieściach i ukazywanie obecności królestwa poprzez jedzenie i picie z celnikami i grzesznikami.

 

Taka rekonstrukcja w dużej mierze zależy od wspomnień pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Jak w przypadku jakiejkolwiek wielkiej postaci historycznej, Sokratesa, Lincolna, czy Kennedy'ego, pamięć taka ma podstawy w rzeczywistości historycznej, ale jest wysoce selektywna i zwykle skupia się na "pamiętnych chwilach", tym sposobem wyłączając, albo jako zapomniane, albo jako na pozór nieważne, określone konkretne szczegóły, takie jak dokładny czas, czy miejsce poszczególnego wydarzenia.

 

Wiele z materiałów ewangelicznych było niewątpliwie zależne od tego rodzaju pamięci wybiórczej. Wspólnota zebrana na modlitwie wspomina pamiętne chwile: wpływ jaki miał Jezus, ciętość Jego słów i przytłaczającą moc Jego czynów; wspomina, ale również ozdabia i rozwija, jak wszyscy dobrzy opowiadacze, by wydobyć głębszą prawdę, która w nim była zawarta.

 

Na koniec, jest biblijny Chrystus: ten głoszony i interpretowany poprzez cytaty ze Starego Testamentu, poprzez refleksję teologiczną nad Jego znaczeniem i przede wszystkim poprzez ciągłe doświadczanie jego obecności w mocy Ducha.

 

To ostatnie jest najważniejsze dla zrozumienia tego, co robili autorzy Nowego Testamentu. Tak jak w Starym Testamencie byli prorocy natchnieni przez Ducha Świętego, którzy mogli powiedzieć: "To mówi Pan..." tak i w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich byli prorocy, którzy powstawali w zgromadzeniu i głosili słowo zmartwychwstałego Jezusa. Z natchnieniem mamy do czynienia przede wszystkim przy wspólnocie zebranej w mocy Ducha Świętego. Tekst pisany zależy od tego fundamentalnego doświadczenia żywego głosu zmartwychwstałego Jezusa i równocześnie je odzwierciedla. 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt