Synod o o rodzinie: podsumowanie tygodnia

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Szereg kwestii od Ewangelii rodziny, znajomości nauki Kościoła, propozycji duszpasterskich, po sytuacje krytyczne, otwarcie rodziny na życie i wychowanie chrześcijańskie poruszyli w pierwszym tygodniu obrad uczestnicy III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów. Podsumowanie ich wypowiedzi przedstawi 13 października w "Relacji po dyskusji" kard. Péter Erdő.


Papież prosi ojców synodalnych o szczere wypowiedzi i pokorne słuchanie

 

Otwierając pierwszą kongregację generalną Ojciec Święty podkreślił wielką odpowiedzialność, jaką jest przedstawienie problematyki i realiów poszczególnych Kościołów. "Niech nikt nie mówi: «Tego nie można powiedzieć; ktoś o mnie pomyśli tak czy inaczej». Trzeba powiedzieć to wszystko, co czujemy szczerze, otwarcie. Po ostatnim konsystorzu (luty 2014 roku), podczas którego mówiono o rodzinie, pewien kardynał napisał do mnie mówiąc: szkoda, że niektórzy kardynałowie nie mieli odwagi powiedzieć kilku rzeczy ze względu na szacunek dla papieża, uważając być może, że papież myśli coś innego. To nie jest dobre, to nie jest synodalność, bo trzeba powiedzieć to wszystko, co czujemy wobec Pana, że powinniśmy powiedzieć: bez ludzkich względów, bez nieśmiałości. A jednocześnie należy słuchać z pokorą i przyjąć z otwartym sercem to, co mówią bracia. Synodalność realizowana jest poprzez te dwie postawy" - stwierdził Franciszek.

 

Ojciec Święty zachęcił, by wymiana opinii dokonywana była ze spokojem, bo Synod zawsze odbywa się z Piotrem i pod przewodnictwem Piotra, a obecność papieża jest gwarancją dla wszystkich i strzeże wiary. Na zakończenie Franciszek zachęcił obecnych: "Drodzy bracia, pracujemy wszyscy razem, aby wyraźnie umacniała się dynamika synodalności". Była to jego jedyna w pierwszym tygodniu wypowiedź w auli synodalnej.


Nowa metoda

 

Sekretarz generalny Synodu Biskupów, kard. Lorenzo Baldisseri przedstawił nową metodę prac tego gremium. Poszczególne kongregacje generalne mają swoją wyraźnie określoną tematykę, odwołującą się do poszczególnych rozdziałów dokumentu roboczego - Instrumentum laboris, a ojcowie synodalni prosząc o głos zajmują go w konkretnej sprawie. Ich wypowiedź nie może przekraczać 4 minut. Każda z kongregacji generalnych poprzedzona jest świadectwem audytorów świeckich. Ponadto treść poszczególnych wystąpień nie jest podawana bezpośrednio do wiadomości publicznej. Proszono, by za auli synodalnej biskupi nie teetowali. Z poruszaną tematyką zapoznają dziennikarzy rzecznik Stolicy Apostolskiej, jego asystenci oraz biskupi zaproszeni do Biura Prasowego w sposób ogólny. Natomiast poszczególni biskupi mogą swobodnie przedstawiać mediom swoje stanowisko.

 

Nowością jest również fakt, że na jego zakończenie nie przygotuje się propozycji dla Papieża, lecz obok Orędzia, także Relację Synodu - dokument, na podstawie którego zostaną opracowane Lineamenta do kolejnego Synodu, a wraz z nimi kolejny kwestionariusz.

 

Obrady nie o doktrynie, lecz praktyce duszpasterskiej

 

Wprowadzeniem do obrad była przedstawiona przez prymasa Węgier, kard. Pétera Erdő "Relacja przed dyskusją". Powstała ona nie tylko w oparciu o "Instrumentum laboris", lecz także wypowiedzi pisemne ojców synodalnych, przesłane już wcześniej do Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów. Relator generalny przestrzegł Kościół przed katastrofizmem czy rezygnacją, przypominając, że istnieje wielkie dziedzictwo wiary, powszechnie podzielane. Ideologia gender czy zrównywanie związków homoseksualnych z małżeństwem odrzucane są przez znaczną większość katolików. Małżeństwo i rodzinę uważa się powszechnie za dziedzictwo ludzkości, którego trzeba bronić i strzec. Choć nie wszyscy wierni znają doktrynę Kościoła i do niej się stosują, nie podaje to jej bynajmniej pod dyskusję, zwłaszcza gdy chodzi o nierozerwalność małżeństwa i jego sakramentalność. Obrady Synodu nie dotyczą doktryny, ale praktycznej duszpasterskiej pomocy także tym, których małżeństwo się rozpadło - zaznaczył kard. Erdő. Dodał, że nowa kultura rodziny może być punktem wyjścia dla odnowy ludzkiej cywilizacji i zaapelował o odnowienie duszpasterstwa rodzin. Musi się ono kierować jasnymi wskazaniami, uwzględniającymi nierozerwalność ważnie zawartego sakramentalnego małżeństwa.

 

Prymas Węgier podkreślił, że Kościół obejmuje troską także rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. Nie można ograniczać się przy tym tylko do sprawy przyjmowania sakramentów. Na zakończenie wprowadzenia do obrad synodalnych przypomniano Ewangelię życia, czyli jego świętości od poczęcia do naturalnej śmierci, oraz otwartości małżeństwa na jego przekazywanie i przyjmowanie.


Potrzeba nowego języka

 

Z wielu stron wskazywano na potrzebę dostosowania języka Kościoła, aby nauka o rodzinie, życiu i seksualności była poprawnie rozumiana. Trzeba wejść w dialog ze światem z otwartością krytyczną, ale szczerą. Jeśli Kościół nie słucha świata, to świat nie będzie słuchał Kościoła - zaznaczono. Dialog ten może być oparty na ważnych tematach, takich jak równa godność mężczyzny i kobiety oraz odrzucenie przemocy.

 

Ojcowie synodalni wskazywali, że Ewangelia ma być nie tyle wyjaśniana, ile ukazywana, a w jej przepowiadanie szczególnie powinni być zaangażowani wierni świeccy, wykazując charyzmat misyjny. Ewangelizacja nie może być bezosobową teorią, ale konkretnym świadectwem rodzin o pięknie i prawdzie Ewangelii. Wskazano na wyzwanie proponowania jej nowym językiem, z nadzieją, zapałem i entuzjazmem, budując pomost między językiem Kościoła a językiem społeczeństwa.

 

W tym sensie przywołano konieczność posługiwania się raczej katechezą biblijną niż teologiczno-spekulatywną, gdyż wbrew pozorom ludzie nie znajdują już zadowolenia w egoizmie, lecz poszukują ideałów. Ludzkość pragnie szczęścia a chrześcijanin wie, że szczęściem jest Chrystus, ale nie znajduje odpowiedniego języka, by to przekazać światu. Natomiast Kościół musi być "magnetyczny", musi działać przez pociąganie, w postawie przyjaźni wobec świata -mówili ojcowie synodalni.

 

Kryzys rodziny związany jest z kryzysem wiary

 

Zaznaczono, że kryzys wiary rodzi kryzys rodziny, gdyż często brakuje pełnej świadomości znaczenia sakramentu małżeństwa, opartego na przymierzu między Bogiem a człowiekiem. Stąd odpowiedzią na kryzys małżeństwa musi być ewangelizacja. Bowiem droga do szczęśliwego małżeństwa wiedzie przez powrót do Boga. Dotyczy to również osób żyjących w sytuacjach nieuregulowanych. Trzeba im pokazywać, gdzie tkwi zło, i pomóc powrócić do Boga. Zanim młodzi staną przed ołtarzem, trzeba ich zewangelizować, pokazać, czym jest sakrament. Aby zrozumieli, że nie jest to tylko związek dwojga osób. Jak donosił z Synodu przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki bardzo piękne refleksje prowadził prof. Weiner, Żyd, który podał bardzo prostą definicję małżeństwa religijnego i niereligijnego: przy małżeństwie religijnym są małżonkowie i jest Pan Bóg, a przy małżeństwie niereligijnym są tylko małżonkowie.

 

Zdaniem abp Philipa Tartaglii ze Szkocji kiedy mąż i żona są szczęśliwi i pobłogosławieni potomstwem, to miłość się poszerza z dwóch do trzech, czterech i pięciorga... A kiedy się to dzieje, to mamy radość ujrzenia piękna, prostoty i siły miłości małżeńskiej i miłości rodzinnej, miłości, która naprawdę dzięki łasce Chrystusa wszystko przetrzyma". Kiedy jednak rodzina ulega rozdarciu, miłość jest pierwszą ofiarą, zaburzeniu ulega pokój serc dzieci, które nadal kochają swych rodziców, ale równocześnie ich nienawidzą. Jego zdaniem w ten smutek Kościół musi umieć wnieść słowa św. Pawła o miłości, która ze współczuciem usprawiedliwia i wybacza, ale która również uzdrawia, odnawia i podnosi na duchu. Przebaczenie w tej sytuacji nie jest przystosowaniem lub obojętnością, ale prawdziwym i czasami trudem osiągniętym pojednaniem, rodzącym nowe zaufanie, nową nadzieję, nową wytrwałość, nową wierność, nową kartę w historii miłości męża i żony oraz ich dzieci - powiedział ojcom synodalnym arcybiskup Glasgow.

 

Rodzina pod presją

 

Wielu ojców wskazywało na brutalny atak ideologiczny na rodzinę. Siłą narzuca się katolikom wizje małżeństwa, rodziny i życia, które są nie do pogodzenia z nauczaniem Kościoła i antropologią chrześcijańską. Przejawia się to choćby w bataliach o rozwód, in vitro, ideologii gender, a wszystko to wpływa również na chrześcijan. Trzeba zatem zapytać, jak pomóc chrześcijanom, by mogli się uchronić od tych wpływów, od tej ideologii.

 

Naciski te, wywierane przez niektóre kraje czy organizacje międzynarodowe mają szczególny charakter w Afryce. Od przyjęcia pewnych koncepcji, takich jak na przykład aborcja czy publiczne uznanie związków homoseksualnych, traktowanych jako "prawa człowieka" uzależniania jest pomoc materialna. W auli synodalnej zwrócono również uwagę, że takie wyrażenia jak "prawo do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego" nie mają precyzyjnej definicji w prawie międzynarodowym. Są tam bowiem zawarte elementy sprzeczne, jak zdecydowane potępienie przymusowej aborcji i propagowanie "bezpiecznej aborcji", czy też ochrona macierzyństwa i promocja antykoncepcji. Chociaż nie są to prawa obowiązujące, to jednak ich promowanie jest groźne, ponieważ może mieć wpływ na interpretację innych norm, zwłaszcza w zakresie zwalczania dyskryminacji kobiet - mówili ojcowie synodalni.

 

W narzucaniu tej wizji spory udział mają media i współczesna kultura. Ale z drugiej strony trzeba też sobie postawić pytanie, czy my w kwestii małżeństwa i rodziny powinniśmy ulegać wszystkim tym presjom, które przecież również są uwarunkowane historycznie, wynikają z obecnego kryzysu wartości, kryzysu antropologicznego. Czy mamy poddać się tym presjom? A może jednak są to sprawy zasadnicze, należące do istoty przesłania chrześcijańskiego i nauczania Kościoła, których powinniśmy bronić?" - powiedział kard. Odilo Pedro Scherer z Brazylii.

 

Miłosierdzie nie eliminuje przykazań


Ogólnie możemy powiedzieć, że istnieje jedna linia ojców synodalnych, która kładzie duży nacisk na głoszenie Ewangelii małżeństwa - poinformował watykański rzecznik ks. Federico Lombardi. - Wymaga ona, by potwierdzić fakt, że jeżeli mamy do czynienia z ważnie istniejącym związkiem sakramentalnym, to nie jest możliwe dopuszczenie do sakramentów osób rozwiedzionych będących w kolejnych związkach. Jest to potwierdzenie spójności nauczania Kościoła i wierności słowu Pana. Druga linia, która w żadnej mierze nie podważa nierozerwalności małżeństwa, chce w kluczu miłosierdzia zobaczyć konkretne sytuacje życiowe i dokonać rozeznania, jak stawić im czoło. Chodzi o to, by nie negując w żaden sposób doktryny, odpowiedzieć na wymagania miłosierdzia w konkretnych duszpasterskich sytuacjach, którym trzeba stawić czoło".

 

Przypomniano także znaczenie takich praktyk, jak "komunia duchowa" dla osób będących w nowych związkach. Wiele mówiono też o konieczności zmiany języka. Zamiast form wykluczających, jak np. "brak łaski" czy "życie w stanie grzechu ciężkiego", zaproponowano pozytywne spojrzenie na trudne sytuacje i mówienie o "obiektywnych przeszkodach" w przystępowaniu do sakramentów.

 

W odniesieniu do par przeżywających trudności, podkreślano, że Kościół musi być blisko nich, podchodząc do nich ze zrozumieniem, przebaczeniem i miłosierdziem. Zaznaczono, że miłosierdzie jest pierwszą prerogatywą Boga, ale musi być postrzegane w kontekście sprawiedliwości, gdyż tylko w ten sposób poszanowany będzie cały Boży plan.

 

Podkreślono ponadto, że nawet sytuacje niedoskonałe należy rozpatrywać z szacunkiem. Na przykład związki faktyczne, w których osoby żyją wiernie i z miłością posiadają pierwiastki uświęcenia i prawdy. Trzeba więc spoglądać najpierw na elementy pozytywne, aby Synod mógł tchnąć odwagę i nadzieję także w niedoskonałych formach rodzin, aby uznano ich wartość, zgodnie z zasadą stopniowania. Trzeba prawdziwie kochać rodziny w trudnej sytuacji - stwierdzili ojcowie synodalni. Stąd głoszenie piękna rodziny nie może być jedynie estetyczne, przedstawiające jedynie ideał do naśladowania, ale musi przedstawić znaczenie definitywnego zobowiązania, którego podstawą jest przymierze między małżonkami a Bogiem.

 

Okres pokuty dla rozwodników będących w nowych związkach. To jedna z propozycji, która pojawiła się w auli synodalnej. Dotyczy ona tych osób, które pragną powrócić do pełni życia w Kościele. W tym kontekście watykański rzecznik wskazał zmianę praktyki wprowadzoną przez Piusa X. Przypomniał, że Papież ten dopuścił do Komunii św. dzieci. "Uznano to za coś zupełnie rewolucyjnego i nowatorskiego dla tamtych czasów. Istnieją więc przykłady odwagi papieży, nawet jeśli dotyczące sytuacji zupełnie odmiennej niż ta, w której my się znajdujemy, w refleksji i wprowadzaniu nowości dotyczących zasad przystępowania do sakramentu Eucharystii" - mówił ks. Federico Lombardi.

 

Rzecznik Watykanu zaznaczył, że w auli synodalnej niewiele mówiono o sytuacji związków osób homoseksualnych. Zaznaczono, że także i w tych sytuacjach potrzebne jest wysłuchanie tych osób, darzenie ich szacunkiem, zakładając, że działają w dobrej wierze. Nie oznacza to jednak zgody na błogosławienie takich związków. Małżeństwo możliwe jest jedynie między mężczyzną a kobietą - mówili ojcowie synodalni.

 

Czy możliwe jest usprawnienie stwierdzenie nieważności?


Sporo miejsca na Synodzue poświęcono kwestii przyśpieszenia orzekania nieważności małżeństwa. Zdaniem prefekta Trybunału Sygnatury Apostolskiej, który zajmuje się między innymi tymi sprawami, nie jest to dobra tendencja. Chodzi tu bowiem o poznanie prawdy, która ma później wpływ na zbawienie człowieka. Nie należy być zbyt pochopnym - przestrzega kard. Raymond Burke. Przypomina on, że małżeństwa rozpadają się najczęściej, nie z powodu nieważnie zawartego sakramentu, lecz przez niedochowanie wierności jednego z małżonków. I ludzie są tego świadomi. Dlatego Kościół nie może orzekać nieprawdy. Zaznaczono, że niezależnie od Synodu działa ustanowiona 20 września b.r. komisja ds. reformy kanonicznego procesu małżeńskiego. Ma ona przygotować propozycję zmian, dążąc do uproszczenia procedury, usprawnienia a jednocześnie zachowując zasadę nierozerwalności małżeństwa.


Rodzina sanktuarium życia i miłości


Ojcowie synodalni usłyszeli między innymi świadectwo francuskiego małżeństwa, należącego do Wspólnoty Emmanuel. Olivier i Xristilla Roussy są małżeństwem od 20 lat i mają siedmioro dzieci.


Na samym wstępie opowiedzieli o trudach rodziny wielodzietnej, niewyobrażalnych wcześniej problemach, o łasce Bożej, która uzdalnia rodziców do wypełniania swych obowiązków oraz o głębokiej radości, której doświadcza się w takich rodzinach, pomimo niezbędnych wyrzeczeń.

 

Przyznali, że po trzecim dziecku sięgnęli na kilka miesięcy po środki antykoncepcyjne. Miały one ulżyć Xristilli, przyniosły jednak odwrotne skutki. "Wygasło pożądanie i radość. Czuliśmy, że nie żyjemy w prawdzie. Nie byliśmy już zjednoczeni. Zrozumieliśmy, że zamknęliśmy Bogu drzwi do naszego życia małżeńskiego" - opowiadali państwo Roussy. Wyznali, że po tym przykrym doświadczeniu wrócili do metod naturalnych, które wydają się bardziej wymagające, lepiej jednak sprzyjają pożyciu małżeńskiemu. Jesteśmy bardziej świadomi, że Bóg jest obecny w intymności naszego życia, jest w nas więcej ufności, jesteśmy wolni i wrażliwi na innych - opowiadało francuskie małżeństwo.

 

Podkreślili oni również, że na tej metodzie można polegać. Przyznali jednak, że nie zawsze potrafili opanować namiętności i wtedy po dziewięciu miesiącach rodziło się dziecko.


Natomiast arcybiskup Paryża, kard. André Vingt-Trois zauważył, że w tej dziedzinie chodzi o sprawy bardzo intymne, wokół których istnieją zasadnicze różnice między chrześcijańską wizją życia i seksualności a silnie zlaicyzowanym sposobem życia świata. Z tego względu niezwykle istotna jest znajomość i przyjęcie Magisterium odnośnie do otwartości na życie. Wiele osób ma bowiem trudności w zrozumieniu różnicy między naturalnymi metodami regulacji płodności a antykoncepcją. Główną przyczyną trudności w przyjęciu tego nauczania jest różnica między chrześcijańską koncepcją antropologii a dominującą mentalnością. Tak więc, z duszpasterskiego punktu widzenia konieczne jest sprawienie, aby bardziej znana była spójność wizji antropologicznej proponowanej przez Kościół. Kard. Vingt-Trois zaznaczył, że trzeba to czynić nowym językiem i we współpracy ze światem akademickim.

 

Przewodniczący delegowany obecnego Synodu podkreślił, że kwestie te mają swoje konsekwencje w życiu sakramentalnym małżeństw, które często nie sądzą, że używanie metod antykoncepcyjnych jest grzechem, usiłują pomijać tę kwestię w spowiedzi, aby bez problemów móc przyjmować Komunię św.

 

Francuski purpurat wskazał w tym kontekście na potrzebę umacniania mentalności otwartej na życie, aby przeciwdziałać mentalności antykoncepcyjnej i rozpowszechnianie się indywidualistycznego wzorca antropologicznego. Dodał, że wpływa on w niektórych częściach świata na poważny spadek demograficzny, którego skutki społeczne i ludzkie nie są dzisiaj dostatecznie brane pod uwagę. W tym kontekście wskazał na wartość ośrodków planowania rodzin, powiązanych z diecezjami i stowarzyszeniami rodzinnymi, które stają się świadkami piękna i wartości otwartości na życie.

 

W auli synodalnej wyraźnie zaznaczono, że zjednoczenie i prokreacja są nierozdzielnymi aspektami aktu małżeńskiego. Zdecydowanie odrzucono manipulację genetyczną i kriokonserwację embrionów, a więc także zapłodnienie "in vitro".


Wyzwania dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego

 

Wśród wyzwań związanych z dialogiem ekumenicznym znalazł się problem osób, które zmieniają wyznanie i wynikających stąd w orzekaniu ważności małżeństw osób różnych wyznań w kontekście możliwości rozwodu przewidzianego przez Kościoły prawosławne. Drugie małżeństwo jest celebrowane, ale po okresie, w którym Kościół pragnie nakłonić małżonków do pojednania. Ponadto istnieją różnice w podejściu do kwestii etyki małżeńskiej, na przykład odnośnie do regulacji poczęć, a nawet regulacji urodzeń. Wiele Kościołów sprawy te pozostawia sumieniu wiernych, domagając się jednak poszanowania miłości i jedności małżeńskiej.

 

Jednym z ciekawych głosów w auli synodalnej było świadectwo Jeannette Touré z Wybrzeża Kości Słoniowej, która opowiedziała o swym doświadczeniu udanego małżeństwa mieszanego z muzułmaninem. Małżeństwo to trwa od 52 lat i urodziło się w nim pięcioro dzieci, wychowanych w wierze katolickiej. Zaznaczyła, że wyzwaniem naszych czasów jest życie wiernością, które wymaga nie oglądania się wstecz i zaniechania marzenia jedynie o swoim samorealizacji i wygodzie. Natomiast rodziny, których granice są niejasne ("rodziny monoparentalne, rozbite, homoseksualne" itd) czy też takie, w których każdy robi to, na co ma ochotę nie mają wielkich perspektyw, podobnie jako rodziny totalitarne, utrzymujące, że wystarczają samym sobie. "Wyzwaniem, które stoi dziś przed rodzinami jest zaangażowanie się w służbę społeczeństwu, udział w stowarzyszeniach i wchodzenie relację z Bogiem" powiedziała ojcom synodalnym pani Jeannette Touré.

 

Do tego świadectwa nawiązało dziś kilku ojców synodalnych, którzy zaznaczyli, że udane małżeństwo katolicko-muzułmańskie, w którym dzieci wychowywane są w wierze chrześcijańskiej, należy do rzadkości. Co więcej, poważnym problemem duszpasterskim jest dziś sytuacja kobiet, które wychodząc za muzułmanina wyrzekają się wiary chrześcijańskiej. Również do nich musi dotrzeć Kościół - podkreślali ojcowie synodalni.

Mówiono też o sytuacjach konfliktowych w rodzinie. Wspomniano o duchowości małżeńskiej w służbie pojednania, a nawet o praktykach pobożności ludowej, jak na przykład wspólnych pielgrzymkach do sanktuariów, które konsolidują małżeństwo przeżywające kryzys.


Orędzie do rodzin cierpiących z powodu konfliktów na świecie

 

Pod koniec pierwszego tygodnia obrad ojcowie synodalni wystosowali Orędzie do rodzin cierpiących z powodu konfliktów na świecie. Wymienili w tym kontekście zwłaszcza rodziny irackie i syryjskiego, "zmuszone - jak zaznaczyli - z powodu wyznawanej przez siebie wiary chrześcijańskiej lub przynależności do innych wspólnot etnicznych lub religijnych, do pozostawienia wszystkiego i do ucieczki w przyszłość pozbawioną wszelkiej pewności".

 

Biskupi przypomnieli słowa papieża Franciszka z jego niedawnej podróży do Albanii, że "nikt nie może wykorzystywać Imienia Bożego do dopuszczania się przemocy" i że "zabijanie w Imię Boże jest wielkim bluźnierstwem".

Dziękując organizacjom międzynarodowym i różnym krajom za ich solidarność, wezwali ludzi dobrej woli do ofiarowania niezbędnej pomocy i wsparcia niewinnym ofiarom trwających obecnie aktów barbarzyństwa. Poprosili także wspólnotę międzynarodową do włączenia się w proces przywracania pokojowego współżycia w Iraku, Syrii i na całym Bliskim Wschodzie.

 

Ojcowie synodalni zapewnili ponadto, że myślą również o rodzinach zranionych i cierpiących w innych częściach świata, które doświadczają ciągłych aktów przemocy. "Chcemy je zapewnić o naszej stałej modlitwie, aby Miłosierny Pan przemienił serca oraz dał pokój i stabilność tym, którzy obecnie przechodzą czas próby" - głosi orędzie.

 

"Niech Święta Rodzina z Nazaretu, która przeszła «drogę krzyżową wygnania», uczyni z każdej rodziny, będącej «wspólnotą miłości i pojednania», źródło nadziei dla całego świata" - zakończyli swe przesłanie ojcowie III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów w Watykanie.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (82)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~bene 15:55:36 | 2014-10-14
Problem jest właśnie z takim kombinowaniem jak poniżej u studentki.
Tutaj rzecz dotyczy akurat prezerwatyw, ktoś inny będzie podobnie usprawiedliwiał in vitro albo np. jakieś zboczenie seksualne. Zupełny brak pokory, bezustanne roszczenia - taka powszechna mentalność "błogosławionej ignorancji" połączona z oczekiwaniem zabiegania sprzedawcy o gust klienta. Bez dobrej woli na znalezienie odpowiedzi nie zawsze zgodnej z oczekiwaniami, własną wygodą (bo obiektywnej), bez gotowości przyjęcia Dekalogu i nauki Kk - nie ma w ogóle szansy na zostanie katolikiem.

Nastąpiło zupełne pomieszanie porządków w którym sam Kk usytuował siebie i Boga, nawet kosztem Ewangelii i Jego woli, w roli jakiegoś sprzedawcy, petenta bezustannie i wszelkimi sposobami zabiegającego o względy rozkapryszonej gawiedzi. To prosta droga do zupełnego zatracenia Kk w powszechnym egoizmie. 

Oceń 9 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~opozycjonista 15:13:44 | 2014-10-14
Franciszek do dymisji! natychmiast!

Oceń 10 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Studentka 13:18:14 | 2014-10-14
Nie rozumiem w tym wszystkim jednej rzeczy. Mam 23 lata i chciałabym mieć dużą rodzinę (więcej niż 3 dzieci), jednak w dużym mieście to nie jest proste dlatego z 1 pensji nie da się takiej rodziny utrzymać. Czyli załóżmy, że chciałabym zacząć rodzić dzieci po 25 roku życia (czyli po ślubie) i mieć je min. co 3 lata max. co 4 tak żeby móc zdobyć niezbędną pensję (nawet pracując na pół etatu aby nie zaniedbywać dzieci). Nie wiem czy ktoś wziął pod uwagę, że posiadając już dzieci do zbliżenia może dojść tylko w czasie w którym: dzieci są zdrowe, z mężem jesteśmy wypoczęci i najlepiej, żeby dzieci były poza domem - jeśli jest to w czasie w którym z macierzyńskiego musiałabym iść znów na macierzyński nie jestem w stanie pozwolić sobie na kolejną przerwę w pracy, bo jak tak 5 lat na macierzyńskim bym spędziła to by mnie na bank z jakiejkolwiek roboty wywalili. Więc dlaczego jeśli jestem otwarta na dzieci nie mogę stosować prezerwatywy? Dlaczego Kościół nie pozostawia do oceny mojemu sumieniu czy jest to grzech? A jeśli nawet musiałby być to grzech to czemu sama nie mogę ocenić czy jest to grzech ciężki czy lekki? Szanuję nauczanie Kościoła, bo zawsze jest ono zgodne z moim sumieniem i logiczą, aczkolwiek popełniając jakikolwiek grzech, np. kradnąc KKK rozgranicza kradzież lekką (chleb jak jest się głodnym) i ciezką (dla własnej korzyści). Natomiast nieufajac do końca swojemu narażonemu na zły wpływ obecnego środowiska na mój organizm i stosując zwykłą prezerwatywę, od razu jestem skazywana na piekło?? Bo przecież, gdybym umarła po seksie czyli w grzechu ciężkim jestem potępiona.

Oceń 4 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~nobody 14:33:56 | 2014-10-13
Nie od końca rozumiem ten punkt o demografii i antykoncepcji. Przecież NPR ze swoją skutecznością na poziomie 99% (zapewne w fazie poowulacyjnej) raczej cięzko zaliczyć do pełnej otwartości na życie i czynnika poprawiającego przyrost demograficzny. Chyba głównym problemem jest sytuacja materialna (stabilność zatrudnienia, etc) a nie mentalność czy sposób/metoda unikania poczęcia  (vide dzietność Polek w UK).
Trudno mi powiązać niestosowanie naturalnych metod z problemami  z malejącą dzietnością.  Jeśli wszystkie małżeństwa stosowałyby perfekcyjnie  NMRP  to poczęć byłoby więcej ?

Oceń 1 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Penny 13:33:51 | 2014-10-13
"Przyznali, że po trzecim dziecku sięgnęli na kilka miesięcy po środki antykoncepcyjne. Miały one ulżyć Xristilli, przyniosły jednak odwrotne skutki. "Wygasło pożądanie i radość. Czuliśmy, że nie żyjemy w prawdzie. Nie byliśmy już zjednoczeni. Zrozumieliśmy, że zamknęliśmy Bogu drzwi do naszego życia małżeńskiego" - opowiadali państwo Roussy. Wyznali, że po tym przykrym doświadczeniu wrócili do metod naturalnych, które wydają się bardziej wymagające, lepiej jednak sprzyjają pożyciu małżeńskiemu. Jesteśmy bardziej świadomi, że Bóg jest obecny w intymności naszego życia, jest w nas więcej ufności, jesteśmy wolni i wrażliwi na innych - opowiadało francuskie małżeństwo."

ciekawe jak długo szukali takiego małżeństwa ;)

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~stary 17:26:10 | 2014-10-12
"Nowy nadzwyczajny Synod poświęcony sprawie duszpasterstwa rodzin rozpoczął się. Owoce Synodu zależą nie tylko od pracy ojców, ale i od współpracy całej wspólnoty chrześcijańskiej z Duchem Świętym" - napisał abp Stanisław Gądecki w relacji z III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów.

Blog na temat wyzwań duszpasterskich wobec rodziny w kontekście nowej ewangelizacji można znaleźć na stronie blog2014.archpoznan.pl.

Abp Gądecki, który reprezentuje Kościół w Polsce na synodzie zwołanym przez papieża Franciszka, szczegółowo opisuje poszczególne głosy uczestników zgromadzenia. Zauważa, że "komentarze dziennikarskie roztrząsają wypowiedzi tego lub innego kardynała czy biskupa, sprawiając wrażenie, że to jest Synod", gdy tymczasem te "są tylko jakimś światłem, które w żadnej mierze nie musi mieć wpływu na sam Synod". "Nie należy się ekscytować tymi lub innymi wypowiedziami Ojców Synodalnych, w szczególności jeśli brzmią one bardzo sensacyjnie" - konkluduje abp Gądecki.

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Asia 11:45:24 | 2014-10-12
Ja patrzę na to z dużego dystansu; mój niesakramentalny mąż zmarł (32 lata pożycia), a sakramentalny (2,5 roku pożycia) nagle zaczął sie starac o unieważnienie naszego malżeństwa i jest już blisko celu. W niesakramentalnym związku przyjęliśmy model białego małżeństwa (przez 15 lat) co pozwoliło nam korzystac z komunii, a w efekcie zmobilizowało do walki o harmonię w naszym związku,z Bożą pomocą, a nie było to, wobec wcześniejszych doświadczeń, łatwe; niesakramentalni też mają kryzysy, chyba nawet gorsze... Bez możliwości spowiedzi i komunii znienawidzilibyśmy się chyba całkiem. Dziś, gdy patrzę na te łatwe śluby i rozwody, nachodzi mnie refleksja: Sakrament Małżeństwa to trudny sakrament, trudniejszy pewnie nawet niż Sakrament Kapłaństwa: dlaczego można Go otrzymać tak szybko, po naukach na różnym poziomie, a kapłanem zostaje się conajmniej po kilku latach seminarium? Po zdanych egzaminach i ocenie, czy kandydat się nadaje..? Gdy ja brałam ślub, nawet nauk jeszcze nie było, teraz są, ale czy to wystarcza, aby narzeczeni zrozumieli co to jest Sakrament? Może czas, aby nie traktować Kościoła jako miejsca radosnej imprezy, bo klient ma byc zadowolony, a kaplan ma obowiązek Sakramentu udzielić...

Oceń 6 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~loi 21:36:29 | 2014-10-11
A mnie świadectwa tych ludzi nie przekonują, tak jak kiedyś na naukach przedmałżeńskich były jakieś świadectwa... I co? Wszystko nam się rozpadło. Świadectwa takie to jak reklama na dobre małżeństwo, a prawda jest taka jaka jest i życie jest jakie jest. A każdy człowiek i każde małżeństwo jest inne pod wieloma różnymi też względami. Otaczają małżeństwa różni ludzi i interesy. Sprowadzanie wszystkiego do jakichś egzemplów, jak to jest/było ciężko a jest idealnie jest złudne, bo każdy ma inne oczekiwania, wytrzymałość psycho-fizyczną a nawet inną siłę wiary. Ludzie którzy się wypowiadają być może mają tą siłę, mają wzajemną miłość. A co z rozwodnikami? Czy do nich dotrą? Czy rozwodnicy chcą ich słuchać? Dla ojców synodalnych może to i jakaś wskazówka jak jest trudno budować rodzinę we współczesnych czasach a niektórym się to tak cudownie udało. A co z tymi którym się nie udało odbudować małżeństwa z tym samym partnerem, bo przypłaciliby to stratą zdrowia lub nawet życiem? Nie mówiąc już o zdradach, przemocy, pozostawieniu w chorobie etc. Odbudujcie tę miłość, no dalej...

Oceń 6 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Józef 20:33:25 | 2014-10-11
 "Druga linia, która w żadnej mierze nie podważa nierozerwalności małżeństwa, chce w kluczu miłosierdzia zobaczyć konkretne sytuacje życiowe i dokonać rozeznania, jak stawić im czoło. Chodzi o to, by nie negując w żaden sposób doktryny, odpowiedzieć na wymagania miłosierdzia w konkretnych duszpasterskich sytuacjach, którym trzeba stawić czoło". Tłumacząc to na normalny język: będziemy udzielać komunii dla cudzołożnych.
Ten synod zamiast pomóc rodzinie i małżeństwu kompletnie je zdewastuje. Osoby po rozwodzie, które nie będą szukać sobie partnerów seksualnych, będą frajerami, bo cudzołóstwo nie będzie grzechem. Decyzja o rozwodzie będzie jeszcze łatwiejsza, bo  kościół akceptuje kolejne związki. "Konkretne duszpasterskie sytuacje" - szybko okaże się, że wszystkie związki cudzołożne to konkretne sytuacje.

Oceń 8 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ona 19:35:03 | 2014-10-11
W kilku zdaniach można powiedzieć tak:
Synod podkreśla, że małżeństwo jest nierozerwalne i rozwodników w nowych związkach do Komunii nie można dopuścić, ale trzeba zmienić podejście Kościoła do cudzołożników.  Czyli: nie grzesznik ma się dostosować do nauki Ewangelii, ale Kościół dostosuje się do grzesznika. Ma to polegać na zmianie języka, nie mówieniu o grzechu, miłosiernym traktowaniu i szukaniu  pierwiastków uświęcających w notorycznych grzesznikach. . Czyli nie tylko tolerujemy, ale już akceptujemy w kościele "pary nieuregulowane". Mamy patrzeć na nie pozytywnie i z szacunkiem. Nie muszą się rozstawać, mogą żyć jak żyją, bez nawracania (powrotu do sakramentalnych małżonków - nie ma o tym mowy w tekście). 
Grzech cudzołóstwa został praktycznie zaaprobowany, ale żeby nie rzucał się w oczy, to nie będzie się go nazywać ciężkim grzechem, ani w ogóle grzechem, tylko brakiem łaski. 
Słowem związki niesakramentalne/pary nieuregulowane/ będą traktowane w kościele jak normalne małżeństwa. Jedyny wyjątek: nie mają prawa do rozgrzeszenia i Komunii św.
(na razie, do następnego Synodu, gdzie  pewnie przejdzie wariant z 'pokutą' przedstawiony przez Kaspera).
Podsumowując: formalnie  doktryna o nierozerwalności została ocalona, ale w praktyce w całości rozmyta. Jak ktoś będzie chciał żyć w wierności - to dobrze, ale jak się rozwiedzie i wejdzie w nowy związek - to też dobrze.
Tak to odbieram. 

Oceń 11 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?