Zwyczaje i zwyczaiki

ks. Artur Stopka

Gdy do dobrego tonu należy w tych dniach wypowiadanie się w komentarzach wieloaspektowo na temat podpisanego przez abp. Michalika i Cyryla I "Przesłania do narodów Polski i Rosji" albo roztrząsanie kto i dlaczego zawinił w sprawie Amber Gold, trochę głupio mi poruszać rzecz wydawałoby się drobną i w dodatku sprawę wewnątrzkościelną. Jednak "pospolitość skrzeczy" i zbyt długie i ostentacyjne lekceważenie tego skrzeczenia może się w przyszłości okazać poważną winą, dlatego mimo wszystko postanowiłem zejść z koturnów i mainstreamowych tematów na poziom parafialny.

 

Od kilku lat czas urlopu przeżywam, wędrując po Polsce. W wędrówkach tych pokonuję w dość krótkim czasie znaczne odległości, często zmieniając parafie, dekanaty i diecezje. Przyjąłem też zasadę, że odprawiam codzienną Mszę św. w miejscowym kościele, tam, gdzie się akurat znajduję. Najczęściej sprawuję więc podczas urlopu Eucharystię w świątyniach parafialnych, choć zdarzało mi się również stać przy ołtarzu w rozmaitych publicznie dostępnych kaplicach, nie tylko zakonnych.

 

W czym problem? W tym, że z coraz większym zafrasowaniem obserwuję swoistą amatorską "twórczość" uprawianą w polskich kościołach katolickich podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Mnożą się - moim zdaniem czasami dziwne - zwyczaje i zwyczaiki, których źródłem najczęściej są księża. Co ciekawe, zdarzyło mi się, że w jednej ze świątyni zostałem w zakrystii ostrzeżony, iż przebieg Mszy św. może się w pewnych szczegółach różnić w zależności od tego, który z duchownych będzie następnego dnia rano odprawiał.

 

W ciągu lat różnych zaskakujących i dla mnie niespodziewanych zachowań podczas sprawowania Eucharystii spotkałem wiele. Zastanawiająco często na przykład zdarzało się, że podczas Mszy św. odmawiane było przez celebransa lub przez wszystkich zgromadzonych jakieś dodatkowe modlitwy, których próżno szukać we Mszale. Szczególnie dotyczy to "poszerzania" według miejscowych zwyczajów obrzędów Komunii świętej lub obrzędów zakończenia, ale niejednokrotnie miało to miejsce również po odczytaniu fragmentu Ewangelii, w ramach modlitwy powszechnej (modlitwy wiernych). Zdarzyło mi się również być świadkiem, jak po Przeistoczeniu ksiądz wygłosił aklamację, której z pewnością w polskim wydaniu Mszału się nie znajdzie, na co wierni odpowiedzieli jedną z przewidzianych w tej księdze fraz. Widać nie zdarzyło się to pierwszy raz, skoro wszyscy obecni wiedzieli, jak zareagować.

 

Co najmniej kilka razy w ciągu niewielu lat w niedzielę znalazłem się na Mszy św., podczas której nie było homilii, nie czytano też żadnego listu. Zaraz po Ewangelii następowało wyznanie wiary, za to przed końcowym błogosławieństwem wystawiano Najświętszy Sakrament, przed którym odprawiane było krótsze lub dłuższe (nawet prawie półgodzinne) nabożeństwo o rozmaitym charakterze, na przykład maryjnym.

 

Okazuje się, że problemem dla "księdza gościa", jakim podczas urlopu byłem, może być również rozdzielanie Komunii świętej. Przy czym nie chodzi o kwestię "na stojąco czy na klęcząco". Bardziej chodzi o rozmaite pomysły miejsc, w których wierni Komunię przyjmują. Na przykład zdarzyło mi się być w kilku kościołach, w których wierni nie przystępowali do stopni ołtarza, lecz ustawiali się (w dzień powszedni, gdy nie byli bardzo licznie zgromadzeni!) w długi szpaler wzdłuż całej świątyni, a księża wędrowali aż do drzwi kościoła, rozdzielając po drodze Komunię św.

 

Nie wspomnę już o problemach, jakie wywołuje u niezorientowanych w miejscowych zwyczajach księży, praktykowane w wielu parafiach i kaplicach podczas rozdawania Komunii św. błogosławienie małych dzieci. Skąd taki przyjezdny kapłan ma wiedzieć, czy maluchowi, który stoi przed nim, zrobić krzyżyk na czole czy podać Hostię?...

 

Obserwując mnogość mszalnych zwyczajowych "dodatków" niejednokrotnie łapię się na pytaniu, o ich sens i cel. Czy są znakiem, że Msza św. jest dzisiaj według wcale licznej grupy księży polskich zbyt uboga i potrzebuje pewnych "ubarwień"? Czy też chodzi to o coś zupełnie innego?

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.41

Liczba głosów:

46

 

 

Komentarze użytkowników (112)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

XLeszek 09:24:48 | 2012-08-28
Czy w tej kwestii nie ma sprzeczności ?
Kardynał Ratzinger pisze, że osoby żyjące z nieślubnymi partnerami jeśli, "... nie mogą uczynić zadość zobowiązaniu separacji, 'postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom'»8. Wtedy mogą oni przystępować do Komunii św., ..."

Natomiast był artykuł na Deonie pt "Spanie u chłopaka", gdzie pewien ksiądz na pytanie o tę kwestię odpowiadał zupełnie inaczej. Cytuję:
Pytanie:
"...Wobec tego jak się przedstawia sytuacja wiarołomnego małżonka, który chciał wrócić po 10 latach do żony, ale ona nie chce powrotu ze względu na doznane krzywdy. Czy wiarołomny w takim przypadku jest usprawiedliwiony niemożliwością powrotu i może nadal żyć w konkubinacie "jak brat z siostrą" i przystępować do Eucharystii? Czy też nie wystarczy życie "jak brat z siostrą" i musi zamieszkać osobno, aby dostać rozgrzeszenie?”

Odpowiedź:
Ponieważ wiarołomny mąż był stroną, która skrzywdziła, więc w jego przypadku nie wchodzi w rachubę życie z inną kobietą jak brat ze siostrą, by otrzymać rozgrzeszenie i przystępować do komunii świętej. W tej sytuacji, gdy on chciał wrócić do żony a ona wystąpiła o separację ze względu na doznane krzywdy i została ona orzeczona przez kompetentną władzę kościelną, wiarołomny mąż, aby otrzymać rozgrzeszenie, musi zamieszkać osobno i oczywiście spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi...."
 
Podobna odpowiedź była jeśliby zdradzona osoba weszła w związek niesakramentalny, to również aby otrzymac rozgrzeszenie musiała by zamieszkać osobno.



Jak można mówić o sprzeczności gdy oba stanowiska dotyczą zupełnie innych sytuacji?!?
W cytacie z artykułu "Spanie u chłopaka" jest mowa jedynie o wiarołomnym mężu którego powrotu nie chce zdradzona żona już nie chce, ale nie ma mowy o tym, że nie może odejść od konkubiny gdyż posiadają dzieci. Natomiast w liście kard. Ratzingera jest wyraźnie powiedziane o sytuacji w której "z ważnych powodów - jak na przykład wychowanie dzieci - nie mogą uczynić zadość zobowiązaniu separacji".
I dlatego w pierwszym przypadku wymagane jest odejście od konkubiny.
Natomiast to że zdradzona żona nie chce powrotu wiarołomnego męża wcale nie jest upoważnieniem do życia w konkubinacie. Istotne jest natomiast to, że ze względu na brak dzieci na wychowaniu nie ma problemu z koniecznością wychowywania dzieci, więc jest możliwe rozejście się z konkubiną. Gdyby była małe dzieci na wychowaniu to sytuacja byłaby zpełnie inna gdyż nie możnaby uczynić zadość zobowiązaniu separacji.
Małżonkowie nie współżyją na okrągło, i życie jak mąż z żoną nie polega wyłącznie na współżyciu. W związku z tym, samo zaprzestanie współżycia wcale nie jest równoznaczne z zaprzestaniem życia w konkubinacie. Jeśli więc ktoś zadeklaruje brak współżycia ale jednocześnie nie chce się wprowadzić choć mógłby, to jest to sytuacja co najmniej dwuznaczna gdyż budzi uzasadnione podejrzenia o brak chęci zaprzestania konkubinatu. Czym innym jest jednak sytuacja gdy nie można się wyprowadzić ze względu na dzieci.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sprzeczności 07:42:45 | 2012-08-27
Czy w tej kwestii nie ma sprzeczności ?
Kardynał Ratzinger pisze, że osoby żyjące z nieślubnymi partnerami jeśli, "... nie mogą uczynić zadość zobowiązaniu separacji, 'postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom'»8. Wtedy mogą oni przystępować do Komunii św., ..."

Natomiast był artykuł na Deonie pt "Spanie u chłopaka", gdzie pewien ksiądz na pytanie o tę kwestię odpowiadał zupełnie inaczej. Cytuję:
Pytanie:
"...Wobec tego jak się przedstawia sytuacja wiarołomnego małżonka, który chciał wrócić po 10 latach do żony, ale ona nie chce powrotu ze względu na doznane krzywdy. Czy wiarołomny w takim przypadku jest usprawiedliwiony niemożliwością powrotu i może nadal żyć w konkubinacie "jak brat z siostrą" i przystępować do Eucharystii? Czy też nie wystarczy życie "jak brat z siostrą" i musi zamieszkać osobno, aby dostać rozgrzeszenie?”

Odpowiedź:
Ponieważ wiarołomny mąż był stroną, która skrzywdziła, więc w jego przypadku nie wchodzi w rachubę życie z inną kobietą jak brat ze siostrą, by otrzymać rozgrzeszenie i przystępować do komunii świętej. W tej sytuacji, gdy on chciał wrócić do żony a ona wystąpiła o separację ze względu na doznane krzywdy i została ona orzeczona przez kompetentną władzę kościelną, wiarołomny mąż, aby otrzymać rozgrzeszenie, musi zamieszkać osobno i oczywiście spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi...."
 
Podobna odpowiedź była jeśliby zdradzona osoba weszła w związek niesakramentalny, to również aby otrzymac rozgrzeszenie musiała by zamieszkać osobno.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 20:32:24 | 2012-08-26
Obrońcy mszy św. po łacinie twierdzili, że msze sw. odprawiane w różnych językach w różnych krajach powodują, że KK przestaje być jednością. Tymczasem , jak widzimy, w jednym kraju odprawia się w różny sposób msze sw. , odmawia się różne modlitwy, śpiewa się różne pieśni i np.: Chwała na wysokości Bogu, na różne melodie, tak jakby przynajmniej tego nie dało się ujednolicić. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale na pewno wierze nie służy, raczej ludzkim ambicyjkom.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~darecki 16:25:53 | 2012-08-26
wszystkie religie to wymyslone przez ludzi bajki

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 15:09:31 | 2012-08-26

I jest List Kongregacji Nauki i Wiary w jaki sposób ludzie zaplątani w drugie związki mogą powrócić z grzechu cudzołóstwa (zdrady małżeńskiej) do pełnego życia w Kościele.

Bowiem nie ma sytuacji bez wyjścia, czy też beznadziejnych, ale jedyny warunek, to osobista chęć dokonania zmiany. Zapewne radykalnej, ale możliwej do wykonania. 
I trzeba o tym mówić, bo  jak ktoś uznaje, że się nie da, to później szuka rozwiązań zastępczych, jakie już tutaj opisywałem.

@TomaszL, jeśli nie byłoby to zbyt wielkim kłopotem to proszę o link na dokument o którym mówisz. Albo choć jego poprawną nazwę i datę wydania abym mógł szukać.
Zwłaszcza że te możliwości radykalnych zmian jednak nie zawsze są możliwe. I stanowisko Kościoła to uwzględnia.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 14:52:07 | 2012-08-26
Na zakończenie postawię zasadnicze pytanie, od którego należy zacząć dyskusje.

Czy uczestniczący we Mszy Św. wierzą w realna, fizyczną obecność Chrystusa podczas Mszy Św ?

Czy katolicy wierzą, że w Boskim Sakramencie św. Eucharystii po konsekracji chleba i wina Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, znajduje się prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie pod postaciami owych widzialnych rzeczy ?

Czy Komunia Sw jest przyjęciem rzeczywistego Chrystusa, czy tylko jakimś znakiem, symbolem ?


@TomaszL - wątek dotyczył zwyczajów i zwyczaików wprowadzanych do liturgii eucharystycznej, a nie dotyczył kwestii wiary w realność fizycznej obecności Jezusa Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi. A dyskusja rozwinęła się przede wszystkim wokół błogosławieństwa osób nie mogących przystąpić do Komunii.
Ty jednak, jak po raz kolejny pokazujesz, najpierw sobie coś wymyślasz, a potem uznajesz to za obiektywny fakt i potem pod pozorem dyskusji na temat usiłujesz dyskutować ze swoimi wyobrażeniami, swoim widzi-mi-się.

A niebezpieczeństwo wprowadzania jakiś błogosławieństw, czy tylko kreślenia krzyżyków podczas rozdawania Komunii Św.  to wprost uczenie, iż Komunia Św jest znakiem (symbolem ) dla jednych w postaci białego opłatka, dla innych w postaci krzyżyka.

@TomaszL, obiecywałeś odpowiedzieć na moje pytanie i podać dziś jakie to potężne skutki kryją się za udzielaniem dzieciom błogosławieństwa, a jak zwykle wypisujesz swoje bzdurne widzi-mi-się. Jak widać nie potrafisz podać żadnych z tym potężnych skutków.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 14:51:21 | 2012-08-26
@Ula – To nie czas i miejsce na dyskusje o związkach, ale o formach zastępczych dla Sakramentu Komunii św.
[...]


@TomaszL:
Twój styl "dyskusji" bardzo dobrze oddaje zestawienie fragmentów z Twoich dwóch kolejnych wypowiedzi
Najpierw psząc do mnie w dn. 2012-08-25 19:51:08 stwierdzasz:
Rozmawiamy o związkach
niesakramentalnych w kontekście Kościoła
, a ty wylatujesz z pytaniem o
nieochrzczonych.


 A potem, odpowiadając @uli w dn. 2012-08-25 22:31:14, a więc zaledwie 2,5 godziny później stwierdzasz:
To nie czas i miejsce na dyskusje o związkach, ale o formach zastępczych dla Sakramentu Komunii św.

No to w końcu rozmawiamy o związkach czy nie czas i miejsce na dyskusje o związkach? Jak widać, jak o czymś piszesz to znaczy że to jest tematem dyskusji... tematem dyskusji jest jedynie to co Ci w danej chwili pasuje...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

XLeszek 14:41:14 | 2012-08-26
Mało czytelne zdanie?!? Twoja korekta diametralnie zmienia sens tego zdania!
A co z odpowiedzią na moje pytanie? Tradycyjne milczenie?

O które pytanie Ci chodzi, bo w większość wypadków stwierdzasz tylko ze sobie coś wymyśliłem, albo coś sugeruję.

O które pytanie mi chodzi?!? Skoro pytasz o które pytanie chodzi to oznacza to, że przyznajesz iż zauważałeś moje pytania, a nie wiesz o które mi chodzi bo już na większą ich ilość nie odpowiadałeś...

Rozmawiamy o związkach niesakramentalnych w kontekście Kościoła, a ty wylatujesz z pytaniem o nieochrzczonych. A co to ma wspólnego, z tym o czym piszę ? Jakieś własna nadinterpretacja moich zdań, nic więcej.

Przede wszystkim nieprawda, nie rozmawiamy o związkach niesakramentalnych ale o błogosławieństwach osób nie mogących przystąpić do Komunii. To jedynie Ty usiłujesz oszczerczo dowodzić, że jak ktoś nie może przystąpić do Komunii to znaczy że żyje w związku niesakramentalnym, i usiłujesz sprowadzić dyskusję do kwestii życia sakramentalnego osób będących w związkach niesakramentalnych.
A co to ma wspólnego z tym co piszesz? To przecież Ty sam napisałeś w dn 2012-08-25 17:55:07:
I przy okazji nie mówimy tu tylko o konkubinacie „katolickim” czyli o osobach bez ślubu „kościelnego”, bo tu sprawa jest prosta do bólu – trzeba zawrzeć małżeństwo kanoniczne.
Ale także o osobach, które są w ważnym małżeństwie kanonicznym, ale jednocześnie mają drugą, cywilną żonę (męża).
I co najważniejsze, bez względu na charakter związku , żyją w grzechu cudzołóstwa.

A więc to Ty sam domagałeś się aby nie mówić tylko o konkubinacie katolickim twierdząc, że sprawa jest prosta do bólu bo trzeba zawrzeć małżeństwo kanoniczne iże jakieś osoby bez względu na charakter związku żyją w grzechu cudzołóstwa.
I nie zarzucaj mi jakiejś nadinterpretacji Twojej wypowiedzi, skoro sam uznałeś za konieczne aby dokonać pewnej autokorekty:
Faktycznie, to zdanie może być mało czytelne, wiec sie skoryguję, bez wzgledu na charakter zwiazku, istotne jest czy żyją w grzechu cudozłóstwa, czy też nie.
choć diametralnie zmienia sens zdania, a nie czyni je bardziej czytelnym jak usiłujesz dziecinnie się tłumaczyć, to jednak nie zmienia sensu całej Twojej wypowiedzi.
Więc nie wciskaj teraz ciemnoty, że rzekomo dyskutujemy w kontekście Kościoła a tylko ja wylatuję z pytaniem o nieochrzczonych.

To że nie rozumiesz moich wpisów nie oznacza że musisz ciągle sugerować, co ja mam na myśli.

@TomaszL, jak czegoś nie rozumiem to pytam a niczego nie sugeruję. I bynajmniej nie sugeruję co Ty masz na myśli. Stwierdzam jedynie fakty, że nie dyskutujesz z faktami a z tym co sobie wymyślasz. Nie sugeruję że Ty mas coś na myśli, a stwierdzam fakt że to co piszesz jest Twoim wymysłem. Nie widziesz różnicy? Zbyt trudne aby zrozumieć różnicę?

Tak jaw w tym idiotycznym połączniu, które sobie ubzdurałeś że ja twierdzę, iż osoba nieprzystępująca do Komunii Św musi żyć w związku niesakramentalnym. A wziąłeś to z mojego twierdzenia, że osoby w związkach niesakramentalnych nie mogąc przystąpić do Komunii proszę o specjalne błogosławieństwo.

Jeżeli w dyskusji na temat podchodzenia po błogosławieństwo przez osoby nie mogące przystąpić do Komunii, Ty notorycznie twierdzisz że osoby te nie chcą uzyskać rozgrzeszenia i po raz kolejny insynuujesz, że są to osoby żyjące w związkach niesakramentalnych, to nie da się mówić że ubzdurałem sobie takie Twoje twierdzenie.
To Ty sobie ubzdurałeś że nie chcą uzyskać rozgrzeszenia.

Naprawdę szkoda mi już czasu na takie pseudo dyskusje. Jeszcze tylko dziś (być może jutro) wyjaśnię szkodliwość tego „błogosławieństwa” dzieci

@TomaszL, już dawno stwierdziłem że dyskusje z Tobą nie mają najmniejszego sensu bo Ty nie dyskutujesz merytorycznie na temat, a ze swoimi urojeniami które bierzesz za rzeczywistość.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 11:19:04 | 2012-08-26
Na zakończenie postawię zasadnicze pytanie, od którego należy zacząć dyskusje.

Czy uczestniczący we Mszy Św. wierzą w realna, fizyczną obecność Chrystusa podczas Mszy Św ?

Czy katolicy wierzą, że w Boskim Sakramencie św. Eucharystii po konsekracji chleba i wina Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, znajduje się prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie pod postaciami owych widzialnych rzeczy ?

Czy Komunia Sw jest przyjęciem rzeczywistego Chrystusa, czy tylko jakimś znakiem, symbolem ?

A niebezpieczeństwo wprowadzania jakiś błogosławieństw, czy tylko kreślenia krzyżyków podczas rozdawania Komunii Św.  to wprost uczenie, iż Komunia Św jest znakiem (symbolem ) dla jednych w postaci białego opłatka, dla innych w postaci krzyżyka.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 22:33:12 | 2012-08-25
@Ula – To nie czas i miejsce na dyskusje o związkach, ale o formach zastępczych dla Sakramentu Komunii św.
Ale dla wyjaśnienie o czym pisałem spójrz na definicje katechizmową:

2380 Cudzołóstwo. Słowo to oznacza niewierność małżeńską. Gdy dwoje partnerów, z których przynajmniej jeden jest w związku małżeńskim, nawiązuje stosunki płciowe, nawet przelotne, popełniają oni cudzołóstwo. Chrystus potępia cudzołóstwo nawet w postaci zwykłego pożądania  . Szóste przykazanie i Nowy Testament bezwzględnie zakazują cudzołóstwa. Prorocy ukazują jego ciężar. Widzą w cudzołóstwie figurę grzechu bałwochwalstwa  .
2381 Cudzołóstwo jest niesprawiedliwością. Ten, kto je popełnia, nie dotrzymuje podjętych zobowiązań. Rani znak przymierza, jakim jest węzeł małżeński, narusza prawo współmałżonka i godzi w instytucję małżeństwa, nie dotrzymując umowy znajdującej się u jego podstaw. Naraża na niebezpieczeństwo dobro rodzicielstwa ludzkiego oraz dzieci, które potrzebują trwałego związku rodziców.

Więc jak widać,  słowo cudzołóstwo nie oznacza tylko współżycia.
I jest List Kongregacji Nauki i Wiary w jaki sposób ludzie zaplątani w drugie związki mogą powrócić z grzechu cudzołóstwa (zdrady małżeńskiej) do pełnego życia w Kościele.

Bowiem nie ma sytuacji bez wyjścia, czy też beznadziejnych, ale jedyny warunek, to osobista chęć dokonania zmiany. Zapewne radykalnej, ale możliwej do wykonania. 
I trzeba o tym mówić, bo  jak ktoś uznaje, że się nie da, to później szuka rozwiązań zastępczych, jakie już tutaj opisywałem.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook