Krzyk i sumienie

ks. Artur Stopka

Nie ma niczego dziwnego w fakcie, że członkowie Kościoła katolickiego pragną, aby rozwiązania prawne, regulujące życie społeczności świeckiej, w jakiej żyją zgodnie ze swą wiarą, nie tylko nie były w konflikcie z ich systemem wartości, ale żeby w jak największym stopniu mu odpowiadały.

 

Jest oczywistością, że podejmują w tym kierunku działania. Byłoby dziwne, nielogiczne i nienaturalne, gdyby ich nie podejmowali. Nie robią przecież niczego innego niż ci, którzy przyjmując za swoją odmienną od katolickiej hierarchię wartości, chcą do niej system prawny dopasować i według niej go ukształtować.

 

Najprostsza, najstarsza i fundamentalna zasada demokracji polega na tym, że decyzje zapadają większością głosów. Wszelkie próby jej podważenia, okazują się niczym innym, jak kolejnymi wcieleniami narzucania całej społeczności woli mniejszości.

 

Komuś kierującemu się elementarnymi zasadami rozumowania wydaje się więc czymś oczywistym, że w kraju, w którym zdecydowaną większość mieszkańców stanowią członkowie Kościoła katolickiego, prawo stanowione będzie w znaczącym stopniu zbliżone do głoszonego przez tę wspólnotę wiary systemu wartości. Jak powszechnie wiadomo, nauczanie Jezusa Chrystusa nie jest ograniczone do jakichś wybranych dziedzin ludzkiej egzystencji, ale ujmuje życie człowieka całościowo, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. Daje więc podstawy, aby w oparciu o nie budować system prawa stanowionego.

 

Dlaczego więc w kraju o zdecydowanej przewadze katolików tak trudno jest kształtować prawo stanowione według tego, co głosi Kościół katolicki?

 

Myślę, że odpowiedzi na to pytanie powinniśmy w Kościele katolickim w Polsce szukać intensywnie i szczerze wszyscy, od samego dołu aż do samej góry. Bo wiele wskazuje na to, że problem jest w nas, katolikach mieszkających na polskiej ziemi.

 

Od dłuższego czasu z przykrością obserwuję funkcjonujący z zastanawiającą powtarzalnością mechanizm, a nawet szablon. Chodzi o zajmowanie stanowiska w ważkich kwestiach. Sytuacji, w których potrzebny jest głos Kościoła, spraw, w których powinien się jako duża społeczność wypowiedzieć, jest dużo. Być może przesadą będzie powiedzieć, że każdego dnia rodzą się nowe, ale szybkie tempo zmian technicznych, kulturowych, cywilizacyjnych, sprawia, że pojawiają się z naprawdę sporą częstotliwością. Prawie zawsze, zanim staną się przedmiotem toczonej przede wszystkim w mediach i w związku z nimi emocjonalnej dyskusji, długo pozostają w sferze swoistego przygotowania, dojrzewają, nabierają barw i odcieni. Po czym nagle wybuchają. Zwykle odbywa się to od razu w konkretnej, starannie opracowanej otoczce ideologicznej, z w sposób przemyślany rozłożonymi akcentami uczuciowymi, mocną, jednostronną argumentacją.

 

Nie rozumiem, dlaczego jako Kościół, jako wspólnota życia wiarą, przyjęliśmy i konsekwentnie realizujemy w tych sytuacjach strategię, którą nazwałbym "reaktywną". Ustawiamy się niemal zawsze jako ci drudzy, jako ci, którzy "reagują", najczęściej sprzeciwem, krzykiem, protestem.

 

Dawno temu doświadczony katecheta powiedział mi: "Sumień nie kształtuje się krzykiem. Sumienia kształtuje się w ciszy".

 

Nie trzeba szczególnej bystrości i spostrzegawczości, aby zauważyć pojawiające się sprawy, kwestie i problemy, w których głos Kościoła jest potrzebny i niezbędny. Rzecz w tym, że właściwym i pierwszym miejscem, w którym ten głos powinien się rodzić, nabierać kształtu, dojrzewać, są ludzkie sumienia. A gdy tam znajdzie mocne zakorzenienie, powinien się pojawiać publicznie, z należną siłą, przekonaniem, argumentacją, emocjami. Przede wszystkim w odpowiednim i właściwym czasie. Nie jako pospieszna reakcja na nagłośnione już odmienne stanowisko, ale jako głos pierwszy, nadający ton i atmosferę publicznej rozmowy w każdej ważnej dla społeczności zamieszkującej państwo sprawie.

 

Jeśli naprawdę stanowimy większość w kraju, nie ma sensu, byśmy zachowywali się jak mniejszościowa partia opozycyjna. Nie jesteśmy ugrupowaniem politycznym, lecz wspólnotą wiary wcielanej w życie. Nie ma powodów, abyśmy nie ustalali agendy publicznego dyskursu i by nasza narracja nie była w nim wiodąca.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.48

Liczba głosów:

71

 

 

Komentarze użytkowników (56)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~zvonimir 10:21:57 | 2012-07-13

Katolik nie ma być tolerancyjny wobec bliźniego. Katolik ma kochać bliźniego.


Nie psiz takich rzeczy, bo palnąłeś głupstwo, a ktoś to może złośliwie wyrywac z kontekstu. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 10:13:32 | 2012-07-13
1. Najlepiej jeśli Kościól jest prześladowany, a jego wyznawcy giną...

Prześladowania zawsze będą, Jezus to zapowiedział.
2. Prawo nie powinno w żaden sposób odzwierciedlać poglądów katolików

Jeżeli nie odzwierciedla, to nie ma problemu.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

anonim 09:25:25 | 2012-07-13
I tradycyjna u Kingi wizja Kościoła:

1. Najlepiej jeśli Kościól jest prześladowany, a jego wyznawcy giną...
2. Prawo nie powinno w żaden sposób odzwierciedlać poglądów katolików

-----
Katolik powinien tolerowac ludzi, ale nie zabijanie ludzi...
W związku z tym regulacja zakazująca zabijania osób chorych ma zasadniczne znaczenie.
Tolerancja nie zwalnie też z obowiązku ewangelizacji.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 07:58:11 | 2012-07-13
I drugi problem to demon zwany tolerancją.

Masz na myśli wypaczenia (albo złe rozumienie) tolerancji.
Katolik nie ma być tolerancyjny wobec bliźniego. Katolik ma kochać bliźniego.

Ma być tolerancyjny. Bliźniego, który nie przyjmuje głoszonej nauki Kościoła ma tolerować, a nie siłą przymuszać.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 07:54:28 | 2012-07-13
1. Oczywiście, że ma znaczenie czy prawo czegoś zakazuje czy nie. I to na wielu płaszczyznach...

Jeżeli ma znaczenie, to tylko dlatego, że katolicy są marnej jakości.

2. W stosunku do jakiego okresu wzrosła ilość (odsetek) katolików co spowodowało pogorszenie się jakości... :-)

Pogorszenie jakości chrześcijan spowodował cesarz Konstantyn.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mariusz 14:02:11 | 2012-07-12
"Jeśli naprawdę stanowimy większość w kraju .." - to zdanie jest kluczem do odpowiedzi na pytanie "Dlaczego więc w kraju o zdecydownej przewadze katolików tak trudno jest kształtować prawo stanowione według tego, co głosi Kościół katolicki?". Odpowiedź: nie stanowimy większości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 12:19:00 | 2012-07-12
Jeżeli ktoś faktycznie wierzy, iż wypełnianie nauki Kościoła przynosi dobro, powinien w imię miłości do bliźniego tę naukę publicznie w sposób jednoznaczny prezentować.
Problem, na ile katolicy wierzą.

I drugi problem to demon zwany tolerancją.
Katolik nie ma być tolerancyjny wobec bliźniego. Katolik ma kochać bliźniego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

anonim 10:16:50 | 2012-07-12
Nie powinno mieć znaczenia, czy prawo czegoś zakazuje i w naprawdę trudnych czasach nie miało, ale wiadomo, że jakość katolików pogorszyła się kosztem ilości.

Córko kłamstawa, jedno zdania dwa kłamstwa :-)

1. Oczywiście, że ma znaczenie czy prawo czegoś zakazuje czy nie. I to na wielu płaszczyznach...

2. W stosunku do jakiego okresu wzrosła ilość (odsetek) katolików co spowodowało pogorszenie się jakości... :-)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~cytaty 10:02:53 | 2012-07-12
Te cytaty z piotrskarga.pl to są księdza Adama Martyny.
 Całość jest w ARCHIWUM.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kinga 08:43:06 | 2012-07-12
Nie powinno mieć znaczenia, czy prawo czegoś zakazuje i w naprawdę trudnych czasach nie miało, ale wiadomo, że jakość katolików pogorszyła się kosztem ilości.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook