Zabójcze wersety

Jacek Siepsiak SJ
(fot. depositphotos.com)

Ze "świętymi słowami" na ustach robiono różne rzeczy. Co robić, by cytowanie Biblii nie było wbrew Biblii, by litera nie zabijała ducha?

 

Argumentowanie za pomocą cytatów z Biblii zdaje się powracać na salony. Putin uzasadnia wartościami biblijnymi swój atak na demokrację liberalną. Prokuratura twierdzi, że pan z firmy IKEA został zwolniony za to, że cytował Biblię (zatem prześladowanie na tle religijnym), a nie za to, co posługując się owymi cytatami, chciał przekazać reszcie załogi.

 

Cytowanie Starego czy Nowego Testamentu to nic nowego. Ze "świętymi słowami" na ustach robiono różne rzeczy. Dalej boimy się koranicznych wersetów na flagach i źle wspominamy "Bóg z nami" na klamrach niemieckich żołnierzy. Takie obawy są pewnie uzasadnione, ale to nie oznacza, że studium Biblii nie może być źródłem mądrości.

 

Truizmem byłoby potępianie fundamentalizmu biblijnego. Wszyscy wiemy, że wyrwane z kontekstu i tak zastosowane cytaty mogą uzasadniać nonsensy. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na wywoływanie strachu. Biblia służy nieraz do tego, by przestraszyć przeciwnika. Nie chodzi o to, by walczyć na argumenty, ale o to, by odebrać ochotę do wszelkiej kontrargumentacji.

To wspomniane "Bóg z nami", które przypisywali sobie nie tylko krzyżowcy czy hitlerowcy, miało wytrącać oręż z ręki. Skoro raz wygrali i do tego Bóg jest z nimi, to nie ma co już walczyć, wszelki opór jest daremny. Podobnie na część rodaków działa cytat z psalmu: "Bóg miłuje prawo i sprawiedliwość".

 

Instrumentalne używanie Biblii do sparaliżowania przeciwnika jest skuteczne tylko wobec tych, dla których Pismo Św. jest jakimś autorytetem. Specjalnie napisałem "jakimś", bo chyba nie chodzi o autorytet związany z solidną znajomością świętych tekstów. Gdy ktoś "na ślepo" uważa Biblię za pismo natchnione, to łatwo go nastraszyć, manipulując cytatami. W takiej sytuacji jedni odrzucają "świętość" owych tekstów, a inni szukają sposobów na pogłębioną lekturę.

 

Niestety studium świętych tekstów kojarzy się nam również z talibami. Można znać wszystko od deski do deski i być groźnym fundamentalistą. Stąd pytanie: co robić, by moje cytowanie Biblii nie było wbrew Biblii, by litera nie zabijała ducha?

 

Warto pamiętać, że zapis jest wtórny wobec opowieści. Lwia część ST i NT była początkowo opowiadana we wspólnocie. Ludzie nie tylko przekazywali sobie ustnie różne opowieści, ale i dzielili się ich zrozumieniem, tym co dla nich znaczą, jak wpływają na ich życie. Dopiero później zapisywano niektóre z tych krążących wersji. (Nawet Jezus cytuje Biblię w wersjach niekanonicznych, rozbudowanych, a Łukasz o nich wspomina).

 

Skoro Biblia tak powstawała (przez wieki i wobec bardzo różnych kultur), to pewnie i tak powinna być odczytywana: we wspólnocie, która sobie opowiada, która szuka ducha, a nie okłada się literą.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe". Tekst ukazał się pierwotnie w Gazecie Krakowskiej

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.08

Liczba głosów:

256

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?