Księże, zamieńmy się rolami

Dominika Frydrych
(fot. unsplash.com)

Ugotuj mi obiad. Ja opowiem Ci o Bogu.

 

Kiedy weszłam do kuchni, on właśnie zabierał się do obierania warzyw. Przywitaliśmy się. Kojarzyłam jego grupę, to było z dziesięć osób, na oko mniej więcej w moim wieku. Włożyłam naczynia do zlewu i zagadnęłam: sam robisz obiad dla wszystkich, serio? Uśmiechnął się, przytaknął. "Skąd jesteście?" "Austria. Duszpasterstwo akademickie z Wiednia. A wy?" "Z Polski." "Przyjechaliście na święta?" I tak gawędziliśmy sobie w kuchni pewnego ośrodka w Tabdze. Ja zmywałam, on kroił marchewkę.

 

Dużo później zorientowałam się, że to był ich duszpasterz.

 

Wieczorem dołączyliśmy do mszy, którą odprawiał. Cichej, kameralnej. Ze spokojnym jeziorem Galilejskim w roli prezbiterium. Na koniec, po błogosławieństwie, ktoś z jego grupy zaintonował "Salve Regina". Wszyscy dołączyli, śpiewając łacińskie wersety. Widocznie taka ich wieczorna modlitwa. Następnego dnia obiad gotowali już wspólnie. Zajęli jeden ze stołów w jadalni, podzielili się zadaniami. Nie miałam pojęcia, o czym mówią, rozmawiali po niemiecku. Byli razem, zaśmiewali się co chwilę. Błogosławiona normalność.

 

Czemu widok księdza, który gotuje obiad ludziom ze swojego duszpasterstwa, jest dla mnie tak poruszający? Przecież osobiście znam takich, którzy mogliby być na miejscu tamtego Austriaka. Mam wśród nich prawdziwych duchowych ojców i braci, z którymi mogę pośmiać się z głupot, podyskutować o Bogu i przyjąć od nich sakramenty. I sama podzielić się czymś, co zmieni ich myślenie i chociaż trochę przybliży do Niego. Znam to z własnego podwórka - a jednak czuję, że chociaż moje doświadczenie jest dobre, nie mogę zamknąć w nim całości.

 

***

 

"Zwróciłaś uwagę, jak mało było księży?" - pytał mnie ze szczerym zdziwieniem o. Tomek Gałuszka po Strefie Zero, jeden z tegorocznych mówców. "Czy ja wiem… Chyba zawsze jest tylu" - odpowiedziałam, przyzwyczajona, że na takich imprezach często i głoszą, i słuchają świeccy. Tak, było czymś cudownym i znaczącym, że zjawił się bp Grzegorz Kaszak, jeden z pasterzy diecezji, który rozpoczął wydarzenie i pobłogosławił je, a inny, bp Andrzej Siemieniewski, wygłosił nauczanie. Że, dzięki obecnym duchownym, mogliśmy przeżyć Eucharystię i spowiedź.

 

A jednak dysproporcja jest ogromna: na tysiąc trzystu uczestników - kilku(nastu?) kapłanów.

 

Czemu nawet nie dostrzegam, jak mało jest księży na konferencji, którą od początku do końca tworzą przede wszystkim świeccy? Jadę tam i wiem, że będą ci, którzy są zawsze i nie przyjdzie mi do głowy, że mogłoby być więcej. O co chodzi - czy takie imprezy traktuje się jako fanaberię? Atrakcję dla środowiska charyzmatycznych freaków? Wygrywa wytrych: "to nie moja duchowość", chęć ustawienia świeckich wyłącznie w roli słuchaczy, a nie nauczających, a może jeszcze coś innego? Czy to dlatego ci, którzy są pasterzami we wspólnotach i w parafiach nie przyjeżdżają usiąść w środkowych i tylnych rzędach, i posłuchać świeckich liderów?

 

***

 

Księża, potrzebujemy was. Jest przestrzeń, w której ani ja, ani żaden inny świecki was nie zastąpi: nie odprawimy za was mszy i, nawet gdybyśmy próbowali z całej siły, nikogo nie rozgrzeszymy.

 

Ale potrzebujemy też być dla was potrzebni. Może i trzeba głośnych kryzysów, odejść, załamań i zgorszeń, całej tej nieustającej serii niefortunnych zdarzeń, żeby okazało się, że "najprzewielebniejsi" potrzebują nas, świeckich. Nie tylko "do pomocy", posprzątania kościoła albo wręczenia kwiatów biskupowi. Nie do żadnych fasadowych ról. Ale przede wszystkim - do głoszenia. Jesteśmy w końcu naczyniami z tej samej gliny. Wy jesteście szafarzami sakramentów, braćmi w Jezusie i partnerami w rozmowie. My - świeckimi kobietami i mężczyznami, singlami i ludźmi w związkach, którzy naprawdę spotkali żywego Boga. To ciągnie nas dalej: jeździmy na rekolekcje, formujemy się we wspólnotach, mamy stałych spowiedników, sięgamy po książki, zgłębiamy teologię, angażujemy się w takie czy inne inicjatywy, płacimy dziesięcinę. Nie jesteśmy w Kościele ze względu na tradycje rodzinne ani przyzwyczajenie. Nie jesteśmy tu za kimś ani przeciwko komuś. Nie jesteśmy tu ze względu na was. Zależy nam na Nim. I to On wysyła nas do działania.

 

Sami wiecie, że tak to wygląda: słyszysz Słowo i musisz dać je dalej. Przyjąłeś - przekazujesz. Wiecie o tym, prawda? A czy patrzycie tak na rozmowy z nami? Myślicie o głoszeniu Ewangelii jednostronnie, jako o waszej wyłącznej misji, czy raczej zastanawiacie się, jak zapalić nas do głoszenia - na różnych poziomach? Wyobrażacie sobie głoszenie nawzajem nauczań? Dzielenie się świadectwami? Wyobrażacie sobie, że czasem możemy zamienić się rolami: że to wy, księża, ugotujecie nam zupę, i posłuchacie, a my, świeccy, ogłosimy Wam Jezusa, który umarł i zmartwychwstał? Wyobrażacie sobie, że gdy dopada was kryzys, nie uciekacie w tematy zastępcze, nie zamykacie się w gronie współbraci albo na plebanii, ale idziecie do wspólnoty, którą się opiekujecie - lub na spotkanie dowolnej wspólnoty, którą znacie - i prosicie tam o pomoc? Albo, tak po prostu, przyjmujecie? Wierzycie, że możecie od nas zaczerpnąć? My wyjaśnimy wam pisma, a wy będziecie łamać dla nas chleb?

 

Potrzebujemy waszego wsparcia. Drapieżnie i desperacko. Macie za sobą studia teologiczne, często wielkie doświadczenie, setki godzin spędzonych w konfesjonale i podczas rozmów z ludźmi. To naprawdę nieocenione. Nie zabierajcie tego dla siebie. Ale nie traktujcie nas tylko jako tych, do których trzeba głosić i których należy oświecać. Zacznijmy myśleć o tym, jak budować Słowem siebie nawzajem, razem wychodzić na krańce - gdziekolwiek one są, a wydaje się, że są bliżej niż kiedykolwiek - i tam głosić. Chyba już pora.

 

Dominika Frydrych - redaktorka i dziennikarka DEON.pl. Autorka książki "Pełnymi garściami".

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.88

Liczba głosów:

32

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

fuma.temple 10:56:42 | 2019-07-01
Chcę zaświadczyć o tym, co rzucający zaklęcie zrobił dla mnie i mojego mężulka. Jesteśmy małżeństwem od 2007 r. Bez oznak ciąży lub poczęcia. Wyszedłem wtedy z kontroli urodzeń i nie miałem okresu. Mój żyroskop dał mi progesteron do skoku - rozpocznij okres i tak się stało, ale nie miałem kolejnego. zrobiliśmy kolejną rundę progesteronu, a następnie 100 mg clomidu przez 5 miesięcy, przestrzegaliśmy wszystkich zaleceń lekarzy, ale bezskutecznie. Kupowałem test ciążowy zestawów owulacyjnych I wreszcie dostałem 3 testy, kiedy ja owulowałem! Od tego czasu próbujemy od lat! Cóż, byłem bardzo zdezorientowany, ponieważ nadal biorę test ept I wszyscy okazują się negatywni! Naprawdę chcę dziewczynkę, podczas gdy mój mężulek chce chłopca LOLL! Myślę, że może po prostu próbujemy za bardzo, co mogę ci powiedzieć, że minęło już wiele lat i wciąż nie mam czasu, żeby nikomu pomóc, ponieważ każde ciało wokół nas było już na skraju utraty ich wiara w nas.no miała biec do jednego wiernego dnia, kiedy czytałem czasopismo i natknąłem się na stronę, gdzie znalazłem temat lub nagłówek , który może uzdrowić kogoś z HIV i AIDS, przywieźć swój EX , powiększ swoją PIERSIĘ, pomóż zdobyć LOTERIĘ VISA, stracić MASĘ, a nawet zdobyć sześć PAKIETÓW I spłaszczyć BELLY, spróbowałem i zanim nie mogłem tego zrobić, Kapłan Salami uratuje mnie przed moim problemem, rzucając zaklęcie dla mnie i powiedział mi, żebym się kochał z moim mężulkiem, potem dziewięć miesięcy po zaklęciu i kochaniu się z mężem dostarczyłem bliźniak CHŁOPIEC I DZIEWCZYNA. To czarodziejskie nazwisko rzuca kapłana Salami, tak wielu ludzi jest świadkami jego wspaniałej pracy .. Jest miły, skontaktuj się z nim na [email protected] WHATSAPP +2348105150446, jeśli masz jakieś kłopoty Dzięki tak bardzo !!

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ssaammuurraajj 08:26:08 | 2019-07-01
super  ja jestem  za. Niestety czy  w  waszych parafiach choćby  w niedzielne popołdnie  ksiądz spaceruje po  swojej parafi? Rozmawia  z ludźmi? No jak  ktoś chce rozmawiac to  drzwi kancelarii  są  otwarte we  wtorki od 16 do17 i sobotę od 9 do 11. Wszyscy mogą  przyjść a tabunami  chodzą że hej. Toszkę  mnie poniosło  bo się rozmarzyłem i  zderzyłem  się  z rzeczywistością. Ale było bi miło  spotkać ksiedza i pogadać o pogodzie .

Oceń 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

natali.swiderska 00:15:39 | 2019-06-28
Odbieram ten tekst jako zaproszenie do pogłębienia relacji między kapłanami a świeckimi. Gdy traktujemy siebie nawzajem jak braci zbliżamy się do siebie. Oby tak się działo. To najlepsze co możemy zrobić w dobie kryzysu, przez który przechodzi nasza wspólnota.  Głębszych relacji, zażyłości, miłości, tego życzę mojemu Kościołowi. Dzięki za ten artykuł!

Oceń 16 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?