Po Marszu Równości w Gdańsku. Wrażliwość i szacunek potrzebne po wszystkich stronach

Piotr Żyłka

To, co zostało zrobione podczas gdańskiego Marszu Równości, jest niesamowicie smutne. Kolejna rana, którą sobie nawzajem w Polsce zadajemy i która szybko się nie zagoi.

 

Nie odzywałem się i nie protestowałem, kiedy zrobiono artystyczną "przeróbkę" obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry. Nie zareagowałem publicznie, mimo że czułem, że coś było nie tak. Nie byłem oburzony, ale było mi przykro, że w grupie społecznej, która tak dużo mówi o wrażliwości, zabrakło szacunku dla wrażliwości innej grupy, dla której ten obraz i wszystko, co on sobą reprezentuje, jest ogromnie ważny.

 

Obserwowałem wtedy różne dyskusje, czytałem opinie i nie potrafiłem się w żadnej z nich odnaleźć.

 

Nie kpić

 

Dopiero po przeczytaniu komentarza Pawła Kowala w "Rzeczpospolitej" poczułem, że w końcu ktoś pomaga mi nazwać, co się we mnie dzieje. I dlaczego - mimo braku oburzenia - czuję się całą sytuacją mocno zasmucony.

 

W jednym z najbardziej dramatycznych momentów "Ziemi obiecanej" Zucker, łódzki Żyd, przychodzi do Karola Borowieckiego, delikatnie mówiąc, niezbyt gorliwego katolika: "Pan przysięgnie na ten obrazek, to jest obrazek Matki Boskiej, ja wiem, co to jest wielka świętość u Polaków". W tym zdaniu jest istota sprawy.

 

Reymont, zresztą sam agnostyk, jak mało kto wyczuwał, w czym rzecz. W stulecie insurekcji kościuszkowskiej poszedł nawet jako niewierzący na Jasną Górę i napisał świetny reportaż z dziesięciodniowego marszu, ani słowem nie uchybiając wierzącym. W 1968 roku jeden ze znanych emigrantów, któremu także daleko do wiary katolickiej - żegnał się z Polską na Jasnej Górze, skąd wziął jako pamiątkę na całe życie medalik.

 

To jasne, że tęcza jest oryginalnie symbolem przymierza Boga z ludem wybranym i wiele wizerunków Najświętszej Marii Panny ozdobionych jest tęczami. To oczywiste, że za swój wybryk autorka kolażu nie powinna być zatrzymana o poranku. Ale nie ma co udawać, że kobieta zrobiła swój happening ku pamięci starotestamentowych fraz Biblii. Po prostu wzięła swój mały "odwet" za agitację polityczną w dekoracjach grobów wielkanocnych itp. To prawda - trzeba było mocniej reagować wcześniej, przykładowo, gdy jasnogórskie mury służyły za dekoracje do spotkań partii nacjonalistycznych. Można bez końca dyskutować, kto pierwszy pozwolił na robienie z Czarnej Madonny części partyjnego przekazu. Kłębek złych emocji w narodzie jest już nie do rozwikłania.

 

Kowal podsumowuje, pisząc, że tu już nie chodzi o to, kto zaczął i kto ma rację, ale o elementarny szacunek dla inaczej myślących / wierzących / niewierzących, o powagę i umiar, bez których możemy zapomnieć o ładzie społecznym. I że "kpina z religii - nawet kpina tylko w percepcji urażonych, bez takiej intencji po drugiej stronie - jest nośnikiem konfliktu i potencjalnych zgrzytów".

 

Nie przekraczać granic

 

Kilka dni temu trafiłem na inny komentarz, który jest bliski mojej wrażliwości. Biskup Jerzy Samiec - w tym wypadku warto podkreślić, że jest to biskup luterański - zwraca uwagę, że "w życiu naszego społeczeństwa coraz częściej dochodzi do przekraczania granic polegających na wyrażaniu swoich poglądów, nawet bardzo słusznych, poprzez profanowanie symboli, "świętości" grup o odmiennych poglądach".

 

Dla mnie osobiście częstochowska ikona przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem jest tylko dziełem sztuki mającym wartość historyczną. Wiem jednak, że dla wielu katolików (i nie tylko) stanowi prawdziwą świętość. Niezależnie od tego, że choć nie podzielam tej wiary, uważam, że nie należy sięgać po tę "świętość" w dyspucie politycznej.

 

Oczywiście z punktu widzenia wyrazu artystycznego wiele rzeczy, które mogą wydawać się obrazoburcze, są dopuszczalne. Dlatego nie popieram protestów pod teatrami czy dawania zakazów wystawiania sztuk nawet wtedy, gdy dotykają tego, co jest przedmiotem mojej wiary. Trzeba tylko rozróżnić wypowiedź artysty od happeningu używanego w dialogu społecznym.

 

Uważam, że nigdy nie wolno sięgać po narzędzia walki mające na celu poniżenie adwersarza. I dotyczy to wszystkich stron. Nie pochwalam domalowywania tęczy do obrazu Matki Bożej, ale również sprzeciwiam się paleniu tęczy, która stała na placu Zbawiciela w Warszawie. Do tego samego, zakazanego sposobu wyrażania poglądów politycznych zaliczam wystawianie komuś aktu zgonu czy wieszania zdjęć na szubienicy. Nie wspominając już palenia kukieł przedstawiających osoby z jakiegokolwiek narodu, wyznania itd.

 

W tym jest sedno. I dotyczy to wszystkich sporów. Nie powinno przekraczać się żadnej granicy, jeśli konsekwencją jest zranienie i poniżenie drugiego człowieka.

 

Z takich spraw się nie żartuje 

 

Dlaczego teraz zabieram głos? Bo wydarzenia sprzed kilku dni z Marszu Równości w Gdańsku są przekroczeniem wszystkich granic, pójściem tak daleko, że trudno mi sobie wyobrazić coś bardziej niewrażliwego i prostackiego. Ludzie, którzy to zrobili, świadomie niszczą i tak już ledwo istniejące więzi w naszym społeczeństwie.

 

Znowu oddam głos bardziej doświadczonemu od siebie. Tak ten skandaliczny "żart" w Gdańsku komentuje Zbigniew Nosowski.

 

Są pewne rzeczy i sytuacje, z których nie godzi się żartować, a tym bardziej nie należy ich obśmiewać. Aby uszanować obecność Jezusa w konsekrowanej Hostii, nie trzeba być wyznawcą wiary katolickiej. Wystarczy szacunek dla tych współobywateli, którzy są katolikami. Nie trzeba przecież matury z religii, by wiedzieć, że to "coś", co katolicy nazywają "Najświętszym Sakramentem", jest dla nas naprawdę najświętsze. Jeżeli ktoś tego nie chce zrozumieć - nie posiada elementarnej empatii niezbędnej do tworzenia wspólnoty, która musi opierać się na wzajemnym szacunku.

 

Odrzucam argumenty obronne typu "to marginalny incydent". Jeśli ktoś twierdzi, że maszeruje na rzecz równości i pokoju pod hasłem "Miłość może tylko łączyć", a pozwala sobie na obsceniczne żarty z katolickiej pobożności, to dokonuje bolesnych podziałów i nie ma pojęcia o tym, czym ma być solidarne społeczeństwo.

 

Zmiana od dołu 

 

Jestem potwornie zmęczony tym, co już od długiego czasu dzieje się w naszym społeczeństwie i Kościele. Wrogie plemiona skaczą sobie do gardeł, ludzie Kościoła nie potrafią żyć w prawdzie o sobie samych i dbając o swoją dobrą reputację, dopuszczają zbrodnie i krzywdzenie niewinnych. Przykłady tego, jak my - Polacy i katolicy - się sami niszczymy, można by długo wymieniać.


Ktoś powie, że cóż zrobić, takie mamy "elity". Że politycy źli, że biskupi fatalni, że system nie działa, że instytucja skostniała. W tym wszystkim jest trochę prawdy. Ale coraz mocniej jestem przekonany, że nie możemy wszystkiego zwalać na tych, co na górze. Tak jest najłatwiej. Ale czy to coś zmieni?


Wiem, że wielu mówienie w obecnej sytuacji o tym, że każdy z nas musi spojrzeć uczciwie na siebie i zacząć zmianę od samego siebie właśnie, uzna za tanie rady w stylu Paulo Coelho. Ale ja naprawdę głęboko w sercu jestem przekonany, że bez takiej autorefleksji i bez zmian na najniższym poziomie, tym jednostkowym, na poziomie każdego z nas, nic w tym społeczeństwie i Kościele nawet nie drgnie.


Bo cóż z tego, że odejdzie Kaczyński i Tusk, jeśli zastąpią ich nowi politycy, wzięci spośród nas, o takiej samej mentalności i (nie)wrażliwości. To samo dotycz biskupów, proboszczów i księży. Świeckich kościelnych liderów zresztą też.


Chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym księża nie robią Grobów Pańskich szydzących i uderzających w środowiska LGBT. Ani w nikogo innego.


Chciałbym, żeby środowiska LGBT szanowały ważne dla chrześcijan przestrzenie i symbole. I nigdy nie szydziły z Najświętszego Sakramentu.


Chciałbym, żeby rzecznik prasowy episkopatu potrafił nie tylko skrytykować namalowanie tęczy na obrazie Maryi, ale równie stanowczo reagował na niemające nic wspólnego z chrześcijaństwem zachowania i hasła nacjonalistów pojawiających się na Jasnej Górze. I na te żenujące "twórcze" wybryki w Grobach Pańskich też.


Chciałbym, żeby biskupi i inni ważni ludzie Kościoła nie tłumaczyli się tym, że nic nie robili z pedofilami i zbrodniarzami, bo "nie było właściwych procedur" i nie czekali na instrukcje z Watykanu, tylko zawsze kierowali się sumieniem i Ewangelią.


Chciałbym żyć w społeczeństwie bez pogardy, w którym wzajemny szacunek, wrażliwość i troszczenie się o najsłabszych jest czymś normalnym i fundamentalnym. Codziennością.


I chciałbym Kościoła, który zamiast martwienia się głównie o swój dobry PR i zajmowania się kryciem kolejnych zbrodniarzy w sutannach (i nie tylko), był tą wspólnotą, która pomaga nam to wszystko zrozumieć i podpowiada jak cieszyć się z jedności w różnorodności.


Nie wiem, czy jest szansa wpłynąć na zachowanie ważnych polityków, duchownych i przedstawicieli środowisk LGBT. Trochę chyba przestaję w to wierzyć. Wiem tylko, że mogę zmienić siebie. Powiedzieć stanowcze nie brakowi wrażliwości w moim sercu. Starać się każdego dnia żyć tak, żeby nikogo nie ranić. I w ten sposób małymi krokami odbudowywać solidarność w naszym poranionym i podzielonym społeczeństwie.

 

 

Piotr Żyłka - redaktor naczelny DEON.pl, współautor "Życia na pełnej petardzie". W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka "Łobuzy. Grzesznicy mile widziani". Jeden z inicjatorów ruchu społecznego Zupa na Plantach. Jego działania można obserwować na Instagramie i Facebooku

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.12

Liczba głosów:

960

 

 

Komentarze użytkowników (35)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jawygo 19:47:11 | 2019-06-03
Napisał Pan "Kolejna rana, którą sobie nawzajem w Polsce zadajemy i która szybko się nie zagoi" Jaka ranę zadaje Kościół w Polsce homoseksualistom ?Organizuje procesje w ktorych sie z nich wysmiewa? Może nawołuje do tego aby " przepędzić rózowych" ? Uprawia Pan publicystykę o której Kisiel pisał : świniam,swiniaś ,swinia" i mysli Pan ze jest Pan obiektywny.To ludzie LGBT opluwają  nas wierzących za to że chcemy byc wierni Ewangelii!!!!!

Oceń 10 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 12:09:14 | 2019-06-02
https://www.rp.pl/Plus-Minus/305309923-Obluda-w-sosie-morskim.html

Oceń 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 11:53:55 | 2019-06-02
Mamy już za sobą wybory do Parlamentu Europejskiego i dzięki Bogu.
Mało kto zauważył, że po raz pierwszy w naszym kraju, Polsce w tak krótkim okresie czasu (a twierdzę, że wszystkie te działania były zorganizowane wyłącznie na potrzeby majowych wyborów) doszło do bardzo wielu ataków na Kościół. Tu nie chodzi tylko o koincydencję czasową publikacji filmu braci Sekielskich z wyborami, ale również o wiele aktów profanacji m.in. ikony Matki Bożej Częstochowskiej (tęczowe aureole, banany, etc.), a także Najświętszego Sakramentu.
Do tej pory takie rzeczy w naszej ojczyźnie się nie zdarzały, to było nie do pomyślenia.

Czy my, polscy katolicy chcemy dalej na to przyzwalać? A może wystarczy nam "pobiadolić", że jest nam z tego powodu bardzo smutno? Czy naprawdę jesteśmy ślepi i nie dostrzegamy, iż grubo przekroczono nieprzekraczalne granice? A może nam po prostu nie zależy?
Odnoszę wrażenie, iż część opiniotwórczych katolickich mediów wyznaje zasadę, że im bardziej nam katolikom będą ubliżać, to my dzięki swej biernej postawie w odpowiedzi będziemy się bardziej uświęcać.
Tylko czy na pewno?

Oceń 22 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarzenaD 10:19:43 | 2019-06-02
I dlatego teraz w Gdansku prezydent miasta pozwala na:  "Burzenie polskiego Kościoła"  jako element obchodów rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 w Gdańsku. To tyle w kwestii wiarygodności ubolewania prezydent Dulkiewicz za profancje w Paradzie Wolności. Oczywiście z tym pomysłem na "burzenie Kościoła" podzielił się p.Jażdżewski w strafeie spolecznej-demokracja. 

Oceń 17 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Stanibor 11:04:29 | 2019-05-30
Pani prezydent Dulkiewicz dobrze wiedziała co dzieje się na manifestacji, której patronowała, popierała, popiera i dalej będzie popierać. Tego samego dnia lub dzień po manifestacji widziała zdjęcia z przebiegu profanacji katolickiej procesji, co nie wyklucza, że mogła obserwować ją już na żywo jako uczestniczka manifestacji i pisała na twitterze, że nie widzi w tym nic niestosownego, można sprawdzić, internet pamięta. Dystansujący się komunikat wystosowano kilka dni później jak uznano, że wizerunkowo można za wiele stracić. Nie sądzę jednocześnie, że Gdańszczanom w swojej masie takie profanacje bardzo przeszkadzają, to liberalna wielkomiejska społeczność porównywalna pod tym kątem może tylko z Warszawą, większość młodych lokalnych wyborców nie utożsamia się z katoliką symboliką, nie widzi potrzeby żeby chrześcijańskie sacrum było we czci i objęte większą ochroną prawną jak na przykład logo MacDonalda. Smutne, niesmutne ale prawdziwe, młodzi Polacyn nie są już nie tylko praktykującymi katolikami, ale nawet katolikami kulturowymi, chrześcijaństwo w Polsce stało się tylko jednym z wielu równoległych filatów kulturowej tożsamości państwa.

Oceń 34 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Stanibor 10:56:16 | 2019-05-30
Poczytajcie co sami organizatorzy tych "happeningów" piszą na redditcie czy swoich stronach na facebooku, ewentualnie - mało prawdopodobny wariant - zapytajcie jak znacie ich osobiście. Oficjalne ugrzecznione komunikaty wystosowane w celu uniknięcia odpowiedzialności prawnej mało mają wspólnego z prawdziwymi intencjami. Celem takich akcji jest właśnie dokładnie by katolikom było niemiło, by poczuli się źle, by zamanifestować w przestrzeni publicznej, że w Polsce jest już wiele osób niechętnie i wręcz pogardliwe podchodzących nie tylko do przesłania Kościoła Katolickiego (mógłbym z ich perspektywy taką postawę zrozumieć, ale oczywiście nie popierać), ale chrześcijaństwa u samego zarania, do Biblii, do antropologii chrześcijańskiej, do wizji monoteistycznego Boga. Nie wszyscy aktywiści LGBT+ tacy są, ale z tymi co opisałem wyżej jakikolwiek dialog, rozmowa, kompromis wydaje się niemożliwy.

Oceń 30 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 05:24:15 | 2019-05-30
Dobrze, że Pan dwa razy podkreślił, że nie był oburzony. Ktoś mógłby nie zauważyć i nie wiadomo co by sobie pomyślał...

Oceń 60 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Tadeusz_25 00:32:25 | 2019-05-30
Panie Piotrze, nie wiem dlaczego (tzn. nie przytoczę teraz konkretnych argumentów), ale pana zapewnienia o zmianie spojrzenia i myslenia zupełnie mnie nie przekonują. W ostatnich dniach chyba był specjalny przekaz dla fanów politpoprawności: Dulkiewicz się odcina, Hołownia krytykuje, pan przegląda na oczy, Lis i Kraśko zmieniają zdanie o Kaczyńskim, nawet Zbigniew Nosowski jakby na nowo zaczął wierzyć i proklamuje się obrońcą wiary, jeszcze niech się "Tygodnik Powszechny" wyprze gender, a "Więź" odbędzie pielgrzymkę pokutno-wynagradzającą na Jasną Górę z udziałem sygnotariuszy listu w obronie Elżbiety Podleśnej (która poprowadzi nabożeństwo pokutne na wałach). Może dlatego, że wylicza pan domniemane winy innych, a ucieka od swojej bierności (gdy trzeba bronić świetości, a grzech nazwać grzechem) i braku rzetelności dziennikarskiej (w imię politpoprawności odmawiając prawa do nazwania zła, jednocześnie przekłamując rzeczywistość). A prawdziwe nawrócenie nie polega na wytykaniu palcem, ale na odwadze powiedzenia przepraszam, żałuję, przebaczam.

Oceń 469 42 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 00:09:00 | 2019-05-30
Pan, panie Piotrze podobnie jak Prezydent Gdańska, pani Aleksandra Dulkiewicz zawsze zachwycał się, gdy organizowano w Polsce wszelkiej maści parady gejów i innych zboczeńców. I podobnie jak pani Prezydent przez te kilka ostatnie dni wstrzymywał się od oceny owego "marszu równości".
Oczywiście w końcu "poszedł Pan po rozum do głowy", bo bóg demos z czasem pozwolił Panu i tej Pani zmienić zdanie na temat tego typu imprez. A był Pan w przeszłości ich zagorzałym sympatykiem.

Polskie społeczeństwo nie dało się nabrać i uwikłać w ten haniebny, zrealizowany wyłącznie w kontekście i na potrzeby wyborów do Parlamentu Europejskiego skandaliczny spektakl.
Wszyscy w Polsce byli oburzeni!
"Lewica katolicka" też spuściła ze wstydu wzrok.
Vox populi, vox Dei, panie Piotrze. :-)

Oceń 89 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

rafal_janus 21:35:20 | 2019-05-29
Panie Piotrze, dołączam do głosów zapewniających Pana o tym, że nie jest Pan sam. Ja również nie widzę innej opcji, niż ta, żeby swoich emocji i uczuć słuchać, ale niekoniecznie spuszczać je z siebie w internetowych "wypowiedziach" bez przefiltrowania przez sito rozumu i serca, czyli sito miłości, z jaką sami - każdy z nas - zostaliśmy ukochani i przyjęci przez Boga bez żadnych warunków.

Oceń 11 127 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?