Rodzice się domagają?

Jacek Siepsiak SJ
(fot. deposit photos)

Rodzice uczniów najczęściej mają poczucie, że ich wpływ na edukację (zwłaszcza publiczną) jest żaden.

 

Wygląda na to, że szykuje się nowa przedwyborcza wojenka. Będą w niej wykorzystywani rodzice uczniów. Powołując się na ich opinię, jedni atakują, a inni bronią postulatów LGBT. W ramach wygodnego ustawiania sobie przeciwnika nagłaśnia się skrajne stanowiska.


W takich warunkach nie będzie możliwa żadna realna reforma edukacji. A powstaje coraz więcej pytań o edukację seksualną uczniów, o miejsce dla katechizacji w szkole publicznej, o politykę historyczną, jaką powinni nasiąkać przyszli obywatele, i o inne "wychowawcze" tematy.


Słyszymy (też z ust hierarchów Kościoła), że to rodzice powinni mieć decydujący wpływ na kształt edukacji swoich dzieci. To postulat bliski wszystkim tym, którzy obawiają się autorytarnych państw wychowujących sobie uległych wobec władzy obywateli. Pamiętamy specjalny chów szczeniaków z "Folwarku zwierzęcego" Orwella. Daje do myślenia również fanatyzm i okrucieństwo bojówek złożonych z dzieci wykradzionych rodzinom. Sumienie młodych jest podatniejsze na deformację.


Postulat jest dobry. Sęk w tym, że powoływanie się na opinie rodziców brzmi trochę jak "internauci ocenili". Skąd wiemy, jaka jest opinia rodziców?


Można powiedzieć: ministerstwo edukacji reprezentuje większość wyborców. Ale czy też rodziców uczniów? Zresztą władze samorządowe często inaczej widzą wychowawczą rolę szkoły, którą utrzymują.


Wydaje mi się, iż rodzice najczęściej mają poczucie, że ich wpływ na edukację (zwłaszcza publiczną) jest żaden. I do tego jest to dla nich wygodne, bo nie znajdują czasu na to, by wpływać. A jednak to dobry postulat, by mieli wpływ, szczególnie tam, gdzie chodzi o wychowanie.


Jak zrealizować ten postulat? Jedną z dróg może być wyłączenie "wychowawczych" przedmiotów ze zwykłego systemu cotygodniowych lekcji. Pofantazjujmy.


Wyobrażam sobie zajęcia rodzinne, np. wspólny wyjazd uczniów z rodzicami i nauczycielami, weekendowy lub tylko niedzielny (skoro mamy już niehandlowe niedziele dla rodziny). Kilka razy w roku, nie więcej. I tylko do pewnego wieku uczniów. Tam są omawiane takie wrażliwe tematy jak seks, religia, tolerancja itp. Rodzic w każdej chwili może zainterweniować, a nawet w skrajnej sytuacji zabrać dziecko z takich zajęć. Uczestniczy w nich, więc nie tylko ma kontrolę, ale też tworzy klimat "życiowy", a nie "szkolny". Unikamy też zwykłego systemu ocen, a więc i pokusy zakuwania, zaliczania i zapominania, oraz tego, że z końcem szkoły kończą się religia i etyczne dylematy.


Już widzę problemy: Spory nad głowami uczniów. Brak czasu. Strach przed ujawnieniem żenujących braków w wykształceniu rodziców... Ale: albo mają mieć istotny wpływ, albo nie.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe". Tekst ukazał się pierwotnie w Gazecie Krakowskiej

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.27

Liczba głosów:

154

 

 

Komentarze użytkowników (29)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

koru 07:37:37 | 2019-03-21
Znalezione w sieci:
ucz dziecko jaka fajna jest zabawa o charakterze seksualnym i oczekuj, że na propozycję takiej zabawy ze strony dorosłego ucieknie z wrzaskiem.

Lewacka logika.

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

patyk 22:53:47 | 2019-03-19
co za oderwany od rzeczywistość człowiek to pisał??? ... każda rodzina ma trochę inne poglądy nt. religi, morlaności itd. taki wspólny wyjazd skończyłby się mega wojną. Właśnie dlatego każdy rodzic ma prawo i obowiązek samemu, w domu, na spokojnie przekazywać sysytem wartości w który wierzy.

Szkoła może uczyć biologii, wychowywać ma rodzina. Lewicowcy nigdy tego nie zrozumieją, oni by chcieli "nowego" człowieka odciskac jak od formy. Instytycja - matką, czy to dla Platona, czy Franciszka... fe!

Oceń 18 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

blockajoana 18:43:06 | 2019-03-19
Wspólne wyjazdy nauczycieli, rodziców i uczniów mogłyby się udać bo być może okazałoby się, że to rodzice są głównymi niedouczonymi a problemy ich dzieci to skutek ich niedouczenia.  Przyznajmy się szczerze, ilu z nas rodziców szczerze rozmawiało lub rozmawia ze swoimi dziećmi na temat edukacji seksualnej. Czy nasi rodzice z nami rozmawiali? No właśnie, i tak to się toczy. Po ciemku i pod pierzyną, tak prawdopodobnie poczęła się większosć z nas.

Oceń 6 50 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 23:13:07 | 2019-03-18
W krajach Unii Europejskiej obowiązkowa edukacja seksualna obowiązuje we wszystkich krajach za wyjątkiem Bułgarii, Cypru, Włoch, Litwy, Rumunii, UK i Polski. W Polsce jest sfera mistyczna, tajemnic apostolskich, prawd wiary, magii i mistycyzmu. Efektem braku wiedzy są funkcjonujące w przestrzeni publicznej jakieś fantastyczne opowieści o "nauce" masturbacji w przedszkolach czy fakt, że w szkole się przekazuje normalne informacje o fizjologii ludzkiego ciała jest oczywiście otwieraniem wrot do rozwiązłości, rozpusty, seksualizacji itp itd. Oczywiście, im dłużej dziatwa szkolna  wie, że dzieci przynosi bocian, masturbacja powoduje wysuszenie ..., zaś tabletki antykoncepcyjne wywołują raka, to młodzież będzie  nam rosła cnotliwa, bogobojna, skupiona na pobożnych dziełach i rozmyślaniach.

Oceń 7 58 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

poziom 21:49:24 | 2019-03-18
Odnoszę wrażenie, że napisał Ojciec ten tekst, bo było zamówienie redakcji choć niekoniecznie pomysł na to co napisać. 
I trochę mnie to martwi, bo lepiej nic nie pisać niż pisać, że nic się nie da uzgodnić, bo w sumie ci rodzice są tacy niewydarzeni, nie wiedzą czego chcą i niewiele można się po nich spodziewać.
Więcej wiary Ojcze ;-).

Oceń 32 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Maciej Niećko 21:47:39 | 2019-03-18
W mojej opinii,  ww. poglądy Jacka Siepsiaka SJ są całkowicie sprzeczne ze "Stanowisko biskupów warszawskich w sprawie tzw. „Deklaracji LGBT+”
http://archwwa.pl/aktualnosci/stanowisko-biskupow-warszawskich-w-sprawie-tzw-deklaracji-lgbt-2/?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul   :
standardy i wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), które, jak wynika z zapisu w “Deklaracji”, stoją u podstaw zaprezentowanej tam „edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole”
Grupa wiekowa Zakres edukacji (część)
0-4 lat
Doświadczanie radości i przyjemności w poznawaniu własnego ciała, w tym przyzwolenie
na dotykanie miejsc intymnych.
4-6 lat Doświadczanie radości i przyjemności w poznawaniu własnego ciała, w tym przyzwolenie
na dotykanie miejsc intymnych.
6-9 lat ✓ Wybory dotyczące rodzicielstwa, ciąży, płodności i adopcji.
✓ Różne metody antykoncepcji.
✓ Wprowadzanie pojęć „akceptowalne współżycie za zgodą obu stron”.
✓ Seksualne prawa dzieci.
9-12 lat ✓ Informacje na temat przyjemności, masturbacji, orgazmu, różnych metod
antykoncepcyjnych, ich stosowaniu i mitów dotyczących antykoncepcji.
✓ Doradztwo w zakresie antykoncepcji, skutecznego stosowania prezerwatyw
i innych środków antykoncepcyjnych oraz nauka ich uzyskiwania.
✓ Tematy menstruacji, ejakulacji, cyklu owulacyjnego.

Jestem ciekaw, z którym przełożonym Jacek Siepsiak SJ  konsultował treść swojego artykułu .

Oceń 41 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 20:35:22 | 2019-03-18
Mógłbym zapytać: Co się z nami stało?

Wszyscy mamy przecież jednego Pana: Jezusa Chrystusa i obowiązkiem nas wszystkich jest dokonywać wyborów zgodnych z Woją Pana. Tylko tak możemy uniknąć "wymiarów cierpień i przemocy po tym życiu".

Tymczasem w kluczowych kwestiach dla dzieci i młodizeży (owieczek Pana), nad Wolę Boga przedkładamy wolę środowisk LGBT.

Bracia i Siostry, czyście postradali zmysły?
O czym my tu dewagujemy?

Wszyscy jakośmy dzieci Boga, winni jesteśmy bronić stanowisk rodziców, broniących dzieci przed zgorszeniem.
Tak samo wspierać powinniśmy wszystkich którzy przeciwstawiają się patologicznym ideom rozwoju prowadzącego do degradacji moralnej i psychicznej.

Jakąż wartość posiada człowiek którego głównym motorem życia jest seks i to na dodatek seks przeciwny naturze człowieka.
O szkodliwości aktów seksualnych środowisk lgbt nawet nie będę pisał, bo o tym można doczytać w "wenerologii".

Każda poważniejsza choroba w tych środowiskach nie kończy się na wyleczeniu, lecz zaleczeniu i wciąż nawraca niszcząc organizm, włącznie z mózgiem.

Pozostawmy jednak ułomną naturę środowisk lgbt i zastanówmy się jaką korzyść wyniosą dzieci z proponowanych zajęć?

I tak większość "wiedzy" zdobywają w internecie.
Jeśli młody człowiek chce coś znaleźć w Internecie to i tak znajdzie.

Jednak w internecie nikt go nie zmusza, bynajmniej tak powinno być.
A tutaj w proponowanych programach edukacji chce się przemycać treści niezgodne z naturą człowieka, czlyli treści szkodliwe tak dla ciała człowieka jak i psychiki człowieka.

Mógłbym zapytać, ale ja już wiem.
Kroczymy ścieżkami upadku tego świata.
I tylko od nas zależy czy i my upadniemy wraz z tym światem, czy może wybieżemy Wolę Boga i dołączymy do ludu wybranego, który ucztuje wraz z Panem.

Oceń 32 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 08:59:09 | 2019-03-18
Dzieci nie słuchają, dzieci naśladują.

Oceń 16 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Katarzyna Jarkiewicz 05:14:43 | 2019-03-18
Co zaś do edukacji seksualnej: w Polsce jest w szkołach od 1921 i zawsze wywoływała i wywołuje ogromne poruszenie co do problematyki i metod przekazywania wiedzy oraz wieku,kiedy ją wdrożyć. To zrozumiałe,bo edukacja seksualna jest wykwitem kultury społecznej i jej transformacji.Jest pisana pod dominujący wzorzec kulturowy,ale również modelowany pod pożądany dla państwa wzór zachowań społecznych.Zwłaszcza w okresie depopulacyjnym wzorzec taki jest wysoce konserwatywny: chodzi o podniesienie wskaźnika reprodukcyjnego w rodzinach, a nie o hedonistyczne wzmocnienie przyjemności. Od lat 70. jest kryzys edukacji seksualnej,gdyż indywidualizacja zbyt szybko postępuje,pogłębia się rozpad rodzin i państwo nie jest w stanie kontrolować reprodukcji tak jak dawniej. Co za tym idzie postulat utrzymania edukacji seksualnej w szkołach wydaje się przeciwskuteczny:generuje zbyt duże środki finansowe,a zyski z tytułu jej wprowadzenia są wątpliwe.

Oceń 16 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Katarzyna Jarkiewicz 05:01:52 | 2019-03-18
Edukacja w szkole jest pewnym rodzajem umowy społecznej,którą zawiera państwo z obywatelem,że podejmie jak najlepsze wysiłki,aby przygotować młodego człowieka do życia w społeczeństwie.Ta umowa obu stronom przynosi korzyści:edukacją nie muszą się martwić rodzice (jak ją zorganizować,jak przeprowadzić,jak skontrolować rezultaty) i państwo ma prawie nieograniczony wpływ na obywatele,może go urabiać wg własnego widzimisię. Edukacja nie znaczy dla każdego rodzica to samo:część rodziców,gdyby nie było przymusu szkolnego wogóle edukacją dzieci by się nie przejmowała, również szkoła nie jest najlepszym miejscem do edukacji -szkoła to najgorsze miejsce do edukacji,ale najskuteczniejsze i najtańsze, więc funkcjonuje i ma się dobrze. Postulat większego wpływu rodziców na edukację jest stary jak świat szkolnej edukacji i zawsze bierze się z pewnego kryzysu zaufania do instytucji państwa. Nigdy jednak w dziejach demokracji nie został zrealizowany inaczej niż przez zmianę władzy- postulat ten jest straszakiem,bo żaden rodzic, zwyczajnie z wygody,nie jest zainteresowany wzięciem całej odpowiedzialności za edukację własnych dzieci na siebie. Czasami zdarzają się tacy rodzice,ale to naprawdę wyjątki. I płacą za to wysoką cenę

Oceń 22 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook