Godność zakonnicy

Katarzyna Nocuń
(fot. cathopic.com)

Widziałam kobiety myjące klasztorne podłogi, pracujące w zakrystii, w parafialnej kancelarii, sprzątające kościół. Jeśli jest to czyjś świadomy wybór, to nic mi do tego.  Jednak jak często kwestie nierówności i wykorzystywania przykrywa się w katolickich rozmowach banałami o służbie, poświęceniu i świętości?

 

Mamy swoją godność i musimy być tego świadome; nie możemy dać się wykorzystywać; musimy same się szanować i nie pozwalać, by nas nie szanowano - tymi słowami matka Jolanta Olech sekretarka generalna Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych kończy wywiad udzielony KAI.  Wcześniej zakonnica przyznała, że w Polsce problem wykorzystywania seksulanego sióstr przez duchownych istnieje od dawna i miała do czynienia z kilkoma tego rodzaju przypadkami.  

               

Pytanie, czy godność i szacunek, o których pisze matka Jolanta Olech, są możliwe bez reformy zakonów żeńskich, zmiany formacji w zgromadzeniach i podejścia do kobiet w Kościele jako takim?

               

O zakonach i zakonnicach wiem mało. Myślę, że nie odbiegam tu od normy nawet wśród zaangażowanych katolików. Żeńskie zakony - zwłaszcza te klazurowe - są niedostępne, zamknięte, na uboczu. Siostry nie głoszą kazań, nie widać ich. Nie ma ich (prawie) w mediach, a jeśli piszą, to raczej ksiązki kucharskie niż artykuły. Dysproporcja między aktywnością zakonnic i zakonników w życiu publicznym uderza. Nie chodzi tu o licytowanie się, kto ma więcej, ale o reprezentację stanowisk, o możliwość nadawania tonu dyskusji także wewnątrz kościoła. To kwestia nagłaśniania takich właśnie tematów, jak molestowanie seksualne - w tym wypadku zakonnic. Media w kościele mogą pełnić podobną rolę, jaką (w założeniu) mają media świeckie, czyli patrzeć władzy na ręce, dostrzegać patologie - po to, by reagować.

 

Postawa skłaniająca innych do szacunku jest trudna do utrzymania w stytuacji, gdy żeńskie zakony, ale też kobiety w hierarchii kościelnej zajmują niską pozycję. Nie mogą głosować na synodach, choć dopuszczeni do tego przywileju czy też prawa zostali bracia zakonni (na synodzie o młodzieży w ubiegłym roku).  Zuzanna Radzik w "Tygodniku Powszechnym" (Kościelne #Metoo) zwraca uwagę, że istotą molestowania seksualnego jest nadużycie władzy. Autorka przywołuje wypowiedź redaktor naczelnej kobiecego dodatku "L'Osservatore Romano" Lucetty Scaraffii, która pisze, że nadużycie to wypływa "z perwersyjnego rozumienia roli kapłana i zła klerykalizacji". Czy możliwe jest więc zapobieganie nadużyciom wobec kobiet bez zmiany struktury władzy w Kościele, bez zrobienia miejsca kobietom, dania im prawa głosu i autonomii?

 

Z dzieciństwa pamiętam tajemnicze postacie w czarnych sukniach i welonach. Pozbawione indywidualnych cech.  Zawsze siadały razem w jednych z pierwszych ławek w kościele. W procesjach też szły razem, ale dalej,  z tyłu, za księżmi, za ministrantami i służbą liturgiczną.  To było zgromadzenie czynne. Widziałam kobiety myjące klasztorne podłogi, pracujące w zakrystii, w parafialnej kancelarii, sprzątające kościół. Jeśli jest to czyjś świadomy wybór, to nic mi do tego.  Jednak jak często kwestie nierówności i wykorzystywania przykrywa się w katolickich rozmowach banałami o służbie, poświęceniu i świętości? Na ile taka postawa i formacja zakonnic wynika z dojrzałego rozumienia służby, a na ile jest wysublimowaną formą manipulacji? Marta Abramowicz w książce "Zakonnice odchodzą po cichu" próbuje zrozumieć, skąd bierze się róznica w funkcjonowaniu zakonów męskich i żeńskich w Polsce. W tych pierwszych można chodzić bez habitów, w drugich  -  nawet dostęp do laptopa wymaga zgody przełożonej.  Wyobrażenie o patologiach w formacjach zakonnych kobiet daje wypowiedź anonimowego spowiednika - podsumowuje, że spowiedzi sióstr są "nieporadne", a same zakonnice  "katują się religijnie, wiarę sprowadzając do obrzędów"; uczone są, że istotą życia zakonnego jest przestrzeganie reguł i tradycji.

 

Do tego dochodzi "wychowywanie" do posłuszeństwa przełożonym - jak w jednej z historii przywołanej przez Zuzannę Radzik we wspomnianym wcześniej artykule. Doris Wagner wstąpiła do zakonu w latach 90 mając 19 lat, gdzie jak mówi "złamano ją" do posłuszeństwa przełożonym. Po pięciu latach pobytu w zakonie została zgwałcona przez męskiego przełożonego domu; potem za jego sprawą stał się jej spowiednikiem. Nie ma spisanych czy choć wypowiedzianych na głos historii wykorzystanych polskich zakonnic. Matka Jolanta Olech pisze o znanych jej "bolesnych" sytuacjach , nie zdradza nic więcej. Tymczasem za tą tajemnicą kryje się niewyobrażalne cierpienie kobiet, którym najpierw odebrano wewnętrzną siłę do samostanowienia (nazywając to cnotą), a potem wykorzystano i zostawiono bez realnej pomocy, bez wymierzenia sprawiedliwości sprawcy i bez zadośćuczynienia za jej krzywdę. 

               

Według matki Jolanty Olech problem ma szersze tło i wiąże się z ogólnym stosunkiem do kobiet w naszym społeczeństwie, ze skalą "molestowania" w naszym kraju. Papież Franciszek w podróży powrotnej z pieglrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że "ludzkość nie dojrzała", a kobieta jest uważana "za osobę drugiej kategorii". Błędem byłoby jednak traktowanie tych ocen jako zachęty do bierności w myśl zasady:  najpierw musi zmienić się świat, żeby mógł zmienić się Kościół. Zwłaszcza, że silna hierarchizacja, dominacja mężczyzn w połączeniu z formacją religijną pozbawiającą jednostkę władzy nad sobą sprzyjają skrajnym formom nadużyć - przypadkom "seksualnego niewolnictwa" w Kościele, o których mówił papież Franciszek.

               

Żeby było jasne. Nie jest to cała prawda o żeńskich zakonach, ale jej najbardziej mroczna część. Do zgromadzeń - w tym do kontemplacyjnego poszły trzy - cztery dziewczyny, z bliższego lub dalszego mojego otoczenia.  Nie mam wglądu w ich życie, ale ze spotkań już po wstąpieniu przez nie do zgromadzeń odczucia miałam jak najbardziej pozytywne, towarzyszące kontaktowi z osobami spełnionymi, które znalazły swoje miejsce w życiu.  O mrocznych stronach trzeba jednak pisać i wyciągać je na światło dzienne. To w cieniu mieści się bowiem realne cierpienie najbardziej bezbronnych.

 

 

Katarzyna Nocuń - dziennikarka, redaktorka. Interesuje się polityką zagraniczną i reportażem

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.3

Liczba głosów:

308

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

patyk 23:04:29 | 2019-02-26
kobieta jest szczęśliwa kiedy ma nad sobą silnego dominującego mężczyzne, wsyzstkie tego pragną, ale się wstydzą! ksieża i zakonnice są spoko i dają rade, odwagi! może wielu jest księży infantylnych, może sporo sfrustrowanych sióstr, ale spokojeni! przecież jest w tym wszystkim Bóg i prowadzi to od tylu lat.

Oceń 18 33 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

sklara 22:48:33 | 2019-02-26
Dziekujęmy za obornę godnosci zakonnicy ale nic im bardziej nie szkodzi niz takie artykuły. Dobrze by było gdyby siostry sae  pisaly o swojej goności, a jeszcze lepiej aby nie traktowac ich ze wspólczuciem serdecznym.  Zmianiają się czasy zmieniają się zakony może  wolniej a jednak...

Oceń 20 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Fabian93 11:00:39 | 2019-02-26
Nie wierze, ze polscy kapłani(za wyjatkiem marginesu) masowo molestują zakonnice. Po co w ogóle tego typu artykuliki? Aby rzucać cień na kapłanów Kościoła? ;)

Oceń 720 74 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Fabian93 10:56:54 | 2019-02-26
Nagle wszyscy sobie coś tam przypominają :( A gdzie przedawnienie? A gdzie prawo do obrony ? A gdzie w końcu domniemanie niewinności ?

Oceń 686 73 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Ewa_Z 10:08:10 | 2019-02-26
Nie tylko zakonnice są wykorzystywane.

Ks. Wacław Paluch po konflikcie z przełożonymi został wydalony z Zakonu Braci Najświętszej Marii Panny z Góry Karmel po 37 latach służby. Nie ma prawa do emerytury bo zakon nie odprowadzał za niego składek. Chodzi i prosi o posiłek czy herbatę ale... za pomoc księdzu grozi ekskomunika...

Konflikt dotyczył właśnie braku ubezpieczenia. Gdy w wyniku choroby znalazł się w szpitalu okazało się że musi sam zapłacić za leczenie...

https://pomorska.pl/ksiadz-wydalony-z-zakonu-w-regionie-za-pomoc-jemu-grozic-ma-ekskomunika/ar/13...

Oceń 15 95 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

J P 09:59:32 | 2019-02-26
Bardzo dobry, choć krótki tekst. Znam środowisko zakonne od 15 lat, przez pewien czas byłam nawet jego częścią. Formacja podstawowa to w wielu przypadkach - jak Pani słusznie wspomniała - pozbawienie prawa do samostanowienia. W Kościele łamane sa podstawowe prawa człowieka, wszystko oczywiście pod przykrywką woli Bożej i doskonalenia sie w cnotach.

Do tego dochodzi fakt, że zakonnica w Kościele jest nikim, nic nie znaczy. To osoba drugiej kategorii. Co więcej, i to chyba najgorsze, siostry, które robią coś więcej, znam takie, to najczęściej "czarne owce" w swoim zgromadzeniu, będące na uboczu. Mało kto ze wspólnoty docenia ich pracę. Najczęściej jest zazdrość i krytyka, że nie angażuje się w życie wspólnotowe (nie sprzątają tyle co inne itp.) 

Oceń 35 234 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nk 09:40:07 | 2019-02-26
A jak księża i zakonnicy sprzątają, gotują, piorą to wszystko ok. Jak ksiądz będąc na niektórych parafiach zachoruje, np. na grypę zostaje sam bez pomocy, bez ciepłego obiadu, bo taka parafia, to co? Proszę nie pisać takich dyrdymałów. Bo to nie jest tak, że wszyscy księża rządzą, rozkazują i są władcami. Tylko biedne kobiety, w tym wypadku zakonnice. Na synodach biskupów tylko biskupi mają głos, a to czy wniostki z głosowań zostaną przyjęte, o tym decyduje papież. A księży nikt nie pyta i co też mają czuć się dyskriminowanymi. Przecież stosunkowo tylko garstaka ludzi jest na synodzie. Miałem łaskę poznania świątobliwych zakonnic bez kompleksów, ale też i takie, które w sposób wręcz ordynarny wykorzystywały swoją władzę. I co mam teraz mówić o dysryminacji przez zakonnice. Litości!!! Wszystko zależy od  tego, czym ludzie żyją i do czego dążą. Niestety łatwo się w życiu zagubić, a wtedy żyje się jak się żyje, nawet będąc w stanie duchownym, czy zakonnym.
Trzeba też powiedzieć, że wina nie zawsze leży tylko po jednej stronie. Chodzi o wzajemne relacje. Zdarza się, że to zachowania niektórych sióstr zakonnych, kobieca zalotność, choć nie zawsze uświadomione, stwarza pokusy, prowokuje reakcję osób przeciwnej płci. - Słowa s. Olech. Niestety, życie nie jest takie proste.

Oceń 239 23 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Marella M 09:21:22 | 2019-02-26
"o zakonach i zakonnicach wiem malo..."tzn. nie wiesz nic...i raczej nie powinnas pisac takich bzdur...obrazasz zakonnice pod przykrywka ich obrony - FARYZEIZM...-
znam wiele siostr zakonnych, ktore myja podlogi, pomagaja ubogim, pracuja w szpitalach, szkolach, biurach i nie sa nieporadne...czy pozbawione jak piszesz indywidualnych cech...!
Sa to wspaniale kobiety, ktore kochaja Boga i ludzi, a swoje praktyki zakonne wypelniaja z miloscia i radoscia...

Oceń 134 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MarekN 09:06:58 | 2019-02-26
Bardzo powierzchowny tekst. Brakuje spojrzenia szerszego, spojrzenia na powołanie właśnie jako służbę, poświęcenie. Zresztą jak w małżeństwie. Byłbym ostrożny przy pisaniu o tym jako katolickich banałach (mimo że czasami tak zapewne jest).

Inna sprawa, że dobór auroytetów ma znaczenie Pani Katarzyno. Przywołanie Pani Marty Abramowicz jako eksperta w dziedzinie zakonów jest nieporozumieniem (obawiam się że praca wieloletniej działaczki Kampanii Przeciw Homofobii nie jest pozbawiona spaczonego spojrzenia na życia zakonne - i szerzej - Chrześcijaństwo).

Oceń 59 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?