Czas kościelnej emancypacji

Michał Zalewski SJ
(fot. shutterstock.com)

Zmywam gary z siostrą zakonną. W ciemnej i ponurej kuchni w piwnicach wiejskiego klasztoru wymieniamy się historiami życia. Ona mówi, że urodziła się niedaleko stąd, a do zgromadzenia przyciągnął ją charyzmat misyjny, marzyła o wyjeździe do Afryki.

 

Nigdy nie pojechała, od kilkunastu lat gotuje w tym samym męskim domu zakonnym, w tej samej obskurnej piwnicy. Nie pamiętam, co jej odpowiedziałem, pewnie nic mądrego, bo i co tu powiedzieć.

 

Zmywaliśmy razem talerze dobrych parę lat temu. Siostra pracuje tam do dzisiaj.

 

Podczas ostatniego synodu poświęconego młodzieży generał dominikanów powiedział, że 80% osób konsekrowanych (czyli należących do różnych zakonów, zgromadzeń i instytutów) to kobiety. I że powinno nam to dać do myślenia.

 

Przypomina mi się pewna ekonomiczna statystyka mówiąca, że 80% globalnego dochodu należy do 20% najbogatszych ludzi (nie wiem, czy te dane są prawdziwe, na pewno są przerażające). Realia tego świata są takie, że mniejszość posiada pełnię władzy i bogactwa, a cała reszta może się spokojnie zapracować na śmierć za miskę ryżu.


"Nie tak będzie między wami" - powiedział Jezus. Bo Kościół to coś więcej niż świat. Dlatego 80% osób konsekrowanych - kobiet, nie wybrało takiego życia po to, żeby służyć męskim dwudziestu procentom.

 

Ich wybór wynika z fascynacji Bogiem, a fascynacja ta nie zna podziału na płeć. Wszystkich nas łączy to samo dążenie i w nim wszyscy jesteśmy równi. "Nie ma już mężczyzny ani kobiety" - pisał św. Paweł do Galatów.


Niestety - ideał swoje, a rzeczywistość swoje. Kuchnie, pralnie i zakrystie wielu klasztorów i kurii biskupich stały się naturalnym środowiskiem, w którym siostry zakonne mają realizować swoje powołanie. Cicha armia na zapleczu.


Tylko czy powołanie kobiet różni się jakościowo od powołania mężczyzn? To niby Bóg wzywa młodych facetów do niesienia światu dobrej nowiny, nauczania tłumów i ewangelicznej działalności w skali makro, a młode dziewczyny do lepienia pierogów i zapalania świateł przed mszą? Nie sądzę. Nie ten Bóg, którego znamy z Biblii.


Oczywiście można snuć kato-romantyczne wywody o pięknej służbie, pokorze i głębi anonimowego poświęcenia. Najlepiej jeszcze powołać się na św. Teresę z Lisieux. Sorry, ale nie kupuję takiej gadki. Tym bardziej, gdy płynie z ust tych, którym siostry podają zupę do stołu, podczas gdy oni "powołani są do większych rzeczy".


Jasne, że pokorna służba ma wielką wartość. I jest jednym z najlepszych sposobów wprowadzania ewangelii w życie. Ale, po pierwsze: dotyczy to każdego z nas, nie tylko sióstr zakonnych, a po drugie: wcale nie stoi w sprzeczności z szerszym zaangażowaniem w Kościele. Ja też muszę w tym tygodniu zmyć w domu korytarz, który rozmiarem przypomina pas startowy na lotnisku, ale oprócz tego mogę pracować w duszpasterstwie akademickim, organizować projekt misyjny w Indiach i publikować na portalach katolickich. I jedno nie przeszkadza drugiemu.


Żeby było jasne -  problem, choć realny i wymagający kopernikańskiego przewrotu w naszym zakonnym światku, nie dotyczy wszystkich sióstr. Takie stawianie sprawy byłoby absurdalnym i obraźliwym przegięciem. Wiele żeńskich zgromadzeń to komando Kościoła - idą tam, gdzie nikt inny się nie odważy. Pracują na granicach. Szukają Chrystusa w slumsach, fawelach i wszystkich rynsztokach tego świata.

 

Kobiety z charakterem, od których mężczyźni w sutannach, jeżdżący z napędem na cztery koła sporo by się mogli nauczyć. Sam nie wiem, czy znalazłbym odwagę potrzebną do ich pracy. Pewnie nie. A nie brakuje też sióstr, które mają lepsze wykształcenie i predyspozycje do głoszenia Słowa niż niejeden kaznodzieja od siedmiu boleści.


I tyle w temacie.


Na koniec trzeba powiedzieć, że problem sióstr zakonnych to tylko część dużo szerszego zagadnienia, jakim jest miejsce kobiet w Kościele. W tej kwestii potrzebny jest powiew świeżego powietrza i zmiana myślenia. Ale nowe myślenie musi odbywać się wspólnie. Grupa mężczyzn obradująca nad rolą kobiet nie jest rozwiązaniem problemu, tylko jego symptomem. Takim samym, jak protekcjonalne mówienie, że "kobiety też mogą dużo wnieść do Kościoła". No serio?


Nasza wartość dla wspólnoty wierzących wynika z tego, że potrafimy czytać Ewangelię i że mamy tę odrobinę odwagi i ambicji, by wprowadzać ją w życie - tak samo kobiety i mężczyźni. Dlatego Kościół, który nie docenia kobiet, skazuje się na duchową przeciętność.

 

Michał Zalewski - jezuita, absolwent filozofii na Uniwersytecie Śląskim oraz kulturoznawstwa na Akademii Ignatianum. Mieszka w Warszawie

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.26

Liczba głosów:

732

 

 

Komentarze użytkowników (33)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

efka47 09:35:52 | 2018-11-07
Dziękuję za miły artykuł. Też byłam kiedyś siostrą zakonną, której całe dnie upływały na pracach domowych - gotowanie, zmywanie, sprzątanie, ogród itd. Wiem, jak to jest. Nie wiedziałam, że siostry to 80% osób konsekrowanych. To skandal, że nie mają głosu w Kościele (zob. ostatni synod). Najwyższy czas to zmienić. Mnóstwo sióstr ma wyższe wykształcenie, i to lepsze niż większość księży (absolwentów tylko teologii), a muszą skakać wokół nich jak sługi uniżone. Cóż za marnotrawstwo ich potencjału. A zakony męskie stać na zmywarki.

Oceń 20 107 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zykes 07:46:49 | 2018-11-07
Leninowi marzyły się kucharki rządzące państwem.
Katopostępakom marza się kucharki rządzące Kościołem.

Oceń 77 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

olka 22:19:50 | 2018-11-06
Bardzo interesujący artykuł i trafne spostrzeżenia autora, niesłusznie i chyba "schematycznie" krytykowanego. Czy "normalna kobieta" to ta, która myje gary w domu - jak twierdzi jeden z krytykantów? U mnie w rodzinie od kilku pokoleń obowiązki te dzielono między kobietami i mężczyznami. Jestem bardzo autorowi wdzięczna już za któryś z kolei artykuł tak naprawdę dotyczący wykluczenia. Wierzę, że autor ceni wielu księży i zakonników i słowa w artykule nie wynikają z zawiści, lecz raczej z  cennej wnikliwości.

Oceń 13 87 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 19:46:54 | 2018-11-05
Dużo racji odnajduję w tym artykule.

Pewnego razu po wspaniałej Mszy przed świątynią Pan Jezus pokazał mnie wartość człowieka Jego "Oczami".

Wówczas to poraz pierwszy pośród dostojnych gości bodajże z Biskupem i całej świty ujrzałem skromną przeciętną siostrę, która najwyraźniej została zaproszona aby usługiwać.

To właśnie tamtą siostrę Pan Jezus nazwał ukochaną Córką.

Musiałem to widzenie przez jakiś czas przetrawić aby pojąć iż pośród tamtych wszystkich dostojników najwartościowszą była tamta Siostra.

Dzisiaj już wiem iż w tamtym wymiarze większość z tam zebranych pod Świątynią prawdopodobnie wogóle nie trafi do Wymiaru Pana Jezusa.
Po co więc służą?
Pan kiedyś powiedział to Ci co sami sobie służą i chcą aby im służono.
No i tacy nie wchodzą do Nieba.

Kolejna grupa zebranych pod Świątynią to ci, którzy będą długo czekać na swoją klolej zanim przekroczą Bramy Nieba. 
A gdy już Je przekroczą na wieczność to będą buty pucować, właśnie takim jak tamta Siostra.

Bardzo niewielka ilość ludzi tam zebranych została już powołana przez Pana Jezusa do służby, obdarowana różnymi Charyzmatami i opieczętowana na dni końca tego świata.

I tak właśnie wygląda prawdziwy obraz Kościoła Jezusowago w Kościele Instytucjonalnym.

Czy się to komuś podoba czy nie, tak będzie. Chyba że ktoś przemyśli swoje powołanie i zacznie szukać Boga tam gdzie on jest, z pokorą, miłością i troską o innych ludzi, bo taki jest nasz Pan.

Oceń 4 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

nk 17:42:00 | 2018-11-04
Szkoda, że taki mądry jezuita zapomniał, że patronką misji jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która nigdy nie była na misjach, a chciała bardzo. Pan Bóg prowadzi różnymi drogami. Może czczigodny Brat jest jeszcze bardzo młody i nie spotkał się księżmi, którzy sami gotują, zmywają i sprzątają bo nie stać ich, aby zatrudnić kogoś na stałe. A jeśli już zatrudnią, to bardzo często są pomówienia. A napęd na cztery ???!!! - żal bratu, jak ktoś ma trudno dostępne kościoły dojazdowe to niech ma, na misjach też mają auta napędem na cztery koła. A poza tym: Kiedy Jan Vianney, późniejszy proboszcz z Ars, w czasie końcowych egzaminów w seminarium nie potrafił zadowolić swoimi odpowiedziami wymagających egzaminatorów, sytuacja była więcej niż napięta. W końcu jeden z profesorów westchnął rozpaczliwie: – Mój Boże, cóż taki osioł potrafi zrobić w duszpasterstwie? – Jeżeli Samson oślą szczęką potrafił rozgromić tysiąc Filistynów, cóż dopiero może Bóg zdziałać, gdy ma do dyspozycji całego osła – odpowiedział nieśmiało egzaminowany.
Trochę pokory. Znam paru takich księży osłów, którzy są, czy też byli wspaniałymi duszpasterzami i wielu "uczonych", którzy im do pięt nie dorastali. Pozdrawiam

Oceń 139 20 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Marco 16:39:49 | 2018-11-04
Czyli siostra wstąpiła do zakonu aby realizować swoje marzenia, a tutaj się okazało, że w zakonie trzeba służyć. I to nie koniecznie tak jak sobie siostra wymarzyła. Tylko tak jak służą miliony normalnych kobiet w swoich rodzinach - zmywaniem garów.

"Podczas ostatniego synodu poświęconego młodzieży generał dominikanów powiedział, że 80% osób konsekrowanych (czyli należących do różnych zakonów, zgromadzeń i instytutów) to kobiety."

I nie zstanowił autora fakt, że choć mężczyźni mają rzekomo w w Kościele tak cudownie i mogą tak wiele, a kobiety są tak okrutnie "dyskryminowane", to z jakieś powodu mężczyźni nie garną się do zakonów i jest ich 5-ciokrotnie mniej? Może wypadałoby w końcu przestać rozczulać się nad sytuacją kobiet w Kościele i zastanowić się dlaczego to mężczyźni nie potrafią się w nim odnaleźć? I to zarówno duchowni konsekrowani jak i świeccy. Dlaczego Kościół stał się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat tak niemęski i dlaczego katolik stał się synonimem zniewieściałego faceta? Chrystus taki nie był.

Oceń 167 23 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Katarzyna Jarkiewicz 12:43:45 | 2018-11-04
Jestem ks. Michałem totalnie rozczarowana. Nie tylko jako księdzem, ale jako mężczyzną. Facet zmywał gary z siostrą zakonną i wie,ze robi to cały czas, gdy tymczasem on smęci na DEON-ie artykuł o emancypacji "zastanówmy się nad tym wspólnie". No bez jaj - zamiast pojechać, zaproponować wspólne dzieło, np.wspomniany projekt misyjny w Indiach, to wylewa krokodyle łzy nad klawiaturą, jak to niesprawiedliwie Kościół obchodzi się z kobietami. Panowie, parafrazujać znane powiedzenie "Wam kury szczać prowadzić, a nie ewangelizację robić"

Oceń 198 31 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 09:58:04 | 2018-11-04
Kobiety stanowią 80% osób kosekrowanych i nie mają prawa głosu w sprawach decyzyjnych Kościoła Katolickiego, Kościół przypomina feudalną strukturę hierarchiczną, w której kobiety są na dole tej struktury. Bardzo to niesprawiedliwe i źle świadczy o tych, którzy ten system podtrzymują.

Oceń 40 275 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zykes 09:22:20 | 2018-11-04
Szerzenie podziałów jako metoda walki z podziałami.

Kiedy Jezuici się udławią swoim rewolucjonizmem, bo że rewolucja zje własne dzieci to pewne.

Oceń 234 27 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook