Dlaczego osoby konsekrowane nie zgłaszają wykorzystywania seksualnego?

America Magazine
James Martin SJ

Dlaczego księża katoliccy i klerycy mają opór przed zgłaszaniem biskupom, księżom czy innym przełożonym przypadków wykorzystywania seksualnego lub innego nadużycia?

 

To pytanie pojawia się za każdym razem, gdy podnosi się zarzuty względem Theodore’a McCarricka, byłego arcybiskupa Waszyngtonu, który został przez papieża Franciszka usunięty z kolegium kardynalskiego. McCarrick jest oskarżony o poważne naruszenia oraz o wykorzystywanie seksualne kleryków i młodych księży.

 

Na podstawie mojego własnego doświadczenia i wielu rozmów prowadzonych przez lata z księżmi i członkami zgromadzeń zakonnych spróbuję podać sześć powiązanych ze sobą powodów ich oporu.

 

Pierwszym powodem jest strach o to, by nie zostać uznanym przez innych księży w diecezji czy członków zakonu za "narzekającego" lub "stwarzającego problemy". Czasem zwykłe zgłoszenie zaniepokojenia o konkretne działania ważnej osoby (biskupa, rektora seminarium, przełożonego zakonu, nauczyciela lub starszego księdza) wystarczy, by zgłaszającego to nadużycie inni członkowie tej samej instytucji zaczęli krytykować lub nawet atakować za "dryfowanie po niebezpiecznym gruncie".

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

Podstawowym problemem jest pragnienie uniknięcia skandalu w jakiejś instytucji, do której wiele osób jest przywiązanych i z której są dumni (to problem nie tylko Kościoła katolickiego, ale także innych organizacji religijnych i świeckich, które doświadczyły oskarżeń o molestowanie, na przykład w Penn State [Pennsylvania State University, dop.red]).

 

Jakakolwiek sprawa związana z nadużyciem lub wykorzystaniem, szczególnie jeśli mówi się o niej publicznie, pogarsza reputację Kościoła, diecezji, seminarium lub zakonu, a przy tym zmniejsza pozytywne nastawienie osób i ich poczucie przynależności do danej instytucji.

 

Istnieje jednak pewne pragnienie, by chronić reputację instytucji, do której się należy. Refleksja związana z owym pragnieniem może być w danej osobie pogłębiona do wszelkich możliwych granic, jeśli reprezentuje ona tę organizację na zewnątrz. Osoby posiadające taki autorytet są czasem szczególnie odporne na przyjmowanie złych wieści o instytucji, którą reprezentują.

 

Istnieje także mniej skomplikowany powód zniechęcający osoby mogące zgłosić nadużycie lub wykorzystanie: rozumieją one swoje zgłoszenie jako dodatkową ilość pracy dla odpowiedzialnych, do tego pracy najtrudniejszego rodzaju. Jeśli przy tym dana sytuacja jest przestępstwem, oznacza to również obowiązek zgłoszenia sprawy władzom cywilnym. Jeśli natomiast jest to jakieś niewłaściwe zachowanie (bez znamion przestępstwa), to wciąż oznacza wiele zadań do podjęcia, włączając w to konfrontowanie się z osobą wykorzystującą i prawdopodobnie odsunięcie jej od bieżącej służby. Powyższe może sprawić, że w umysłach tych, którzy są lub byli wykorzystywani, zrodzi się nieśmiała myśl: "Oni nie będą chcieli tego słuchać".

 

Po drugie: istnieje obawa przed usłyszeniem, by nie traktować tego tak poważnie. Zwłaszcza jeśli wykorzystywanie trwa już od wielu lat i jest powszechnie znane, jak to było w przypadku Theodore’a McCarricka i innych, kiedy wykorzystywani lub przełożeni, którzy wiedzieli o tym, mogli to bagatelizować i uważać za coś, co się po prostu dzieje. Ofiara też może usłyszeć: "Trzymaj się od niego z daleka" lub "Daj sobie z tym spokój".

 

Po trzecie: istnieje obawa, że osoba zgłaszająca wykorzystanie zostanie odprawiona z kwitkiem. Wiele lat temu, jako młody jezuita, zgłosiłem, że byłem dotykany (on robił to już wcześniej innym). Jeden z moich przełożonych powiedział: "Nie słyszałem o tym od nikogo innego". Powiedziałem mu: "Słyszysz to ode mnie". Ksiądz, o którym była mowa, nie był odsunięty od aktywnej posługi przez wiele następnych lat.

 

Po czwarte: istnieje lęk przez wrogością ze strony osób, z którymi pracujesz, lub w niektórych przypadkach, z którymi żyjesz. Zrozumienie tego faktu jest szczególnie ważne, jeśli chce się dobrze odczytać katolicki świat diecezjalnego kleru oraz zgromadzeń zakonnych. W przeciwieństwie do przypadków wykorzystywania osób w miejscu pracy, m.in. tych zgłoszonych poprzez ruch społeczny #MeToo, księża i zakonnicy mogą nie tylko pracować, ale także żyć i mieszkać na co dzień z osobami, które chcą oskarżyć (w przypadku klasztorów bywa i tak, że to osoba, z którą żyjesz całe życie; mnisi ślubują stabilność miejsca). Czasami ofiary wykorzystywania lub nadużyć pracują i żyją razem z przełożonymi kościelnymi odpowiedzialnymi za podjęcie jakiejkolwiek akcji - w seminarium, kurii lub wspólnocie zakonnej.

 

Życie pod jednym dachem ze swoim prześladowcą lub łamanie chleba z osobą, z której wykorzystywaniem chcesz się skonfrontować, może być potwornie stresujące. Stąd osoba wykorzystywana może powiedzieć sobie: "Nie warto".

 

Po piąte: istnieje strach przed źle pojmowaną sympatią w stosunku do prześladowcy. Można usłyszeć takie komentarze: "On zrobił tyle dobrego. Dlaczego skupiasz się tylko na tej jednej rzeczy?" albo: "To stało się lata temu. On jest teraz starym człowiekiem i nie wyrządza nikomu zła. Dlaczego mu to robisz?". Wielu sprawców lub prześladowców to narcyzy z umiejętnością odwrócenia uwagi od nadużyć, których dokonali, a zwracania uwagi na to, jak trudne może być ich życie, kiedy będą musieli zmagać się z rozprawami sądowymi lub z usunięciem ich z posługi. Innymi słowy: "Biedny ksiądz…".

 

Po szóste: istnieje obawa przed reakcją ze strony innych osób, które w przeszłości nie zgłosiły wykorzystania. Inni księża, klerycy lub osoby zakonne, które były prześladowane, a które dotychczas o tym nie mówiły, mogą czuć intensywne emocjonalne wzburzenie, które może się nieraz przerodzić w agresję w stosunku do osoby zgłaszającej nadużycie (jak mówią psychologowie, taki rodzaj gniewu jest najczęściej wyrażany na zewnątrz, a nie do wewnątrz). Oznacza to, że jeśli inni księża lub klerycy albo zakonnicy byli wykorzystywani, ten, który to zgłasza lub w ogóle o tym mówi, podnosi niekomfortowe skutki związane z niezgłaszaniem nadużyć przez innych.

 

Podsumowując, teraz łatwiej nam zrozumieć, dlaczego niektórzy klerycy, księża lub członkowie zgromadzeń zakonnych mogą być niechętni, by mówić o nadużyciach względem nich lub nawet wykorzystywaniu ich przez przełożonych diecezjalnych lub zakonnych albo innych odpowiedzialnych kleryków. Najczęściej powody te, jak widzimy, oparte są na lęku - lęku wewnątrz instytucji i lęku wewnątrz osoby.

 

Cieszę się, że dziś wielu z miłości do Kościoła zaczyna przezwyciężać ten lęk. Jak przypomina Pismo Święte, doskonała miłość usuwa lęk.

 

 

James Martin SJ - autor i dziennikarz America Magazine. Konsultant Sekretariatu ds. Komunikacji w Watykanie. Autor książki "Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim"Tekst pierwotnie ukazał się na łamach jezuickiego tygodnika America Magazine.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.15

Liczba głosów:

592

 

 

Komentarze użytkowników (26)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

chemik_65 22:35:11 | 2018-08-13
Przecież juz wszystko ustalone, są procedury itd. Czyżby dalej tzw ,,dobro Kościoła" było ważniejsze od krzywdy ofiar ? Kiedy to wszysko będzie jednoznaczne: ksiądz - pedofil: precz z Kościoła i do więzienia ! Na co czekamy ? Na puste kościoły ?

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

kardek73 19:57:02 | 2018-08-13
Cosa Nostra ze swoją omertą... towarzystwo wzajemnej adoracji. Zamiast sobą zajmijcie się ofiarami...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR 03:52:34 | 2018-08-13
Ciekawe co to jest LINK?

Obrzydliwa reklama!

Oceń 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Inhibitor_prokreator 22:55:44 | 2018-08-12
Trzeba zgłaszać molestowanie seksualne, księża powinni chodzić przymusowo na siłownie, powtorze jeszcze raz tak sie konczy wychowanie przez kobiety, ci biedni ludzie mogą się potępić przez nieszczesny kawalek miesa, który nimi kieruje i mowi co maja robic, niszcza innych mezczyzn i dzieci, homoseksualizm to straszna choroba. Smutne jest to wszystko.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jacek Rozpędowski 22:30:28 | 2018-08-12
Ojciec James byl dotykany.inny jezuita brał go na kolanka.czy ojciec james czerpał z tego przyjemność to bardzo możliwe ze odkrył w sobie wtedy pociąg do facetów bo teraz promuje kościół rozwarty. Ojciec james powinien dokonać koming outu to może pomóc innym geijom w kościele żeby się nie bali. Piekne świadectwo nawroconego jezuity geja. Wzruszylem sie.

Oceń 1 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bulwaPapieska 20:57:30 | 2018-08-11
chyle czoła przed tym człowiekiem, on doskonale zna grzechy Kościoła. sam ma ich wiele na sumieniu dlatego nikogo nie osądza. Jego promocja gender i homoseksualizmu na pewno przyniesie dobre owoce. kiedy KOścił się juz rozpadnie, przyjdzie Mesjasz żeby zebrać to co zostanie. a wy nie plujcie na niego jadem, Bóg potrzebuje Judasza - to cięzka rola.

Oceń 3 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 10:26:50 | 2018-08-11
Czego można się dowiedzieć o Church Militant - Kościele Wojującym, którego "wojownicy" tutaj komentowali?
Kościół Katolicki dystansuje się od Church Militant, imperium medialnego, które promuje poglądy: pro-life, anty- gejowskie,  antyfeministyczne, straszące islamem, podważające wpływ człowieka na zmiany klimatyczne.
Przywódca Church Militant Michael Voris wspiera Trumpa porównując go do Konstantyna, którego nie uważa za człowieka moralnego, ale który uczynił katolicyzm religią państwową. 
Sam Michael Voris przyznaje, że w przeszłości, gdy był trzydziestolatkiem miał wiele kontaktów homoseksualnych z mężczyznami, ale skończył z tym grzesznym życiem. 

Oceń 8 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 10:07:42 | 2018-08-11
"Church Militant broadcasts pro-life, anti-gay, anti-feminist, Islam-fearing, human-caused-climate-change-denying orthodox Catholic news on its website churchmiltant.com and through social media using high-tech, professional production studios that rival those at local TV news stations. It has 35 full-time employees (and is hiring more) who publish about 10 stories and three videos every weekday.

Its leader, Michael Voris, has compared Trump with Constantine, the Roman emperor whom he says was "not a moral man" but a "power-hungry egomaniac," but who saw it desirable to end the persecution of Christians. He was a human vessel who elevated Catholicism to the state religion, Voris said."
"It's not affiliated with the Catholic Church, which has taken action to distance itself from Church Militant."

Oceń 6 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 10:04:06 | 2018-08-11
"Voris blamed the Catholic Church last April when he revealed to his followers that he had lived a gay lifestyle while in his 30s. In a broadcast on Christian Militant, Voris told viewers he had always been upfront about his "extremely sinful" life prior to his return to the church, but now was giving specifics because he had been told the Archdiocese of New York was "collecting and preparing to quietly filter out details of my past life with the aim of publicly discrediting me."

"... I will now reveal that for most of my years in my thirties, confused about my own sexuality, I lived a life of live-in relationships with homosexual men. From the outside, I lived the lifestyle and contributed to scandal in addition to the sexual sins. On the inside, I was deeply conflicted about all of it. In a large portion of my twenties, I also had frequent sexual liaisons with both adult men and adult women."

Oceń 6 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 22:44:14 | 2018-08-10
Jakiś Church Militant? A a co to promuje? Wygląda na to, że ten Church Militant spuścił desant trolli do walki z o. Martinem. Taki ten o. Martin groźny? 

Oceń 16 98 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook