Wypychanie ludzi z Kościoła

Michał Lewandowski
(fot. YouTube.com)

Obejrzałem wideo na którym widać księdza, mówiącego "porażka" i pomyślałem o tych ludziach, dla których będzie to kolejny argument za tym, żeby z Kościołem nie mieć nic wspólnego. I ja ich naprawdę rozumiem, bo nie tak wygląda Kościół, w którym chciałbym być.

 

W czasie uroczystości Pierwszej Komunii do księdza podchodzi mały chłopak z komunikantami. Zaczyna recytować z pamięci wyuczony tekst. Myli się. Ksiądz komentuje: "daj to chłopie, następny proszę. Porażka jakaś".

 

Co wynika z wideo, które od kilku dni krąży w sieci i rozgrzewa do czerwoności komentarze? Dwie sprawy.

 

Po pierwsze, każda osoba, która występuje publicznie i jest nagrywana, musi zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie wypowiedziane przez nią słowa będą zarejestrowane i (być może) komentowane przez innych.

 

Strasznie chcę wierzyć w to, że ks. Masztalerek wykonuje w swojej parafii genialną duszpasterską robotę u podstaw: rozgrzesza, podaje ludziom Ciało Pana, uczy wiary w Boga, który jest Miłosierdziem i samą Dobrocią, odprowadza parafian w ich ostatnią drogę do Ojca.

 

Być może dzień Pierwszej Komunii Świętej w parafii Zesłania Duch Świętego w Ząbrowie był dla księdza po prostu trudny. Może faktycznie zdenerwowały go kolejne gafy popełniane przez uczniów i zła organizacja całego wydarzenia, a brak dobrej klimatyzacji sprawiał, że wszystkim było duszno i gorąco. Czy mogę mieć do niego pretensje, że miał w sobie takie, a nie inne emocje? Nie. Czy mogę oczekiwać, że ich nie zobaczę? Tak.

 

Bo w tym przypadku jest osobą szczególnie obserwowaną, której zachowanie będzie wzorem do naśladowania i której słowa (nagrane i dostępne w sieci) będzie mógł usłyszeć każdy.

 

Za sprawą kilku słów zobaczyłem (a ze mną kilkaset tysięcy ludzi) obraz człowieka, który beszta zestresowanego małego chłopca za pomyłkę w recytowaniu słów. Obejrzałem wideo na którym widać księdza, mówiącego "porażka" i pomyślałem o tych ludziach, dla których będzie to kolejny argument za tym, żeby z Kościołem nie mieć nic wspólnego. I ja ich naprawdę rozumiem, bo taki Kościół nie jest moim Kościołem - pełnym przebaczenia szpitalem polowym, ale zimną instytucją, wypychającą tych, którzy nie dostosowali się do jej praw. 

 

Nic nie pomoże tutaj tłumaczenie, że to tylko jeden epizod, że nie można jednym zdaniem przekreślać całej dobrej roboty. Problem w tym, że właśnie można, a funkcjonowanie Internetu jest nieubłagane i setki przykładów pokazuje, że kilka słów wypowiedzianych w złym miejscu i czasie, może zmienić wszystko.

 

W tym kontekście tym bardziej przykro było mi czytać tłumaczenie księdza, który na pytanie dziennikarzy MamaDu.pl odpowiedział: "rzadko korzystam z Internetu, przed snem wolę poczytać książkę. Myślę, że nie ma czego komentować. Na tym filmie nie ma niczego, czego bym się wstydził, pod czym nie mógłbym się podpisać. Nagranie mówi samo za siebie".

 

Ale jest jeszcze druga sprawa. Do całej sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby sama uroczystość Pierwszej Komunii mniej przypominała teatralne przedstawienie z rozpisanymi rolami, a bardziej spokojne i serdeczne spotkanie dzieci z Bogiem.

 

Rozumiem stres tego chłopaka, który pomylił się w niezrozumiałym dla siebie tekście, który musiał wyrecytować przed kościołem pełnym słuchaczy. Czy wydarzenie pierwszego spotkania z Bogiem w sakramencie ołtarza straciłoby na swojej doniosłości, gdyby było pozbawione tego elementu, który siłą rzeczy musi być stresujący? Czy nie można inaczej, mniej formalnie, bardziej spontanicznie podejść do spotkania z Tym, który mówił, że prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa i który surowo upomniał swoich uczniów po tym, jak chcieli zabronić dzieciom przychodzić do Niego?

 

Nie ma sensu tkwić przy (nawet wieloletnich) tradycjach, które nie są sakramentami, a które już zwyczajnie nie działają, bo nie ma w nich nic autentycznego, prawdziwego, a zostaje tylko skorupa pielęgnowana przez kolejne pokolenia.

 

Zdaje się, że dobrze zrozumiał to bp Ireneusz Pękalski, który humorystycznie zareagował na podziękowania od bierzmowanych. Dobrze znał je na pamięć, bo słyszał je wielokrotnie przez wiele lat.

 

Nie ma nic złego w tym, żeby pozbyć się sztywnych formuł, które być może krępują to, co chcemy powiedzieć od siebie. To coś byłoby prawdziwe, swoje, szczere i nawet jeśli mniej eleganckie od wyuczonych zdań, to po prostu autentyczne.

 

Szkoda konserwować zachowania, których efektem może być wypychanie ludzi z Kościoła.

 

Michał Lewandowski - dziennikarz DEON.pl, publicysta, teolog. Prowadzi autorskiego bloga "teolog na manowcach" oraz fotograficzny projekt "Bardzo brzydkie zdjęcia"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.1

Liczba głosów:

60

 

 

Komentarze użytkowników (31)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~remek_zajac 11:49:02 | 2018-06-27
Witojcie :)
Ciskamy sobie kamykami... mniej czy bardziej na oślep. Czasami celujemy dokładnie... czasami opuszczamy na własne głowy...
Ja jak tak robię, to czasami się łapię na tym (niestety po wszystkim), że zawsze gdzieś tam, na spodzie przynajmniej, to ja jestem lepszy... wiem, albo rozumiem więcej... przecież nie może być inaczej niż ja myślę itp... (jak teraz :) )

Nie sadzę by to było złe, ale problem u mnie, zawsze się robi gdy ta myśl w każdym kolejnym podobnym zdarzeniu, czy kontynuacji  jakiegoś, wychodzi coraz wyżej i wyżej, aż w końcu to ja przestaję słuchać tak na prawdę innych... słyszę ale...
Też tak miewacie?

Jedni rozdzieraja szaty i ponownie przystępują do Przymierza, a za nimi idą inni... Jeszcze inni odnajduja Księgę dawno zagubioną...
A przecież:
"...po owocach..."

Chodzi mi o to, że granicą w której coś komuś zarzucamy czy przywracamy do pionu powinna być zawsze Miłość. Jeśli Swojemu synowi, żonie, przyjacielowi - jestem w stanie powiedzieć, że uważam iż coś jest nie tak - to ważne jest też to - jak to robię. Myślę, że jeśli nie powiem do obcego w podobny sposób, to nie jest to zbyt Dobre...

Czyli jeśli jestem w stanie publicznie podnieść kwestię swojego Najlepszego Przyjaciela, w podobny sposób jak obcego - używać podobnych swormułowań, poprzedzać lub nie - dodatkowymi prywatnymi spsobami - to ok. Jeśli robię to w odmienny sposób to może to być już nacechowane swoim ja na pierwszym miejscu. Im postępowanie jest bardziej odległe tym wg mnie gorzej.

Nie mówię tu o zamiataniu ważnych spraw pod dywan, zresztą tam już się wysypuje całkiem nieźle spod niego, a wejść na ten dywanik to tylko z drabinką... :), ale proszę Was o rozwagę i nie sypanie ziarna na skały... wiecie ptaki itp :)

O modlitwę proszę - może być za mnie - jeśli intencji brak. :)

Oceń 2 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

darkussa 22:34:56 | 2018-06-26
Incydentów z takimi zachowaniami proboszczów jest więcej, nie tylko ten jeden, myślę, że to dobrze, ze zostało to nagłośnione - ksiądz to nie święta krowa, której wszystko będzie uchodzić - owszem dziś jest wiele bzdur gadanych na księży i jest atak na Kościół , ale to nie zwalnia nas katolików z krytki takich zachowań!

Oceń 12 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

l.goralewicz 14:56:20 | 2018-06-26
Mój komentarz na blogu. Myślę, że my katolicy, odo takich incydentów powinniśmy podchodzić z większą refleksją. Najpierw spoglądając w lustro, a dopiero potem krytykując:  
https://www.retromatka.pl/rodzicu-czy-rzucisz-kamieniem-w-kaplana/

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

polak4361 14:39:23 | 2018-06-26
Moim zdaniem bardziej na miejscu jest komentarz do całej sprawy stąd: http://breviarium.blogspot.com/2018/06/porazka-jakas.html

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 14:56:46 | 2018-06-24
Ktoś kto nie zna wiary Katolickiej lub nie rozumie jak ważne jest świadome i dobrowolne uczestnictwo w życiu KK ten będzie się krzywił na słowa tego Kapłana.

Ja jednak po zapoznaniu się z materiałem dostrzegam, iż Ksiądz powiedział jedynie Prawdę.
Niczego nie przekłamał, niczego nie zniekształcił.

Czy mógł zrobić to lepiej, napewno tak.
Wyszło, jak wyszło.

Pedagog powie, iż zrobił to źle. Przeciwnik od razu przekreśli Kapłana, zrówna go z "botem", wykorzystując hejt.
Co My zrobimy?
Po której stronie się tym razem opowiemy?

---
Powinniśmy pamiętać, iż każdy wierzący musi zrozumieć, że jego uczestnictwo w życiu Kościoła musi być świadome.
Im szybciej człowiek to pojmie tym dla niego potem lepiej, bo być może zrozumie głębszy sens wiary w Syna Bożego.

Bez zrozumienia sensu wiary próżno spodziewać się dojrzałości do odpowiedzialności za własną duszę.

Oceń 2 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

g---a_p---r 22:40:53 | 2018-06-23
Myślę, że niepotrzebnie prześladujecie księdza. Wydaje mi się, że warto przyjrzeć się zrozumieniu postawy sumienia księdza względem chłopca, bowiem chrześcijanin, który nie daje możliwości obrony osądzonemu (księdzu w tym przypadku) - grzeszy. 
Obrona chrześcijańska jest też pewną praktyką, postawą katolicką, po której się rozpoznaje prawdziwych chrześcijan.

No a co zrobił ten ksiądz. Czy ktoś wie, że osądza go niesłusznie?
Dla Pana Boga musi być wszystko najpiękniejsze i najlepsze - i to dotyczy głównie Eucharystii. Taka jest teologia KK, i takie jest I przykazanie. Zwrócenie komuś uwagi, upomnienie, że Bóg jest dla niego niczym, podczas, gdy na pierwszej lekcji j. polskiego z cytowania wierszy nauczy się ten sam chłopak na 5 i będzie pochwalony jest upomnieniem o nieprzestrzeganie I przykazania. 
Dzieciak, który marnie cytuje na najważniejszej swej uroczystości w życiu, a dość dobrze będzie się starał w życiu o sprawy gorsze (zawodowe, materialne, ziemskie - przemijające) jest marnym chrześcijaninem. Każde "niezłe" wystąpienie zawodowe, pełne pochwały i uznania - będzie odtąd piętnować jego sumienie. SUmienie już zawsze do końca życia będzie mu mówić w takich chwilach - że one były dla niego ważniejsze, niż sam Bóg, który chciał przyjść do niego podczas I komunii św. A to znaczyć będzie, że będą to od tej pory przekroczenia jego I przykazania za każdym razem, gdy okaże się lepszy niż na tej swej komunii. Za każdym razem popełni grzech przeciwko I przykazaniu - naturalną więc rzeczą było upomnienie księdza. Upomnienie jest obowiązkiem - ksiądz żyłby w grzechu - gdyby go nie upomniał - miał rację.

Oceń 10 35 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Czesław Czap 20:40:43 | 2018-06-23
Miałem w rodzinie i wśród znajomych kilka zgonów w ciągu roku. To jak w obliczu śmierci ludzi zachowują się księża to skandal. W innych przypadkach też.

Byłem "klerykałem" przez wiele lat, broniłem kleru, biskupów. Znam pewne kwestie od zaplecza, panienki na plebanii można wybaczyć czasami i inne "grzeszki" powszednie księży też, ale w chwilach kiedy powinni być oparciem dla człowieka zachowują się jak urzędnicy z ZUS-u a nawet gorzej, dużo gorzej, przepraszam moją panią inspektor za porównanie ;)

Kościół całe życie, ale to całe życie tylko wyciąga rękę po pieniądze i nie tylko, a co daje?

Sakramenty? One powinny być za darmo, jak można handlować Bogiem? O co tu chodzi?

Oceń 24 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bugnini 19:25:29 | 2018-06-23
i jeszcze coś dodam...
Zdaje się, że dobrze zrozumiał to bp Ireneusz Pękalski, który humorystycznie zareagował na podziękowania od bierzmowanych. Dobrze znał je na pamięć, bo słyszał je wielokrotnie przez wiele lat.
To, że pan Pękalski znał tekst, bo wiele razy nim zwracano się do niego, nie zwalnia go od szacunku dla innych ludzi.
Kierując się grzecznością i szacunkiem do innych, darowałby sobie głupią uwagę i z pokorą wysłuchałby bierzmowanej młodzieży, która włożyła w to swój czas itd! Ale co tam wierszyki, ważniejsze jest szybko załatwić sprawę i zabrać kopertę z parafii, no bo nie do pomyślenia jest udzielić sakramentu i odejść z pustymi rękoma, bez tzw. "ofiary".

Oceń 23 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bugnini 19:15:44 | 2018-06-23
Nic nie pomoże tutaj tłumaczenie, że to tylko jeden epizod, że nie można jednym zdaniem przekreślać całej dobrej roboty.
- Jeżeli ktoś nie jest obłudny, zakłamany, nie uprawia pozerki a przy tym poważnie traktuje swoją posługę, zawsze będzie swoją pracę wykonywał należycie. Od kogoś kto zapomniał kim jest, po co jest nie można oczekiwać tego, że wypełni leżycie swoją funkcję.
- Szkoda że nie zostało powiedziane tutaj to, co jest w Biblii!
* Trochę kwasu ma moc zakwasić całe ciasto (Ga 5,9).
* (...) kto jest wierny w rzeczach małych, jest też wierny i w rzeczach największych (Łk 16,10).

Oceń 19 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

WDR . 15:43:48 | 2018-06-23
Jest jeszcze trzecia sprawa.

Ciąg dalszy korzystania z wizerunku tego dziecka. Czy naprawdę tak trudno jest zamazać jego twarz? Ile by to zajęło? 20 sekund? 40?

Klawiatury nie chce się ruszyć?

Oceń 33 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?