Nie krzywię się, gdy widzę karmiącą w kościele kobietę

Magdalena Urbańska
(fot. Leandro Cesar Santana / Unsplash)

Mam dwóch synów, obu długo karmiłam piersią. Nigdy nie robiłam tego, siedząc w kościelnej ławce. Z prostego powodu - ludzki wzrok sprawiał mi przykrość. Miałam w sobie jednak pewien rodzaj buntu i determinacji, jak czołg pakowałam się do zakrystii i tam rozsiadałam się jak u siebie.

 

Jaś, mój pięcioletni synek, jest wulkanem energii. Ostatnio podczas mszy uciekł nam w czasie Przeistoczenia i z głosem triumfu zawołał: "Gonisz mnie tata, gonisz!". Innym razem szłam do Komunii z mniejszym (dwulatkiem) na rękach. Gdy podeszliśmy do kapłana, Piotruś złapał za kielich z Hostią i nie chciał puścić. Ksiądz na szczęście wiedział, gdzie go połaskotać, by ten rozluźnił uścisk. Nie czułam się złą matką, dlatego że moje dzieci są… dziećmi. Ludzie jednak nie zawsze patrzą na mnie jak na człowieka równego sobie - jestem problemem, matką, której dzieci nie trzymają się kościelnej etykiety. Jestem tworem, który nie ma prawa być na mszy dla dorosłych, bo dzieci nie siedzą cicho i na baczność. Jestem problemem.

 

W Internecie pojawiają się ostatnio filmiki w ramach kampanii kobiet karmiących piersią. Kilka dni temu widziałam nagranie z supermarketu. Matka schowała się z dzieckiem w toalecie, by móc spokojnie je nakarmić. Dziś zobaczyłam spot nagrany w Świątyni Opatrzności Bożej. Tym razem kobieta zakryta szczelnie pod chustą karmiła w kościelnej ławce.

 

 

Czy wypada karmić w kościele? Znam wiele osób, które twierdzą, że nie przystoi. Kościół to nie miejsce na wystawianie gołych piersi. Małe dziecko (i jego matka też!) powinno siedzieć w domu, a nie pchać się w miejsce święte z nagim gruczołem mlecznym. Czy aby na pewno?

 

Mam dwóch synów - obu długo karmiłam piersią. Nigdy nie robiłam tego, siedząc w kościelnej ławce. Z prostego powodu - ludzki wzrok sprawiał mi przykrość. Miałam w sobie jednak pewien rodzaj buntu i determinacji - jak czołg pakowałam się do zakrystii i tam rozsiadałam się jak u siebie.

 

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Pogrzeb mojego ukochanego Teścia. Msza trwała długo, potem jeszcze czekał nas pochówek na cmentarzu i droga na stypę. Wiedziałam, że mój nowo narodzony synek nie wytrzyma kilku godzin bez jedzenia. Nie miałam zamiaru podawać mu sztucznej mieszanki, jak radzono mi to niejednokrotnie.

 

Gdy Piotruś zaczął robić się marudny, wzięłam go na ręce i poszłam do zakrystii. Tam słyszałam całą mszę, a jednocześnie byłam wolna od ludzkich spojrzeń, hałasu, ludzi chodzących mi pod nosem. Nie pytałam wcześniej nikogo o zgodę - dałam ją sobie sama. W trakcie karmienia wszedł do pomieszczenia kościelny - uśmiechnął się tylko i nie miał pretensji, że rozsiadłam się w biskupim tronie (bardzo wygodny i funkcjonalny fotel do karmienia, polecam!). Dla niego to był widok naturalny. Pomyślałam wtedy, że w końcu ktoś normalny w Kościele...

 

Wielokrotnie zdarzało się, że karmiłam w miejscach publicznych - na ławce w parku, w restauracji, w przychodni (na korytarzu). Nigdy nie powiedziano mi wprost, że mam pójść gdzie indziej - ludzkie spojrzenia mówiły mi jednak dużo. Widziałam spojrzenia ludzi w kościołach, gdy któraś matka zaczęła karmić. Nie widziałam nigdy gołego ciała - nie ukrywajmy, kobiety też nie lubią siedzieć nago publicznie. Karmienie nie jest jednak pokazem mody, jest naturalną czynnością fizjologiczną. Czego więc się wstydzimy?

 

Kiedy tysiąc razy słyszysz, że jesteś głupi, w końcu w to uwierzysz. Gdy tysiąc razy ktoś gapi się na ciebie ostentacyjnie, zaczynasz się zastanawiać, co jest z tobą nie tak... Brudna? Goła? Brzydka?

 

Gdy urodziłam pierwszego syna, kończyłam studia podyplomowe na Uniwersytecie Gdańskim. Moja pociecha zostawała w domu z tatą, podczas gdy ja siedziałam kilka godzin na wykładach. Szybko pojawił się pewien problem - potrzebowałam odciągać z nabrzmiałych piersi nadmiar pokarmu. Poszłam z moim problemem do kobiety, która prowadziła nam jedne z wykładów. Zapytałam, czy na terenie uniwersytetu jest pokój do karmienia, gdzie miałabym chwilę spokoju i jakieś wygodne miejsce do siedzenia. Odpowiedź mnie zaskoczyła. Zaproponowano mi toaletę dla osób niepełnosprawnych - jednoosobowa, więc komfort, luz i intymność zapewnione. Nie miałam ochoty na dyskusję o tym, czy moja wykładowczyni chciałaby przygotowywać sobie posiłki w tym miejscu. Sama była młodą matką. Zwyczajnie straciłam wtedy wiarę w to, że świat matki może być światem przyjaznym.

 

Gdy widzę kobietę karmiącą piersią w kościele, nie krzywię się. Raczej się uśmiecham. Jak będzie trzeba, zasłonię sobą, by rzesze świętych parafian nie musiały patrzeć na ten bezbożny proceder. Przesunę się nawet, by mogła mieć więcej miejsca. Jestem gotowa udostępnić jej nawet całą ławkę - byleby było im wygodnie.

 

Nie wiem, czy kampanie takie jak Koniec zabawy w chowanego pomogą kobietom w kościele. Szczerze w to wątpię. Pokolenie krzywo patrzących raczej nie zainteresuje się kampanią, która jest niezgodna z ich oczekiwaniami i sposobem myślenia. Uważam jednak, że są bardzo cennym głosem - należy o nim mówić jak najczęściej, przestać myśleć o sobie jako o katoliku gorszej kategorii w kościelnej ławce.

 

Marzy mi się sytuacja, gdy księża podczas ogłoszeń czy kazania powiedzą za papieżem Franciszkiem - karmcie swoje dzieci w kościele! Być może narażą się starszym paniom, które swoje wiedzą. Może narażą się młodym, dla których karmienie w kościele to skandal. A może by tak postawić wygodny fotel w zakrystii albo gdzieś z boku kościoła? I powiedzieć głośno: zapraszam!

 

Marzy mi się, by kapłani nie krzywili się, widząc dziecko w kościele. Jestem matką, katoliczką. Mam takie samo prawo do udziału w liturgii jak emeryci czy osoby bezdzietne. Moje dziecko ma prawo być w kościele. Można powiedzieć, że skoro biega, skacze i marudzi, to niewiele rozumie. Nie zgadzam się z tym. Jaś udowodnił nam niejednokrotnie, że zostają w nim z mszy rzeczy, których my nawet nie zauważamy. Nie będę mu tego odbierać. Wyznaczam granice jego aktywności, tak by jak najmniej przeszkadzał innym. Nie wyobrażam sobie jednak, by nie wpuszczać małych, piszczących istot do kościoła, bo burzą mój święty spokój.

 

Pytałam ostatnio zaprzyjaźnionego jezuitę, czy przeszkadzają mu małe dzieci na mszy. Często widząc zachowanie Jasia, zachęcał nas, by puścić go wolno. Dziwiło mnie to strasznie - jak to wolno? Przecież zacznie skakać, piszczeć, śpiewać, szarpać cię za albę, bo przecież uwielbia "wujka ojca Piotra"? Ojciec Piotr odpowiedział, że owszem - przeszkadza mu płacz dzieci. Zwyczajnie robi się hałas, gdy przez płacz jednego zaczyna płakać pięcioro innych i nie słychać własnych myśli. Reszta nie robi na nim wrażenia. Takich księży mi trzeba! Przy nim nie wstydziłabym się karmić, wiem, że przyniósłby mi jeszcze poduszeczkę pod łokieć, by było lepiej. Znasz wielu takich księży? Ja tylko jednego... I choć moja granica pozwalania dzieciom na ich aktywność jest inna niż jego, to bardzo cenię jego otwartość.

 

Mawia się, że przykład płynie z góry. Proszę was, drodzy kapłani, sąsiedzi, współparafianie - zacznijcie patrzeć na nas jak na ludzi tak samo potrzebujących mszy jak inni. Popatrzcie na nasze dzieci jak na ludzi, którzy mają potrzebę zjeść. Popatrzcie na nas z miłością. Pozwólcie dzieciom przychodzić do Niego. Błagam, pozwólcie!

 

Magdalena Urbańska - z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Prowadzi bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.58

Liczba głosów:

118

 

 

Komentarze użytkowników (22)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

discharge 22:35:41 | 2018-06-15
Jakoś przed tą rewolucją (pop)"kulturową" nie karmiły i żyli (i żyjemy). Teraz muszą nagle karmić w miejscach publicznych i w kościołach?

Oceń 4 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

beti3 21:26:31 | 2018-06-14
Zachęcam do spojrzenia na poruszoną sprawę z różnej perspektywy. Zamiast się wzajemnie na siebie obrażać czy oburzać postarajmy się o wzajemną empatię. Wszyscy mamy uczucia i mamy prawa: kobieta do nakarmienia głodnego dziecka , inni uczestnicy Mszy św. czy nabożeństw prawo do uszanowania ich różnej wrażliwości,intymności która płynie często z doświadczeń często trudnych np.: brak własnych dzieci, poronienia, wreszcie aspekt seksualny; dla niektórych mężczyzn,  w tym niektórych księży sytuacja może byc krępująca. Nie zawsze jest to zła wola,obłudne zgorszenie. Karmienie piersią niezaprzeczalnie jest dobre i potrzebne dla mamy i dziecka. Czasami za głosami sprzeciwu kryją się jednak różne ludzkie uczucia , szkoda , że często wyrażane poprzez niepotrzebną wrogość. Przecież dla nas wszyskich jest miejce w kościele. Drodzy księża pomyślcie o zapewnieniu mamom godnego, komfortowego miejsca, drogie mamy pomyślcie o różnej wrażliwości i doświadczeniach ludzi stojących obok, inni uczestnicy miejcie w spojrzeniu akceptację i chęc wsparcia. Spójrzmy na problem z perspektywy innych, chociaż od czasu do czasu.

Oceń 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

radosnateresa 13:09:21 | 2018-06-13
Lol ludzie! Komentarz andrzej_a - 60 lajków, whitelamb - zaraz będzie pięćdziesiąt. Mało, który temat budzi takie zainteresowanie. Jaki wniosek? Zawsze tłum chętnych na to, żeby mówić matkom co maja robić. Jak już brakuje nam kompetencji w innych dziedzinach to w dziedzinie macierzyństwa (najchętniej cudzego) każdy jest prymusem! Tak po prostu jest, w takim żyjemy społeczeństwie, każdy jest mądrzejszy od matki, bardziej kompetentny, choćby był nawet bezdzietnym facetem

Oceń 8 37 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 20:25:06 | 2018-06-12
Potwierdzam, karmiąca matka, karmione dziecko to piękny widok. Ale nie przesadzajmy. Jest kilka pór karmienia i 2 lub trzy godziny mszy. Można to pogodzić

Oceń 32 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Noe.D 12:28:45 | 2018-06-11
Myślę, że liturgia nie jest dobrym czasem i miejscem na karmienie dziecka piersią. Natomiast rzeczywiście trzeba pomyśleć nad miejscem, gdzie można to uczynić (także i przewinąć). Czy dziecko ma prawo być obecne na Mszy św.? Jasne, ale nie za cenę wrzasku, biegania itp. Prosze brać pod uwagę także prawa innych uczestników Eucharystii (skoro już mówimy w kategoriach prawa). Rodzice wtedy wymieniają się ze sobą, proszą babcię itp. Nie wszędzie czas i miejsce... Proste pytanie - czy wybierając się na spotkanie z ważną osobą też Autorka miałaby takie dylematy, czy jednak poszukała innego rozwiązania?...

Oceń 42 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

kasia.szaraniec 12:24:53 | 2018-06-11
Myślę, że kobieta może karmić piersią w kościele dyskretnie tzn nie chowając się po kątach ale używając np chusty do przysłonięcia czy mając na sobie ubranie dostosowane do potrzeb karmienia piersią. Nikogo nie powinno to razić. Zwłaszcza jeśli mowa o małym dziecku do 1,5 roku. Dziecko chwyta ustami cała otoczkę brodawki i naprawdę trzeba bardzo chcieć zobaczyć tę gołą pierś, żeby cokolwiek zobaczyć. Jeśli matka woli to powinna móc karmić w zakrystii, ale nie ma obowiązku kryć się. Karmienie piersią to naprawdę bardzo cenna rzecz dla zdrowia dziecka i jest to czynność naturalna
https://www.tatento.pl/a/184/karmienie-piersia-dlaczego-warto

Oceń 13 28 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Kako 23:57:32 | 2018-06-10
Karmienie to nie to samo co przewijanie. Można karmić dyskretnie, bez odsłaniania nagiej piersi, bez obnoszenia się wokół. 
A co powiecie o przedstawianiu Maryi karmiącej Jezusa? to zgorszenie? np. tu: https://www.deon.pl/po-godzinach/kultura--sztuka/malarstwo/art,25,10-obrazow-karmiacej-matki-bozej-ktorych-nie-znales.html

Oceń 13 31 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

brunopolkowski77 22:52:19 | 2018-06-10
jedna z piekniejszych zeczy ktore mozemy zobaczyc na tym swiecie 
to widok matki karmiacej piersia malutkiego bobasa

Oceń 14 24 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

whitelamb12 21:50:53 | 2018-06-10
kobieta moze wyjśćz kościoła z dzieckiem na plebanię i poprosić czy może skorzystać z pomieszczenia kościół to nie miensce na karmienie piersią tylk oświątynia Boga wymagająca szacunku jako miejsca świętego koniec kropka !!!

Oceń 73 20 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 13:38:44 | 2018-06-10
Według autorki:
"Karmienie nie jest jednak pokazem mody, jest naturalną czynnością fizjologiczną. Czego więc się wstydzimy?"

A co jeśli inni skuszeni przykładem "wyjadą" w Świątyniach z innymi "naturalnymi" czynnościami fizjologicznymi?

Oceń 98 22 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook