Katechetka - kryzysowy wychowawca czy nauczyciel do bicia?

(fot. Archiwum Prywatne - Joanna Długosz)

Katechetka, pani od religii - byt pośredni między zakonnicą a przedszkolanką. Kojarzony przez wielu z szarym golfem i oazowymi piosenkami. Ile krzywdzących stereotypów wciąż jeszcze powiela się, mówiąc o nauczycielach religii?

 

Dzisiaj katecheta to ktoś więcej niż nauczyciel, który przez osiemnaście godzin tygodniowo wykłada katechizm i odpytuje z przykazań. W moim idealnym wyobrażeniu nauczyciel religii to "dobry duch" szkoły, który ewangelizuje zawsze i wszędzie, a kiedy jest to konieczne, używa do tego także słów, nie tylko czynów. A w praktyce...

 

Jestem katechetą wszędzie dla wszystkich

 

Katēchéō oznacza wywoływać echo - pobudzać do wiary, do dobra. Praca katechety nie kończy się z dzwonkiem i zamknięciem drzwi sali lekcyjnej, nie tylko dlatego, że dzieci potrafią z drugiego końca zatłoczonej ulicy krzyczeć: "O! Pani od religii!!!". To oczywiste, że nauczyciel pracuje także poza szkołą, przygotowując się do lekcji i poprawiając sprawdziany. Zazwyczaj jednak nie uczy matematyki podczas przerw czy przypadkowych spotkań w sklepie, a tym bardziej nie uczy rodziców uczniów czy swoich koleżanek z pracy. Mam silne poczucie, że bycie nauczycielem religii nie kończy się na lekcjach z moimi uczniami.

 

Bardzo często także podczas rozmów z rodzicami przekazuję - nawet mimowolnie - treści związane z wiarą i etyką. Każda rozmowa wychowawcza jest dodatkową możliwością, by wskazać na chrześcijańskie nurty w wychowaniu dzieci, na rolę wiary i wartości, a czasami na przekór opiniom na temat ucznia szukać w nim dobra i to na nim koncentrować uwagę rodziców, dając pozytywne wzmocnienia do poprawy zachowania. Katechetą jest się także w pokoju nauczycielskim - tam też swoją postawą i słowami ewangelizuję. Powinnam i chcę być źródłem optymizmu i uśmiechu, który mówi o Bogu niejednokrotnie więcej niż długie wykłady czy kazania.

 

Jestem wychowawcą wszędzie dla wszystkich

 

Zgodnie z wciąż jeszcze obowiązującym prawem, słusznie czy nie, nauczyciele religii nie mogą pełnić funkcji wychowawcy. Jednak z mojej perspektywy niewiele to zmienia. Wielu z moich uczniów traktuje mnie jak zapasowego, kryzysowego wychowawcę. Przychodzą ze swoimi osobistymi problemami, klasowymi konfliktami i niejednokrotnie także z trudnościami w nauce. Jako pani od religii pełnię niekończący się dyżur wychowawczy i w zasadzie nie ma dnia, w którym nie przeprowadziłam z uczniem rozmowy na mniej lub bardziej istotny temat szkolno-życiowy.

 

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ na lekcjach religii mówię o Dobru, mówię o Miłości i innych normach, które regulują nasze życie. Uczniowie kojarzą więc religię i automatycznie mnie również z pozytywnym i otwartym podejściem do życia, z łagodnością i szacunkiem do drugiej osoby. Często, być może nawet podświadomie, wybierają mnie na osobę, która jest ich zdaniem najbardziej kompetentna do rozwiązywania ich problemów. Nauczyło mnie to, że słuchanie bywa ważniejsze niż mówienie. Najczęściej te dzieci chcą się w pierwszej kolejności wygadać i już samo wypowiedzenie na głos wątpliwości pomaga im samym stawić czoła wyzwaniom.

 

Po drugie nauczyłam się, że czas jest zawsze - na lekcji, na długiej przerwie, w przejściu między salami, w drodze na przystanek. Łatwo znaleźć wymówkę i zaszyć się w pokoju nauczycielskim, by uzupełniać dziennik, ale poświęcenie kilkunastu minut młodemu człowiekowi i obserwowanie jego rozpogadzającego się czoła daje zdecydowanie więcej satysfakcji.

 

Po trzecie i najważniejsze nauczyłam się wdrażania prymatu miłosierdzia nad sprawiedliwością. W szkole, która ze swej natury opiera się na regulaminach i statutach, ożywczą bryzą jest zwrócenie uwagi na człowieka. Nie zawsze jest najważniejsze to, kto poniesie (często bezmyślną) karę, kto zgodnie z przepisami dostanie negatywną uwagę. O niebo - nomen omen - ważniejsze jest, by rozmową i poświęconym czasem dotrzeć do motywacji działania, by uczeń sam sobie potrafił odpowiedzieć na pytania dotyczące jego samego. To podejście z miłością procentuje na przyszłość.

 

Jestem panią od religii... a jaka jest twoja supermoc? (Flp 4,13)

 

Joanna Długosz - z wykształcenia teolog i menadżer. Z pasji i powołania "pani od religii". Prowadzi autorskiego bloga pod tym samym tytułem

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.33

Liczba głosów:

36

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

czesiek900 08:32:02 | 2018-05-30
 Sam uczę swoje dzieci religii. - Za czasów Mojżesza Bóg polecił izraelskim rodzicom: „Te słowa, które ci dzisiaj nakazuję, mają być w twoim sercu; i wpajaj je swym synom” (Powtórzonego Prawa 6:6, 7). A więc rodzice powinni pamiętać o dwóch rzeczach. Przede wszystkim sami mają poznawać Pismo Święte i stosować się do niego w praktyce, aż pokochają zawarte w nim prawo Boże (Psalm 119:97). Będą wtedy mogli wprowadzać w czyn zalecenie z drugiej części tego wersetu — "wpajać te słowa’ swym dzieciom, niejako wyryć je w ich sercach przez kierowanie uwagi na ich wartość. Trzeba zatem, by rodzice odpowiednio pouczali dzieci i często powtarzali im to, co najistotniejsze. 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

czesiek900 08:31:12 | 2018-05-30
Nie posyłajcie tam tylko dzieci. Kiedy na lekcji religii pewien trzecioklasista żalił się, że dzieci muszą przestrzegać mnóstwa reguł, a dorośli nie, katechetka poprosiła uczniów o ułożenie własnych Dziesięciorga Przykazań dla dorosłych. Według niemieckiego tygodnika katolickiego Christ in der Gegenwart większość dzieci nawiązywała do dobroci, zgodnego usposobienia, sprawiedliwości, uczciwości i prawdomówności. Zdaniem pewnego dziecka przykazania te powinny brzmieć tak: ?1. Nie bądźcie niesprawiedliwi. 2. Nie zrzędźcie tyle. 3. Nie poganiajcie nas. 4. Nie przeszkadzajcie nam wciąż. 5. Nie wyśmiewajcie się z nas. 6. Nie przymuszajcie nas. 7. Od czasu do czasu przyznawajcie nam rację. 8. Nie ustanawiajcie własnych reguł. 9. Żyjcie ze sobą w zgodzie. 10. Chodźcie też sami do kościoła, a nie posyłajcie tam tylko dzieci?.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 18:52:40 | 2018-05-27
Prawie każdy zawód potrafi stać się Bożym powołaniem jeśli odważymy się do naszego codziennego życia, zaprosić Ducha Świętego.

Nie zawsze się to udaje, ale życie w jedności z Duchem Świętym jest zupełnie inne niż życie w separacji czy też (choćby niewielkim) oddaleniu.

Czasami powracają w moim życiu sytuacje trudne, te z którymi mam  zwykle ogromne problemy.
Każdy z nas ma takie grupy "ciężkich" epizodów życiowych, a niektóre z nich co jakiś czas powracają, jakby niezaliczone lekcje życia (miłości, miłosierdzia, zrozumienia drugiego człowieka itd).

Takie epizody są niczym szkolne urwisy lub trudne szkolne i życiowe przypadki (tak mi się to teraz skojarzyło).

Jednak od jakiegoś czasu (obudzony Chrztem w Duchu Świętym), czasami polecam takie sprawy Duchowi Świętemu i naprawdę bywam ogromnie zaskakiwany pozytywnym obrotem sytuacji. Tam gdzie zwykle pojawiała się osobista jakaś porażka, tam Bóg przemienia to w coś za każdym razem pozytywnego, a zarazem uczącego mnie nowego spojrzenia na rzeczywistość.

Dlatego gorąco polecam tą drogę ewangelizacji, Ewangelizacji Duchem Świętym, gdyż jest ona efektywniejsza, owocniejsza, a na końcu i bardziej satysfakcjonująca.

Osobiście nie wyobrażam sobie współpracować z obecną trudną młodzieżą i próbować ich jeszcze Ewangelizować, gdy oni (w przeważającej większości) swoją uwagę zatrzymują jedynie na słabościach i przyjemnościach tego świata.
Sądzę, iż nadzieję mogłbym pokładać jedynie w nielicznych, ale co z resztą?
No właśnie, resztę polecałbym Mocy Ducha Świętego, bo sam czułbym się za słaby.

Podziwiam nauczycieli z pasją wykonujących swoje powołanie.
Niewątpliwie powołanie Katechetów bywa jeszcze trudniejsze, a co za tym idzie polecam Ducha Świętego jako przewodnika na codzień w tej trudnej misji Bożego powołania.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

piecuszek 10:51:07 | 2018-05-24
Katecheta absolutnie nie powinien byc wychowawca. Po pierwsze moze dyskryminowac, nawet nieswiadomie dzieci niewierzace. Po drugie - bedzie na sile ewangelizowal. nawet wbrew dziecku i rodzicom.

Oceń 9 39 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

sklara 10:33:55 | 2018-05-24
Zatytułowałabym ten artykuł: Idealni katecheci sa wśord nas...
Wykonuję tę robotę 22 lata i moją supermocą jest moja  słabość...
Im więcej przekonania, że nie jest to moje dzieło tym więcej radości z pracy posiadam.... Bycie katechetą jest trudne, wymaga, zaangażowania, pasji,  zgody na brak ogladania efektów pracy i ciągłego podążania za sposobem myślenia młodych ludzi ( z takimi pracuję). Pozdrawiam.  

Oceń 17 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 09:05:33 | 2018-05-24
"Jestem panią od religii... a jaka jest twoja supermoc? (Flp 4,13)"

Jestem człowiekiem!

:)

Oceń 9 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 08:24:47 | 2018-05-24
Fatalne, niedopuszczalne zdjęcie na początku tekstu. Wydatnie utrudniać  może ono czytanie tekstu, bo czytelnik zamiast czytać będzie się PRZYGLĄDAĆ!

Poza tym, mądrze. Ale zdjęcie natychmiast wyciąć! :)

Oceń 3 14 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook