Moc modlitwy mamy

Joanna Uchańska
(fot. shutterstock.com)

Jak wygląda wasz dzień? Noc? Doba? Mam wrażenie, że moja doba trwa już od prawie czterech lat. Czasem przerywana dłuższym, czasem krótszym snem. Dziękuję Ci Boże, że jesteś, inaczej nie dałabym rady. Dziękuję Ci też za moje dzieci, bo "Powód do śmiechu dał mi Bóg" (Rdz 21, 6).

 

Jestem mamą! A Ty jakie masz supermoce?! Drogie Czytelniczki - Mamy, dzisiaj chcę napisać coś dla Was i o Was. Nie jesteś mamą - przeczytaj, a dowiesz się, kim jest Twoja mama, bo każdy z nas jakąś ma.

 
2.37 - patrzę na zegar w łazience. Mąż wyjechał, córka boi się sama spać, przydreptała do sypialni, synek się obudził. Usypiają w naszym łóżku. Po pewnym czasie przenoszę ich i znów śpią w swoich łóżeczkach.


4.32 - jak wyżej, przy czym już ich nie przenoszę. Nie mam siły. Śpią, ale synka pilnuję, co chwilę się budząc, bo sprawdzam, czy nie spada. Same wiecie, jak małe dzieci się wiercą w nocy.


7.05 - obudzili się. Jeszcze trochę przytulanek, całusów i odsłaniam żaluzję. Wstał nowy dzień, słońce oświetla mi policzki. Prysznic, ubieram siebie i dzieci. Trzy śniadania, dwie herbatki, jedna kawa. Dwa warkocze, jedno pudełko z drugim śniadaniem. Kilka łącznie minut szczotkowania zębów. Trzy czapki, trzy szaliki, trzy kurtki, sześć butów. Kilka ruchów kluczem w zamku, potem w stacyjce.

 

.

.

.


20.16 - Aniele Boże… Amen. "Śpij dobrze, Kochanie". "Mamo, gdzie idziesz?" "Podejdę tylko do twojego braciszka. Śpij już. Gdybyś się bała, przyjdź do mnie".


23.24 - ostatni raz patrzę na zegar na smartfonie, wyłączam Internet, żeby nikt mnie nie niepokoił. Odcinam się od wirtuala.


1.31 - Mały się obudził. Boże, jak dobrze, że córka śpi. Poprzytulam Malca i położę się znów.


A jak wygląda Wasz dzień? Noc? Doba? Mam nieodparte wrażenie, że moja doba trwa już od prawie czterech lat. Czasem przerywana dłuższym, czasem krótszym snem.
Dziękuję Ci, Boże, że jesteś, inaczej nie dałabym rady. Dziękuję Ci też, Boże, za me dzieci, bo "Powód do śmiechu dał mi Bóg" (Rdz 21, 6).


A co oznaczają powyższe kropki? Tylko Wy, drogie Mamy, wiecie. Tam ukrywa się Wasz dzień, Wasze smutki, radości, trudy, powodzenia i niepowodzenia. Miliony podejmowanych decyzji i działań w trosce o rodzinę, męża, bliskich. Na co dzień o tym nie mówicie, bo stajecie przed ludźmi "pełne skromności, jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi" (1 Tes 2, 7). Ale czasem jesteście tak zmęczone, że myślicie, że jeszcze minuta i już naprawdę wysiadacie z tej karuzeli. Po czym przytulacie Wasze dziecko i jest dobrze, ciepło, miłość Was ogarnia.


Ale znów choroba, łzy dzieci, złe słowa, brak pieniędzy, przetarte buty, brak, brak, brak czasu, bo praca, którą macie ciągle i ciągle wymaga od Was nadgodzin. Och, jak mi źle, że autobus znów stoi w korku, bo odbiorę moje dziecko później z przedszkola, a już tyle godzin tam jest. To tylko 5 minut, ale dla niego to ważne 5 minut, kiedy tak bardzo na mnie czeka. I znów nie dam już rady. Musisz dać radę! Dasz radę!


Dam Ci mój przepis, moja droga Czytelniczko. To może być naprawdę dobre 5 minut. Wykorzystaj je na modlitwę za Twoje dziecko? Na modlitwę, która działa cuda, bo prosi o nie troskliwa i przezorna matka z Kany Galilejskiej (J 2, 1-12), a Jezus na pewno jej wysłucha. Nie martw się. Twoim dzieckiem opiekuje się Bóg, a Ty troszczysz się o Nie także i teraz, modląc się.


Synek był malusieńki. Wpadł w okno chorobowe jeszcze przed szczepieniami, a już odporność z życia płodowego nie była wysoka. Ktoś przyszedł, nakichał i masz… kaszel, gorączka, straszny kaszel, katar, kaszel, gorączka, płacz, płacz, płacz… zapalenie oskrzelików. Szpital. Prześwietlenia, pobranie krwi, badania, badania, badania i to straszne metalowe łóżeczko… a on ma tylko kilka tygodni. Zasnął w tym wielkim zimnym, metalowym łóżeczku, w salce tak małej, że powinniśmy być w niej sami.

 

Jednak nie, łącznie 8 osób, w tym czwórka chorych dzieci. Modlę się, Boże, daj nam siłę! Nie zostawiaj nas, ochraniaj. Nic się nie dzieje, żadnych decyzji, nikt mnie o niczym nie informuje. Po kilku godzinach jest! Jest lekarz - wdrażamy inhalacje z… NaCl i obserwujemy. Za kilka dni będą pozostałe wyniki, teraz wystarczą inhalacje.

 

Modlę się. Rozmawiam jeszcze dwukrotnie z lekarzami. Wychodzę na żądanie, nie chcę tutaj zostać ani chwili dłużej. Modlę się non stop. Tłumaczę wszystkim, że to jedyna rozsądna decyzja. 5 dni później jest… po chorobie. Kolejni lekarze wezwani do domu potwierdzają: "Dobrze pani zrobiła, że zabrała dziecko ze szpitala". 4 miesiące później w pociągu spotykam matkę dziewczynki, która była z nami w sali w ten sam dzień, kiedy byłam tam z synkiem. Z ciekawości i serdeczności odzywam się, pytam o zdrowie Małej. To, co słyszę, przeraża mnie. Matka opowiada o kolejnych nabytych dolegliwościach i czasie spędzonym w szpitalu. Utwierdza mnie tym samym w przekonaniu: Boże, dziękuję Ci, że mnie poprowadziłeś i dałeś siłę, by podjąć tę decyzję.


Drogie Mamy, powyższe świadectwo nie jest po to, by namawiać Was do podważania decyzji lekarzy, niewzywania ich w razie potrzeby czy leczenia dzieci na własną rękę. Zawsze należy się z nimi konsultować. Podjęta przeze mnie decyzja miała wiele uwarunkowań (możliwość stałej, codziennej opieki i wizyt lekarzy w domu, drugie dziecko, które na mnie czekało, bardzo szczegółowa analiza dokładnych wyników krwi dziecka itd.). Jestem osobą, która uznaje prymat zdania lekarzy nad wszystkim innym, ale od tych, którzy nas odwiedzają, wciąż słyszę jedno: "Pani jest mamą i pani wie najlepiej, jak czuje się pani dziecko".

 

Wierzę też w jeszcze jedno - moc modlitwy mamy. Modlę się o moje dzieci w każdej sytuacji i o wszelkie sprawy. Dzieciaki są jeszcze bardzo małe, ale już wypraszam u Jezusa o ich przyszłe życie tu, na Ziemi, jak i tam, w niebie, o ich rozwój duchowy, podejmowane wybory, napotykanych ludzi na swojej drodze, ochronę przed złem czy niepowodzeniami, szczęśliwą drogę, pomnażanie talentów itd. I widzę tę moc, te dary, które spływają. Nawet jeśli stajemy przed jakimiś przeciwnościami, gorąca modlitwa przynosi w naszym życiu woltę i znów wracamy na dobre tory. Nawet jeśli jest źle, Bóg nie pozwala nam się zachwiać, ochrania nas, pomaga pogodzić się z porażkami.


Czy pamiętacie moje świadectwo na temat mocy modlitwy o dobrego męża? Pisałam, jak wieloletnie starania i prośby przyniosły mi cudownego partnera. Czy modlitwa o moje dzieci przyniesie im życie bez chorób, porażek czy niepowodzeń? Pewnie nie, bo takie życie nie jest prawdziwe. Jednak wierzę, że pozwoli im łatwiej uporać się z porażkami, uchronić przed komplikacjami pochorobowymi, podejmować szybciej dobre decyzje, da im życie wieczne. Bo moc modlitwy matki działa cuda.

 

Naprawdę! Przekonałam się o tym wielokrotnie, prosząc o różne łaski, ale też dziękując za to, co Pan Bóg darował albo przed czym ochronił. A przede wszystkim w swoim własnym życiu, które zawdzięczam mojej Mamie, która od wielu, wielu lat nieustannie modli się o moje życie i teraz o życie moich dzieci. I dziękuję teściowej, która sprezentowała mi kiedyś książkę, z której nauczyłam się modlić jako mama.


Masz Mamo Supermoc - Moc Modlitwy Mamy. Joanna - dająca świadectwo Mama.

 

PS1: Drodzy Ojcowie. Proszę, abyście pamiętali, że i Wy macie tę supermoc. Moc modlitwy Taty, moc modlitwy Rodzica. Piszę jednak z perspektywy mam, bo sama nią jestem i opowiadam o moich doświadczeniach. Wiem, że ze wszech stron wszędzie blogi, gazety czy programy mam, dla mam i o mamach. Ale Wy tak samo się martwicie, opiekujecie, jesteście i modlicie się o Wasze rodziny. Napiszcie o tym, opowiedzcie, podzielcie się Waszymi doświadczeniami.


PS2: A teraz, proszę, pochylcie się nad fragmentem ze Starego Testamentu Syr 38, 1-15. Fragment szczególnie przeze mnie czytany, kiedy spotyka moich bliskich choroba. Stosuję wówczas receptę modlitwy o dobrego lekarza, o dobrą diagnozę, o dobre leki. Nie modlę się po prostu o uzdrowienie, ale czczę lekarza i dziękuję za wiedzę medyczną, którą zesłał mu Bóg. Mi pomaga. A Tobie? Może też pomoże.

 

Przeczytaj: Tylko mój "katolicki" Bóg jest prawdziwy >>

 

Joanna Uchańska - niespełna trzydziestoletnia mama trzyletniej córeczki i półrocznego synka. Żona ewangelika. Rodowita Ślązaczka, która od 10 lat mieszka w Krakowie. Zawodowo prawnik, związana naukowo z Uniwersytetem Jagiellońskim. Napisała doktorat na temat patentowania wynalazków biotechnologicznych. Zajmuję się prawem własności intelektualnej oraz life science. Prywatnie pasjonuje się zdrowym gotowaniem i pieczeniem dla całej rodziny. Zaangażowana społecznie w sprawy ochrony srodowiska, wolności  obywatelskich i szkolnictwa wyższego

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.6

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

bearpu1994 06:21:13 | 2018-07-07
Being the most important woman is the motherhood and parenting
slither io

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook